Chicago Bulls oraz Miami Heat wygrywają swoje wyjazdowe mecze, Suns niespodziewanie łatwo rozbijają Trail Blazers, a ekipa Doncica mocniejsza od drużyny Jo Moranta. Lakers przegrywają z Wizards po dogrywce, a spektakularni Jazz rozbijają Hornets rzutami zza łuku.


Houston Rockets – Chiago Bulls 100-120

Statystyki na PROBASKET

Chicago Bulls aspirują do walki o fazę pucharową w tym sezonie, a aktualnie znajdują się na ósmej pozycji (ich bilans wynosi 14:16). Houston Rockets nie mogą znaleźć sposobu na grę po odejściu Jamesa Hardena, przez zajmują przedostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej. Dziś to Bulls byli stawiani w roli faworyta, z czego się wywiązali.
– Mimo że obie drużyny są w nieco odmiennych sytuacjach w lidze, to Rockets nie postawili zbyt ciężkich warunków swoim rywalom. Mecz był zacięty jedynie do połowy drugiej kwarty, gdzie jeszcze podopieczni Stephena Silas byli przez moment na prowadzeniu. Potem zawodnicy Bulls momentalnie zbudowali sobie wyraźną przewagę, której nie oddali do samego końca.
– Gracze Bulls rozegrali najlepszą kwartę w tym sezonie, co zadecydowało, o wygranej w tym spotkaniu. W trzeciej odsłonie zawodnicy z Chicago zanotowali na swoim koncie aż 46 punktów, co przy słabej skuteczności rywali pozwoliło na szybkie zbudowanie bezpiecznej przewagi.
– Jednym z liderów dzisiejszego zwycięstwa nad Rockets był Coby White, który od samego początku był bardzo aktywny. Zdobył ostatecznie 24 punkty, na bardzo dobrej skuteczności (10/16 z gry) i zebrał do tego 10 piłek. Znajdujący się ostatnio w wybitnej formie Zach LaVine dołożył od siebie 21 punktów. 18 „oczek”  oraz 13 zbiórek zanotował Wendell Cartet Jr, a z ławki skutecznie pomagał Thaddeus Young (17 punktów).
– W szeregach Houston Rockets brakowało wyraźnego lidera, a kilku zawodników zakończyło to spotkanie z podobnym dorobkiem punktowym. John Wall zdobył 15 punktów, Danuel House Jr również 15, a Eric Gordon 13 „oczek”. Najwięcej punktów rzucił, wchodzący z ławki David Nwaba.

Autor: Patryk Popiołek




Dallas Mavericks – Memphis Grizzlies 102-92

Statystyki na PROBASKET

– Drużyna Dallas Mavericks musiała sobie radzić dzisiaj bez pomocy Kristapsa Porzingisa. Po słabym starcie sezonu Luka Doncić i spółka powoli wracają do walki o play-off (aktualnie 9 pozycja z bilansem 14:15). W walce o play-offy są również Memphis Grizzlies, którzy znajdują się jedynie lokatę niżej w tabeli na Zachodzie. Mavs wygrali bardzo ważny mecz, lecz mają dwa rozegrane więcej.
– Memphis Grizzlies totalnie przespali pierwszą kwartę, przez co Mavs zdołali wypracować wyraźną przewagę, którą jeszcze bardziej powiększyli w drugiej odsłonie. Mimo że Luka Doncić nie był dziś w wybitnej formie, to rywale z Memphis dopiero w drugiej połowie zaczęli odrabiać straty. Jednak zdołali tylko zmniejszyć wymiar porażki do dziesięciu punktów.
– Jedną z głównych broni Mavs, szczególnie w początkowej fazie meczu, były rzuty zza łuku. Byli w tym aspekcie dużo bardziej skuteczni niż swoi rywale. Mavericks trafili 15 z 41 prób (37 %) natomiast Ja Morant i spółka oddali równie dużo, ponieważ 31 rzutów, jednak tylko 6 z nich znalazło drogę do kosza.
– Najlepszym zawodnikiem Memphis Grizzlies był Ja Morant. Zakończył spotkanie z dorobkiem 22 punktów oraz 9 asyst, przez co był blisko double-double. Valanciunas zaliczył double-double (11 punktów, 13 zbiórek).  11 „oczek” dołożył od siebie Brandon Clarke.
– Po stronie Dallas Mavericks w pierwszych minutach najlepiej pokazywał się Josh Richardson, któy ostatecznie zdobył 17 punktów. Lider zespołu, Luka Doncić, rzucił 21 punktów, natomiast najskuteczniejszym zawodnikiem okazał się wchodzący z ławki Tim Hardaway Jr. Zawodnik zdobył 29 punktów, spędzając 32 minuty na parkiecie.

Autor: Patryk Popiołek


Oklahoma City Thunder – Miami Heat 94-108

Statystyki na PROBASKET

– Dla Miami Heat było to siódme, a zarazem ostatnie spotkanie wyjazdowej serii meczów na zachodzie. Po zwycięstwie z osłabioną brakiem Ala Horforda Oklahomą podopieczni Pata Rileya wracają na Florydę z bilansem 4-3.
Thunder dobrze weszli w mecz, ale popełniali zbyt dużo strat, co pozwoliło przyjezdnym na kilka łatwych punktów i serię 15:2 jeszcze w pierwszej kwarcie. Z dobrej strony pokazywał się Kendrick Nunn (20 punktów, 9 asyst), który skutecznie atakował strefę podkoszową OKC.
– W drugiej części gry Heat regularnie pudłowali zza łuku (do przerwy 6/21 – 28,6%), co z kolei konsekwentnie wykorzystali gospodarze. Po kilku efektownych akcjach niezwykle skutecznego dziś Shaia Gilgeousa-Alexandra (27 punktów, 10/15 z gry) Thunder odzyskali kontrolę nad spotkaniem i prowadzili do przerwy 54:45.
– Podopieczni Marka Daigneaulta wykonali dobrą robotę w defensywie, uniemożliwiając Miami rzuty z czystych pozycji. Jimmy Butler trafił jedynie 3 z 11 prób (15 punktów, 9 asyst, 9/9 z linii), natomiast Duncan Robinson (22 punkty, 7 zbiórek, 6/13 za trzy) i Max Strus (11 punktów, 3/10 za trzy) masowo pudłowali zza łuku. Heat utrzymywali się jednak w grze, a pod koniec trzeciej odsłony zdołali nawet objąć skromne prowadzenie.
– Thunder potrzebowali aż 5 minut i 36 sekund, by zdobyć w czwartej „ćwiartce” pierwsze punkty. Ofensywną posuchę przerwał Darius Bazley (11). W międzyczasie jednak Heat zanotowali kolejną serię (15:0) i raz jeszcze odskoczyli z wynikiem (94:77), przesądzając tym samym o losach spotkania.
– Thunder gorzej zbierali (38-45), rzadziej dzielili się piłką (20-30 w asystach) i częściej tracili posiadanie (17-13). Na przełomie całego spotkania gorzej rzucali też zarówno z gry, jak i zza łuku. – W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze, ale mogliśmy wypracować sobie większe prowadzenie. Trzeba im przyznać, że po przerwie wyszli niezwykle skupieni. To dla nas cenna lekcja – mówił po meczu trener Daigneault.
– Dla Shaia Gilgeousa-Alexandra był to czternasty kolejny mecz z dorobkiem co najmniej 5 asyst. Dodatkowo 22-latek po raz siódmy w tym sezonie zanotował co najmniej 27 oczek. Pięć piłek rozdał również Theo Maldeon (8). Po stronie Heat najwięcej punktów zdobył wspomniany już Robinson (22). Double-double dołożył Bam Adebayo (19 punktów, 13 zbiórek).

Autor: Krzysztof Dziadek


Utah Jazz – Charlotte Hornets 132-110

Statystyki na PROBASKET

– Goście z Karoliny Północnej skuteczny opór faworyzowanym Jazz stawiali przez pierwsze trzy kart. W ostatniej, decydującej odsłonie Jazzmani zagrali koncertowo i aż 21-punktami rozbili przyjezdnych w tej partii. Gospodarza niemiłosiernie lali rywali rzutami zza łuku. W samej czwartej kwarcie trafili ich aż 11, a w całym meczu 28 (rekord klubu)!
– Świetne spotkanie rozegrała niemal cała rotacja Jazz. Quin Snyder ma powody do radości, gdyż gwarancję wysokiej jakości dają mu również rezerwowi gracze. W pojedynku z Hornets ławka Jazz zdobyła aż 66 punktów. Tylko Mitchell z wyjściowej piątki Utah dostarczył więcej punktów niż Joe Ingles, Jordan Clarkson i Georges Niang. Utah w tym sezonie bardzo imponuje.
– Wspomniany wyżej Mitchell zdobył 23 punkty i rozdał 8 asyst, Ingles (7/10 3P) i Niang (7/7 3P) dołożyli po 21 oczek każdy, a Clarkson (5/10 3P) zgromadził na swoim koncie 20 punktów. Kolejne już w tym sezonie double-double odnotował Rudy Gobert (10 punktów i 12 zbiórek), a Mike Conley i Bojan Bogdanovic dostarczyli odpowiednio 15 i 10 oczek.
– Najwięcej punktów dla drużyny Hornets zdobyli LaMelo Ball oraz Gordon Hayward. Obaj starterzy Charlotte rzucili 21 oczek. Malik Monk dołożył z ławki 20 punktów, a P.J. Washington i Terry Rozier odpowiednio 17 i 12 oczek.
– Jazzmani umacniają zatem swoją pozycję na szczycie tabeli zachodu. Po 31 rozegranych meczach, mają już na swoim koncie 25 tryumfów.


Phoenix Suns – Portland Trail Blazers 132-100

Statystyki na PROBASKET

– Goście na parkiecie w Arizonie nie mieli nic do powiedzenia. Dobra forma rzutowa Lillarda oraz aktywność na tablicach Kantera to zdecydowanie za mało aby pokonać bardzo mocnych w tym sezonie Suns. Gospodarze wygrali wszystkie cztery kwarty, a rozbijając przyjezdnych dwudziestoma punktami w trzeciej ćwiartce, całkowicie wybili im z głowy myśl o korzystnym rezultacie. Czwarta odsłona była tylko formalnością, a wynik do końca kształtował się w okolicach 30-punktowej przewagi ekipy z Arizony.
– Świetne spotkanie po raz kolejny rozegrał Devin Booker. Rzucający obrońca Słońc w niespełna 30 minut zapisał na swoim koncie 34 punkty. Dzięki bezpiecznej przewadze na boisku mógł w tym meczu więcej odpoczywać. Deandre Ayton zgromadził 19 punktów i 5 zbiórek, a Mikal Bridges 10 punktów i 5 asyst. Słabszy mecz zagrał Chris Paul, który przy swoim nazwisku zapisał zaledwie 2 oczka i 9 asyst.
– Tradycyjnie już bardzo solidne minuty dostarczyła ławka Suns. Dario Saric uzbierał w tym spotkaniu 14 punktów i 9 zbiórek, Cameron Johnson rzucił 13 oczek, a Jae Crowder i Cameron Payne dołożyli odpowiednio 8 i 7 oczek. Swoje minuty w tym meczu otrzymali wszyscy dostępni zawodnicy Suns i oprócz Abdela Nadera punktowali wszyscy. Wyjściowa piątka podopiecznych Monty Williamsa mogła w tym meczu więcej odpoczywać. Żaden zawodnik Suns nie zagrał więcej jak 29 minut.
– W ekipie Portland najwięcej punktów zdobyli Damian Lillard (24), Nassir Little (18), Gary Trent Jr. (11) oraz Carmelo Anthony (10). Enes Kanter zebrał 15 piłek.
– Wynik 132 do 100 dla gospodarzy świetnie obrazuje, kto w tym meczu dyktował warunki, a kto był tylko tłem.


Los Angeles Lakers – Washington Wizards 124-127 (OT)

Statystyki na PROBASKET

– W pierwszych dwóch kwartach meczu Lakers dyktowali warunki gry i w dużej mierze dzięki dobrej grze Jamesa, Kuzmy i wchodzącego z ławki Harrella do przerwy prowadzili 14 punktami. Goście z Waszyngtony postanowili jednak skóry tanio nie sprzedawać i w trzeciej odsłonie szybko zniwelowali część straty. W ostatniej odsłonie Beal i spółka nadal naciskali i gdy na zegarze pozostawało 10 minut, wyszli na prowadzenie 92 do 90. Końcówka dostarczyła wiele emocji. Najpierw goście uciekli na 8 punktów, jednak dzięki trójkom Kuzmy, Caruso i Caldwell-Pope oraz punktom Jamesa Lakers szybko wrócili. Gdy do końca pozostało 51 sekund Deni Avdija skuteczną trójką wyprowadził Wizards na trzypunktowe prowadzenie. Ostatnie słowo w regulaminowym czasie gry należało jednak do LeBrona Jamesa, jego dwie kolejne akcje dały Lakersom wyrównanie. W ostatnim posiadaniu Beal nie zdołał zdobyć punktów i do rozstrzygnięcia meczu konieczna była dogrywka.
– W niej duet Beal-Westbrook rzucił wszystkie 12 punktów Wizards. Ostatnie punkty w meczu zdobył odważnym wejściem Westbrook, a w finałowym posiadaniu Lakers najpierw James, a później Kuzma z trudnej pozycji spudłowali trzypunktowe rzuty na zwycięstwo. Mistrzowie przegrywają po raz 4 w 5 ostatnich meczach.
– Dla ekipy z DC najlepiej punktowali dwaj bohaterowie pojedynku Bradley Beal (33) oraz Russell Westbrook (32). 15 oczek dołożył Rui Hachimura, a Robin Lopez 13. Bertans i Avdija dołożyli po 8 punktów.
– Najwięcej punktów dla Lakers zdobyli LeBron James (31 punktów, 13 zbiórek i 9 asyst), Motrezl Harrell (26 punktów i 9 zbiórek) oraz Kyle Kuzma 14.
– Obrońcy tytułu wyraźnie męczą się bez swojego kluczowego zawodnika Anthony’ego Davisa.






7 KOMENTARZE

  1. Lakers to team dwóch graczy bez jednego z nich ta drużyna spada do roli średniaka, Harrell i Schroder są wzmocnieniem w porównaniu do ubiegłego roku, ale stracili Bradley’a i nie widać już u nich takiego pędu po tytuł jak roku temu. Kuzma to jest jedna wielka porażka, gość powinien zostać wytransferowany i za te kasę co podpisał ostatnio można znalezć quasi 3 gwiazdę do teamu, staty spadają mu z roku na rok.

    • Triumwir widać że męczy nie oglądasz i nie kłóć się, już piszę dlaczego, Kyle sam zrozumiał że jego rola będzie inna, walczy na desce, robi tak zwaną brudną robotę, co, gdybyś oglądał te ich mecze podkreśla każdy komentator ale widocznie Ty wchodzisz, widzisz porażkę, sprawdzasz box score i OCENIASZ.Kuzma dostaje zdecydowanie mniej rzutów, jego gra nie opiera się już tylko na zdobywaniu punktów, widać Twoje ignoranctwo kolego.

  2. Bez A. Davisa i Dennisa S. LAL są beznadziejni. 3 porażka z rzędu i czwarta w ostatnich pięciu. Szykuje się pewnie kolejna bo zaraz grają z Utah, którzy grają w ostatnim czasie super. Swoją drogą warto zauważyć że to już 5 z rzędu wygrana Wizz. Czyżby gonili 8 na wschodzie?

  3. No ja bym akurat Schrodera równorzędnie z Davisie traktował w kwestii wagi nieobecności. Koleś jest niedoceniany a wykonuje mega robotę po obu stronach parkietu

  4. Zgadzam się, że strata D. S. To ogromna strata dla druzyny. Ale trzeba zauważyć że wiekszosc drużyn ma problemy kadrowe i o ile przegrane z Denver czy Nets nie były jakimiś wielkimi niespodziankami to mimo wszystko przegrane z Miami a zwłaszcza dzisiejsza z Wizz raczej nie powinny mieć miejsca. Ale z drugiej strony to chyba jest najlepsze w NBA. Tutaj każdy może wygrać z każdym.

  5. Dodam jeszcze że też uważam że Kuzma jest niedoceniany. Statystyki mu lecą bo w zeszłym roku był 3 opcja w drużynie a w tym sezonie jest dopiero piąta. Ale widać że bardzo poprawił grę w obronie i obecnie ma rowniez inne zadania w drużynie niż tylko zdobywanie punktów.

  6. Jakim cudem sędziowie zagwizdali KL faul ofensywny (Harden stara się jak może, żeby przebić T. Younga, a LBJ’owi puszczają w końcówce dwa? To wytyczne NBA? Bo nie bardzo rozumiem dlaczego sędziowie nie są zawieszani po takich fuckup’ach… Żenła…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here