Za nami długa noc na parkietach NBA. Rywalizację rozpoczęliśmy jeszcze w niedzielę o godzinie 18:00, kiedy to Boston Celtics ograli Cleveland Cavaliers w drugim meczu z Jaysonem Tatumem. Nieco później Lakers pokonali Knicks, a świetne zawody pod nieobecność LeBrona Jamesa zaliczył Luka Doncić. Kolejną, już czwartą z rzędu wpadkę zaliczyli Detroit Pistons, którzy musieli uznać wyższość Heat. Triple-double zaliczył Russell Westbrook, który poprowadził Kings do wygranej. Emocji nie zabrakło w San Antonio, gdzie Spurs rozbili Houston Rockets.



Cleveland Cavaliers – Boston Celtics 98:109

Statystyki

  • Cleveland Cavaliers musieli podejść do tego meczu m.in. bez Jarretta Allena. Jego nieobecność początkowo nie wpływała znacząco na funkcjonowanie ofensywy gospodarzy, którzy trafiali początkowo ponad 60% swoich rzutów i utrzymywali się na prowadzeniu. Chwila nieuwagi sprawiła jednak, że Boston Celtics momentalnie doprowadzili do remisu (13:13).
  • Rozkręcał się powoli Jayson Tatum, który jeszcze w pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 12 punktów, choć to przecież dopiero jego drugi występ po powrocie na ligowe parkiety. To jednak głównie jego partnerzy wykorzystali słabość Cavs pod koniec pierwszej odsłony i odskoczyli nieco z wynikiem (26:35).
  • Początek drugiej kwarty również przebiegł pod dyktando podopiecznych Joe Mazzulli, przez co już po chwili przyjezdni cieszyli się 19-punktowym prowadzeniem (29:48).
  • W końcowym rozrachunku gospodarze zdobyli w drugiej kwarcie zaledwie 10 oczek, co należy rozpatrywać w kategoriach katastrofalnej postawy. Po przerwie ofensywa Cleveland znów zaczęła funkcjonować prawidłowo, a ich skuteczność zarówno z gry, jak i zza łuku wynosiła ponad 50%.
  • Celtics dotrzymywali jednak kroku swojemu rywalowi i koniec końców dalej cieszyli się komfortową zaliczką (69:86). Przyjezdni przysnęli dopiero w czwartej odsłonie, czym pozwolili Cavs zbliżyć się nawet na osiem punktów (86:94).
  • Wówczas kluczowe okazały się trafienia Paytona Pritcharda, który dał Bostonowi chwilę wytchnienia, a ostatecznie, kiedy do protokołu sędziowskiego dopisał się jeszcze Tatum po trafieniu zza łuku, przewaga C’s znów była bezpieczna i nie oddali jej oni już do końcowej syreny.
  • Jaylen Brown skompletował ostatecznie 23 oczka, do czego dorzucił dziewięć zbiórek i osiem asyst. Po świetnym początku Jayson Tatum zwolnił nieco tempo, ale ostatecznie jego łupem padło 20 punktów, trzy zebrane piłki i dwie asysty. Double-double odnotował wchodzący z ławki rezerwowych Baylor Scheierman (16 punktów, 10 zbiórek).
  • Po stronie Cavs wyróżnili się przede wszystkim Donovan Mitchell (30 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst) oraz Evan Mobley (24 oczka, 8 zbiórek). Nieco skuteczności zabrakło Jamesowi Hardenowi, ale i tak zaliczył on podwójną zdobycz (19 punktów, 10 asyst; 6/16 z gry).

Los Angeles Lakers – New York Knicks 110:97

Statystyki

  • Pierwsze minuty rywalizacji to popis nieskuteczności po obu stronach parkietu (odpowiednio 1/4 oraz 0/7 z gry). Lepiej w tym środowisku odnajdowali się jednak zawodnicy Los Angeles Lakers, którzy podczas nieobecności LeBrona Jamesa mogli liczyć na punkty Luki Doncicia i Austina Reavesa (11:4).
  • New York Knicks szybko dołączyli do walki, ale cały czas musieli oglądać plecy rywala. Przyjezdnych bolała przede wszystkim nieskuteczność Jalena Brunsona, który do przerwy był 2/7 z gry. To jedna z wielu przyczyn, przez które Jeziorowcy odskoczyli nawet na 13 oczek.
  • Podopieczni JJ Redicka nie utrzymali jednak tego trendu do przerwy. Kilka trafień przede wszystkim OG Anunoby’ego, ale też Jalena Brunsona sprawiło, że przewaga gospodarzy szybko stopniała i do przerwy wynosiła już tyko pięć punktów (54:49).
  • Trzecia kwarta w dużej mierze przesądziła o losach rywalizacji. Podczas gdy ekipa z Wielkiego Jabłka znów nie mogła się wstrzelić (35% z gry, 18,2% za trzy), Jeziorowcy kontynuowali swoje popisy. Szczególny fragment zaliczył Luka Doncić, który zdobył wówczas 14 punktów.
  • Lakers wygrali tę odsłonę 34:20, czego efektem było powiększenie przewagi nawet do 21 punktów (88:67). To w dużej mierze zamknęło Knicks okienko do wygranej. Niestety nie doczekaliśmy się tej nocy minut dla Jeremy’ego Sochana.
  • — Wszystko sprowadza się do tego, że nie zastawialiśmy się. [Lakers zdobyli] 15 punktów drugiej szansy. Nie możemy pozwolić się pokonać pod tym względem. Po drugie, Pokonywali nas po koźle. Wystawialiśmy ręce w ostatnim momencie i wysyłaliśmy ich na linię rzutów wolnych — mówił po meczu trener Mike Brown.
  • Faule były od początku problemem po obu stronach. W końcowym rozrachunku Lakers oddali aż 44 rzutów wolnych, z czego 16 przypadło Donciciowi.
  • Zespół z Miasta Aniołów do zwycięstwa poprowadzili przede wszystkim Luka Doncić (35 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty) oraz Austin Reaves (25 punktów, 5 asyst, 4 zbiórki). Po drugiej stronie również wyróżniło się dwóch graczy w osobach Karla-Anthony’ego Townsa (25 punktów, 16 zbiórek) i Jalena Brunsona (24 oczka, 7 asyst, 6 zbiórek; 7 strat).

Miami Heat – Detroit Pistons 121:110

Statystyki

  • Ten wynik należy rozpatrywać w kategoriach niespodzianki. Faworyzowani Detroit Pistons nie byli w stanie przerwać fatalnej serii i zaliczyli tym samym czwartą z rzędu porażkę.
  • Kluczowa okazała się pierwsza kwarta, którą Miami Heat wygrali aż 34:16. Świetnie spisywali się wówczas Bam Adebayo, Davion Mitchell czy Jaime Jacquez Jr., podczas gdy po drugiej stronie parkietu gracze Tłoków wykorzystywali marne 27,3% swoich rzutów z gry, w tym 11,1% zza łuku.
  • — Zaczęli bardzo dobrze. Na początku dochodziliśmy do sytuacji rzutowych, które mi się podoby, ale po prostu nie wpadały. To dało im rozpędu, choć od tamtego momentu mecz był wyrównany. Trudno było się jednak z tego wydostać, bo to naprawdę dobry zespół — mówił po meczu trener J.B. Bickerstaff.  
  • Zgodnie ze słowami szkoleniowca Pistons, pozostała część spotkania była już zdecydowanie bardziej zacięta. Cały czas to jednak gospodarze cieszyli się komfortowym prowadzeniem, które w pewnym momencie sięgnęło nawet pułap 27 oczek.
  • Heat w dalszym ciągu są na fali, a wygrana z Detroit była dla nich już piątym z rzędu zwycięstwem. Bam Adebayo (24 oczka, 9 zbiórek, 6 asyst) dołączył tej nocy do Dwyane’a Wade’a jako jedyni zawodnicy z dorobkiem 10 tysięcy punktów w trykocie ekipy z Miami. Oprócz środkowego dobrze wypadli też Tyler Herro (25 punktów, 6 zbiórek) i Jaime Jacquez Jr. (19 punktów, 7 asyst).
  • Po stronie Pistons dwoił się i troił duet Cade Cunningham (26 punktów, 10 asyst) – Jalen Duren (24 punkty, 5 zbiórek; 10/12 z gry). Pomimo wczorajszej porażki, Pistons wygrali serię sezonu zasadniczego z Heat bilansem 2-1.

Toronto Raptors – Dallas Mavericks 122:92

Statystyki

  • Zgodnie z oczekiwaniami mecz od początku przebiegał pod dyktando Toronto Raptors.  Choć w pierwszej kwarcie gospodarze trafili jedynie 2 z 16 rzutów za trzy (16,7%), to mimo wszystko rozpoczęli budowę swojej przewagi (36:29).
  • W drugiej osłonie różnica była ponownie widoczna. Nie pomogła przeciętna dyspozycja Coopera Flagga, który do przerwy miał na swoim koncie tylko pięć oczek. Gospodarze schodzili ostatecznie do szatni z 13-punktową zaliczką.
  • Gwoździem do trumny była trzecia „ćwiartka”, W dalszym ciągu dobrze spisywali się Brandon Ingram czy RJ Barrett. Bezbłędni z gry byli wówczas Jakob Poeltl (3/3) i Sandro Mamukelashvili (2/2). Podopieczni Darko Rajakovicia zdominowali swojego rywala i przypieczętowali tym samym swoje zwycięstwo.
  • Aż ośmiu zawodników Toronto zakończyło to starcia z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Najwięcej zdobył RJ Barrett, autor 31 oczek. Double-double odnotował Jakob Poeltl (16 punktów, 10 zbiórek). Po drugiej stronie wyróżnili się przede wszystkim Daniel Gafford (21 punktów, 11 zbiórek) oraz Cooper Flagg (17 ozcek, 8 zbiórek, 6 asyst, 3 bloki, 2 przechwyty).

New Orleans Pelicans – Washington Wizards 138:118

Statystyki

  • Pojedynek dwóch zespołów z niemal samego dnia swoich poszczególnych konferencji, który bardziej niż na układ sił wpłynął na potencjalne procenty w loterii draftu. Takie mecze też można jednak oglądać.
  • Zaczęło się bardzo wyrównanie, bo dwie pierwsze kwarty zakończyły się różnicą pięciu i trzech oczek. Po przerwie New Orleans Pelicans zdołali już nieco bardziej przejąć inicjatywę, na co wpłynęło aż 63,6% skuteczności z gry (102:91). W ostatniej części gospodarze wrzucili jeszcze wyższy bieg i postawili kropkę nad „i”.
  • Co ciekawe, dla Pelicans jest to już szóste zwycięstwo w dziewięciu ostatnich spotkaniach. W zupełnie innym położeniu znaleźli się Washington Wizards, którzy odnotowali ósmą porażkę z rzędu.
  • Nowy Orlean do zwycięstwa poprowadził m.in. Trey Murphy III, który był autorem czterech z łącznie siedmiu trójek NOP tej nocy (24 punkty, 5 zbiórek, 4 asysty). Saddiq Bey dorzucił double-double w postaci 23 oczek i 10 zebranych piłek. Zion Williamson odnotował natomiast 20 punktów, z czego osiem z linii rzutów wolnych.
  • Po stronie Wizards wyróżnil się głównie Tre Johnson (20 punktów; 4/7 zza łuku), Will Riley (19 punktów; 8/12 z gry) oraz Trae Young (17 punktów, 8 asyst; 4 straty).

Milwaukee Bucks – Orlando Magic 91:130

Statystyki

  • Orlando Magic pokonali niedawno Minnesota Timberwolves i minionej nocy nie zamierzali zwalniać tempa. Tym razem zaczęli jednak wolno, bo w pierwszej kwarcie — pomimo fatalnej postawy graczy Milwaukee Bucks, którzy trafiali jedynie 30,4% z gry i 12,5% za trzy — odskoczyli jedynie na dziesięć oczek (15:25).
  • Druga odsłona wyglądała już zupełnie inaczej. Ofensywy obu ekip przebudziły się z głębokiego, zimowego snu, co poskutkowało szalonym rezultatem 40:42. Swoją dominację przyjezdni udokumentowali dopiero po przerwie, kiedy po dobrych fragmentach autorstwa Jalena Suggsa, Desmonda Bane’a i Jetta Howarda Magic odskoczyli z wynikiem i przypieczętowali tym samym swoje zwycięstwo.
  • Świetne zawody rozegrał Paolo Banchero, autor 33 oczek, pięciu zbiórek i trzech asyst (12/16 z gry, 3/6 za trzy). Wspominany Suggs dorzucił 20 oczek, z kolei Bane’a zapisał na swoim koncie 18 punktów i aż dziewięć asyst, do czego dołożył też cztery przechwyty.
  • Bucks musieli radzić sobie bez Giannisa Antetokounmpo. Najwięcej punktów zdobyli rezerwowi Bobby Portis (18 punktów, 10 zbiórek) oraz Cam Thomas (17 oczek, 6 asyst).

San Antonio Spurs – Houston Rockets 145:120

Statystyki

  •  Jeden z najciekawiej zapowiadających się pojedynków tej nocy był prawdziwym popisem ofensywnym. Lepiej zaczęli San Antonio Spurs, którzy w pierwszych minutach zdołali wypracować sobie dwucyfrową zaliczkę (24:14). Houston Rockets mogli liczyć jednak na Kevina Duranta czy Amena Thompsona i szybko wrócili do rywalizacji (32:33).
  •  W drugiej odsłonie podopiecznym Ime Udoki zabrakło już takiego zrywu, a Ostrogi przejęły inicjatywę. Świetnie prezentował się duet Stephon CastleDylan Harper, który wówczas zdobył razem 19 oczek. Przyjezdni pogubili się w rzutach zza łuku (1/7) i na przerwę schodzili z wyraźną stratą (69:57).
  • Po przerwie ofensywa Spurs znów była nie do zatrzymania. Tym razem oprócz Castle’a błyszczał też Victor Wembanyama. Skutecznością popisał się Julian Champagnie i choć San Antonio zdobyli wówczas aż 41 punktów, to Rakiety znów mogły liczyć na Duranta oraz Thompsona i tylko to sprawiło, że wciąż mieli względne szanse, by zbliżyć się do rywala (94:110).
  • Różnica klas raz jeszcze była widoczna jednak w ostatniej odsłonie. Rockets nie tylko nie byli w stanie zbliżyć się do rywala, ale szybko pozwolili im na osiągnięcie przewagi pułapem nawet 30 oczek, co całkowicie przesądziło o losach rywalizacji.
  • Spurs najwięcej zawdzięczają tej nocy Victorowi Wembanyamie (29 punktów, 8 zbiórek) i Stephenowi Castle’owi (23 oczka, 5 asyst). Kluczowe było jednak również double-double De’Aarona Foxa (20 punktów, 10 asyst) oraz 20 oczek z ławki Keldona Johnsona.
  • Po stronie Rakiet prym wiedli głównie wspominani Kevin Durant (23 punkty, 5 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki) oraz Amen Thompson (23 punkty, 7 zbiórek, 6 asyst). Brakowało nieco więcej od Alperena Senguna, autora 16 oczek i aż pięciu strat. Dla Houston jest to już trzecia porażka w pięciu ostatnich spotkaniach.

Portland Trail Blazers – Indiana Pacers 131:111

Statystyki

  • Mecz, który przebiegł bez niespodzianki. Choć jeszcze w pierwszej kwarcie Indiana Pacers dotrzymywali krok rywalowi i utrzymywali się w meczu (30:30), to w drugiej części różnica klas była już widoczna. Portland Trail Blazers przejęli inicjatywę, raz za razem trafiali Scoot Henderson czy Deni Avdija, po czym gospodarze w mgnieniu oka odskoczyli na dwucyfrowy pułap (69:52).
  • Pozostała część meczu była już zdecydowanie bardziej wyrównana (31:28 oraz 31:31). Losy drugiej odsłony przesądziły więc o końcowym rezultacie. To oznacza, że ekipa z Indianapolis przegrała już dziewiąty mecz z rzędu i nieustannie plasuje się na ostatnim miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej.
  • Efektowny występ zaliczył Scoot Henderson, autor 28 punktów i sześciu asyst. Po 21 oczek zapisali na swoich kontach Jerami Grant oraz Jrue Holiday. Po 11 piłek z tablic zebrali natomiast Donovan Clingan i Toumani Camara.  
  • Po stronie Pacers wyróżnił się Pascal Siakam, choć nie był on w stanie wstrzelić się zza łuku (22 punkty, 6 zbiórek, 5 asyst; 0/4 za trzy). Bliski podwójnej zdobyczy był Andrew Nembhard, autor 14 oczek i dziewięciu asyst.

Sacramento Kings – Chicago Bulls 126:110

Statystyki

  • Kilka dni temu Russell Westbrook był wściekły na konferencji prasowej i dał upust swoim emocjom w rozmowie z dziennikarzami. Dzisiaj wszelkie negatywne odczucia przekuł w koszykarską dominację i poprowadził Sacramento Kings do 15. zwycięstwa w tym sezonie.
  •  Rozgrywający ciągnął zespół na swoich barkach, a starcie z Chicago Bulls zakończył z triple-double w postaci 23 punktów, 12 asyst i 11 zbiórek, czym przypomniał swoją wersję z mistrzowskiego zespołu. Dla Russa była to już 208. potrójna zdobycz w karierze.
  • Kluczowa była pierwsza połowa, w której Kings triumfowali w obu kwartach. Po przerwie starcie było już bardziej wyrównane i choć w pewnym momencie trzeciej odsłony Byki zdołały zbliżyć się na dziewięć oczek, to ostatecznie cały czas, aż do końcowej syreny, oglądali oni plecy rywala.
  • Oprócz Westbrooka świetne zawody rozegrał Maxime Raynaud, autor double-double w postaci 26 punktów i 11 zbiórek (10/20 z gry). To jednak Malik Monk skradł show, dorzucając aż 30 oczek i pięć asyst z ławki rezerwowych (11/24 z gry, 3/10 z gry).
  • Honoru Bulls bronił Collin Sexton, który szalał zza łuku (7/9) i skompletował ostatecznie 28 punktów. Triple-double odnotował z kolei Josh Giddey (15 punktów, 12 zbiórek, 10 asyst), a Matas Buzelis dorzucił 20 oczek.

Phoenix Suns – Charlotte Hornets 111:99

Statystyki

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    2 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments