W najciekawiej zapowiadającym się meczu tej nocy Milwaukee Bucks pokonali Brooklyn Nets, ale w tabeli wciąż plasują się za ich plecami. W Toronto fantastyczny występ zaliczył Fred VanVleet, który zaliczył swoje pierwsze triple-double w karierze i poprowadził powrót Raptors w meczu z Utah Jazz. Dziewiąte z rzędu zwycięstwo odnieśli Chicago Bulls, którzy przed własną publicznością ograli Washington Wizards. Imponującą serię kontynuują również Los Angeles Lakers. Jeziorowcy pokonali Atlanta Hawks, a kapitalme zawody rozegrali LeBron James i Malik Monk.

Philadelphia 76ers – San Antonio Spurs 119:100

Statystyki

  • W minioną środę San Antonio Spurs przełamali się i zwycięstem nad Boston Celtics zakończyli serię pięciu porażek z rzędu. Pech nie opuszcza jednak ekipy Gregga Popovicha. Część trzonu zespołu z Derrickiem Whitem, Keldonem Johnsonem, Dougem McDermottem i Devinem Vassellem na czele została objęta protokołem zdrowotnym. Po stronie Sixers niedostępny również z powodu koronawirusa był z kolei Tyrese Maxey.
  • Już po pierwszej kwarcie jasne było, kto jest tej nocy najlepiej dysponowany. Świetnie mecz rozpoczęli Seth Curry i Tobias Harris, którzy trafili łącznie 10 z 11 rzutów z gry i zdobyli 24 punkty, czyli więcej niż cały zespół Spurs. Skuteczności odnaleźć nie mógł Joel Embiid (2/7), ale rozdał wówczas pięć asyst, do czego dołożył 7 celnych rzutów osobistych, a przewaga Sixers w kilka minut osiągnęła pułap 21 oczek (35:14).
  • W drugiej części przyjezdni zdołali się przebudzić. Dobrze dysponowany był Jakob Poeltl, cenne trafienia dorzucił też Dejounte Murray, ale reszta zespołu zawodziła (Bryn Forbes 1/6 z gry; Keita Bates-Diop 0/1; Jock Landale 0/2). Po serii 10:0 Spurs zdołali zmniejszyć stratę do 9 punktów (43:34), ale po drugiej stronie parkietu natychmiast odpowiedzieli Matisse Thybulle, Joel Embiid i Tobias Harris. Przed zejściem do szatni Sixers ponownie odskoczyli (71:53).
  • Druga połowa spotkania była dosyć wyrównana, ale Szóstki wciąż utrzymywały bezpieczną przewagę. Wciąż wyróżniał się Murray, ale Embiid, pomimo wątpliwej skuteczności, nie przestawał punktować. W trzeciej odsłonie przyjezdni ponownie zmniejszyli straty, ale tym razem tylko do 12 oczek (83:71). Szóstki nie dały jednak wyrwać sobie zwycięstwa ani wtedy, ani w ostatniej kwarcie, kiedy na parkiecie pojawili się zmiennicy obu ekip.
  • W szeregach Spurs najlepiej dysponowanym zawodnikiem był tej nocy Dejounte Murray, zdobywca 27 punktów, 9 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwytów. Jakob Poeltl dorzucił 17 oczek, a powracający po przerwie wynikającej z objęcia protokołem Lonnie Walker IV dołożył 13 punktów.
  • – W pierwszej kwarcie w ogólnie nie rywalizowaliśmy. Przegrywaliśmy 20 punktami, po czym graliśmy już zdecydowanie lepiej, mecz był wtedy wyrównany. Są lepszym zespołem, powinniśmy podejść do tego spotkania bardziej agresywnie nastawieni – komentował po meczu Gregg Popovich.
  • Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził przede wszystkim Joel Embiid, autor double-double w postaci 31 punktów i 12 zbiórek (do tego 7 asyst; 11/15 z linii). Po dokładnie 23 oczka i 7 zbiórek dołożyli Tobias Harris (9/12 z gry) oraz Seth Curry (który dołożył też 7 asyst). Matisse Thybulle dorzucił 12 punktów.

Brooklyn Nets – Milwaukee Bucks 109:121

Statystyki

  • Jeden z najważniejszych pojedynków pomiędzy zespołami z konferencji wschodniej w ostatnich tygodniach. Przed spotkaniem Milwaukee Bucks mieli na koncie jedno zwycięstwo więcej, ale przez problemy kadrowe Brooklyn Nets mają do rozegrania cztery dodatkowe mecze. Zwycięstwo Kozłów pozwoliłoby im zachować odpowiedni dystans do rywala. Jeśli zwycięską ręką z pojedynku wyszliby gracze z Nowego Jorku, to ich przewaga mogłaby się wkrótce niebezpiecznie powiększyć.
  • W spotkaniu nie wystąpił Kyrie Irving. Rozgrywający powrócił co prawda do rotacji Nets, ale wciąż nie może występować w domowych spotkaniach swojego zespołu.
  • W mecz lepiej weszli zawodnicy gości, którzy już po kilku minutach gry zdołali odskoczyć na 10 punktów. Świetnie dysponowany był duet Giannis AntetokounmpoBobby Portis, odpowiedzialny za 20 oczek w pierwszej kwarcie. Po drugiej stronie parkietu liderzy Nets mieli ogromne problemy ze skutecznością. Kevin Durant trafił 2 z 6 rzutów, Patty Mills 1 z 5, a James Harden 0 z 3. Mimo to na zakończenie pierwszej odsłony gospodarze tracili do rywala tylko 8 punktów (21:29).
  • W drugiej „ćwiartce” kilkukrotnie wydawało się, że Nets będą w stanie objąć pierwsze prowadzenie tej nocy. Gospodarze nieraz zdołali zmniejszyć stratę do 4 oczek, ale na posterunku stali Giannis i Rodney Hood. Rytm odnalazł co prawda Durant, ale Harden wciąż więcej pudłował, niż trafiał, wobec czego w rolę drugiego punktującego Brooklynu wcielił się Cam Thomas.
  • Trzecia odsłona to już całkowity popis podopiecznych Mike’a Budenholzera. Po wymianie ciosów serię punktową zaliczyli Giannis Antetokounmpo i Khris Middleton, co chwilę później pozwoliło Bucks odskoczyć na 24 punkty (63:87). Nets walczyli (86:98), ale do końcowej syreny nie zdołali już nawiązać kontaktu z Milwaukee.
  • Pomimo porażki solidnym występem popisał się Kevin Durant, autor 29 punktów, 9 zbiórek i 7 asyst. James Harden dołożył 16 oczek, ale brakowało mu skuteczności (6/15 z gry). Po 14 punktow dorzucili też Nic Claxton i wchodzący z ławki rezerwowych Cam Thomas.
  • – Mamy dobry rok. Przez całą sytuację covidową graliśmy naprawdę dobrze, ale odkąd odzyskaliśmy wszystkich zawodników, brakuje nam tej pewności. Jest za wiele potknięć, brakuje tempa i entuzjazmu – mówił po meczu Steve Nash, szkoleniowiec Nets.
  • Bucks do zwycięstwa poprowadził duet Giannis Antetokounmpo (31 punktów, 9 asyst, 7 zbiórek) – Bobby Portis (25 punktów, 12 zbiórek; +27). Cenne trafienia zza łuku (5/9) dorzucił Khris Middleton, zdobywca 20 oczek. Jordan Nwora dołożył 13 punktów, a Wesley Matthews 12. Kozły mają na koncie dwa zwycięstwa więcej niż Nets, ale wciąż plasują się za ich plecami.

Toronto Raptors – Utah Jazz 122:108

Statystyki

  • Dla Utah Jazz był to pierwszy mecz bez Rudy’ego Goberta, który w czwartek został objęty protokołem zdrowia i bezpieczeństwa. W składzie zabrakło również Donovana Mitchella i Mike’a Conleya. Toronto Raptors również mieli ostatnio spore problemy kadrowe, ale większość zawodników powróciła już do rotacji. Poza składem pozostaje m.in. Yuta Watanabe.
  • Początek spotkania znacznie różnił się od wyniku końcowego. Kapitalna postawa Erica Pashalla (17 pkt) sprawiła, że Jazzmani zakończyli pierwszą odsłone z komfortowym prowadzeniem (25:40), które w drugiej odsłonie zdołali nawet powiększyć do 17 oczek (34:51). Utah mieli mimo wszystko problemy ze skutecznością, a ich ofensywę napędzał głównie Jared Butler, ale Raptors zza łuku radzili sobie równie fatalnie (3/15) i nie zdołali zniwelować wówczas straty.
  • Trzecia „ćwiartka” w pełni należała już do gospodarzy. Podopieczni Nicka Nurse’a zdobyli wówczas 45 punktów, głównie za sprawą szalejącego Freda VanVleeta, który zaaplikował rywalom aż 24 oczka, trafiając 8/8 z gry, w tym 3/3 zza łuku. Wspierał go Pascal Siakam, dzięki czemu Toronto objęli pierwsze prowadzenie od stanu 2:0. W ostatniej części gry Raptors kontynuowali swój popis, podczas gdy Jazz trafiali jedynie 29,4% swoich rzutów. Wyższy bieg wrzucili Gary Trent Jr. i Precious Achiuwa, a po serii 15:2 losy spotkania były już przesądzone.
  • Niesamowitym triple-double (pierwszym w karierze) popisał się Fred VanVleet. Lider gospodarzy zakończył mecz z dorobkiem 37 punktów, 10 asyst i 10 zbiórek. OG Anunoby dołożył 22 oczka, a Pascal Siakam 17. Scottie Barnes – 4. wybór minionego draftu – również nie wypadł najgorzej, dorzucając 11 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst.
  • Pod nieobecność trzonu Jazz ciężar gry na swoje barki wzięli Eric Pashall (29 pkt) i Elijah Hughes (26 pkt). Jared Butler dorzucił 17 punktów, a Danuel House Jr. 13.

Chicago Bulls – Washington Wizards 130:122

Statystyki

  • Obie ekipy do pewnego stopnia wciąż odczuwają wpływ, jaki koronawirus wywarł na lidze. Chicago Bulls musieli radzić sobie bez m.in. Alexa Caruso. W składzie Washington Wizards zabrakło natomiast Montrezla Harrella, a także kontuzjowanego Davisa Bertansa.
  • W pierwszej połowie wynik stale się wahał. Kiedy Bulls zdołali odskoczyć na 12 punktów (44:32), Czarodzieje odpowiedzieli serią 13:2 autorstwa Grega Monroe, Kyle’a Kuzmy i świetnie dysponowanego Spencera Dinwiddie’ego. Byki jednak nie odpuszczały, ale gdy wyższy bieg wrzucili Ayo Dosunmu i Nikola Vucević (59:49), po drugiej stronie ponownie popisali się goście (68:64).
  • Trzecia odsłona przez dłuższy czas stała pod znakiem wymiany ciosów, ale Chicago zdołali w końcu odskoczyć i powiększyć swoją przewagę do 12 oczek (105:93). Wizards wyszli na ostatni fragment gry z nadzieją, że ponownie uda im się nawiązać kontakt. To jednak Bulls kontynuowali świetną koszykówkę i po chwili prowadzili już 122:103, czego przyjezdni nie byli już w stanie odrobić.
  • Billy Donovan, szkoleniowiec Bulls, odniósł dziś swoje 300. zwycięstwo w NBA. – Miałem szczęście, że mogłem trenować naprawdę świetnych zawodników i zespoły. Patrzę jednak na innych gości, którzy mają po 1000 zwycięstw, co pokazuje, jak długo już to robią – mówił po meczu.
  • Byki nie zwalniają tempa i notują swoje 9. zwycięstwo z rzędu. Świetnym występem popisał się Zach Lavine, który pomimo 27 punktów miał nieco problemów ze skutecznością (1/6 za trzy). Fantastycznie zaprezentował się również Nikola Vucević, autor 16 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst i 4 przechwytów. Lonzo Ball dołożył 18 oczek, a DeMar DeRozan 16.
  • Ofensywę Wizards napędzali przede wszystkim Bradley Beal (26 pkt) i Kyle Kuzma (21 pkt, 11 zbiórek). Bliski podwójnej zdobyczy był również Daniel Gafford (14 punktów, 8 zbiórek). Świetnie wyglądający w pierwszej połowie Spencer Dinwiddie zdobył ostatecznie 18 oczek.

Houston Rockets – Dallas Mavericks 106:130

Statystyki

Oklahoma City Thunder – Minnesota Timberwolves 105:135

Statystyki

Denver Nuggets – Sacramento Kings 121:111

Statystyki

  • Kolejny wielki wieczór Nikoli Jokicia. Serb poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad niżej notowanymi Sacramento Kings, zdobywając ostatecznie 33 punkty, 10 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty i 2 bloki. Oprócz niego aż sześciu zawodników Denver Nuggets zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. Wyróżnili się przede wszystkim Jeff Green (13 pkt) i JaMychal Green (10 punktów, 9 zbiórek).
  • Gospodarze już w pierwszej kwarcie prowadzili różnicą 15 punktów, co w dużej mierze ustawiło przebieg trzech pozostałych odsłon. Choć Królowie zdołali odrobić część strat (35:30), głównie za sprawą świetnie dysponowanego De’Aarona Foxa, który zdobył 30 punktów, to kolejna seria Denver pozwoliła im odskoczyć nawet na 20 oczek (63:43).
  • W trzeciej odsłonie Kings raz jeszcze zaatakowali. Foxa wspierał wówczas Alex Len, a przewaga Nuggets stopniała do 4 punktów (70:66). To jednak wtedy przede wszystkim świetną grę prezentował Jokić, a gospodarze ponownie odskoczyli (96:85) i dowieźli prowadzenie już do końcowej syreny.
  • Dla Sacramento jest to już trzecia porażka z rzędu. Podopieczni Alvina Gentry’ego nie wykorzystali szansy na przeskoczenie w tabeli San Antonio Spurs, którzy okupują ostatnie miejsce gwarantujące udział w turnieju play-in. Osłabieni kadrowo Nuggets zajmują z kolei 7. lokatę.

Los Angeles Lakers – Atlanta Hawks 134:118

Statystyki

  • Przez długi czas nie wiadomo było, w jakim zestawieniu Atlanta Hawks podejdzie do tego spotkania. Z gry przez protokół zdrowia i bezpieczeństwa wypadli z pewnością De’Andre Hunter, Gorgui Deng czy Solomon Hill. Pod znakiem zapytania stał jednak występ m.in. Trae Younga, Johna Collinsa czy Bogdana Bogdanovicia. Ostatecznie cała trójka pojawiła się na parkiecie Crypto.com Arena.
  • Los Angeles Lakers weszli świetnie w ten mecz głównie za sprawą szalejącego Avery Bradleya. Obrońca Jeziorowców zdobył w pierwszej kwarcie 13 punktów, a jego zespół zdołał szybko odskoczyć na 12 oczek (18:6). Hawks, a w szczególności Young (0/3), mieli problemy z odnalezieniem skuteczności zza łuku, ale zdołali zmniejszyć stratę do 6 punktów przed drugą odsłoną.
  • Wówczas Lakers ponownie wrzucili jednak wyższy bieg i rozpoczęli drugą kwartę od serii 19:3. Zza łuku rzut za rzutem trafiał Malik Monk, który był w głównej mierze odpowiedzialny za lepszy fragment swojego zespołu (53:34). Reszta zawodników gospodarzy nie była w stanie odnaleźć drogi do kosza, a regularnie pudłowali LeBron James (1/4) czy Russell Westbrook (1/3). Na odpowiedź Jastrzębi nie trzeba było jednak długo czekać. Przebudził się Young, który przy wsparciu Kevina Huertera sprawił, że na przerwę Hawks schodzili ze stratą zaledwie 3 oczek (64:61).
  • Trzecia odsłona stała pod znakiem wymiany ciosów. Lepsze fragmenty miewali przyjezdni (73:69), ale to Lakers, głównie za sprawą Jamesa, Monka i Talena Horton-Tuckera, odskoczyli finalnie z wynikiem, tym razem na 17 oczek (101:84). Choć Danilo Gallinari i John Collins do końca walczyli o pozytywny rezultat, to o zwycięstwie Jeziorowców niemal w pojedynkę przesądził jednak LeBron, który w ostatniej „ćwiartce” zdobył 17 oczek .
  • Aż czterech zawodników Lakers zdobyło tej nocy więcej niż 20 punktów. Najlepiej wypadł LeBron James, autor 32 oczek, 8 zbiórek, 9 asyst, 4 przechwytów i 3 bloków. Fantastyczne zawody rozegrał też Malik Monk, który dorzucił 29 punktów (7/12 za trzy). Avery Bradley i Talen Horton-Tucker dołożyli po 21 punktów. Bliski triple-double był Russell Westbrook, któremu zabrakło jednak jednego oczka (9 punktów, 11 zbiórek, 13 asyst; 4/14 z gry). Lakers wymusili na Hawks aż 15 strat, a sami popełnili jedynie 8.
  • – Gdy w ten sposób dzielimy się piłką i jej nie tracimy, mamy świetny przepis na naszą ofensywę. W obronie z kolei byliśmy aktywni, świetnie rozgrywał to też sztab szkoleniowy, musieliśmy tylko egzekwować to przez 48 minut – mówił po meczu LeBron.
  • Po drugiej stronie bliski triple-double był Trae Young, który zanotował 25 punktów, 14 asyst i 9 zbiórek. John Collins dołożył 21 punktów i 8 zbiórek, a Bogdan Bogdanović 15 oczek. Bliski podwójnej zdobyczy był Clint Capela (9 punktów, 11 zbiórek).
  • Lakers notują czwarte z rzędu zwycięstwo i umacniają się na 6. miejscu w tabeli konferencji zachodniej z bilansem 21-19. Hawks z kolei wciąż grają w kratkę i plasują się obecnie na odległym 12. miejscu wschodu.

Portland Trail Blazers – Cleveland Cavaliers 101:114

Statystyki

  • Portland Trail Blazers znaleźli się w fatalnym położeniu. Przed rozpoczęciem spotkania tylko jedno zwycięstwo dzieliło ich od 14. w tabeli konferencji zachodniej Oklahoma City Thunder. Dodatkowo w dzisiejszym pojedynku Chauncey Billups nie mógł skorzystać z usług Damiana Lillarda, CJa McColluma i Larry’ego Nance’a Jr’a. Swoje problemy kadrowe mają również Cleveland Cavaliers, ale to oni byli faworytem tego pojedynku.
  • Cavaliers przez długi czas nie byli w stanie przejąć inicjatywy. Gdy w pierwszej kwarcie odskoczyli w końcu na 6 oczek, to momentalnie odpowiedzieli Norman Powell i Cody Zeller. Analogiczna sytuacja miała miejsce w drugiej odsłonie. Tym razem trafienia CJ Elleby’ego, Dennisa Smitha Jr’a i Trendona Watforda wyprowadziły Blazers na prowadzenie (31:30). Świetnie spisywał się jednak Darius Garland, a przyjezdni zdołali przed przerwą odskoczyć z wynikiem (47:57).
  • W drugiej połowie przez długi czas przewaga gości oscylowała w granicach 4-10 oczek. Na 3 minuty przed końcową syreną trafienie Nassira Little zmniejszyło przewagę Cavs do 5 oczek (96:101). Wydawało się wówczas, że Blazers mogą powalczyć w końcówce o wyszarpanie zwycięstwa faworyzowanym rywalom. Cleveland zamknęli jednak mecz serią 13:5, głównie za sprawą fantastycznego duetu Garland – Mobley, który przesądził tym samym o losach spotkania.
  • Darius Garland spędził na parkiecie aż 39 minut i zanotował 26 punktów i 6 asyst. Double-double na świetnej skuteczności (5/6 z gry) zanotował Jarrett Allen, autor 13 oczek i 13 zbiórek. Debiutant Evan Mobley dołożył 18 punktów i 8 zbiórek, a Lauri Markkanen dorzucił 15 punktów. Na wyróżnienie zasłużył też wchodzący z ławki Cedi Osman, zdobywca 14 oczek (4/7 za trzy).
  • Pomimo porażki aż pięciu zawodników Blazers zakończyło mecz z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Byli to Norman Powell (19 pkt), Robert Covington (17 pkt), Jusuf Nurkić (14 pkt i 12 zbiórek), Anfernee Simons (14 pkt) i Dennis Smith Jr. (10 pkt). Choć Portland odnotowali szóstą porażkę w siedmiu ostatnich występach, to wciąż zachowują 12. pozycję na zachodzie.