Na parkiety NBA wybiegło dziś jedynie osiem zespołów. Była to jednak wyjątkowa noc dla kibiców w Filadelfii. Pierwszy mecz w hali swojego poprzedniego zespołu rozegrał Ben Simmons i choć wywalczył double-double, to osłabieni brakiem Joela Embiida, Jamesa Hardena i Tyrese’a Maxeya Sixers zdołali pokonać Nets. Do emocjonującej końcówki doszło w Memphis, gdzie Grizzlies musieli ostatecznie uznać wyższość rozpędzonych Sacramento Kings. Emocji nie zabrało również w Denver, gdzie pomimo powrotu do gry Nikoli Jokicia i Jamala Murraya lepsi okazali się Detroit Pistons, dla których było to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. Serię gier zamknęło starcie Phoenix Suns – Los Angeles Lakers, gdzie górą były Słońca. Jeziorowcy odnieśli tym samym pierwszą porażkę po trzech kolejnych triumfach.

Philadelphia 76ers – Brooklyn Nets 115:106

Statystyki na PROBASKET

  • Spotkanie to miało być wyjątkowe pod wieloma względami. Przede wszystkim chodziło o Bena Simmonsa, dla którego był to pierwszy występ w Filadelfii od momentu przenosin do Brooklyn Nets. Kibice nie doczekali się jednak jego pojedynku z Joelem Embiidem. Z uwagi na uraz środkowy nie wystąpił w tym meczu, podobnie jak kontuzjowani James Harden i Tyrese Maxey.
  • Sixers dobrze weszli w to spotkanie i w pierwszej kwarcie ich przewaga była widoczna (33:26). Nets fatalnie radzili sobie w rzutach trzypunktowych, rozpoczynając mecz od 0/7 zza łuku (pierwsze trafienie po 16 minutach gry). Szczególnie kiepsko prezentowała się ławka rezerwowych przyjezdnych. Sixers byli lepsi za trzy, ale gorzej radzili sobie za dwa, przez co utrzymywali jedynie skromną przewagę i nie byli w stanie odskoczyć.
  • Seria punktowa 10:2 w wykonaniu Kyrie’ego Irvinga, Patty’ego Millsa, Nicolasa Claxtona oraz Setha Curry’ego pozwoliła Nets na zniwelowanie strat i doprowadzenie do remisu 50:50. Trójki Georgesa Nianga i De’Anthony’ego Meltona pozwoliły Szóstkom zamknąć jednak kwartę z przytupem i zejść na przerwę z 6-punktową zaliczką. Drugi z wymienionych – podobnie jak Kevin Durant – skompletował do przerwy 14 „oczek”.
  • Nets wykorzystali nieskuteczność Sixers na początku trzeciej „ćwiartki” i po kilku szybkich ciosach objęli prowadzenie (68:69). Przerwa na żądanie, o którą poprosił Doc Rivers, pomogła przebudzić gospodarzy, ale ekipa z Wielkiego Jabłka nie dawała za wygraną i do końca tej części oba zespoły regularnie wymieniały się ciosami. Nets na krótki moment odzyskiwali prowadzenie, ale wciąż nieznaczną przewagę miało Philly.
  • Dwa trafienia Paula Reeda i jedno Meltona pozwoliły Sixers na skromne odskoczenie z wynikiem na początku czwartej odsłony (96:87). To sprawiło, że na parkiet powrócili Ben Simmons i Kyrie Irving. To nie odmieniło jednak obrazu gry. Tobias Harris zaliczył kilka punktów z rzędu, swoją cegiełkę dołożył Shake Milton i przewaga Philly wzrosła do 16 „oczek” (113:97). Nets mieli jeszcze niespełna 3 minuty na odrobienie stra, ale nie zdołali już zagrozić gospodarzom.
  • Szóstki zawdzięczają zwycięstwo dobrej postawie Tobiasa Harrisa (24 punkty, 6 zbiórek), De’Anthony’ego Meltona (22 pkt, 6/11 za trzy) oraz wchodzącego z ławki Paula Reeda, który zanotował double-double (19 punktów, 10 zbiórek). Po 16 cennych „oczek” dołożyli Shake Milton i Geoges Niang (4/5).
  • Ofensywę napędzali głównie Kyrie Irving (23 pkt, 2/8 za trzy) i Kevin Durant (20 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst; 9/14 z gry). Ben Simmons wywalczył podwójną zdobycz, notując 11 punktów, 11 asyst, a także 7 zbiórek, 3 asysty i 3 bloki.

Memphis Grizzlies – Sacramento Kings 109:113

Statystyki na PROBASKET

  • Sacramento Kings podeszli do tego spotkania po zaskakującej serii pięciu zwycięstw z rzędu. W pokonanym polu zostawili nie byle kogo. Wyższość podopiecznych Mike’a Browna uznać musieli bowiem m.in. Los Angeles Lakers, Golden State Warriors i Brooklyn Nets. Memphis Grizzlies – podrażnieni trzema porażkami w czterech ostatnich występach i spadkiem poza pierwszą szóstkę – chcieli przerwać złoty okres „Królów”.
  • Goście z Kalifornii od początku postawili na rzuty za trzy, ale trafili jedynie 2 z 8 pierwszych prób, co pozwoliło Niedźwiadkom na objęcie komfortowego prowadzenia (16:8). Kings w porę się jednak przebudzili i po kilku minutach zdołali doprowadzić do remisu. Szczególne dobrze prezentowali się Kevin Huerter i Harrison Barnes, o którego możliwej wymianie mówi się w ostatnich dniach sporo.
  • Po regularnej wymianie ciosów trójka Jarena Jacksona Jr’a. pozwoliła Grizzlies zamknąć pierwszą odsłonę ze skromnym prowadzeniem 31:28. Co ciekawe, każdy z dziewęciu zawodników Memphis, który pojawł się na parkiecie w pierwszej kwarcie, zdobył co najmniej 2 punkty.
  • W drugiej kwarcie inicjatywę przejęli Kings. Dobrą grę kontynuowali wspomniani Huerter i Barnes, do czego dołączyli również De’Aaron Fox oraz wchodzący z ławki rezerwowych Chimezie Metu. Przyjezdni nieznaczeni przegrywali co prawda walkę na tablicach i nieco mniej efektywnie dzielili się piłką, ale mieli za to skromną przewagę w skuteczności rzutów zza łuku, co pozwoliło im zejść na przerwę z przewagą 5 „oczek” (59:64).
  • Po przerwie imponującą grę kontynuował Fox, co w połączeniu z kiepksą postawą Grizzlies, którzy w 12 minut zdobyli jedynie 17 punktów, pozwoliło Kings na objęcie 12-punktowego prowadzenia (76:88). W czwartej odsłonie goście napotkali jednak problemy, co Grizzlies konsekwentnie wykorzystywali. Sprawy w swoje ręce wziął Ja Morant, który zdobył 12 „oczek” z rzędu dla swojej ekipy, a po dwóch celnych osobistych Dillona Brooka strata Niedźwiadków znacząco zmalała (101:104).
  • Morant mógł doprowadzić do remisu, ale na nieco ponad minutę przed końcową syreną spudłował zza łuku. To dało Kings chwilę oddechu i szansę na podwyższenie prowadzenia, którą wykorzystali. W końcówce mimo wszystko było gorąco. Po trafionym osobistym Domantasa Sabonisa dwa punkty na 5,3 sekundy przed syreną zdobył Morant (107:109). Grizzlies musieli postawić wszystko na jedną kartę i faulowali Malika Monka, który nie pomylił się jednak z linii.
  • Przy 1,7 sekundy na zegarze i wyniku 108:111 sędzia odgwizdał przewinienie podczas rzutu za trzy Ja Moranta. Trzy celne osobiste doprowadziłyby do remisu, jednak rozgrywający gospodarzy wykorzystał tylko jedną próbę, co pogrzebało szanse Memphis.
  • Prym w ekipie Kings wiedli głównie De’Aaron Fox (32 punkty, 8 zbiórek, 6 syst, 4 przechwyty; 5/8 za trzy) oraz Harrison Barnes (26 pkt). Bliski potrójnej zdobyczy był Domantas Sabonis, który nie był jednak tak skuteczny w ofensywie (9 punktów, 8 asyst, 13 zbiórek). Wchodzący z ławki Malik Monk miał problemy ze skutecznością zza łuku (2/8), ale dorzucił 14 „oczek”.
  • Świetny występ pomimo porażki zaliczył Ja Morant, autor 34 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst. Jaren Jackson Jr. dorzucił 22 „oczka”. Dillon Brooks odnotował 14 punktów, a John Koncar 10.

Denver Nuggets – Detroit Pistons 108:110

Statystyki na PROBASKET

  • Występ Nikoli Jokicia ponownie do samego końca stał pod znakiem zapytania. Środkowy opuścił trzy wcześniejsze spotkania Denver Nuggets, a na wtorkowe starcie z Detroit Pistons – podobne jak w przypadku Jamala Murraya – jego status był oznaczony jako „wątpliwy” przez protokół zdrowotny. Obaj pojawili się ostatecznie w wyjściowej piątce.
  • Tłoki postawiły się rywalom w pierwszej kwarcie, na co pozwoliła przede wszystkim świetna postawa Bojana Bogdanovicia. Skrzydłowy rozpoczął mecz od 6 trafień w 8 próbach i 13 punktów. W drugiej odsłonie Chorwat zwolnił tempo, ale solidną gę kontynuowali jego partnerzy. Jednocześnie Nuggets napotkali problemy z odnalezieniem drogi do kosza (40:49), jednak trafienia trzonu zespołu (Murraya, Jokicia, Michaela Portera Jr’a. i Aarona Gordona) pod koniec pierwszej połowy dały im prowadzenie. Wciąż sporo do powiedzenia mieli jednak Pistons, a dzięki trafieniom Bogdanovicia i Isaiaha Liversa to oni zeszli do szatni z prowadzeniem (57:58).
  • W trzeciej kwarcie Nuggets przez dłuższy czas utrzymywali się na prowadzeniu, jednak Pistons cały czas dotrzymywali im kroku, nie pozwalając odskoczyć. Dobra gra Pistons wynikała przede wszystkim z postawy zmienników – Kevina Knoxa II oraz Aleca Burksa i to między innymi ich trafienia, jak i Cory’ego Josepha czy Hamidou Diallo sprawiły, że Detroit weszli w czwartą kwartę z przytupem i odskoczyli na 12 „oczek” (84:96).
  • Impuls do odrabiania strat próbowali dać Jokić i Gordon. Trójka drugiego z wymienionych zmusiła Dwane’a Casey’ego do poproszenia o przerwę na żądanie, ale nie zatrzymało to gospodarzy. Na 1:36 ciężar gry na swoje barki wziął Alec Burks, a jego cztery punkty z rzędu dały Pistons chwilową przewagę. Tym samym odpowiedział jednak Jokić (107:108). Na 8,2 sekundy przed ostatnią syreną dwa rzuty wolne wykorzystał faulowany Bojan Bogdanovć, jednak przewinienia dopuścił się również Cory Joseph, w efekcie czego na linii stanął Jamal Murray. Wykorzysta on jedną próbę, jednak przy kolejnej celowo spudłował, by wypracować okazję na trafienie za dwa. Gordon nie zdołał jednak przełożyć tego na punkty i Tłoki wywalczyły tym samym pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie (obecny bilans 1-10).
  • Pomimo zwycięstwa żaden z zawodników Pistons nie zdobył więcej niż 22 punkty. Dokładnie taką liczbę oczek skompletował Bojan Bogdanović, który zebrał również 9 piłek. Wchodzący z ławki rezerwowych Alec Burks zanotował 21 punktów, z kolei Kevin Knox II to 17 punktów dołożył 8 zbiórek. Warto wspomnieć, że zawodnicy Detroit trafili tylko 8 z 28 prób za trzy (28,6%), a wszyscy gracze wyjściowej piątki mieli ujemny wskaźnik +/-.
  • Po stronie Nuggets wyróżnił się przede wszystkim Nikola Jokić, który otarł się o triple-double, zdobywając 31 punktów, 10 asyst i 9 zbiórek. Michael Porter Jr. dorzucił 18 „oczek”, a Aaron Gordon 17. Kiepską noc ma za sobą Jamal Murray, który trafił tylko 3 z 12 rzutów z gry (10 punktów, 8 asyst). Gospodarze byli jeszcze mniej skuteczni za trzy niż rywale (5/19; 26,3%).

Phoenix Suns – Los Angeles Lakers 115:105

Statystyki na PROBASKET

  • Los Angeles Lakers w dalszym ciągu muszą radzić sobie bez LeBrona Jamesa, którego w wyjściowej piątce na starcie z Phoenix Suns zastąpił Austin Reaves. W pierwszych minutach lepiej prezentowały się Słońca, które za sprawą dobrej dyspozycji Mikala Bridgesa i Devina Bookera utrzymywali się na prowadzeniu. W kolejnych minutach swoje dorzucił też Cam Payne, ale Jeziorowcy cały czas utrzymywali się w zasięgu rywala.
  • W drugiej kwarcie LAL przegrywali już 10-punktami, by ostatecznie odwrócić losy tej odsłony i za sprawą trafień przede wszystkim Lonnie’ego Walkera IV, Austina Reavesa oraz Anthony’ego Davisa objąć prowadzenie (53:55). Lakers zdołali wypracować sobie tę skromną przewagę pomimo faktu, że do przerwy trafiali jedynie 2 z 10 rzutów za trzy, podczas gdy Suns radzili sobie w tej kwestii bardzo solidnie (8/17; 47,1%).
  • Trzecia odsłona należała do zawodników Phoenix. Podopieczni Monty’ego Williamsa zaliczyli dwa z rzędu trafienia za trzy i odskoczyli wówczas na 10 „oczek”, ale Jeziorowcy natychmiast odpowiedzieli (73:71). W końcówce tej części dwie następne trójki dorzucili Damion Lee oraz Ish Wainright, co w połączeniu z trafieniem Bookera dało im prowadzenie 86:79. W kolejnych minutach Słońca utrzymywały przewagę na tym poziomie.
  • W końcówce zrobiło się wyjątkowo gorąco. Po jednym ze starć Deandre Ayton stanął tuż przy leżącym na parkiecie Austinie Reavesie. Nie spodobało się to Patrickowi Beverley’owi, który zaatakował środkowego barkiem, za co został wyrzucony z gry. Co ciekawe, udał się on do szatni jeszcze przed decyzją sędziów, którzy analizowali wówczas całą sytuację, z kolei zarówno Ayton, jak i faulujący Reavesa chwilę wcześniej Booker zostali ukarani przewinieniem technicznym.
  • Po tym wydarzeniu Lakers zdobyli cztery punkty z rzędu (106:100), ale nie wykorzystali okazji na zniwelowanie strat. Dwa pudła z rzędu zaliczył bowiem Russell Westbrook, z linii raz nie trafił też Davis, co w połączeniu ze skuteczną ofensywą Suns przesądziło o losach spotkania.
  • Dla Lakers jest to pierwsza porażka po trzech z rzędu zwycięstwach. Ich bilans wynosi obecnie 5-11 (0-6 w meczach wyjazdowych), co w dalszym ciągu daje im jedynie 14. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej.
  • Na wyróżnienie po stronie Phoenix zapracowali przede wszystkim Mikal Bridges (25 punktów, 6 zbiórek; 5/7 za trzy), Deandre Ayton (14 punktów, 15 zbiórek; 7/11 z gry) oraz Devin Booker (25 punktów, 5 asyst). Cenne trafienia z ławki rezerwowych dołożył Duane Washington Jr., autor 15 „oczek”.
  • Po stronie Lakers prym ponownie wiódł świetnie radzący sobie w ostatnich spotkaniach Anthony Davis, który tym razem odnotował 37 punktów i 21 zbiórek (do tego 5 przechwytów i 5 loków; 11/17 z gry i 15/16 z linii). Russell Westbrook dołożył 21 „oczek” i 5 asyst z ławki, z kolei Lonnie Walker IV zaaplikował rywalom 24 punkty. Lakers, jak przez znaczną część bieżącego sezonu, fatalnie radzili sobie w rzutach za trzy (4/22; 18,2%). Przegrali też walkę na tablicach (45-49).