Washington Wizards nie przestają walczyć o Play Offy! Minionej nocy sprawili sporą niespodziankę pokonując faworyzowanych Detroit Pistons. Bardzo dobry mecz zanotował Marcin Gortat!

Washington Wizards 124:81 Detroit Pistons

Marcin Gortat już niejednokrotnie udowadniał, że w starciu z faworyzowanymi podkoszowymi wypada wyśmienicie! Tak też było i tym razem, kiedy naprzeciwko niego stanął Andre Drummond. Polski jedynak w NBA jako pierwszy zdobył punkty dla Czarodziejów i rozpoczął run swojej drużyny. Właściwie ciężko określić, kiedy to on się skończył, ale zostańmy przy pierwszej odpowiedzi ze strony „Tłoków” – 25:6. Jako jedyny z ekipą Marcina Gortata starał się rywalizować Caldwell-Pope i po jego punktach po pierwszej kwarcie „Czarodzieje” prowadzili 34:15.

Druga ćwiartka zaczęła się nieco spokojniej, aniżeli wcześniejsza. Wizards utrzymywali swoją przewagę, dzięki świetnej grze duetu Sessions – Nene. Koszykarze Steffa Van Gudy’ego nie mieli sposobu na zatrzymanie dwójkowych akcji pick n roll ze strony Czarodziejów, co skończyło się prowadzeniem po pierwszej połowie 60:39.

Wizards po przerwie wyglądali na jeszcze bardziej naładowanych energią, chcących udowodnić, że nie przestali walczyć o Play Offy. Wizards wciąż grali to, co dotychczas, czyli akcje dwójkowe kończone przez Morrisa, bądź też Gortata. Pistons wiedzieli, że nie będą już w stanie wygrać tego meczu, bowiem czwartą kwartę rozpoczynali przegrywając 93:63.

Ostatnia część meczu to dalsza dominacja zespołu Gortata, który wybiegł na tę część meczu graczami rezerwowymi. To nie przeszkodziło ekipie ze stolicy Stanów Zjednoczonych w powiększeniu swojego prowadzenia, co przełożyło się na zwycięstwo 124:81.

Marcin Gortat był drugim najlepszym strzelcem Wizards i zgromadził na swoim koncie 16 punktów (8/13 z gry), 6 zbiórek, 2 asysty i przejęcie. Na parkiecie spędził niecałe 25 minut i trzeba jasno stwierdzić, że jego dalsza gra była wręcz niepotrzebna. Drużyna z nim na parkiecie była +27, co jest jego najlepszym wynikiem w tym sezonie.

20 punktów zdobył bardzo dobrze dysponowany z ławki Nene, który dołożył do tego 4 zbiórki. John Wall zagrał kolejny dobry mecz, uwieńczony double-double w postaci 15 punktów i 12 asyst. 14 punktów zdobył Morris, 11 Porter, 12 Beal, a 14 wchodzący z ławki Ramon Sessions.

Najlepszym strzelcem Detroit Pistons był Kentavious Calldwell-Pope, który trafiając 8/13 z gry zanotował 18 punktów. Andre Drummond kryty przez polskiego jedynaka w NBA zanotował ledwie 7 punktów i 12 zbiórek. 10 punktów zdobył wchodzący z ławki Darrun Hillard. Żaden inny gracz nie zdobył co najmniej 10 punktów.

[ot-video][/ot-video]