Hitowy pojedynek, dwóch najlepszych drużyn ligi, Golden State Warriors i San Antonio Spurs zakończył się nadspodziewanie łatwym zwycięstwem Mistrzów NBA 120:90. W innym meczu kolejny świetny indywidualny występ zaliczył DeMarcus Cousins, który w meczu z Charlotte Hornets zdobył rekordowe 56 punktów.


DeMarcus Cousins w ostatnim czasie gra wyśmienicie. W meczu przeciwko Indiana Pacers, środkowy pobił swój punktowy rekord kariery zdobywając 48 punktów. Niedługo jednak cieszył się takim rekordem, ponieważ dwa dni później, gracz Kings zdobył 56 punktów w spotkaniu zakończonym po dwóch dogrywkach z Charlotte Hornets. Do pełni szczęścia zabrakło mu jednak zwycięstwa, ponieważ Królowie przegrali 128:129. W innych spotkaniach pewne zwycięstwa odniosły ekipy Cleveland Cavaliers, Boston Celtics, Atlanta Hawks. Dogrywkę natomiast oglądali kibice w Memphis, gdzie tamtejsi Grizzlies pokonali 108:102 Orlando Magic. O jeden punkt od New Orleans Pelicans, lepsi okazali się koszykarze Houston Rockets, którzy po dobrej grze duetu Trevor Ariza – James Harden wygrali 112:111. Niecałe 20 minut na parkiecie spędził w tym meczu Anthony Davis. Lider Pelicans musiał opuścić parkiet ze względu na kontuzję. Emocji nie brakowało również w pojedynku Utah Jazz – Detroit Pistons, w którym to lepsi okazali się ci drudzy wygrywając 95:92.

GOLDEN STATE WARRIORS (41-4) – (38-7) SAN ANTONIO SPURS 120:90

Stephen Curry i jego Golden State Warriors nie potrzebowali zbyt dużo czasu, aby rozpocząć budowanie swojej przewagi. Po dwóch wyrównanych minutach do głosu doszedł ubiegłoroczny MVP sezonu zasadniczego i trafiając dwie trójki wypracował dla swojej ekipy siedem punktów przewagi.

Goście nie potrafili znaleźć odpowiedzi na grę Warriors i w połowie kwarty tracili już osiem oczek do miejscowych. Ekipa trenera Gregga Popovicha mimo prób i chęci nie zdołała odwrócić losów tej kwarty, przegrywając ją ostatecznie 28:23. Nie do zatrzymania był głównie Curry, który po pierwszych dwunastu minutach miał na koncie 15 punktów.

W drugiej kwarcie obraz gry niewiele się zmienił. Gospodarze grali bardzo szybką koszykówkę, która jest typowa dla nich. Goście, natomiast nie potrafili powstrzymać skutecznie grających Warriors. Pod nieobecność Curry’ego stery przejął Thompson, który przewodził w drugiej kwarcie ofensywną grą Mistrzów NBA. Takiego lidera brakowało w ekipie w Popovicha. Strata zespołu z San Antonio z biegiem czasu rosła i trzy minuty przed końcem wynosiła już nawet dziewiętnaście punktów.

Przyjezdni mimo, wydawać by się mogło lepszych fragmentów gry, pozostawiali momentami okropne dziury w obronie, które bezlitośnie wykorzystywali Warriors, nie dając gościom szans na rozwinięcie skrzydeł i zmniejszenie strat. Po dwóch kwartach prowadzenie gospodarzy było wyraźnie i wynosiło piętnaście punktów.

Trzecia część to w dalszym ciągu dominacja gospodarzy, którzy w kolejnych minutach również powiększali swoją przewagę wypracowaną w ciągu pierwszych dwudziestu czterech minut. Poza zasięgiem w dalszym ciągu był Curry, który trafiał niepowtarzalne rzuty. Lider Warriors już po trzech kwartach miał na koncie ponad 30 punktów.

W drużynie Spurs dobry fragment gry w trzeciej części zaliczył Kawhi Leonard, jednak przy tak zorganizowanej grze gospodarzy było to niewielkim pocieszeniem, również ze względu na to, że strata wynosiła już ponad dwadzieścia punktów. To na nieszczęście dla kibiców Spurs nie był koniec strzeleckiego festiwalu Warriors. Gospodarze przed ostatnią częścią prowadzili różnicą prawie 30 punktów i już nic nie mogło odebrać im zwycięstwa w tym spotkaniu.

W ostatniej kwarcie szansę na grę otrzymali rezerwowi. Przy pewnym zwycięstwie Warriors, czwarta kwarta była jedyną, w której Spurs nawiązali wyrównaną walkę. Dzięki temu zwycięstwu zespół z Oakland ma imponujący bilans 41-4. Porażka natomiast nie zmieniła pozycji Spurs w lidze, którzy wciąż są drugą siłą całej NBA.

W ciągu 29 minut spędzonych na parkiecie, Steph Curry zdobył 37 punktów będąc najlepszym zawodnikiem spotkania. Po drugiej stronie parkietu 16 oczek zdobył Kawhi Leonard.

https://www.youtube.com/watch?v=nyPcZ0l8cqQ

CHICAGO BULLS (25-19) – (24-23) MIAMI HEAT 84:89

W ekipie Bulls od pierwszych minut prym wiódł Pau Gasol, który zdobywając dziewięć pierwszych punktów swojej drużyny utrzymywał ją w grze. Z czasem do zdobywania punktów włączyli się również inni gracze, dzięki czemu gra Byków wyglądała lepiej, co w efekcie dało im kilkupunktowe prowadzenie.

W drugiej części od samego początku goście zaczęli odrabiać straty, szybko doprowadzając do wyrównania. Liderem Heat był w tym fragmencie Wade, dzięki któremu ekipa z Florydy objeła dwupunktowe prowadzenie na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy. Wyrównany pojedynek toczył się do samego końca pierwszych dwudziestu czterech minut. Przed długą przerwą goście prowadzili 49-47.

Po przerwie siłą napędową Bulls stał się duet Tony Snell – Aaron Brooks. Brooks zastąpił kontuzjowanego Rose’a, któy ze względu na uraz pleców nie mógł grać w drugiej połowie. Dobry fragment gry wyżej wymienionego duetu pozwolił ekipie z Wietrznego Miasta odskoczyć rywalom na dziewięć punktów.

Wypracowana przewaga utrzymywała Bulls na prowadzeniu przez całą resztę trzeciej ćwiartki. Goście z Florydy byli w tej kwarcie niezwykle mało skuteczni, zdobywając jedynie dwanaście punktów, przy 21 punktach Bulls. Kwartę zakończył Dwayne Wade, który wsadem zdobył swój siedemnasty i osiemnasty punkt.

Czwarta część zaczęła się niedobrze dla Byków. Mimo że w pierwszych akcjach punkty zdobywał Bobby Portis oraz Nikola Mirotić, to w kolejnych minutach, dziewięć punktów z rzędu Heat, sprawiło, że to goście wyszli na prowadzenie 74:73. Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt, a prowadzenie często zmieniało właściciela.

W decydujących momentach szczęście opuściło gospodarzy, którzy seryjnie nie trafiali do kosza, co sukcesywnie wykorzystali przyjezdni, którzy najpierw odzyskali prowadzenie, a później powiększyli je do bezpiecznych rozmiarów. Ostatecznie Heat pokonali Bulls 89:84.

CLEVELAND CAVALIERS (31-12) – (14-32) MINNESOTTA TIMBERWOLVES 114:107

https://www.youtube.com/watch?v=TlEP2sACUAM

WASHINGTON WIZARDS (20-22) – (25-21) BOSTON CELTICS 91:116

https://www.youtube.com/watch?v=FmnJ1D8Lg5g

MEMPHIS GRIZZLIES (26-20) – (20-23) ORLANDO MAGIC 108:102

https://www.youtube.com/watch?v=Pk3i473OCLU

NEW ORLEANS PELICANS (16-28) – (25-22) HOUSTON ROCKETS 111:112

https://www.youtube.com/watch?v=WBzz4hoTjCo

DENVER NUGGETS (17-28) – (27-19) ATLANTA HAWKS 105:119

https://www.youtube.com/watch?v=C9Fduy1YLbw

UTAH JAZZ (19-25) – (24-21) DETROIT PISTONS 92:95

SACRAMENTO KINGS (20-24) – (22-23) CHARLOTTE HORNETS 128:129

https://www.youtube.com/watch?v=qesVT5C6Es8



Subscribe
Powiadom o
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
darek
darek
26 stycznia 2016 13:25

I jak tu Kurę zatrzymać. Facet zamyka oczy i trafia.
Czy ktoś znajdzie na niego sposób? Rekord sezonu coraz bardziej możliwy. Warriors wygrywają łatwo i przyjemnie nawet gdy Thompson ma gorszy dzień. Świetna ławka rezerwowych też daje duży komfort.
A w Sacramento powstaje świetny duet Rondo-Cousins. Jeśli zbudują na nich drużynę to może już wprzyszłym sezonie poważnie włączą sie w walkę o wysokie lokaty na Zachodzie.

mariano
mariano
26 stycznia 2016 17:10

Warriors wygrywają jak chcą curry robi co chce. W tej chwil są poza zasięgiem dla rywali. Tylko, że to jeszcze styczeń, ale jak tak dalej pójdzie to dla wojowników braknie palców na pierścienie. Moim zdaniem w serii po ze spurs golden ich zabiegają a curry i green zrobią różnicę. Ciekawe czy pop coś wymyśli. Jeszcze zobaczymy jak okc sobie poradzi. westbrook to chyba lepsza opcja na curryego niż parker. Combo pg i bardziej atletyczny.Rekord ciągle w zasięgu.

Tkk
Tkk
26 stycznia 2016 21:59

Pop cieszy się, że nie został zwolniony przez swojego Gm po porażce z gsw jak DB 😉