Wokół Portland Trail Blazers powstało dużo niezdrowego zamieszania. Zespół cały czas nie wie, kto będzie trenerem w przyszłym sezonie. W międzyczasie nowy właściciel Tom Dundon mierzy się z dużą krytyką jego ostatnich ruchów. Te bowiem mają na celu maksymalne ograniczenie kosztów. Cierpią na tym między innym. pracownicy mediów klubowych czy masażyści.
Minął niespełna miesiąc, odkąd Tom Dundon oficjalnie przejął kontrolę nad Portland Trail Blazers, ale już pojawiło się sporo doniesień, że prowadzi klub w bardzo oszczędny sposób. Blazers byli jedyną drużyną, która nie zabrała zawodników z kontraktami two-way na wyjazd w pierwszej rundzie play-offów. Wprowadzono też praktyki takie jak wcześniejsze wymeldowywanie pracowników z hoteli, by uniknąć dodatkowych opłat, a przy poszukiwaniu nowego trenera klub ma celować w niższy niż standardowy poziom wynagrodzenia.
Dziennikarze donoszą, że ograniczono także liczbę osób podróżujących z drużyną — na mecze nie polecieli m.in. reporter czy fotograf klubowy. Co więcej, Blazers nie wysłali skauta na serię Minnesota Timberwolves–Denver Nuggets, mimo że mogą trafić na zwycięzcę tej rywalizacji. Tymczasowy trener Tiago Splitter miał być sfrustrowany sytuacją, w której klubowa masażystka, zmuszona do opuszczenia pokoju hotelowego, nie miała gdzie przygotować zawodników do meczu.
Źródła wskazują, że wszystko wynika z podejścia Dundona: ograniczać wydatki tam, gdzie uzna je za zbędne. Wcześniej, za czasów zmarłego właściciela Paula Allena, organizacja była znana z bardzo wysokich wydatków na zaplecze i udogodnienia. Niektórzy w lidze uważają, że Dundon przesadza w drugą stronę i może to odbić się na atmosferze w klubie oraz zdolności przyciągania wolnych agentów. Jeden ze źródeł stwierdził wprost, że takie podejście może zniechęcać zawodników i pracowników.
Pojawiają się jednak opinie, że Dundon tnie koszty poza parkietem, by więcej inwestować w skład. Pojawiają się sygnały, że jest gotów wejść w podatek od luksusu, jeśli pojawi się szansa na pozyskanie kluczowego zawodnika. W kwestii trenera sytuacja pozostaje niejasna. Klub kontaktował się m.in. z Michaelem Malonem, ale miał oferować znacznie niższe wynagrodzenie niż to, które ostatecznie otrzymał gdzie indziej. Wśród rozważanych kandydatów pojawiali się także Josh Schertz, Ben McCollum czy Tom Thibodeau.
Cała sytuacja stawia Splittera w trudnym położeniu, bo mimo solidnej pracy musi funkcjonować w atmosferze ciągłych spekulacji o jego następcy. – Skala braku szacunku wobec Splittera jest niewyobrażalna. Codziennie pojawia się nowe nazwisko. To najbardziej brutalna sytuacja, z jaką spotkałem się przez ponad 30 lat – twierdzi jedno ze źródeł.
Mimo coraz gorszego PR-u, osoby z otoczenia Dundona twierdzą, że ten nie przejmuje się opinią publiczną. Wierzą też, że jego działania w dłuższej perspektywie przyniosą efekt sportowy. – Powiem wprost — on ma to kompletnie gdzieś, co się o nim mówi. […] Większość właścicieli dba o wizerunek. On nie. W ogóle go to nie rusza. Jego intencje są dobre. On zbuduje z tego zwycięski zespół, jestem tego pewien. Za trzy czy pięć lat ludzie to pokochają. Jednak przez najbliższe 12 miesięcy będą go nienawidzić – zakończył.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!









