Draft NBA 2026 odbędzie się 23 i 24 czerwca, czyli kolejno w najbliższy wtorek będziemy mieć do czynienia z pierwszą rundą (największe młode talenty), a w środę z drugą. Uwaga: to jeden z najlepszych i najbardziej wyjątkowych draftów od lat. Prognozowana pierwsza trójka, a może nawet i czwórka, definiowana jest w każdym przypadku jako pokoleniowy talent. Później też nie jest źle, bo mowa o bardzo szerokiej klasie draftu. Czego możemy się spodziewać, a co już wiemy? Przejdźcie przez to z nami.



Na początek: Murowane TOP4 draftu NBA 2026

1. AJ Dybantsa (Uczelnia BYU)

Najbardziej prawdopodobna „jedynka” draftu, czyli właśnie AJ Dybantsa we własnej osobie. Bleacher Report w swoim mock drafcie porównuje go do Jaylena Browna z Boston Celtics. Jeszcze inni do większego Tracy’ego McGrady’ego, ale nie brakuje w jego grze także podobieństw do samego LeBrona Jamesa. Dybantsa bazuje głównie na wybitnym atletyzmie i wybuchowej energii. Jeśli tylko chce, potrafi grać równo po obu stronach parkietu (chociaż bierze się pod lupę jego koncentrację w obronie, która wydaje się zmienna).

To najlepszy punktujący minionego sezonu NCAA, który oddawał ponad 17 rzutów na mecz i trafiał średnio 51% z nich. Może śmiało grać na pozycjach od 2 do 4, chociaż docelowo jest to niski skrzydłowy. Pokazywał też przebłyski w rozegraniu – z biegiem sezonu bardzo się poprawił w tym aspekcie, co również podbiło mocno jego notowania. To dowód, że się uczy i staje się coraz lepszy, a to pozytywny znak.

Z założenia ma to być franchise player z krwi i kości, który odmieni losy klubu, do którego trafi (niezależnie jaki to będzie). Bardzo się zdziwimy, jeśli nie będziemy mówili o nim za kilka lat jako o jednej z twarzy nowoczesnej NBA. Ma wszystko, by stać się super gwiazdą. Jest wszechstronny i niezwykle utalentowany, a do tego ma odpowiedni mental, żeby wygrywać mecze. U Dybantsy wszystko się spina, ale musi jeszcze doszlifować rzut zza łuku.

Fizyczność, separacja z kozła, gra w przejściu, wejścia pod obręcz (które wyglądają u niego banalnie łatwo), rzut z półdystansu (trochę staroszkolny motyw, jak u DeMara DeRozana) i potencjał na głównego strzelca zespołu: to Dybantsa w pigułce.

Tytuły, nagrody i wyróżnienia: FIBA U19 World Cup MVP (złoty medalista z kadrą USA), Consensus First-Team All-American, Julius Erving Award Small Forward of the Year, Big 12 Freshman of the Year, Newcomer of the Year, rekordzista punktyowy BYU i Big 12 (w pojedynczych meczach), nr 1 klasy 2025 według ESPN, McDonald’s All-American.

Statystyki: 25.5 punktu, 6.8 zbiórki, 3.7 asysty, 1.1 przechwytu, 51% FG, 33.1% 3P, 77.4% FT.

2. Cameron Boozer (Duke)

Cameron Boozer, czyli jeden z synów Carlosa Boozera. Wraz z bratem grał dla prestiżowej drużyny Duke Blue Devils. Osobiście to mój ulubiony zawodnik tej klasy. Nieziemskie statystyki, urodzony lider, odpowiedni charakter, wysokie koszykarskie IQ i wiele więcej. Jego obecność na parkiecie sprawia, że koledzy obok stają się lepsi. Jest najbardziej bezpieczną opcją spośród TOP4. Może nie ma tak wysoko ustawionego sufitu jak Dybantsa, ale to kawał koszykarza.

Nie bazuje na atletyzmie, ten jest u niego przeciętny, ale może to i nawet… lepiej? Jest mniej efektowny, ale za to efektywny do bólu. Nie robi niesamowitych highlightsów, ale z łatwością zdobywa punkty. Jego styl gry w ataku nie jest tak ryzykowny i podatny na kontuzje, trochę jak na przykład u Nikoli Jokicia. To się ceni, to mądre podejście. Pierwszym freshman lub sophomore od czasów Larry’ego Birda w sezonie 1976/77, który notował co najmniej 20 punktów, 10 zbiórek i 4 asysty na mecz.

Nieprzyjemnie gra się na niego w pomalowanym, przepycha się jak może. To prawdziwy czołg. Ma smykałkę do zbiórek, w tym w ofensywie. Świetnie rozciąga grę, bo umie rzucać za trzy punkty. Według ESPN waży aż 250 lbs przy wzroście 6’9′. To „niska”, ale silna i masywna czwórka. Może grać jako tzw. small ball center i sprawdzi się jako stretch. To jeden z niewielu przypadków z tego draftu, kiedy zawodnik będzie musiał zrzucić kilka kilogramów zamiast nabrać po wejściu do NBA.

Na dzisiaj, to najlepszy gracz tego draftu. Najbardziej dojrzały. Zanotował 22 double-double w sezonie. Świetnie podaje po zasłonach i „rollach”. Gra przodem, jak i tyłem do kosza. Czyta grę, nie boi się kontaktu (nawet przy kończeniu akcji). Nie spieszy się, lubi atak pozycyjny. Szybki kontratak to nie jego bajka. Porównuje się go do Kevina Love z początków kariery. Ma jednak podania na dużo wyższym poziomie.

Paradoksalnie początek kariery w NBA może być dla niego trudny. Będą wiązali z nim duże oczekiwania, więc i spora presja. Wszystko zależy od tego, gdzie trafi i jaką dostanie rolę. Z pewnością nie pasuje wszędzie, ale też nie widzę świata, w którym nie nauczy się nowego systemu czy roli na parkiecie. Po prostu prawdopodbnie będzie potrzebował trochę czasu. Jeśli znajdzie swój indywidualny sposób na wygrywanie, tak jak miało to miejsce w NCAA, będzie nie do zatrzymania.

Tytuły, nagrody i wyróżnienia: Consensus National College Player of the Year 2025/26, Unanimous AP First-Team All-American, ACC Player of the Year, ACC Rookie of the Year, ACC Tournament MVP, dwukrotny złoty medalista i dwukrotny MVP z kadrą USA.

Statystyki: 22.5 pkt, 10.2 zb., 4.1 ast, 55.6% FG, 39.1% 3P, 78.9% FT, 1.4 przechwytu.

3. Darryn Peterson (Kansas)

Jeden z najlepszych strzelców w tym drafcie. Definicja „pure scorer”. Bardziej atletyczna i fizyczna wersja Stephena Curry’ego. Jego ruchy przypominają momentami nawet Michaela Jordana, stąd nie dziwią go porównania do Anthony’ego Edwardsa, który również często jest zestawiany z największym nazwiskiem w historii NBA.

Darryn Peterson jest wybitnym zawodnikiem, ale ma też swoje za uszami. Opuszczał mecze na Uniwersytecie. Niektórzy wątpią w jego zaangażowanie. Temat podejmowano publicznie – i to wielokrotnie. Jego trener przyznał otwarcie na jednej z konferenecji, że nieobecność Darryna nie jest jakimś wielkim problemem, bo chłopaki (koledzy z szatni) nauczyli się już grać bez niego.

Ma umiejętności, żeby być „jedynką” i najlepszym zawodnikiem tego draftu, ale pytanie czy głowa dojedzie. Póki co bardzo duża czerwona flaga. Talent ogromny. Jeżeli jakiś klub szuka wybitnego rzucającego obrońcy, na którym chce oprzeć cały system (nie potrzebuje piłki w ręce, żeby dawać jakość), to jest nim Peterson. Dobrze gra bez piłki, ale prawdopdobnie będzie jej oczekiwał. Jeśli patrzeć tylko na jego karierę uniwersytecką, to wydaje się mocnym inwidualistą.

W college’u nie pokazał pełni playmakingu, który miał w liceum, gdzie notował ponad 30 punktów i ponad siedem asyst na mecz. Podsumowując, jego największy atut to kreacja i przygotowanie miejsca do rzutu: pull-upy, gra z półdystansu, akcje po koźle, zmiany tempa i naturalna pewność siebie jako strzelec. The Athletic słusznie porównywał jego sezon do sytuacji młodego Edwardsa w Georgii — talent był widoczny, ale spacing i zdrowie nie zawsze pozwalały zobaczyć całość pakietu, który oferował.

Stylowo to bardziej combo guard niż klasyczny rozgrywający: w najlepszym scenariuszu strzelec w typie Devina Bookera/Bradley’a Beala, w gorszym — bardzo dobry strzelec, który potrzebuje obok siebie prawdziwego organizatora.

Statystyki: 20.2 pkt, 4.2 zb., 1.6 ast, 1.4 przechwytu, 43.8% FG, 38.2% 3P, 82.6% FT.

4. Caleb Wilson (North Carolina)

Caleb Wilson to gracz z Karoliny Północnej, który drzwiami wszedł do NCAA i stosunkowo szybko udowodnił, że nie jest wcale gorszy od powyższej trójki. Łatwo zdobywa punkty, dzięki swojej fizyczności. Trochę jak Giannis. Wykorzystuje i uwidacznia swoje zalety, tym samym tuszując wady. Jego rzut z dystansu jest wątpliwy. Możliwe, że nigdy nie będzie w tym dobry, ale inne rzeczy robi na tyle jakościowo, że nikt nie będzie sobie tym zawracał głowy.

Jest wysoki i długi (ogromny zasięg ramion). Agresywnie atakuje kosz. Nie jestem pewien czy poradzi sobie z pierwszoplanową rolą na poziomie NBA. Czas pokaże. Wilson to też niesamowity obrońca. Zdziwię się, jeśli nie będzie w najlepszych defensywnych piątkach. Umie zbierać, po prostu to ma (blisko 10 zbiórek na mecz w sezonie).

W trakcie sezonu wypadł z powodu poważnej kontuzji (złamanie ręki), przez co ominął go March Madness. Niemniej jednak w sezonie regularnym wyglądał bardzo dobrze na tle najlepszych rywali. Nie ma powodów do kompleksów. Jest bardzo pewny siebie. Powiedział, że odmieni losy franczyzy, do której trafi (raczej Chicago Bulls). Będzie się go dobrze oglądać. Z tym że mimo wszystko nie stawiam go na równi z powyższą trójką.

Statystyki: 19.8 pkt, 9.4 zb., 2.7 ast, 57.8% FG, 25.9% 3P (mała próba), 71.3% FT, 1.4 bloku, 1.5 przechwytu.

Obiecujący rozgrywający w najlepszej dziesiątce

5. Darius Acuff Jr. (Arkansas)

Gdyby koszykówka polegała tylko na grze ofensywnej, mówilibyśmy o nim jako ścisłej czołówce tego draftu (w wielu predykcjach jest bliżej 10. miejsca, niż piątego). Acuff Jr. to rozgrywający z twardym charakterem. Notował ponad 23 punkty na mecz i rozdawał ponad sześć asyst, a jego stosunek asyst do strat wynosi prawie 3.0, co jest kosmicznym wynikiem (zwłaszcza przy takim % posiadania piłki). Rzuty za trzy punkty to jego supermoc: 44%(!) skuteczności. Lubi grę pick-and-roll, wchodzi w ciało, wymusza rotacje.

Największe obawy dotyczą jego gry defensywnej. Wydaje się jednak świadomy: sam mówił, że musi być lepszy w tym aspekcie i zamierza się poprawić. Trudno powiedzieć czy te niedociągnięcia wynikały z jego roli (powierzonej przez trenera), braku zaangażowania czy po prostu braku predyspozycji. Od takiego Cama Thomasa odróżnia go to, że umie też podawać, co sprawia, że trudno go lekceważyć.

Statystyki: 23.5 pkt, 6.4 ast, 48.4% FG, 44% 3P, 80.9% FT.

6. Mikel Brown Jr. (Louisville)

To może być całkiem niezły gracz two-way/dwustronny (dobry zarówno w ofensywie, jak i w obronie) na pozycji rozgrywającego, czyli kluczowej pozycji z perspektywy budowania drużyny. Nieraz w minionym sezonie miał jednak problemy z rzutem. Ostatecznie zakończył sezon z wynikiem 41% z gry.

Miał gorszy początek sezonu, potem wystrzelił. Zanotował nawet spotkanie z szalonymi 45 punktami na koncie. Znakomicie wypadł na draft combine, co może go napędzić przed draftem. Jest bardzo wszechstronny. Sufit w jego przypadku jest wysoko umiejscowiony, ale momentami kojarzy mi się z Killianem Hayesem, a fani Detroit Pistons powiedzią, że to źle.

Jest bardzo kreatywny, potrafi w interesujący sposób otworzyć przestrzeń podaniem. Raczej będzie potrzebował trochę czasu do adaptacji po wejściu do ligi. Czuje tempo, jest zwinny i szybki, a do tego potrafi trafiać z dalekiego dystansu (chociaż selekcja strzałów to coś, na co skauci zwracają u niego uwagę). Może zostać wybrany przez klub, który z różnych powodów potrzebuje zaryzykować, jak Brooklyn Nets.

Statystyki: 18.2 pkt, 4.7 ast, 41% FG, 34.4% 3P, 1.2 przechwytu.

7. Keaton Wagler (Illinois)

Keaton Wagler to jedno z pozytywnych zaskoczeń sezonu 2025/26 w NCAA. Rozgrywający ma tyle samo wzrostu co np. Cade Cunningham, ale musi jeszcze zbudować masę mięsniową po dołączeniu do NBA. Wagler ma za sobą naprawdę udany sezon w barwach Illinois, w którym pokazał, że może być liderem, mimo że wcześniej nie był do tego typowany. To nie było „gorące” nazwisko na rynku, a teraz już jest.

Umie kreować sobie, jak i kolegom obok. Jest zaangażowany w grę obronną, ale przede wszystkim to wybitny strzelec: 44,5% z gry, 40% zza łuku i 80% z osobistych. Źródła podkreślają jego czucie gry, pracę nóg, szybki release i umiejętność gry zarówno na piłce, jak i obok niej. To typ zawodnika, którego trenerzy lubią szybko: podejmuje dobre decyzje, nie forsuje, dobrze rzuca i może być świetnym uzupełnieniem dla głównej gwiazdy zespołu.

Nie bazuje aż tak na sile i atyletyzmie, mimo że jest wyższy od większości osób na swojej pozycji. Gdyby spojrzeć tylko na statystyki, to wygląda może nawet jak najlepszy, a przynajmniej najbardziej obiecujący point guard tego draftu. Wielu dziennikarzy miało go w swoich mock draftach na solidnym 5. miejscu.

Uważam, że to bardzo bezpieczna opcja, jeśli chodzi o wybór. Na dzisiaj nie widać, żeby skala jego talentu mogła jeszcze bardziej eksplodować (jak np. u Browna Jr.), ale trudno sobie wyobrazić, żeby nie był bardzo dobrym rozgrywającym na warunki ligi. Może nie będzie pierwszą czy drugą opcją mistrzowskiego zespołu, ale solidnym starterem, czemu nie?

Statystyki: 17.9 pkt, 5.1 zb., 4.2 ast, 44.5% FG, 39.7% FG, 79.6% FT.

8. Kingston Flemings (Houston)

Flemings to z kolei po prostu „fajny” zawodnik. Miło oglądać jego grę na parkiecie. Rozgrywający z Houston w zasadzie robił wszystko, co mógł: rzucał, asystował czy kradł piłki (półtora przechwytu na mecz). Bardzo efektywny i produktywny gracz, który też zaszedł daleko ze swoją drużyną jako jej lider.

Obawiono się trochę o jego warunki fizyczne czy przygotowanie pod kątem motorycznym, ale na draft combine (testy przedraftowe) nie wypadł aż tak źle. To będzie zawodnik, który będzie mocno się starał, żeby udowodnić, że się co do niego mylono. Będzie grał rywalom na nosie.

Nie pęka na piłce, mimo niższego wzrostu. Między innymi pod tym względem jest niczym Jalen Brunson. Zwraca się uwagę na jego dojrzałość. Umie przyspieszyć grę, ale i uspokoić tempo. Porównania: De’Aaron Fox czy VJ Edgecombe. Jego pull-up trójki potrzebują potwierdzenia, ale w defensywie to gotowy produkt, mimo że tak jak pisaliśmy – nie ma najlepszych warunków.

Statystyki: 16.1 pkt, 4.1 zb., 5.2 ast, 47.6% FG, 38.7% 3P, 84.5% FT, 1.5 przechwytu.

9. Brayden Burries (Arizona)

Arizona miała specyficzny styl gry, ale Brayden Burries był ważnym elementem jej układanki. Obrońca rzucał średnio 16 punktów na mecz ze skutecznością 49% z gry oraz 39% „za trzy”. Potrafi rzucać, bronić i funkcjonować bez piłki. Nie gubi się. Wiele źródeł potwierdza, że to przykładowy talent na miarę NBA.

Nie ma takiego błysku jako kreator jak Peterson, Acuff czy Brown, ale za to ma mniej oczywistych dziur. To profil obrońcy do rotacji na play-offy: fizyczny, decyzyjny, gotowy do bronienia mocnych obwodowych i karania za błędy przeciwników. Zespoły nastawione na szybkie wygrywanie mogą być nim bardziej zainteresowane. Prawidłowo, bo jest to ciekawa opcja do rozpatrzenia. Po treningach w Golden State Warriors przyznał, że byłby zaszczycony możliwością gry ze Stephem. Nie on jeden.

Statystyki: 16.1 pkt, 4.9 zb., 49.1% FG, 39.1% 3P, 80.5% FT, 1.5 przechwytu.

To mogą być „steale” tego draftu, czyli gracze mający szanse na TOP14 (lottery picks)

10. Aday Mara (Michigan)

Mara to największy center w klasie: 7’3, około 260 funtów wagi, z ogromnym zasięgiem, świetnym czuciem podań i naturalną umiejętnością do ochrony obręczy. W Michigan miał imponujące 2,6 bloku na mecz i trafiał 67% z gry.

Ryzyka są klasyczne dla wysokich centrów: mobilność w obronie pick-and-rolla, spacing i rzuty wolne. Trafiał tylko 30% za trzy i 56% z linii. Znamy wielu takich silnych środkowych. Często potrzebny, ale też ograniczony profil gracza. Nie jestem fanem takich wyborów w czołówce draftu, ale jego notowania poszybowały ostatnio mocno w górę (głównie za sprawą dobrych testów sprawnościowych).

11. Nate Ament (Tennessee)

Przed sezonem był typowany do TOP4-5 draftu. Mini-Kevin Durant. Znamy takich z przeszłości: Jabari Smith Jr., Chet Holmgren czy Zacharie Risascher. Chudy, wysoki zawodnik, który umie (podobno) rzucać z dystansu. Ma dobre nastawienie i talent – to bez dwóch zdań. Ale jest za bardzo miękki. Potrzebuje nabrać siły, poprawić skuteczność swoich rzutów, częściej wykorzystywać warunki fizyczne (np. poprzez ataki na kosz).

To wybór dla klubu, który ma czas i będzie cierpliwie obserwował jego rozwój. Wielkie ryzyko, które może, ale nie musi się opłacić. Zaledwie 40% skuteczności z gry, ale to przez niełatwe rzuty z pół-dystansu i dalej. Czasami sam sobie utrudnia, przez to że nie czuje się na tyle mocny, by rywalizować fizycznie.

12. Labaron Phillon Jr. (Alabama)

Zapamiętajcie to nazwisko, bo będzie to fascynujący gracz. Definicja „walking bucket”: on po prostu z banalną łatwością zdobywa punkty. W tym sezonie w Alabamie miał średnie na poziomie 22 punktów (50% z gry, 40% zza łuku, 80% z osobistych). Pięć asysty w stosunku do dwóch i pół strat też wyglądają przyzwoicie, jak na spory procent jego posiadań.

Jest tak utalentowany w ataku, że to aż niedorzeczne. Jest tak daleko prognozowanym wyborem, ponieważ to jego drugi rok na uniwersytecie. Przeciwnicy mogą mieć z nim problemy, ponieważ jest „śliski”. Jeśli jego rzut jest prawdziwy, mamy startera. Jeśli nie, może być „tylko” strzelcem z ławki, jak Jordan Clarkson. Chyba że jeszcze poprawi się w defensywie, głównie jeden na jeden.

13. Karim Lopez (New Zealand)

Pierwsze międzynarodowe nazwisko na liście, spoza Ameryki. Kilka lat temu grał w Hiszpanii, ale ostatnie dwa sezony spędził w Nowej Zelandii. Jego nazwiszko szybowało w mock draftach od dawna, skauci bardzo dobrze go znali. Gra w profesjonalnej drużynie w Europie a w amerykańskim college’u to często niebo a ziemia. Miał trudniej, więc jego statystyki nie są aż tak imponujące. Robi wszystkiego po trochu, ma argumenty żeby być idealnym dopełnieniem składu na pozycji dwa lub trzy. To taki zawodnik, który umie grać systemowo, broni jeden na jeden, śmiało dostaje się pod kosz, a z czasem może jeszcze bardziej rozwinie rzut z dystansu.

Jest mobilny, dobrze porusza się bez piłki, kończy w transition i ma narzędzia do bronienia kilku pozycji. Drużyny widzą go raczej w środku/końcówce pierwszej rundy, bo narzędzia są atrakcyjne, ale w jego przypadku trzeba jeszcze udowodnić wiarygodność rzutu i – co chyba ważniejsze – stabilność. To typ skrzydłowego, którego może się opłacić rozwijać długo, a nie od razu wymagać produkcji.

14. Yaxel Lendeborg (Michigan)

Nietypowy koszykarz, który zdecydował się na przystąpienie do draftu po trzech latach spędzonych na studiach (ostatni sezon w Michigan). W każdym roku robił różnicę. Regularny, powtarzalny. Jest bardzo efektywny, jeśli chodzi o rzut w każdej strefie. Do tego dobry obrońca (1,2 przechwytu i 1,1 bloku na mecz).

Będzie miał 24 lata już we wrześniu — więc upside jest mniejszy niż u nastoletnich graczy. Ale dla drużyny walczącej o tytuł może być bardziej wartościowy niż surowy talent, bo wygląda jak gotowy skrzydłowy do rotacji (nawet na drugą część sezonu NBA). Jeden z fajniejszych graczy do wyrwania w środku stawki. Wydaje się być prawidłowym wyborem na „tu i teraz”.

Prognozowana druga połowa pierwszej rundy, ale często to wciąż duży potencjał…

Cameron Carr (Baylor)

Cameron Carr ma za sobą trzeci sezon w NCAA, ale w zasadzie pierwszy z prawdziwego zdarzenia. Wcześniej spędził dwa lata w Tennessee, ale męczyły go kontuzje, jak i nie dostawał szans. W 2025 roku przeniół się do Baylor i to był strzał w dziesiątkę. Rozgrał 34 spotkania, pokazał się jako wielopoziomowy strzelec i produktywny obrońca. Co ciekawe, notował 1.3 bloku na mecz, mierząc „zaledwie” 6’5”.

Carr to skrzydłowy/obwodowy strzelec (z potencjałem do profilu 3&D) z dodatkiem ataku po koźle. Podkreślano jego rzut czy rozwój w grze bez dryblingu. W dobrym środowisku może bardzo szybko stać się elastycznym skrzydłowym w rotacji, ale musi jeszcze udowodnić swoją wartość w defensywie na najwyższym poziomie.

Christian Cenac Jr. (Houston)

Chris Cenac to jeden z moich ulubionych zawodników, którzy będą do zgarnięcia poza czołową dziesiątką. Bardzo możliwe, że to nie będzie tylko silny środkowy ze zbiórką i dobrą defensywą, a również rozciągający grę przez swój rzut za trzy punkty. Miał „momenty”, które pozwalają wierzyć w jego rozwój. To jeden z najbardziej polaryzujących graczy.

Jayden Quaintance (Kentucky)

Quaintance to jeden z największych talentów defensywnych w klasie, ale też jeden z największych medycznych znaków zapytania. Gwarantuje mobilność i siłę przy obręczy. Problemem jest historia zdrowotna, w tym rehabilitacja po ACL. Ofensywnie nie jest kreatorem; jego wartość zaczyna się od obrony, zbiórek i kończenia akcji. Kompletnie nie umie rzucać. Mitchell Robinson 2.0? Bardzo możliwe.

Isiah Ivans (Duke)

Typowy rzucający obrońca. Nie grał na piłce w Duke, nie miał tej odpowiedzialności. Został rok na uczelni, po tym jak walczył o mistrzostwo z Cooperem Flaggiem. W swoim pierwszym roku trafiał zza łuku na skuteczności 42%, w drugim już 36% (wciąż dobry wynik). Podwoił ilość minut i zdobytych punktów. Może być zadaniowcem na lata. Działa jak scyzork na obwodzie. Rzuca po zasłonach i podaniach. Nie boi się trudnych pozycji. Rzut, rzut i jeszcze raz rzut.

Koa Peat (Arizona)

Kolejny sukcesor Arizony Wildcats na liście. Jego nazwisko poszybowało w rankingach po zdumiewająco dobrym początku sezonu, później jego pozycja trochę zeszła w dół i już się ustabilizowała. Jest bardzo silny, może grać nawet jako small ball center. Jeżeli dobrze go zbudują w NBA, zachowując przy tym dotychczasową eksplozywność, to defensywy drużyn przeciwnych mogą mieć z nim problemy.

Gra tyłem do kosza. Nie wiem czy kiedkolwiek będzie oddawał rzuty z wyskoku chociażby z półdystansu. Na dzisiaj jego najmocniejszą bronią jest gra w pomalowanym. Kombinacja jego pozycji z brakiem umiejętności rzutowych powoduje, że trudno będzie mu znaleźć miejsce na parkiecie. Może wyraźnie psuć przestrzeń, na co nie pomogą mu nawet jego wyraźne atuty. O defensywę raczej nie ma się co martwić, problematyczny będzie fit w ataku.

Hannes Steinbach (Washington)

Steinbach jest jednym z najlepszych zbierających. To wysoki i fizyczny środkowy. Dobrze wykańcza spod kosza. Ma przebłyski na coś więcej, niż tylko pierwszego centra drużyny. Nie jest najbardziej efektowny, ale ma czytelną rolę: zasłony, zbiórka, energia. Pytania: czy będzie bronił wystarczająco wysoko w pick-and-rollu i czy rzut pozwoli mu grać obok innych wysokich.

Morez Johnson Jr. (Michigan)

Kolejny zawodnik z Michigan. Tym razem środkowy z niemałymi zdolnościami motorycznymi. Do tego dochodzi wszechstronna obrona. Stał się popularny po udanych ćwiczeniach przed draftem i wewnątrz drużyn. Jeżeli będzie konsekwentny na deskach, znajdzie minuty w NBA. Próbka jego umiejętności w filmiku poniżej:

Dailyn Swain (Texas)

Swain to skrzydłowy z atletyką, obroną, zejściem pod kosz i niezłym podaniem łączącym akcje. Ale to kolejny zawodnik, którego rzut jest wątpliwy. Duży potencjał, ale może też skończyć gdzieś głęboko w rotacji. Jego „pro comp” to Herb Jones.

Christian Anderson Jr. (Texas)

Drugoroczniak na pozycji rozgrywającego, który w swoim ostatnim sezonie na parkietach NCAA notował ponad siedem asyst na mecz. Zdobywał około osiem punktów więcej, niż podczas swojego pierwszego roku na uczelni, grając przy tym też osiem minut więcej. Zarówno jeśli o skuteczność zza łuku, jak i ogólnie z samej gry, podciągnął się o kilka punktów procentowych. Zaliczył wyraźny postęp. Rok temu nikt nie mówił o nim w kontekście kreatora, a tu proszę.

Allen Graves (Santa Clara)

Graves jest ciekawy, bo był kiedyś rozgrywającym, co widać w jego decyzyjności i czuciu gry. The Athletic pisał, że jego statystyki analityczne „wyskakują”, ale są obawy o poziom konkurencji, rzut czy obronę. Może być inteligentnym wysokim rezerwowym, jeśli fizycznie sobie poradzi.

Bennett Stirtz (Iowa)

Stirtz jest starszym, mniej atletycznym, ale bardzo dopracowanym obwodowym. Nie jest tak dynamiczny, ale umie podawać. Rzut jest okej. Zakłada się, że nie spadnie poniżej poziomu gracza rotacyjnego.

Ebuka Okorie (Stanford)

Okorie to jeden z najszybszych obrońców w tym drafcie. Jego zasięg w predykcjach jest bardzo szeroki — od okolic loterii po końcówkę pierwszej rundy. Jest bardziej punktującym niż czystym dystrybutorem, więc musi udowodnić, że potrafi prowadzić atak, a nie tylko atakować przewagi.

Zuby Ejiofor (St. John’s)

To antyteza DeAndre Aytona. Odwala brudną robotę na parkiecie. Zbiera i kończy nad obręczą. Jest silny, fizyczny i co lepsze: regularny w tym co robi. Wie, czego się od niego oczekuje i skutecznie realizuje założenia meczowe. Typ żołnierza na boisku. Będzie pracował w defensywie, rzucał się po piłki i dawał mnóstwo impulsów. Na tym może zrobić karierę.

Henri Veesaar (North Carolina)

Siedem stóp wzrostu, ale trafiał 42,6% trójek z obwodu, a przy tym ma siłę jako kończący akcje przy obręczy. Na ten moment to wysoki strzelec, a nie defensor. Nie wykorzystuje tego, co mógłby dawać z tyłu. Profil nowoczesnego środkowego.

Alex Karaban (UConn)

Karaban to jeden z tych zawodników, których skauci mogą uznać za „nudnych”, ale trenerzy szybko zdążą ich polubić. The Ringer lokuje go dokładnie w okolicach końcówki pierwszej rundy. To nie jest gwiazdor, ale może być użyteczny. Jest doświadczony, szybko podejmuje mądre decyzje, w porządku rzuca. Trochę przeszkadza mu piłka, woli grać bez niej (tzn. raczej łapać niż samemu kozłować) i innym oddać jej dostarczanie.

Meleek Thomas (Arkansas)

Thomas to pewny siebie strzelec z kozłem i naturalną mentalnością do zdobywania punktów. Podkreśla się właśnie jego pewność siebie, rzut i umiejętne prowadzenie piłki. The Athletic wskazywał go jako zawodnika z bezapelacyjnym talentem strzeleckim, ale ze znakami zapytania przy decyzjach. Największa zaleta: trudne rzuty i samodzielne zdobywanie punktów. Największe ryzyko: selekcja rzutowa oraz to, czy będzie dodatnim obrońcą.

Kto na początek drugiej rundy?

Na koniec symboliczna wzmianka o zawodnikach, którzy mogą nie załapać się do pierwszej rundy draftu, ale raczej trafią w tym roku do NBA. Tak prezentuje się lista najpopularniejszych nazwisk w tej części:

Sergio de Larrea (Valencia), Tarris Reed Jr. (UConn), Joshua Jefferson (Iowa), Baba Miller (Cincinnati), Trevon Brazile (Arkansas), Jack Kayil (ALBA Berlin)…

Jeśli spodobał ci się ten tekst i czujesz potrzebę, żeby dowiedzieć się czegoś również o kandydatach do drugiej rundy, to koniecznie daj znać w komentarzu!


W takiej kolejności będą wybierać zespoły od 1 do 14:

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    13 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany