Choć Dallas Mavericks w dalszym ciągu muszą radzić sobie bez Luki Doncicia, a do składu ich rywala — Denver Nuggets — po krótkiej nieobecności powrócił Nikola Jokić, to i tak finalistom NBA udało się odnieść nieznaczne zwycięstwo. Na odpowiednie tory wracają też Philadelphia 76ers, którzy po pięciu kolejnych porażkach ograli tym razem Brooklyn Nets. Dobrze spisali się też Golden State Warriors, którzy pomimo problemów w starciu z niżej notowanym rywalem zdołali ostatecznie dopisać do swojego konta kolejną wygraną. Nie bez problemów swój triumf wywalczyli Milwaukee Bucks, których prowadził tej nocy Giannis Antetokounmpo. Na zakończenie nocy Los Angeles Clippers ograli Sacramento Kings i zaliczyli tym samym czwarte z rzędu zwycięstwo.
Philadelphia 76ers – Brooklyn Nets 113:98
- Koszykarze Filadelfii przerwali serię pięciu porażek, wyraźnie wygrywając z zespołem z Brooklynu. Kluczowym momentem meczu było zdobycie 19 punktów z rzędu w wykonaniu duetu Maxey–McCain w połowie czwartej kwarty. Dzięki czemu jednopunktowa strata (89:90) zamieniła się w dwunastopunktową przewagę Sixers (108:96).
- W spotkaniu po raz kolejny zabrakło liderów Philly w postaci Joela Embiida (obrzęk lewego kolana) oraz Paula George’a (stłuczenie kości w lewym kolanie). Spotkanie z Nets zdominowała wspomniana wcześniej dwójka Maxey-McCain. Duet obrońców zdobył łącznie 56 punktów. 30 oczek, pięć zbiórek, trzy asysty i dwa przechwyty uzyskał Jared McCain. 20-letni fenomen trafił 11 z 20 rzutów z gry (55%), w tym 6/11 za trzy (55%). 26 punktów (11/17 z gry, 65%), cztery zbiórki, pięć asyst i cztery przechwyty zaliczył Tyrese Maxey.
- Double-double (10 punktów, 11 zbiórek) zanotował Guerschon Yabusele, zaś 11 punktów i dziewięć zbiórek wpadło na konto Kelly’ego Oubre Jr’a. Po 10 punktów zdobyli jeszcze Caleb Martin (4 asysty) i Andre Drummond (6 zbiórek). Po wygranej z Nets zespół z Filadelfii zrównał się z bilansem z Utah Jazz (3-12) i wyprzedził najsłabszych w lidze Washington Wizards (2-12).
- W zespole z Nowego Jorku zaledwie trzech graczy odnotowało dwucyfrową zdobycz punktową. 37 punktów zdobył Cameron Johnson. Skrzydłowy drużyny z Brooklynu trafił 14 z 21 rzutów z gry (67%), w tym 9 trójek. 18 punktów, siedem asyst, ale też siedem strat zaliczył Cam Thomas. 12 punktów i osiem zbiórek z ławki dodał Nic Claxton. To była czwarta porażka zawodników Nets w ostatnich pięciu spotkaniach.
Autor: Mateusz Malinowski
Washington Wizards – Boston Celtics 96:108
- Kolejne zwycięstwo Celtics w ramach Pucharu NBA. Do zwycięstwa nad Czarodziejami poprowadził Jaylen Brown, który zapisał pokaźne liczby w podstawowych rubrykach statystycznych. MVP ostatnich finałów NBA zdobył 31 punktów, 11 zbiórek i pięć asyst.
- Drugim najlepszym graczem był Jayson Tatum (16 punktów, 9 zbiórek i 8 asyst), ale jego skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Gwiazdor Celtics trafił 6 z 19 rzutów (32%) i ani razu nie trafił zza łuku, mimo że wykonał 10 prób.
- 16 punktów, pięć zbiórek i cztery przechwyty zanotował Jrue Holiday. 13 punktów z ławki dołożył Sam Hauser. 10 oczek zaliczył Derrick White. Boston Celtics wygrywają po raz czwarty z rzędu. Kolejny mecz rozegrają u siebie z Minnesota Timberwolves.
- W szeregach Washington Wizards wyróżniał się Jordan Poole, autor 23 punktów i osiem asyst. 21 oczek dołożył Kyle Kuzma (10/19 z gry, 53%). Double-double uzyskali Malcolm Brogdon (18 punktów, 10 zbiórek) i Jonas Valanciunas (11 punktów, 10 zbiórek). Przegrana z Celtics była dla Wizards 10. porażką z rzędu.
Autor: Mateusz Malinowski
New Orleans Pelicans – Golden State Warriors 108:112
- Podopieczni Steve’a Kerra po raz trzeci wygrali w ramach Pucharu NBA. Najlepszym graczem Wojowników był Andrew Wiggins, który przejął mecz w ostatnich pięciu minutach spotkania. 29-latek zdobył 30 punktów, trafiając 9 z 14 rzutów z gry (64%). 19 punktów, siedem zbiórek i siedem asyst dołożył Stephen Curry.
- 12 punktów i sześć zbiórek zanotował Buddy Hield, a 11 oczek dodał Brandin Podziemski (5 zbiórek). Dziewięć punktów i osiem zbiórek zaliczył Trayce Jackson-Davis. Golden State Warriors zajmują pierwsze miejsce w Konferencji Zachodniej.
- Najwięcej punktów dla zespołu z Nowego Orleanu zdobył Trey Murphy III. 24-letni skrzydłowy uzyskał 24 punkty (9/17 z gry, 53%), cztery zbiórki i cztery asysty. 18 punktów i siedem zbiórek dołożył Brandon Ingram. 16 punktów i siedem zbiórek zaliczył Brandon Boston Jr.
- Największym zaskoczeniem był znakomity występ Jermiaha Robinsona-Earla. Rezerwowy skrzydłowy zdobył najwięcej punktów w swojej karierze (19) i miał 12 zbiórek. New Orleans Pelicans z bilansem 4-13 zajmują przedostatnie miejsce na Zachodzie.
Autor: Mateusz Malinowski
Chicago Bulls – Atlanta Hawks 136:122
- Chicago Bulls kontynuują swoją wyboistą drogę przez sezon 2024/25 i przerywają jednocześnie kiepską serię czterech kolejnych porażek przed własną publicznością. W United Center gościli tym razem Atlanta Hawks, dla których mecz rozpoczął się dobrze, choć po kilku chwilach Byki zaczęły dotrzymywać im kroku (25:28).
- W pierwszej połowie świetnie dysponowany był duet Zach LaVine — Ayo Dosunmu, który zdobył razem 24 „oczka” i trzymał ofensywę gospodarzy w ryzach. To właśnie trafienie pierwszego z wymienionych wyprowadziło Bulls na 10-punktowe prowadzenie, które po chwili do 12 powiększył Coby White. Sytuację Jastrzębi przed przerwą uratowali Jalen Johnson i Trae Young (58:51).
- Po powrocie na parkiet gracze Chicago ponownie wrzucili wyższy bieg i zaaplikowali rywalom aż 41 „oczek” w trzeciej odsłonie, trafiając aż 15 z 20 rzutów z gry. Po drugiej stronie parkietu skutecznie odpowiadali Clint Capela (3/3) czy De’Andre Hunter (4/5), ale to nie wystarczyło, by zatrzymać Byki, które nie wypuściły z rąk swojej przewagi aż do końcowej syreny.
- — Graliśmy z zespołem, który trafiał 50/40/90. To liczby na poziomie Galerii Sław. Nie próbuję powiedzieć, że nie mogliśmy zrobić więcej, prawdopodobnie mogliśmy im kilka razy lepiej przeszkadzać i trzymać z dala od pomalowanego — mówił po meczu trener Quin Snyder. Bulls rzeczywiście trafiali tej nocy 57% rzutów z gry, 44,2% za trzy oraz 90,5% z linii rzutów wolnych.
- Byki do zwycięstwa poprowadzili przede wszystkim zawodnicy pierwszej piątki: Zach LaVine (26 punktów; 4/8 za trzy), Ayo Dosunmu (20 punktów, 8 asyst; 8/10 z gry), Coby White (20 punktów, 9 asyst; 3/12 zza łuku), Nikola Vucević (18 punktów, 13 zbiórek; 7/14 z gry) oraz Josh Giddey (18 punktów, 8 asyst, 6 zbiórek; 8/10 z gry).
- Po stronie Hawks wyróżnili się przede wszystkim autorzy double-double: Jalen Johnson (25 punktów, 13 zbiórek), Trae Young (25 punktów, 13 asyst; 1/8 za trzy) oraz Clint Capela (21 punktów, 11 zbiórek). Skutecznością zawiódł Dyson Daniels (3/14, 8 punktów).
Houston Rockets – Portland Trail Blazers 116:88
- Kiepski występ, o którym sympatycy Portland Trail Blazers szybko będą chcieli zapomnieć. Już w pierwszej odsłonie Houston Rockets wypracowali sobie dwucyfrową przewagę, a na przerwę schodzili z 22-punktowym prowadzeniem. Spora w tym zasługa Jalena Greena, który miał wówczas na swoim koncie 17 „oczek”.
- Po powrocie na parkiet wyższy bieg wrzucił Dillon Brooks, a jego 4/4 za trzy wyraźnie napędzało ofensywę Rakiet. Gospodarze ponownie powiększyli swoje prowadzenie i bez większych problemów dowieźli je do końcowej syreny.
- — Miałem wiele czystych pozycji rzutowych. Powiedziałem Ime [Udoce], że nie mam pojęcia, co oni wyrabiają. Rozgrywaliśmy po prostu akcję z zasłoną, izolację, a rzuty wpadały — mówił po meczu Dillon Brooks, który był zdecydowanie najlepiej punktującym zawodnikiem Rockets tej nocy (28 punktów, 6 zbiórek; 6/8 za trzy).
- Oprócz Brooksa solidnym występem popisali się Tari Eason (22 punkty, 8 zbiórek; +33), Jalen Green (17 punktów, 5 zbiórek) czy Alperen Sengun (14 punktów, 8 zbiórek). Houston kontynuują tym samym świetną grę przed własną publicznością i odnotowują szóste zwycięstwo w siedmiu ostatnich spotkaniach.
- Po drugiej stronie żaden z zawodników nie zdołał zdobyć więcej niż 13 punktów, które na swoich kontach zapisali Shadeon Sharpe oraz Deni Avdija. Problemy ze skutecznością miał Toumani Camara (11 punktów; 4/13 z gry). Lepiej wstrzelić się był w stanie Kris Murray (4/8), ale i tak dorzucił tylko 10 „oczek”. Nie zagrali Deandre Ayton oraz Scoot Henderson.
Milwaukee Bucks – Indiana Pacers 129:117
- Wygląda na to, że po fatalnych Milwaukee Bucks z początku sezonu nie ma już śladu. Minionej nocy podopieczni Doca Riversa wygrali swój piąty mecz w sześciu ostatnich spotkaniach i wskoczyli wreszcie do czołowej szóstki Konferencji Wschodniej, która gwarantuje bezpośrednią grę w play-offach.
- Za przekonujące zwycięstwo z Indiana Pacers odpowiada przede wszystkim Giannis Antetokounmpo, autor triple-double w postaci 37 punktów, 11 asyst i 10 zbiórek. W drugiej połowie przyjezdni byli jednak niezwykle groźni w ofensywie, zdobywając kolejno 35 i 38 „oczek”. W pewnym momencie czwartej kwarty udało im się nawet zbliżyć do Kozłów na 6 punktów, ale ostatecznie Milwaukee utrzymali dystans i dowieźli prowadzenie do końca.
- — Zawodnicy naprawdę byli razem, walczyli, a w drugiej połowie zaliczyliśmy kilka świetnych serii punktowych. Choć było to trudne, to jest co coś, na czym można kontynuować budowę zespołu — komentował po spotkaniu trener Rick Carlisle.
- Opróćz Giannisa dobrze zawody rozegrał Damian Lillard, który na swoim koncie zapisał 24 „oczka” i 13 asyst. Nie do zatrzymania zza łuku byli Gary Trent Jr. (6/10, 18 punktów) oraz Taurean Prince (3/3, 13 punktów).
- W szeregach Pacers wyróżnili się przede wszystkim Pascal Siakam (25 punktów, 8 zbiórek; 9/16 z gry) oraz Bennedict Mathurin (20 punktów, 9 zbiórek; 6/18 z gry). Równie bliski podwójnej zdobyczy był Tyrese Haliburton, który zakończył zawody z dorobkiem 18 „oczek” i dziewięciu asyst.
Denver Nuggets – Dallas Mavericks 120:123
- Najciekawiej zapowiadające się spotkanie tej nocy nie zawiodło i już od samego początku stało na wysokim poziomie. Dallas Mavericks wciąż muszą co prawda radzić sobie bez kontuzjowanego Luki Doncicia, ale do gry powrócił Nikola Jokić.
- W pierwszych minutach to przyjezdni utrzymywali się na skromnym prowadzeniu, choć formą błysnęli wówczas zawodnicy drugoplanowi w osobach Quentina Grimesa, PJ’a Washingtona czy Najiego Marshalla. Na odpowiedź Jokicia nie musieliśmy jednak długo czekać i po zaledwie chwili stan rywalizacji przypominał ten z początku gry (31:33).
- Druga odsłona całkowicie należała już jednak do Mavs, którzy zaaplikowali swoim rywalom aż 40 „oczek”, z czego aż 23 należały do Kyrie’ego Irvinga oraz wspomnianego Marshalla. Co ciekawe, duet ten zdobył wówczas więcej punktów niż cały zespół Denver Nuggets (22), co postawiło gospodarzy w mocno problematycznej sytuacji przed resztą spotkania (53:73).
- To nie był jednak koniec emocji. Po przerwie świetnie dysponowany był Michael Porter Jr., który w znaczący sposób przyczynił się do odrabiania strat. Gospodarze wykorzystali problemy ze skutecznością Dallas (37,5% w 3Q) i w ten sposób zbliżyli się nawet na trzy punkty (80:83).
- Po wyrównanej wymianie ciosów o rezultacie miała przesądzić końcówka. Na 41 sekund przed ostatnią syreną Nikola Jokić zmniejszył stratę Nuggets do dwóch „oczek”, ale w kolejnej akcji gości ponownie odskoczyć pozwolił Naji Marshall (115:119). Po przerwie na żądanie Mavs zastosowali skuteczną taktykę celowego faulowania Russella Westbrooka, który przestrzelił oba rzuty osobiste.
- Sytuację uratował jednak Jokić. Serb zgarnął ofensywną zbiórkę, którą na trzy punkty zamienił Jamal Murray. Z linii nie mylili się jednak Kyrie Irving oraz PJ Washington, którzy skutecznymi rzutami wolnymi przypieczętowali zwycięstwo Dallas.
- Najlepszym punktującym przyjezdnych był tej nocy rezerwowy Naji Marshall, autor 26 „oczek”. Drugi w tej klasyfikacji był autor double-double PJ Washington zdobywca 22 punktów i 13 zbiórek. Kyrie Irving dorzucił 19 punktów. Fatalny występ zaliczył Klay Thompson (0 punktów, 0/8 z gry).
- Dwoił się i troił Nikola Jokić, który w swoim powrocie odnotował potrójną zdobycz w postaci 33 punktów, 17 zbiórek i 10 asyst. Po 17 „oczek” dorzucili Michael Porter Jr. (do tego 5 zbiórek, 5 asyst) oraz Christian Braun. Wchodzący z ławki Russell Westbrook dodał od siebie 16 punktów, cztery asysty oraz dwa przechwyty (4/6 za trzy).
Los Angeles Clippers – Sacramento Kings 104:88
- Los Angeles Clippers wracają na zwycięskie tory. Minionej nocy podopieczni Tyronna Lue odnotowali swoje czwarte z rzędu zwycięstwo, które umocniło ich pozycję w czołowej szóstce Konferencji Zachodniej.
- Losy spotkania były w dużej mierze rozstrzygnięte jeszcze przed przerwą. W pierwszej kwarcie Sacramento Kings zdobyli zaledwie 12 „oczek”, z kolei w drugiej dorzucili jedynie 17 i na przerwę schodzili z 22-punktowym deficytem. Po przerwie przyjezdnym udało się co prawda odrobić część strat (61:52), ale po chwili znów musieli gonić wynik, czego ostatecznie nie udało im się osiągnąć.
- Jednym z głównych autorów tego zwycięstwa był James Harden, który po raz kolejny w tym sezonie miał problemy ze skutecznością, ale w końcowym rozrachunku odnotował 22 punkty, dziewięć asyst, sześć zbiórek i trzy przechwyty (5/18 z gry, 2/10 za trzy). Derrick Jones Jr. dorzucił 17 „oczek”, z kolei 14 na swoim koncie zapisał Kevin Porter Jr. (0/5 zza łuku).
- Liderem Kings był z kolei De’Aaron Fox, który popisał się 29 punktami, siedmioma asystami i siedmioma zbiórkami. Domantas Sabonis dołożył double-double w postaci 24 „oczek” i 15 zbiórek. Nieco mniej skuteczny był DeMar DeRozan, ale i tak dorzucił ostatecznie 16 punktów i sześć zbiórek.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!