LeBron James ma 41 lat, rozgrywa 23. sezon w NBA i wciąż pozostaje jedną z największych gwiazd ligi. Bez względu na to jak się będzie czuł, jak na kolejne trudy sezonu będzie reagować jego organizm, to jego koniec kariery zbliża się wielkimi krokami. Wiele osób zadaje sobie pytanie: co zrobi LeBron po tym sezonie? Scenariuszy jest kilka i niektóre wydają się być bardzo ciekawe i wcale nie niemożliwe do zrealizowania. Przyjrzyjmy się więc temu, jakie możliwości ma LBJ i oceńmy szansę, który z wariantów wydaje się najbardziej prawdopodobny.


Zacznijmy od faktów. LeBron ma pełną swobodę ruchu po tym sezonie, bo będzie niezastrzeżonym „wolnym agentem„. Jego kontrakt z Los Angeles Lakers wart 52,6 mln dolarów nie ma żadnej „opcji„. Po prostu wygasa.

29 czerwca 2025 roku, kiedy LBJ „podejmował opcję„, czyli wykorzystywał zapis z poprzedniej umowy o pozostaniu w Lakers na sezon 2025/26, jego agent mówił, że LeBron chce walczyć o mistrzostwo, że to jest jego głównym celem, a w domyśle, że za rok (a więc teraz to już za chwilę) nie zamyka się na żadną z opcji. Media i kibice zaczęli spekulować. Niektórzy prześcigali się na abstrakcyjne pomysły, a inni twierdzili, że nic wielkiego się nie wydarzy.

Patrząc realnie warto też zwrócić uwagę, że pensja LeBrona za ten sezon zablokowała możliwość większych zmian w składzie Lakers. Wiadomo, że zawodnicy mają prawa do jak największych zarobków i jeśli ktoś im coś oferuje, to czemu nie mieliby z tego skorzystać. LBJ jednak zarobił już z samych kontraktów zawodniczych ponad 580 milionów dolarów (nie wliczamy kontraktów reklamowych), dlatego nawet niektórzy kibice Jeziorowców uważali, że mógł przed rokiem „odpuścić” i zaakceptować niższą pensję po to, aby drużyna mogła się wzmocnić.

Pamiętajmy też, że James nie zadeklarował jeszcze, czy w ogóle zagra w sezonie 2026/27, ale to samo zrobił rok temu, kiedy Lakers odpadli z play-offów. Jak znam świat NBA, realia i historię, to mogę Was zapewnić, że LeBron odejdzie z przytupem, że zrobi coś na wzór „The Last Dance„, że będą mu towarzyszyć kamery, że potem powstanie film, albo serial. Odejście króla będzie z wielką pompą. Każdy inny scenariusz, czyli, że nagle latem powie, że w sumie to już koniec, albo pod koniec przyszłego sezonu zapowie, że jednak kończy, to wydaje się mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe. Znając jednak osobowość LeBrona, jego charakter i ambicje, możemy być pewni, że będzie chciał zrobić coś wielkiego. Dlatego właśnie możliwe są różne scenariusze, które pozwolę Wam sobie tutaj przedstawić.

Najważniejsze pytania, na które LeBron sam musi sobie odpowiedzieć:

  • Czy w ogóle chce grać w sezonie 2026/27 (odpowiedź wydaje się oczywista).
  • Czy zgodzi się na niższą gażę? Czy zgodziłby się na minimum weterana?
  • W jaki sposób chce świętować ostatni sezon i jak chce zostać zapamiętany? A może to wcale nie będzie jego ostatni sezon?
  • Czy na koniec zrobić coś „szalonego” i zaskakującego?

1. LeBron zostaje w Lakers

Jeszcze przed sezonem, czy nawet na początku, kiedy LeBron zaczął grać (miał kontuzję i opuścił pierwszych 14 spotkań) ten scenariusz wydawał mi się nierealny. Z klubu płynęły głosy, że Lakers mają już dość Jamesa i jego „rządzenia się”, potrzeby bycia najważniejszym, decydowania o wszystkim itd.

Na parkiecie też widać było, że LBJ chce wciąż odgrywać kluczową rolę w zespole. Tak jakby chciał nam wszystkim powiedzieć „może i Luka jest przyszłością Lakers, ale to ja jestem największą gwiazdą„. A jak to gwiazdy mają w zwyczaju, dużo rzucał, dużo grał indywidualnie. Widać było, że chce, aby wszystko wyglądało tak jak w poprzednich latach, a więc „ja w centrum wszechświata„.

W ostatnich tygodniach wydarzyło się coś, co było wcześniej nie do pomyślenia. Nie wiadomo, co się stało, co miało na to wpływ, ale LeBron ewidentnie i wyraźnie odsunął się na drugi plan. Tak jakby chciał powiedzieć „wiem, że jestem legendą, ale wiem, że czas mija i akceptuję swoją rolę„. Oczywiście nie stał się nagle jednym z wielu zawodników drużyny, ale samo ustąpienie Luce i Austinowi Reavesowi miana liderów zaskoczyło wiele osób.

James wydaje się akceptować swoją rolę w zespole i robi to wszystko, co może, aby zespół wygrywał. Jego ego zeszło na dalszy plan i właśnie dlatego Lakers w ostatnich tygodniach grają tak dobrze. W marcu mieli serię dziewięciu wygranych z rzędu, a cały miesiąc zamknęli ze znakomitym bilansem 15-2.

Na potwierdzenie można przytoczyć liczby. Przed Meczem Gwiazd (15 lutego) LeBron oddawał ponad 16 rzutów na mecz, a po już tylko 13 (w marcu 12,7). Zmniejszył też liczbę oddawanych rzutów za trzy punkty, które nie są jego mocną stroną, z 4,6 przed Meczem Gwiazd do 3 po All Star Weekend (w marcu średnia oddanych trójek spadła do 2,4). Zmniejszył też średnie strat oraz zdobywane punkty z 22 do 18,2.

Wygląda na to, że LeBron zaakceptował swoją rolę trzeciej opcji w ataku i robi wszystko, co możliwe, aby pomóc zespołowi wygrywać. Niesamowite jest to, że przez długi czas był liderem NBA pod względem punktów zdobywanych z kontrataku. Niedawno prześcignął go Tyrese Maxey (5,7), ale LBJ wciąż depcze mu po piętach (5,6). Jak to możliwe, że 41-letni zawodnik zdobywa tyle punktów z kontry? Oczywiście jest to kwestie defensywy. Często, kiedy rywale rzucają, a on jest na obwodzie, to odpuszcza walkę o zbiórkę, tylko rusza w stronę atakowanego kosza. Efekt? Często dostaje szybkie podanie i kończy akcję sam na sam z koszem.

To właśnie fakt zaakceptowania nowej roli w zespole sprawia, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie pozostanie LeBrona w Los Angeles, gdzie jego rodzina się znakomicie odnalazła, w drużynie, której jego przyjaciel jest trenerem i w której gra jego syn.

W artykule na stronach ESPN, który opisuje możliwe scenariusze padło stwierdzenie, że o tym, gdzie zagra LeBron w przyszłym sezonie zdecydują kwestie finansowe. Chodzi o to, że to LBJ musi sobie odpowiedzieć na pytanie „za ile chcę grać?„. Po 20 latach grania za maksimum lub prawie maksimum, ale zawsze za bardzo wysokie kwoty, przyszedł czas na podjęcie decyzji „który scenariusz będzie dla mnie najlepszy„.

Oczywiście nie chodzi o to, że nagle Lakers mogą oczekiwać, aby podpisał umowę za minimum weterana (około 3,9 mln). To byłoby wręcz nieeleganckie tego oczekiwać, ale czemu nie miałaby to być oferta za 10 czy 15 milionów zamiast maksymalnej (blisko 60 mln)?

Lakers będą chcieli przedłużyć umowę z Austinem Reavsem i chcą zbudować zespół wokół Luki Doncicia. Dla LeBrona wciąż byłoby tam miejsce, ale tylko jeśli zaakceptowałby zmianę swojej roli nie tylko na boisku, ale też na liście płac.

Biorąc pod uwagę zmianę podejścia na boisku, wydaje się, że ten scenariusz jest dziś najbardziej prawdopodobny. LeBron i tak ma zagwarantowany pomnik przed halą Lakers, ale ze względów wizerunkowych i rodzinnych może chcieć po prostu zostać tam, gdzie dobrze się czuje, gdzie wszystko ma poukładane. Dla klubu z Miasta Aniołów, to też byłoby dobre, aby zakończył karierę jako ich zawodnik.

2. LeBron zostaje w Lakers, ale za duże pieniądze

Biorąc pod uwagę opisane powyżej argumenty trudno sobie wyobrazić, aby Lakers zgodzili się na podpisanie LeBrona za 40 czy 50, albo 57 milionów dolarów. To byłoby bardzo dziwne i nielogiczne, a pamiętajmy, że nikt nie jest w NBA tak pragmatyczny jak właściciele i zarządzający klubami menedżerowie (przynajmniej znaczna ich większość).

Wydaje mi się więc, że nawet jeśli LeBron James oczekiwałby od Lakers tak wysokiej umowy, to oni mu jej po prostu nie zaproponują.

Lakers mają Lukę Doncicia i chcą przedłużyć umowę z Austinem Reavsem. Chcą też mieć dużo miejsca w Salary Cap, aby np. przedłużyć umowę z Ruim Hachimurą oraz pozyskać kilku innych zawodników. Nie jest też wykluczone, że nie spróbują swoich szans w wyścigu po Giannisa lub inną gwiazdę.

Lakers są więc w pozycji „możemy przedłużyć umowę z LeBronem, ale nie musimy„. A „nie musimy”, bo mamy Lukę i myślimy o przyszłości. Innymi słowy: im większy kontrakt będzie miał James, to tym bardziej zmniejszają się ich szanse na zbudowaniu dobrego składu wokół Doncicia.

3. LeBron wraca do domu, czyli drugi powrót do Cleveland

To byłby scenariusz najbardziej filmowy. Jeszcze gdyby udało się wygrać mistrzostwo, to już w ogóle epicki! Najlepsze jest to, że wcale nie jest scenariusz niemożliwy.

W ostatnich miesiącach z wielu różnych źródeł dochodziły do nas plotki i opinie, że LeBron wróci do Cleveland na ostatni sezon i że Cavs też chcieliby, aby taki scenariusz się wydarzył. Wyobrażacie to sobie? Akron, Cleveland, pierwszy klub, mistrzostwo z 2016 roku – to byłoby pełne domknięcie niesamowitej historii, wielkiej podróży LeBrona Jamesa – od początku do końca. Żaden inny klub nie dałby mu takiego ładunku symbolicznego jak Cavs.

Poza tym Cavs są jedną z najlepszych drużyn na Wschodzie i za rok w ich składzie będzie zarówno James Harden, jak i Donovan Mitchell, Evan Mobley i Jarrett Allen – chociaż jednego z tych dwóch podkoszowych musieliby się Cavs pozbyć. Mogłoby więc dojść do „sign and trade”, czyli podpisania przez LeBrona umowy z Lakers i transferu do Cavs za środkowego (Allena), którego Jeziorowcy tak potrzebują. Na przeszkodzie stoją jednak nowe przepisy, które uniemożliwiają Cavs taki transfer ze względu na przekroczenie limitu płac (second apron). Cleveland musiałoby więc się trochę nagimnastykować, ale nie jest to niemożliwe do zrealizowania.

Pamiętajmy też, że (przynajmniej w teorii) ze Wschodu łatwiej awansować do wielkiego finału. To też jest kuszący element tej całej układanki.

4. LeBron dołącza do Stepha Curry’ego w Warriors

Ile razy już to przerabialiśmy? Kiedyś supergwiazdy, dziś weterani bliscy końca kariery, którzy próbują połączyć siły i ten ostatni raz zawalczyć o mistrzostwo… Ile razy, to już widzieliśmy? Czy kiedykolwiek się udało?

Oczywiście, że LeBron James w koszulce Golden State Warriors byłoby sensacją i jego wspólna gra ze Stephem Currym sprawiłaby, że NBA zyskałaby dodatkowe zainteresowanie, a co za tym idzie ogromne pieniądze. Klub Warriors też by na tym zyskał. Wyprzedane hale na wyjazdach, ceny biletów u siebie, zainteresowanie mediów z całego świata, szaleństwo kibiców…

Tylko, że szybko dopadłaby nas rzeczywistość, czyli fakt, że w pewnym wieku nie da się rozegrać 80 meczów na najwyższym poziomie, że kontuzje są częścią życia i że jak chcesz dzisiaj wygrywać w NBA, to musisz mieć skład, który szybko biega i wysoko skacze. Dziś króluje atletyzm, siła i dynamika. Tempo gry jest niesamowite i pół roku takiego grania wytrzymują tylko młode i zdrowe organizmy.

LeBron i Curry razem w Warriors, to byłby więc raczej „projekt widowiskowy„, a nie mistrzowski. Złośliwi powiedzą nawet, że cyrkowy…

Problem w tym, że Curry wcale nie chce jeszcze kończyć kariery, więc czemu miałby się na coś takiego decydować teraz? A co potem? Gdyby obaj zdecydowali się, że razem kończą kariery po tym samym sezonie, to co innego.

Jest to więc scenariusz bardziej hipotetyczny i ciekawie wyglądający na papierze, taki, który porusza wyobraźnię, ale jak już się ochłonie i zejdzie na ziemię, to wcale nie jest to taki dobry pomysł. Dla nikogo.

5. LeBron do Knicks, aby podbić Madison Square Garden

Jeśli Knicks nie awansują do wielkiego finału, to najprawdopodobniej czeka tę drużynę rewolucja. Pisaliśmy o tym ostatnio przy okazji artykułu „coś złego dzieje się w New York Knicks„. Wiadomo też, że Nowy Jork to „biznesowe centrum świata„, Knicks to drużyna, która obok Lakers ma najwięcej fanów w Stanach Zjednoczonych, a Madison Square Garden to najbardziej znana, najbardziej prestiżowa hala NBA. Nie bez powodu wszystkie wielkie gwiazdy mają w swoim dorobku „wielki mecz w MSG„. Kobe Bryant, Michael Jordan, LeBron James – każdy wielki gracz ma w swoim CV znakomity występ w nowojorskiej hali. Można wręcz powiedzieć, że są hale NBA i jest Madison Square Garden. Granie tam to zupełnie inna perspektywa.

Dlatego właśnie LeBron w koszulce Knicks tak mocno pobudza wyobraźnię. Można też powiedzieć, że gra w Knicks dałaby mu to wszystko, co wcześniej opisane scenariusze – medialny rozgłos jak Warriors i łatwiejszą drogę do finału jak Cavs. Do tego trzeba pamiętać, że Knicks ostatni raz zdobyli mistrzostwo w 1973 roku. Czy to nie byłoby „epickie” gdyby LeBron James nie zapewnił nowojorczykom mistrzowskich pierścieni?

Knicks stanęliby jednak przed dylematem czy wywracać wszystko do góry nogami dla jednego sezonu LeBrona? Z drugiej strony, jeśli nie awansują do finału w tym roku, to i tak wydaje się, że czekają ich spore zmiany. Ale czy LeBron dogadałby się z Jalenem Brunsonem? Jakich transferów musieliby dokonać, aby zbudować zespół wokół LeBrona? I czy w ogóle byłoby sens je robić?

To scenariusz, który pobudza wyobraźnię. Wydaje się być mało realny, ale jeśli mówimy o ryzyku, to na pewno dużo większe ryzyko poniósłby klub, niż sam LeBron, który i tak napisałby historię kilkoma wielkimi meczami w Madison Square Garden.

6. LeBron w Denver razem z Jokiciem?

Przyznam szczerze, że nie wiem skąd ten pomysł dziennikarzy ESPN, którzy twierdzą, że byłby naturalny ruch z punktu widzenia koszykarskiego. Ale czy LeBron James kiedykolwiek kierował się tylko aspektami koszykarskimi? Ostatnio krytycznie wyraził się o Memphis. Co więc miałby chcieć robić w Denver w stanie Kolorado?

Oczywiście, że jego dołączenie do Nuggets jeszcze wyżej podniosłoby akcje tej drużyny, która co roku wymieniana jest w gronie faworytów do mistrzostwa. Ale czy naprawdę dla LBJ’a mającego już wszystko najważniejsze jest samo mistrzostwo?

Mało prawdopodobne, aby LeBron zdecydował się na taki ruch. Za mało efektu „WOW„.

7. LeBron zostaje w Los Angeles, ale gra w Clippers

Czy supergwiazda NBA grająca osiem lat w Lakers, mająca zagwarantowany pomnik przed halą Jeziorowców, chciałaby iść na ostatni sezon kariery do Clippers? Po co? Dla kilku milionów dolarów więcej? OK, trenerem jest tam Tyronn Lue, z którym LeBron zdobył mistrzostwo z Cavs w 2016 roku. Czy jest jeszcze jakiś inny argument, który przemawia za Clippers?


Gdybym miał oszacować szanse na realizację tych pomysłów, to 70% postawiłbym na Lakers za dużo niższą, niż teraz pensję, a 30% dałbym powrotowi do Cleveland. Pozostałe wydają mi się być dzisiaj fajnymi historiami poruszającymi wyobraźnię, ale mało prawdopodobnymi do zrealizowania.

Wykluczam też zakończenie kariery po tym sezonie, bo zakładam, ze LeBron zrobi to w stylu Hollywoodzkim, czyli z fajerwerkami, aby przez cały sezon wszyscy mówili o nim i jego ostatnim meczu w danej hali.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim z innymi w swoich mediach społecznościowych i zostaw komentarz.

Więcej moich artykułów znajdziesz tutaj.

Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Poprzedni artykułNBA: LeBron James chciałby przenieść tę drużynę do innego miasta!
    Następny artykułNBA: Sezon rozczarowań w Orlando. Czy „magia” wygasła?
    Michał Pacuda
    Założył PROBASKET w 2001 roku. Pisał o koszykówce w Dzienniku Metro i Onet.pl. Od 12 roku życia trenował kosza. Studiował w USA, gdzie grał z drużyną NJCAA w mistrzostwach Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do Polski przez cztery lata był trenerem na poziomie kadetów i juniorów. Skomentował ponad 200 meczów NBA i WNBA w Orange sport, Canal+ Sport i TVP Sport oraz Igrzyska Olimpijskie w nSport HD. W latach 2013-2016 pełnił rolę rzecznika prasowego reprezentacji Polski koszykarzy. Był z kadrą na dwóch EuroBasketach - współtworzył projekt Kosz Kadra. Przez sześć lat w Polskiej Lidze Koszykówki wdrażał strategię komunikacji (WWW, video i Social Media). Jest specjalistą w dziedzinie Public Relations oraz Marketingu w sporcie. Obecnie, oprócz zarządzania PROBASKETEM, prowadzi polskie biuro prasowe Jeremiego Sochana i odpowiada za kwestie marketingowe Sochana w Polsce oraz komentuje mecze NBA w TVP Sport.
    Subscribe
    Powiadom o
    guest
    6 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany