Brooklyn Nets nie przedstawili umowy kwalifikacyjnej jednej z ważniejszych postaci rotacji. Rondae Hollis-Jefferson trafi na rynek wolnych agentów jako niezastrzeżony gracz, a to oznacza, że ma całkowitą wolność wyboru. Czy to słuszna decyzja generalnego menadżera Seana Marksa?


Bez względu na to, czy słuszna – jest to sposób na wykreowanie więcej miejsca w salary-cap, a Brooklyn Nets planują być na rynku bardzo aktywni. W planach drużyny jest walka m.in. o usługi Kyriego Irvinga i Kevina Duranta. By dać sobie szansę, Nets muszą mieć na swojej liście płac jak najwięcej wolnego miejsca, a to oznacza wypuszczenie kilku naprawdę wartościowych graczy. Rondae Hollis-Jefferson to zawodnik młodego pokolenia i nadal ma do wykorzystania ogromny potencjał.

W poprzednim sezonie Hollis-Jefferson walczył z kontuzjami i bez wątpienia miało to wpływ na jego dyspozycję. Grając średnio 21 minut notował 8,9 punktu, 5,3 zbiórki trafiając słabe 41,4 FG%. Jego wartość, względem mocnego sezonu 2017/2018, znacząco zmalała i niewykluczone, że to właśnie dlatego Nets zdecydowali się zrezygnować z praw do zawodnika. Otworzenie dwóch miejsc na maksymalne umowy pozwala im myśleć zarówno o Irvingu, jak i Durancie, czy Jimmym Butlerze bądź Tobiasie Harrisie.

W tym momencie Nets mają 46 milionów dolarów miejsca w salary-cap, co pozwala im się bawić. Rzekomo Irving jedną nogą jest już w zespole Kenny’ego Atkinsona. Co z Rondae? Na pewno znajdą się generalni menadżerowie gotowi zaproponować mu rozsądny kontrakt i dobrą pozycję w rotacji. To gracz przede wszystkim spełniający swoje zadania po bronionej stronie parkietu. Swoją grą zapewnia drużynie mnóstwo energii. Jest postacią charyzmatyczną i według wielu – ma dobry wpływ na szatnię.

Nets de facto nadal mogą Hollisa-Jeffersona przywrócić do składu. Zrobią to jednak wtedy, kiedy będą mieli zabezpieczonych dwóch maksymalnych graczy lub, gdy stwierdzą, że stracili szansę i w salary-cap znajdzie się miejsce na nowe porozumienie dla Hollisa-Jeffersona. To twarde reguły rynku i zawodnik może się albo na Nets obrazić, albo zrozumieć sytuację, w jakiej się znalazł i ją zaakceptować. Za nim cztery lata gry na Brooklynie. Wkrótce się przekonamy, gdzie przygoda z koszykówką zaprowadzi go dalej.

NBA: Mike Conley na walizkach – wymiana coraz bliżej


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o