Za nami kolejna noc przeciekająca aż emocjami, na które liczyliśmy przed rozpoczęciem play-offów. Philadelphia 76ers nie dali tym razem zdominować się Boston Celtics i po kapitalnym występie duetu VJ Edgecombe – Tyrese Maxey doprowadzają do remisu przed dwoma kolejnymi spotkaniami przed własną publicznością. Podobnym wyczynem popisali się Portland Trail Blazers, którzy ograli Spurs. Tutaj jednak należy zaznaczyć, że na początku drugiej kwarty swój występ zakończył Victor Wembanyama, który niebezpiecznie uderzył głową w parkiet. Na zakończenie wieczoru Lakers po raz drugi pokonali Houston Rockets, choć do ich składu wrócił już Kevin Durant.
Boston Celtics – Philadelphia 76ers 97:111 [1-1]
- Mecz ten rozpoczął się zgodnie z planem Boston Celtics, którzy wzorem pierwszego pojedynku obu ekip rozpoczęli budowę swojej przewagi już w pierwszej kwarcie. Solidnie spisywał się wówczas Jayson Tatum, swoje dokładali Jaylen Brown czy rezerwowy Nikola Vucevic i choć problemy ze skutecznością mieli Derrick White i Payton Pritchard (razem 1/9 w 1Q) to gospodarze odskoczyli z wynikiem (26:13).
- Tym razem Philadelphia 76ers zdołali przebudzić się w odpowiednim momencie i jeszcze w tej części zniwelowali znaczną część swoich strat za sprawą m.in. Quentina Grimesa czy Tyrese’a Maxeya (28:25). W drugiej odsłonie przyjezdni wskoczyli na jeszcze wyższy poziom, a to przede wszystkim zasługa VJ Edgecombe’a, autora 16 punktów, w tym czterech trafień zza łuku.
- Pozostali zawodnicy wspierali debiutanta po obu stronach parkietu, ale najważniejszą różnicą była skuteczność. Celtics wykorzystali tylko 1 z 8 rzutów za trzy w drugiej kwarcie, z kolei z gry byli o 15 punktów procentowych gorsi od swojego rywala. To m.in. dzięki temu podopieczni Nicka Nurse’a schodzili na przerwę z ośmiopunktową zaliczką (54:62).
- Po powrocie na parkiet przypomniał o sobie Paul George, który razem z Maxeyem powiększyli przewagę Szóstek do 13 oczek. Tym razem zareagował Brown, który w trzeciej „ćwiartce” był motorem napędowym Bostonu. To przede wszystkim dzięki niemu Celtowie utrzymywali się w grze i w zasięgu 2-3 posiadań (77:84).
- Na początku ostatniej, decydującej części gry mała seria punktowa Tatuma i Browna sprawiła, że gospodarze tracili do 76ers już tylko dwa punkty (89:91). W tamtym momencie inicjatywę przejęli jednak przyjezdni. Dwie trójki z rzędu trafił Maxey, po punktach Drummonda spod kosza kolejną dorzucił jeszcze Kelly Oubre Jr. i Sixers znów cieszyli się dwucyfrową zaliczką (89:102).
- O interesy Celtics cały czas próbował zadbać Brown, który przerwał ofensywny popis gości swoim trafieniem zza łuku, ale nic nie robił sobie z tego Edgecombe, który także sypnął z dystansu. Po akcji 2+1 w wykonaniu Maxeya przy 2:42 na zegarze wynik wynosił już 92:108, co przesądzało już o losach rywalizacji.
- — Zawsze przypominam [Edgecombowi i Maxey’emu] to samo. Bądźcie bardzo agresywni, cały czas rzucajcie bez względu na wszystko. Takie rozmowy muszą mieć miejsce regularnie, żeby wiedzieli, że mówisz na poważnie — sugerował na pomeczowej konferencji trener Nurse.
- Kapitalną noc zaliczył duet VJ Edgecombe (30 punktów, 10 zbiórek) – Tyrese Maxey (29 punktów, 9 asyst, 4 zbiórki). Cenne wsparcie zapewnił Paul George, autor 19 oczek (7/13 z gry). Zawiódł zastępca Joela Embiida w wyjściowej piątce, Adem Bona (0 punktów, 0/4 z gry, 3 zbiórki w 22 minuty).
- Po stronie C’s prym wiódł Jaylen Brown, który dwoił się i troił, kompletując ostatecznie 36 oczek, siedem zbiórek i cztery asysty. Jayson Tatum był nieco mniej aktywny w finalizowaniu ataków, ale do 19 punktów dołożył aż 14 zbiórek i dziewięć asyst. Pozostali zawodnicy Bostonu nie przekroczyli granicy 10 oczek.
- — Musimy obejrzeć nagrania z tego meczu i wprowadzić zmiany. To play-offy. [Sixers] mają przecież świetnych zawodników. Musimy być po prostu lepsi — mówił po meczu Jaylen Brown. — Dochodziliśmy do świetnych pozycji rzutowych, spudłowaliśmy je, a oni zaliczali serie punktowe. Przeciwko takiemu zespołowi musisz po prostu trafiać — dodał trener Joe Mazzulla.
San Antonio Spurs – Portland Trail Blazers 103:106 [1-1]
- Ten wieczór może mieć ogromny wpływ na przebieg całej rywalizacji. Portland Trail Blazers kapitalnie weszli w to spotkanie i po fantastycznej serii trafień w pierwszych minutach objęli oni wyjątkowo komfortowe prowadzenie (9:22). Świetnie prezentował się wówczas Scoot Henderson, który w pierwszej kwarcie zdobył 13 punktów (3/3 zza łuku).
- San Antonio Spurs w porę wrzucili jednak wyższy bieg, zamykając tę część spotkania własną serią 13:2, do której przyczynili się m.in. Victor Wembanyama i Stephon Castle. Ostrogi jeszcze przed upływem 12 minut zdołały wyszarpać prowadzenie z rąk rywala (28:27).
- Na początku drugiej odsłony, kiedy strony wymieniały się ciosami, doszło jednak do bardzo groźnej sytuacji. Atakujący strefę podkoszową Wemby runął na ziemię i boleśnie wyglądający sposób uderzył głową w parkiet. Francuz doznał wstrząsu, przez co został umieszczony w specjalnym protokole i musiał opuścić grę.
- — Wiemy tylko, że upadł, doznał wstrząsu i jest objęty protokołem. Czy jest badany również pod względem czegoś innego? Nie — mówił po meczu stanowczo trener Mitch Johnson. Zgodnie z zasadami ligi, zawodnik umieszczony w tego typu protokole nie może wrócić do pełnych aktywności koszykarskich przez kolejne 48 godzin, choć jeżeli znikną objawy, to po jednej dobie może wznowić je częściowo.
- Blazers z pewnością chcieli wykorzystać nieobecność lidera Spurs, ale w drugiej kwarcie po prostu nie radzili sobie specjalnie pod względem skuteczności (45,8% z gry, 25% zza łuku). Udało im się jednak utrzymywać w grze, gdy Ostrogi odskakiwały na sześć oczek i stawały przed szansą zdecydowanego przejęcia inicjatywy (57:57).
- Trzecia kwarta wyglądała podobnie, choć skuteczność przyjezdnych z Portland pogorszyła się jeszcze bardziej (34,8% & 18,2%). Spurs również nie trafiali zza łuku (0/2 w 3Q), ale z gry solidnie prezentowali się Dylan Harper (3/3) czy Caslte (2/4). Gospodarze znów odskoczyli na sześć oczek, ale ostatecznie nie byli w stanie uciec z wynikiem (80:79).
- Spurs rozpoczęli ostatnią odsłonę od serii 13:0 za sprawą m.in. Luke’a Korneta czy De’Aarona Foxa i wówczas wydawało się, że jest już po meczu. Akcją 2+1 odpowiedział Jerami Grant, następnie trafiali też Jrue Holiday i Toumani Camara, więc przewaga Ostróg stopniała tak szybko, jak zrodziła się jeszcze chwilę wcześniej (95:90).
- W kluczowym momencie w trakcie ofensywnej niemocy Spurs trójką sypnął Henderson, a po punktach Holidaya na 2:02 przed ostatnią syreną Portland objęli prowadzenie (101:102). Kolejne punkty padły dopiero przy 12 sekundach na zegarze, bo obie strony nie były w stanie sfinalizować swoich ataków.
- Dopiero alley oop Roberta Williamsa III po podaniu Deniego Avdiji zdołał powiększył prowadzenie Blazers. Faulowany zawodnik gości nie wykorzystał jednak dodatkowego rzutu osobistego, więc Portland również zdecydowali się na faulowanie rywala, by ten nie mógł trafić za trzy. W ten sposób dwa osobiste wykorzystał Devin Vassell (103:104).
- Po chwili to Camara trafił dwa razy z linii, więc Spurs wznawiali grę zza linii bocznej z pięcioma sekundami i stratą trzech oczek. Piłka trafiła w ręce Vassella, których natychmiast zdecydował się na trójkę, lecz ta była niecelna.
- Scoot Henderson zaliczył kapitalne zawody i zdobył w końcowym rozrachunku 31 punktów (5/9 za trzy). Jrue Holiday otarł się o double-double z dorobkiem 16 oczek i dziewięciu asyst. Bliski podwójnej zdobyczy byli też Toumani Camara (10 punktów, 9 zbiórek) oraz Donovan Clingan (9 punktów, 10 zbiórek). Deni Avdija dorzucił 14 oczek.
- — Nie wiem, czy mam słowa, które będą w stanie opisać występ Scoota. To jego najlepszy mecz w tym sezonie, a może i w jego karierze. Taki występ w play-offach przeciwko świetnemu zespołowi to naprawdę coś wyjątkowego. Spisał się nie tylko w ofensywie, ale i defensywie — mówił po meczu trener Tiago Splitter.
- Po stronie Spurs żaden z zawodników nie zdobył więcej niż 20 oczek. Najlepiej pod tym względem wypadli Stephon Castle (18 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty), De’Aaron Fox (17 punktów, 4 asysty) oraz Devin Vassell (16 puntków, 12 zbiórek, 3 przechwyty).
- Spurs stracili więc przewagę własnego parkietu, a rywalizacja przenosi się teraz na dwa spotkania do Oregonu. Kolejny mecz zostanie rozegrany w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego.
Los Angeles Lakers – Houston Rockets 101:94 [2-0]
- W przeciwieństwie do pierwszego spotkania tym razem Houston Rockets mogli korzystać z usług Kevina Duranta i początkowo zapowiadało się, że może mieć to ogromny wpływ na przebieg serii. Przyjezdni zaczęli solidnie i przez dłuższą część pierwszej kwarty utrzymywali się na prowadzeniu. Los Angeles Lakers zaliczyli jednak kapitalną końcówkę pierwszej odsłony.
- Ostatnie 1:33 pierwszej kwarty to seria 9:0 autorstwa m.in. Luke’a Kennarda czy Marcusa Smarta (33:26). Po powrocie na parkiet Jeziorowcy kontynuowali swoją dominację, powiększając swoje prowadzenie po dwóch z rzędu trójkach LeBrona Jamesa. Ofensywną niemoc Rakiet zza łuku przerwał Jabari Smith Jr., swoje dołożył też Alperen Sengun, ale chwilę później ekipa JJ Redicka wykorzystała kolejny moment słabości rywala i zaliczyła kolejną serię punktową (49:34).
- W tamtym momencie do jednak Lakers wpadli w dołek nieskuteczności, co w połączeniu z przebłyskiem Duranta i trafieniem zza łuku Tariego Easona sprawiło, że Rockets w niespełna dwie i pół minuty zniwelowali niemal wszelkie straty (49:46). W porę przebudzili się jednak Rui Hachimura, który dorzucił trójkę, po czym z linii trafiał James. Koniec końców gospodarze utrzymali różnicą trzech oczek (54:51).
- — Byliśmy jak dotąd bardzo opanowani. Zadbaliśmy o piłkę, choć przez ostatnie cztery, pięć minut to oni przejęli kontrolę. [Rockets] są agresywni w obronie przy LeBronie czy Aytonie. Bez Luki czy AR’a potrzebujemy wspólnego zaangażowania i korzystam po prostu z tego, co mi dają — mówił przed zejściem na przerwę Marcus Smart, który do przerwy skompletował aż 17 punktów, co jest jego personalnym rekordem.
- Po powrocie do gry obie strony nie grzeszyły skutecznością czy finezją w finalizowaniu swoich ataków, ale cały czas (z wyjątkiem krótkiej chwili tuż po przerwie) to Lakers utrzymywali się na skromnym prowadzeniu, choć po pudłach Houston pod koniec trzeciej kwarty udało im się nieznacznie odskoczyć (77:68). W międzyczasie piąty faul złapał Jake LaRavia.
- Skromna przewaga LAL utrzymywała się przez kilka kolejnych minut, ale kiedy po puntach LeBrona kontrolę nad piłką stracił Durant, a faulowany przy kontrataku James wykorzystał jeden z dwóch rzutów wolnych, Jeziorowcy znów odskoczyli na osiem oczek. Eason, Smith Jr. i Josh Okogie szybko zadbali o złapanie kontaktu, ale znów odpowiedział LBJ, po czym Houston potrzebowali przerwy na żądanie (87:82).
- Pomimo presji ze strony rywala Lakers nie odpuszczali. Kluczowym trafieniem z półdystansu popisał się Hachimura, Rockets błędnie wykorzystali swój Challenge, zza łuku trafił Smart, ale najważniejszy był wsad LeBrona przy 55 sekundach na zegarze, który doprowadził do wsadu 99:92.
- Sengun natychmiast odpowiedział, a po przerwie na żądanie spudłował Hachimura, co dało Houston kolejną szansę. Po ofensywnej zbiórce gospodarzy Amen Thompson faulował jednak Luke’a Kennarda, który wykorzystał dwa rzuty osobiste i tym samym przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu.
- — Graliśmy twardo w Game 1, musieliśmy podwoić to w Game 2. Rozumieliśmy desperację po ich stronie, więc musieliśmy być jeszcze bardziej zdesperowani i myślę, że rozegraliśmy kawał świetnego spotkania — mówił tuż po meczu LeBron James, autor 28 punktów, ośmiu zbiórek i siedmiu asyst.
- Świetnie spisał się też duet Marcus Smart (25 punktów, 7 asyst, 5 przechwytów; 4/7 za trzy) – Luke Kennard (23 punkty, 6 zbiórek, 3 przechwyty; 3/6 zza łuku). Drugi z nich doczekał się nawet okrzyków „MVP! MVP!”, kiedy w końcówce egzekwował rzuty wolne. Co ciekawe, cała ławka Lakers zdobyła zaledwie sześć oczek.
- Kevin Durant nie zaliczy swojego powrotu do udanych. Choć zdobył najwięcej punktów ze wszystkich zawodników Houston (23 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty), to trafił tylko 1 z 4 rzutów za trzy, popełniając przy tym aż dziewięć strat. Alperen Sengun zapisał na swoim koncie double-double w postaci 20 oczek i 11 zbiórek (do tego 5 asyst, 4 przechwyty, 2 bloki).










