Już jutro Legia Warszawa zmierzy się z KSK Notecią Inowrocław. W barwach gości wystąpi Aleksander Filipiak – bratanek Henryka Filipiaka, koszykarza Legii w latach 1967-71. O przygotowaniach do spotkania i pamięci o wujku opowiada koszykarz KSK.

Ostatnio notujecie lepsze wyniki. Spowodowany kontuzjami węższy skład paradoksalnie Wam pomaga?

– Trudno powiedzieć czy pomaga. Na pewno mobilizuje nas to bardziej do cięższej pracy. Wiemy, że nie mamy już nikogo więcej, kto mógłby nam pomóc. To może spowodowało, że jeszcze bardziej się zgraliśmy. Staramy się walczyć, również dla tych zawodników, którzy nie mogą grać. Muszą wiedzieć, że mimo tego, że nie mogą grać to są elementami tej drużyny. Robimy wszystko, żeby wygrywać mecze i dla siebie i dla nich.

 

W czym tkwi siła Noteci?

– Myślę że przede wszystkim w obronie. Wiadomo, że atak daje dużo, ale mecze wygrywa się przede wszystkim dobrą obroną. Udało nam się to ostatnio, jak również zdominować tablicę  i powstrzymywać kontrataki rywala – to miało miejsce w spotkaniu z Poznaniem, im nie pozwalaliśmy również penetrować. Staramy się jak najlepiej bronić i chyba dzięki defensywie wygrywamy.

 

Trwający sezon jest pańskim pierwszym na tym poziomie rozgrywkowym. Jest Pan w pełni zadowolony ze swoich statystyk?

– Na pewno nie jestem w pełni zadowolony, zawsze pozostaje chęć, żeby coś zrobić lepiej, dać z siebie więcej. Na pewno jestem z tego sezonu zadowolony, miałem kilka spotkań w których bardzo fajnie wypadłem, ale zawsze jest jakiś element, który można poprawić o czym rozmawiamy z kolegami z zespołu i trenerem. Z drugiej strony cieszy mnie, że nie osiągnąłem jeszcze maksimum swoich możliwości, a mogę zrobić coś jeszcze lepiej.

 

Trener Żytko ma do Was spore zaufanie, to chyba bardzo pomaga na boisku?

– Tak, trener zawsze powtarza nam, że jeśli mamy dobrą pozycję to mamy rzucać, jeśli jest opcja to grać jeden na jeden. Trener nie powstrzymuje nas, nie ogranicza – wierzy w nas i daje swobodę. Mamy swoją taktykę i założenia, które staramy się realizować, ale zaufanie ze strony szkoleniowca jest naprawdę duże, co niewątpliwie nam pomaga.

 

Do końcówki stycznia był Pan jedynym rozgrywającym w zespole. Było ciężko w tamtym okresie?

– Nie, nie było tak ciężko. Wiadomo było, że trzeba będzie więcej biegać, ale w koszykówkę gra się po to, żeby występować na boisku jak najdłużej. Szkoda, że Kamil doznał kontuzji, czekaliśmy aż wróci, ale nie narzekałem na to, że grałem dłużej. Przy takim scenariuszu pozwoliło mi to jeszcze bardziej ograć się z kolegami.

 

Nie udało się Noteci wzmocnić składu w okienku transferowym. Uważa Pan, że przydałby się w zespole ktoś nowy, czy szukanie wzmocnień było niepotrzebne i dacie radę osiągnąć cel w składzie jakim dysponujecie?

– Myślę, że damy radę. Naszym celem jest spokojne utrzymanie w lidze, bez gry w play-out. Teraz po cichu zaczynamy myśleć o play-off, ale będzie o to ciężko, bo zostały nam głownie mecze z silnymi zespołami z góry tabeli. Będziemy walczyć i może się uda zagrać w ósemce. Nie udało się wzmocnić zespołu, ale wiem, że władze klubu robiły wszystko co w ich mocy, aby to zrobić. Rozmawiano z zawodnikami, ale nikt do nas nie trafił. Był to okres w którym na treningu było nas siedmiu, ośmiu – było ciężko, ale jesteśmy zespołem z charakterem i walczymy w lidze cały czas.

 

Jutro zagracie z Legia, która właśnie zmieniła trenera. To Wam mocno pokrzyżowało plany w przygotowaniach? Zazwyczaj nowy szkoleniowiec to nowe zagrywki, inna strategia gry, zmieniona rotacja.

– To taki nowy-stary trener tak naprawdę. Znamy go dobrze jeszcze z czasów II ligi, gdzie również się mierzyliśmy. U siebie udawało nam się wygrywać, ale w Warszawie było ciężko. Przygotowania trwają, scouting zrobiony, trenerzy oglądali mecze i znamy już założenia na jutrzejsze spotkanie, cały tydzień w zasadzie nad tym pracujemy.

 

Mecz odbędzie się przy ograniczonej ilości widzów. Brak głośnego dopingu jaki zwykle panuje na hali przy Obrońców Tobruku może Wam pomoc?

– Ciężko powiedzieć, jestem tego typu zawodnikiem, który lubi grać przy pełnej hali, to mnie dodatkowo napędza. Pusta hala może zdjąć presję z sędziów, może będzie ona mniejsza dla nas? Legii pewnie będzie się grało trudniej, bo jednak z głośnym dopingiem własnych kibiców gra się łatwiej, to jest szósty zawodnik, który dodaje sporo sił. Musimy zrobić wszystko, żeby Legii postawić bardzo trudne warunki nie zważając na to, czy kibice na hali są czy ich nie ma.

 

Trener Żytko przygotował specjalną taktykę na ten mecz? Zwraca Wam szczególną uwagę na któregoś z legionistów?

– O szczegółach nie będę mówił, mamy ogólne wytyczne i szczegółowe założenia. Miejmy nadzieję, że to wszystko nam wyjdzie i zaskoczymy Legię na tyle, że realnie powalczymy o dwa punkty.

 

W pierwszym meczu dotrzymywaliście kroku Legii tylko w pierwszej kwarcie. Jutrzejszy mecz będzie wyglądał już inaczej? Okrzepliście już chyba na pierwszoligowych parkietach?

– Mam nadzieję, że teraz będzie o wiele lepiej, Legia będzie osłabiona, kontuzję ma Cezary Trybański, zawieszony jest Mateusz Bierwagen. Oni ostatni mecz przegrali, a my wygraliśmy, mecz z nami muszą wygrać, w końcu jesteśmy niżej w tabeli, poza tym potrzebują tych zwycięstw. Rozmawiając z kolegami z zespołu wiem, że jutrzejszy mecz na pewno będzie lepszy niż ten z pierwszej rundy. Mam nadzieję że skuteczność Legii będzie niższa niż wtedy, bo naprawdę zagrali na wysokim procencie.

 

Nie wspomina Pan chyba tego meczu dobrze? Nie udało się w Inowrocławiu zdobyć żadnego punktu.

– W tym meczu akurat nic nie rzuciłem, ale bardzo szybko o takich spotkaniach zapominam. Grałem już kilka razy przeciwko Legii i miałem i gorsze i lepsze występy. Mecz meczowi nierówny, zrobię wszystko żebyśmy wywieźli z Warszawy dwa punkty.

 

Przed Wami tylko dwa mecze do końca sezonu zasadniczego w których zagracie z niżej notowanymi rywalami. Jesteście w stanie sprawić niespodzianki w meczach przeciwko GKS – owi Tychy, Sokołowi Łańcut, czy Zniczowi Pruszków?

– Myślę, że jesteśmy w stanie. Pokazaliśmy to w ostatnich meczach, nawet u siebie z Krosnem  przegraliśmy nisko. Nie będzie tak, że będziemy chłopcami do bicia w tych meczach, nie przegramy różnicą 30 punktów, będziemy starać się o niespodzianki w tych meczach.

 

W latach 1967-71 barwach Legii grał pański wujek, Henryk Filipiak. Ten fakt sprawia, że mecz z Legią będzie dla Pana w pewien sposób wyjątkowy?

– Każdy mecz z Legią jest dla mnie wyjątkowy, wspominam przy tej okazji wujka, czy to jest mecz w Warszawie czy w Inowrocławiu. W finale II  ligi, kiedy mierzyliśmy się z Legią miałem bardzo miłą sytuację. Kolega mojego śp. wujka (Michał Romanowski – przyp. R.K.) podszedł do mnie, porozmawialiśmy chwilę, wymieniliśmy się numerami telefonów i otrzymałem od niego kilka pamiątkowych zdjęć. Bardzo przyjemna sprawa dla mnie. Zawsze gdzieś z tyłu głowy jest myśl, żeby z Legią, klubem mojego wujka, zaprezentować się dobrze.

 

Przebieg kariery wujka w Legii zapewne Pan zna. Usłyszał Pan wiele historii na temat jego gry?

– Tak, dużo usłyszałem od rodziny, szkoda, że jego kariera się tak zakończyła. Miał tyle samo lat co ja, gdy przedwcześnie zmarł. Bardzo szkoda, bo przed nim było jeszcze wiele lat kariery.

 

W ciągu pięciu sezonów jakie w Legii spędził Henryk Filipiak zdołał on zdobyć Wicemistrzostwo Polski, Mistrzostwo Polski, Puchar Polski oraz występował z zespołem w europejskich pucharach. Osiągnięcia godne podziwu nawet w dzisiejszych czasach.

– Tak, zdecydowanie. Bardzo mnie cieszą jego sukcesy i w pewien sposób skłaniają do ciężkiej pracy, żeby choć w pewnym stopniu mu dorównać. Jego osiągnięcia będzie mi bardzo, bardzo ciężko wyrównać, ale jeszcze jestem w takim wieku, że mogę choć trochę się z wujkiem zmierzyć.

 

Chciałby Pan kiedykolwiek zagrać w koszulce z „eLką” na piersi? Chociażby w jakimś meczu jubileuszowym?

– Na pewno jeśli zostałbym zaproszony na mecz poświęcony pamięci m.in. mojego wujka to z miłą chęcią bym to zrobił.

 

Ktoś oprócz Pana kontynuuje koszykarskie tradycje w rodzinie Filipiaków?

– Aktualnie nikt poza mną, ale grał mój brat, kuzyn i na pewno mój inny wujek – Marek Filipiak. Już do końca nie pamiętam, ale chyba był najstarszym debiutantem w ekstraklasie. Grał również w barwach Noteci. ( Marek Filipiak w wieku 42 lat był w kadrze Noteci Inowrocław debiutującej w PLK w sezonie 1996/97 – przyp. R.K)






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj