Paul George zdobył 17 punktów w trzeciej kwarcie, ale jego popisy nie wystarczyły, by LA Clippers wygrali z Memphis Grizlies. Portland Trail Blazers zdemolowali Phoenix Suns i przerwali fatalną serię meczów bez zwycięstwa. Kolejną wygraną na swoje konto zapisali Chicago Bulls, którzy po raz drugi w tym sezonie ograli Detroit Pistons. W Indianapolis Miami Heat zdołali doprowadzić do dogrywki, ale tam wyraźnie lepsi okazali się gracze Pacers. Działo się jednak zdecydowanie więcej.


Cleveland Cavaliers – Atlanta Hawks 101:95

Statystyki na ESPN

  • Cleveland Cavaliers stosunkowo szybko doczekali się pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Podopieczni J. B. Bickerstaffa pokonali dziś wyżej notowanych Atlanta Hawks po kapitalnej trzeciej odsłonie. Seria punktowa 14:0 pozwoliła im wówczas odskoczyć z wynikiem. Kluczem do prowadzenia różnicą 14 oczek (83:69) jeszcze przed czwartą kwartą była fatalna skuteczność „Jastrzębi”, które trafiły tylko 6 z 26 prób z gry (Trae Young – 0/4; Clint Capela – 0/6).
  • W ostatniej „ćwiartce” to Cavaliers mieli problemy ze skutecznością, przez co w samej końcówce zrobiło się gorąco. Po trzech celnych osobistych Younga na 1:16 przed syreną przewaga Cleveland stopniała do czterech oczek (99:95). Dodatkowo Lauri Markkanen spudłował dwie kolejne próby zza łuku. W międzyczasie Young stracił jednak piłkę na rzecz Jarretta Allena, a za trzy spudłował De’Andre Hunter, co przesądziło o losach pojedynku.
  • Świetny występ zaliczył dziś Ricky Rubio, który w końcowym rozrachunku zanotował 23 punkty, 8 asyst i 6 zbiórek. Double-double popisali się świetnie dysponowani Evan Mobley (17 punktów, 11 zbiórek, 4 bloki) i Jarrett Allen (11 punktów, 14 zbiórek, 2 przechwyty). Bliski podwójnej zdobyczy był Lauri Markkanen, który miał jednak ogromne problemy ze skutecznością (3/15 z gry; 1/6 za trzy; 12 punktów, 8 zbiórek). Fin był jedynym zawodnikiem wyjściowej piątki Cavs z ujemnym wskaźnikiem +/- (-4). Po 12 oczek dołożyli Collin Sexton (5/14 z gry) i wchodzący z ławki Kevin Love.
  • Po drugiej stronie najlepszym punktującym był tej nocy Trae Young, zdobywca 24 oczek, 7 asyst i 3 przechwytów. Lider „Jastrzębi” trafił jednak tylko 1 z 6 prób za trzy. Double-double zanotował Clint Capela (10 punktów, 14 zbiórek), a rezerwowy Cam Reddish dorzucił 19 punktów. Wyraźne problemy ze skutecznością mieli również De’Andre Hunter (12 punktów; 5/16 z gry), John Collins (6 punktów, 12 zbiórek’ 3/8 z gry) oraz Bogdan Bogdanović (5 pkt; 2/7 z gry).

Indiana Pacers – Miami Heat 102:91 (Po dogrywce)

Statystyki na ESPN

  • Po kapitalnym zwycięstwie nad Milwaukee Bucks w pierwszym meczu sezonu zasadniczego entuzjazm sympatyków Miami Heat ostudzili zawodnicy Indiana Pacers. Gospodarze w drugiej i trzeciej odsłonie prowadzili różnicą 10 punktów i wydawało się, że mogą utrzymać prowadzenie do końcowej syreny. W czwartej kwarcie ciężar gry na swoje barki wziął jednak Tyler Herro. Wschodząca gwiazda przyjezdnych była autorem trzech ostatnich trafień Heat, w tym tego na 50 sekund przed końcową syreną, które ostatecznie doprowadziło do dogrywki (86:86).
  • W dogrywce Heat nie mieli już takiego szczęścia zza łuku. Kiedy Domantas Sabonis, Oshae Brissett, Malcolm Brogdon i Chris Duarte stopniowo budowali przewagę Pacers, po drugiej stronie parkietu pudłowali błędy popełniali Jimmy Butler, Tyler Herro i Duncan Robinson. Kiedy ostatni z wymienionych przełamał w końcu niemoc strzelecką za trzy (97:91), to gospodarze odpowiedzieli trzema trafieniami z linii, które przesądziły o losach spotkania.
  • Pomimo zwycięstwa Indiana Pacers mieli dziś ogromne problemy ze skutecznością. Najlepiej punktujący zawodnik trenera Rick Carlisle’aChris Duarte trafił tylko 6 z 21 prób z gry (19 punktów, 5 zbiórek). Malcolm Brogdon wykorzystał z kolei tylko 5 z 19 rzutów (18 punktów, 14 zbiórek, 4 asysty). Domantas Sabonis, który zdobył dziś swoje drugie double-double w tym sezonie, dołożył 17 oczek, 12 zbiórek, 4 asysty i 4 przechwyty. Dobry występ zanotował również wchodzący z ławki rezerwowych Oshae Brissett, który w 32 minuty zdobył 18 punktów i 9 zbiórek (7/11 z gry; 3/6 za trzy).
  • Po stronie Miami Heat najlepiej zaprezentował się Tyler Herro, autor 30 punktów i 10 zbiórek, który miał jednak spore problemy ze skutecznością (12/28 z gry; 3/12 za trzy). Jimmy Butler we większości przypadków również nie mógł odnaleźć drogi do kosza (19 punktów, 6 asyst, 6 zbiórek; 7/22 z gry). Imponującym double-double popisał się Bam Adebayo, choć w jego wykonaniu to także nie był najlepszy ofensywnie występ (17 punktów, 16 zbiórek, 5 strat, 6/15 z gry). Gabe Vincent, który w wyjściowej piątce zastępował kontuzjowanego Kyle’a Lowry’ego dołożył jedynie 2 punkty.

Toronto Raptors – Dallas Mavericks 95:103

Statystyki na ESPN

  • Po wpadce z Atlanta Hawks Luka Doncić zdołał poprowadzić Dallas Mavericks do pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Na początku spotkania to jednak Toronto Raptors sprawiali wrażenie zespołu przygotowanego zdecydowanie lepiej. Po sześciu minutach gry gospodarze prowadzili już 16:2, ale punkty Doncicia i Kristapsa Porzingisa, którzy mimo wszystko mieli swoje problemy ze skutecznością, pozwoliły przyjezdnym na stopniowe zniwelowanie strat jeszcze przed przerwą (51:45).
  • W trzeciej odsłonie po wsadzie Dwigha Powella Mavericks po raz pierwszy tej nocy objęli prowadzenie i nie oddali go już do końcowej syreny. Dobry fragment meczu zaliczył Tim Hardaway Jr., który po przerwie zdobył 22 punkty, trafiając 6 z 7 rzutów zza łuku. Na popisy duetu obwodowych Dallas odpowiedzieć próbowali Scottie Barnes i Fred VanVleet, ale pozostali gracze „Dinozaurów” nie stanęli na wysokości zadania i ekipa z Teksasu bez większych problemów dowiozła prowadzenie do końca.
  • Kapitalnym występem popisał się Luka Doncić, któremu do pierwszego triple-double w tym sezonie zabrakło jednej zbiórki. Gwiazdor Mavs zdobył dziś 27 punktów, 12 asyst i 9 zbiórek, choć trafił tylko 2 z 10 prób zza łuku. Tim Hardaway Jr. dorzucił 25 punktów, a Kristaps Porzingis zanotował double-double w postaci 18 oczek i 10 zbiórek, do czego dołożył również 4 bloki. Po 11 punktow zdobyli z kolei Dorian Finney-Smith i Dwight Powell.
  • Czwarty wybór tegorocznego draftu – Scottie Barnes nie zdołał powtórzyć osiągnięcia ze starcia z Boston Celtics i tym razem nie przekroczył bariery 20 punktów. Dziś skrzydłowy zdobył 17 punktów i 8 zbiórek. OG Anunoby był nieco lepiej dysponowany, dzięki czemu skompletował 23 oczka, 4 zbiórki, 2 przechwyty i 2 asysty. Fred VanVleet dorzucił z kolei 20 punktów, 5 asyst i 5 zbiórek. Słaby występ zaliczył Gary Trent Jr., który dziś trafił tylko 3 z 14 rzutów z gry (12 pkt).

Chicago Bulls – Detroit Pistons 97:82

Statystyki na ESPN

  • Chicago Bulls nie zwalniają tempa. Dziś w nocy podopieczni Billy’ego Donovana odnieśli już trzecie zwycięstwo w tym sezonie i umocnili się na pozycji lidera w tabeli konferencji wschodniej jako jeden z czterech niepokonanych jak dotąd zespołów. Po wyrównanym początku (zaczęło się od 0:9 dla Detroit Pistons) „Byki” odskoczyły z wynikiem i do przerwy prowadziły różnicą 11 oczek (54:43). Kluczowa okazała się jednak trzecia odsłona, którą Bulls wygrali 25:11 i w głównej mierze przesądzili o losach spotkaniach (79:54). Dobrze dysponowani byli wówczas Zach Lavine i Nikola Vucević. „Tłoki” spudłowały natomiast wszystkie 8 prób za trzy, trafiając zaledwie 4 z 22 rzutów z gry. W czwartej „ćwiartce” goście wyglądali co prawda nieco lepiej, ale wcześniej Chicago odskoczyli na 31 punktów (89:58).
  • Saddiq Bey był tej nocy jedynym zawodnikiem Pistons, który indywidualnie będzie mógł zaliczyć dzisiejszy występ do udanych. Skrzydłowy Detroit zdobył 20 punktów i 16 zbiórek, trafiając 50% swoich rzutów z gry. Oprócz 22-latka tylko Kelly Olynyk (12 pkt) i Trey Lyles (10 pkt) osiągnęli dwucyfrową zdobycz punktową. Wciąż nie doczekaliśmy się debiutu Cade’a Cunninghama, czyli jedynki tegorocznego draftu, który wciąż nie jest do gry. – Chce grać. Sztab medyczny go jeszcze wstrzymuje. Nie chcesz przyspieszać jego powrotu, jeśli nie jest w 100% gotowy. Przy pewnych ruchach wciąż odczuwa ból – mówi o Cunninghamie szkoleniowiec Pistons, Dwane Casey.
  • Po stronie Bulls najlepszym punktującym był dziś DeMar DeRozan, autor 21 punktów, 6 zbiórek i 6 asyst. Najbardziej imponującą linijkę statystyczną zanotował jednak Nikola Vucević. Środkowy zdobył 15 punktów i 19 zbiórek, do czego dołożył jeszcze 3 asysty, 2 przechwyty i 3 bloki. Równie skuteczny w defensywie był dziś Lonzo Ball, który do 3 przechwytów i 4 bloków dorzucił 13 oczek. Nieco gorzej wypadł natomiast Zach Lavine, który miał problemy ze skutecznością (6/18 z gry; 14 punktów, 5 asyst). Ulubieniec trybun – Alex Caruso zakończył mecz z dorobkiem 12 punktów i 5 zbiórek.

Minnesota Timberwolves – New Orleans Pelicans 96:89

Statystyki na ESPN

  • Kłopotów New Orleans Pelicans ciąg dalszy. Zespół z Luizjany notuje już trzecią porażkę w tym sezonie, choć tak naprawdę dzisiaj po raz pierwszy mierzył się z zespołem o podobnym kalibrze. Goście zaczęli kiepsko i jeszcze przed przerwą przegrywali różnicą 17 oczek (54:37). Po stronie „Wilków” błyszczał duet Karl-Anthony Towns Anthony Edwards, który wówczas zdobył łącznie 29 punktów. Pels odpowiadali głównie trafieniami Brandona Ingrama i Nickeila Alexandra-Walkera, ale ci byli jednocześnie wyraźnie nieskuteczni.
  • Po przerwie Pelicans prezentowali się nieco lepiej i zdołali nawet dwukrotnie doprowadzić do remisu (63:63 i 67:67). Wciąż jednak brakowało im skuteczności (2/19 za trzy w drugiej połowie). Timberwolves również nie błyszczeli, ale konsekwencja ich gry oraz trzy z rzędu kluczowe trafienia D’Angelo Russella w końcówce pozwoliły im na dowiezienie prowadzenia do syreny.
  • Po raz pierwszy w tym sezonie granicę 30 oczek osiągnął Brandon Ingram, choć jego zespół mimo wszystko zaliczył trzecią porażkę z rzędu. Efektowne double-double w postaci 20 punktów i 17 zbiórek zanotował Jonas Valanciunas. Podwójną zdobyczą popisał się również Nickeil Alexander-Walker, ale jego skuteczność pozostawia wiele do życzenia (6/24 z gry, 2/13 za trzy; 14 punktów, 14 zbiórek). Z fatalnej strony pokazał się też Devonte’ Graham, który trafił jedynie 2 z 14 rzutów (1/10 za trzy; 11 punktów). Pelicans popełnili dziś aż 28 strat.
  • Timberwolves do zwycięstwa poprowadzili dziś przede wszystkim Karl-Anthony Towns (26 punktów, 4 zbióreki) i Anthony Edwards (19 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst). Nieco gorzej do momentu trzech celnych rzutów z końcówki spotkania wyglądał D’Angelo Russell, który zdobył ostatecznie 12 punktów, ale aż 7 razy stracił piłkę.

San Antonio Spurs – Milwaukee Bucks 111:121

Statystyki na ESPN

  • Milwaukee Bucks wracają powoli na optymalne tory. Dziś podopieczni Mike’a Budenholzera pokonali San Antonio Spurs, choć „Ostrogi” przez długi czas grały jak równy z równym. Kiedy w trzeciej odsłonie goście odskoczyli na 13 oczek (57:70), sprawy w swoje ręce wzięli Keldon Johnson, Dejounte Murray oraz Doug McDermott i po chwili to Spurs byli z powrotem na prowadzeniu (73:72).
  • Kluczowa okazała się zatem czwarta kwarta, w której wyższy bieg wrzucili Khris Middleton, Giannis Antetokounmpo i Pat Connaughton. Przyjezdni zdołali odzyskać prowadzenie, ale nie kontrolowali w pełni spotkania, bo SAS stale utrzymywali się w zasięgu 2-3 posiadań. Seria punktowa 8:0 na trzy minuty przed końcową syreną przesądziła o rezultacie dzisiejszego starcia.
  • Pomimo porażki aż sześciu zawodników San Antonio Spurs zdołało zanotować dziś dwucyfrową zdobycz punktową. Najlepiej wypadł Doug McDermott, autor 25 oczek, który świetnie prezentował się dziś zza łuku (7/11). Solidnie wypadli też Keldon Johnson (20 pkt) i wchodzący z ławki rezerwowych Lonnie Walker IV (17 pkt). Bliscy double-double byli Jakob Poeltl (10 punktów, 8 zbiórek), Dejounte Murray (10 punktów, 9 zbiórek, 7 asyst) i Derrick White (14 punktów, 8 asyst).
  • Po stronie Bucks standardowo na wysokim poziomie zagrali Giannis Antetokounmpo (21 punktów, 8 zbiórek, 8 asyst, 3 bloki) i Khris Middleton (28 pkt). Co ciekawe Middleton był jedynym zawodnikiem wyjściowej piątki Milwaukee z ujemnym wskaźnikiem +/- (-6). Po 16 punktów dorzucili Jrue Holiday (5 asyst, 4 zbióreki, 3/4 za trzy) i Pat Connaughton (7 zbiórek). Cenne minuty z ławki dał z kolei George Hill, autor 15 punktów (5/6 z gry).

Portland Trail Blazers – Phoenix Suns 134:105

Statystyki na ESPN

  • Po fatalnym okresie przygotowawczym i kiepskiej inauguracji rozgrywek Portland Trail Blazers demolują najlepszy zespół konferencji zachodniej minionego sezonu – Phoenix Suns. Gospodarze rozpoczęli budowanie swojej przewagi od drugiej kwarty, dzięki czemu jeszcze do przerwy prowadzili różnicą 20 punktów (67:47). W drugiej połowie podopieczni Chauncey’ego Billupsa nie zwolnili tempa i choć pozwolili „Słońcom” rzucić 34 oczka w trzeciej „ćwiartce”, to sami odpowiedzieli aż 39.
  • W ostatniej odsłonie szansę na grę po obu stronach otrzymali zawodnicy głębszej rezerwy. Blazers po raz kolejny okazali się lepsi, dzięki czemu wygrali wszystkie cztery kwarty dzisiejszego pojedynku. Dla Suns jest to już druga porażka w tym sezonie, co po oskarżeniach w kierunku właściciela klubu i zamieszania wokół kontraktu Deandre Aytona jest już kolejnym problemem.
  • W pierwszej kwarcie doszło do groźnie wyglądającej sytuacji. Atakujący kosz Devin Booker powalił Jusufa Nurkicia, który następnie mocno uderzył głową w parkiet. Środkowy był jednak w stanie kontynuować grę. Urazu kolana w drugiej odsłonie nabawił się z kolei Norman Powell (16 pkt), ale wg Adriana Wojnarowskiego z ESPN wstępne badania wykazały, że kontuzja nie jest bardzo poważna.
  • Po raz kolejny w tym sezonie najlepiej punktującym zawodnikiem Blazers był CJ McCollum autor 28 punktów. Damian Lillard oddał tylko 11 rzutów i skompletował ostatecznie 19 punktów i 8 zbiórek. Bliski double-double był Jusuf Nurkic, który dołożył 9 punktów i 12 zbiórek. Niezwykle istotne okazały się trafienia wchodzących z ławki rezerwowych Anfernee Simonsa (18 pkt) i Nassira Little (11 pkt).
  • Po stronie pokonanych Suns najlepiej wypadł Devin Booker, który do 21 punktów dołożył 4 asysty, 4 zbiórki i 2 przechwyty. Kiepsko zaprezentował się Chris Paul, którego wskaźnik +/- wynosił po meczu -29 (4 punkty, 11 asyst). Mikal Bridges rzucił 14 punktów, JaVale McGee 12, a Deandre Ayton 8. Phoenix wyraźnie przegrali walkę na tablicach (38-48).

Los Angeles Clippers – Memphis Grizzlies 114:120

Statystyki na ESPN

  • Po wyrównanym początku Los Angeles Clippers zdołali w drugiej kwarcie odskoczyć z wynikiem (41:28). Memphis Grizzlies stale utrzymywali się jednak w zasięgu kilku posiadań, a po przerwie udało im się nawet odzyskać prowadzenie. Wyższy bieg wrzucili wówczas Ja Morant i Steven Adams, których trafienia dały „Niedźwiadkom” serię 13:2 i 16-punkowe prowadzenie (73:89). Wówczas jednak na wyżyny swoich możliwości wspiął się Paul George, który tylko trzeciej kwarcie zdobył 17 punktów i niemal w pojedynkę zniwelował przewagę gości do zaledwie czterech oczek (89:93).
  • Kapitalny fragment lidera Clippers nie sparaliżował jednak Grizzlies. Podopieczni Taylora Jenkinsa kontynuowali dobrą grę w czwartej odsłonie, stale utrzymując skromne prowadzenie. Na 1:12 przed syreną „trójka” George’a zniwelowała przewagę Memphis do dwóch punktów (112:114). W kolejnej akcji pomimo presji czasu odpowiedział Desmond Bane, ale raz jeszcze trafił PG13 (114:116). O zwycięstwie przesądziło jednak trafienie za trzy Jarena Jacksona Jr’a. Clippers zabrakło już czasu, by odrobić pięć, a następnie sześć punktów.
  • Mimo porażki świetne zawody rozegrał Paul George, autor 41 punktów, 10 zbiórek i 4 asyst. Obrońca LAC trafił 15 z 25 prób z gry oraz 5 z 12 rzutów zza łuku, z czego dwa niecelne rzuty to desperackie próby gonienia wyniku w ostatnich sekundach przesądzonego już spotkania. Reggie Jackson dołożył 17 punktów, a Eric Bledsoe 12 oczek i 7 asyst.
  • Po stronie Grizzlies aż trzech zawodników przekroczyło barierę 20 oczek. Ja Morant skompletował 28 punktów i 8 asyst, Jaren Jackson Jr. dorzucił 21 punktów i 7 zbiórek, a De’Anthony Melton dołożył 22 punkty i 7 zbiórek. Dobrze wypadli również Desmond Bane (19 pkt) i Steven Adams, który otarł się o double-double (17 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty). Ławka rezerwowych Memphis zdobyła łącznie tylko 13 oczek.




2 KOMENTARZE

  1. Rubio to świetny zawodnik. CC mają fajny skład, Garland, Sexton, Rubio.
    Ciekawe czy na prawdę przchandlują Sextona i Lovea i co w zamian dostaną.

    • Oni podobali mi się już fragmentami w swoich pierwszych meczach, gdzie wcale nie wyglądali źle mimo porażek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here