Przed nami drugie spotkanie finałów. Niewątpliwym bohaterem pierwszego meczu był Pascal Siakam. 25-letni Kameruńczyk zdobył 32 punkty i walnie przyczynił się do zwycięstwa kanadyjskiej ekipy.


Często narzekamy sobie, że NBA stała się grą dla zmanierowanych duch dzieci, które za szybko zostają milionerami i myślą, że są już królami świata. Jakkolwiek jest w tym trochę prawdy, nie każdy koszykarz najlepszej ligi świata odleciał. Jednym z tych, który ciężko pracują na swój sukces, nie robiąc przy tym szumu i zamieszania, jest Pascal Siakam.

Ważny czas z rodziną

Pascal zdobył 32 punkty, choć to nijak nie oddaje jego wkładu w zwycięstwo Toronto Raptors nad Golden State Warriors. Dodał on do tego 8 zbiórek, 5 asyst, 1 przechwyt i 2 bloki przy zaledwie 3 stratach. Skuteczność z gry? 14/17 (82,3%!), 2/3 zza łuku, do tego bardzo dobra obrona. Jednym zdaniem Siakam był wszędzie i robił wszystko.

Co przynajmniej dla mnie czyni niezwykłym Kameruńczyka, nie jest wcale zapełnianie excella. Interesujące jest to, co 25-latek mówił po swoim fenomenalnym występie. Zapytany o to, czy dostał wiele wiadomości z gratulacjami i co w ogóle o tym myśli, odparł: – Dostałem wiele wiadomości, ale nie poczułem się jakoś wyjątkowo. Moja rodzina jest tutaj. Czas po meczu spędziłem z nią. To w zasadzie wszystko. Po prostu spędziłem czas z rodziną.

Green docenia rywala

To zupełnie inny rodzaj respektu. Ja mówię o zawodnikach, którzy wydostali się z błota i przedostali się do ligi. O gościach, dla których tak naprawdę nie ma miejsca. O takich, którzy mogą wypaść z ligi po roku, dwóch, czy czterech. By jednak ciężką pracą zyskać taki szacunek i dobić do tych gości z topu, to zupełnie inny poziom szacunku. Siakam tego dokonał. Stał się drugą opcją w drużynie, a w niektórych meczach nawet pierwszą (jak wczoraj). Nie mogę powiedzieć, że przewidziałem to. Grając przeciwko niemu przed rokiem, nie miałem pojęcia, że stanie on się tak dobrym zawodnikiem. On spędził dużo czasu na treningu i teraz to wychodzi. Do takich ludzi mam zupełnie inny poziom szacunku – podzielił się opinią o swoim rywalu Draymond Green, skrzydłowy GSW. Trzeba przyznać, że te słowa robią wrażenie, bo Dray zwykle deprecjonuje rywali.

Green dodał: – w drugim meczu muszę go odsunąć od gry. Ta robota należy do mnie. Muszę go lepiej kryć.

Co odpowiedział na to Pascal Siakam? – Muszę wrócić, obejrzeć film i zobaczyć, gdzie mogę się poprawić, w czym mogę być lepszym. Oczywiście oni zmienią nieco krycie i muszę być na to gotowy. Przez cały rok to robiłem. Dostosowywałem swoją grę, eliminowałem błędy i stawałem się lepszy. Zawsze staram się być sobą. Oczywiście oglądałem wielu zawodników, który podziwiam do dzisiaj, ale na parkiecie zawsze chciałem być przede wszystkim sobą.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o