Na początek świątecznego grania New York Knicks w Madison Square Garden podejmowali Atlantę Hawks. Obie ekipy w ostatnim czasie mierzą się z problemami. Tym razem jednak NYK nie zawiedli swoich kibiców. Po dobrym meczu Juliusa Randle’a i triple-double Kemby Walkera, donieśli relatywnie łatwe zwycięstwo. Wielkich emocji doczekaliśmy się natomiast w Milwaukee, gdzie Bucks za sprawą 36 punktów powracającego do gry Giannisa Antetokounmpo pokonali Boston Celtics. W prawdopodobnie najciekawiej zapowiadającym się pojedynku tej nocy Golden State Warriors ograli Phoenix Suns. Fantastyczne zawody rozegrał Stephen Curry, choć bohaterem Wojowników został Otto Porter. W innym meczu na szczycie Brooklyn Nets pokonali Los Angeles Lakers. Pod nieobecność Kevina Duranta ciężar gry na swoje barki wziął James Harden. Na zakończenie zmagań Christmas Day Dallas Mavericks musieli uznać wyższość Utah Jazz, choć losy spotkania rozstrzygnęły się dopiero w ostatnich minutach.


NEW YORK KNICKS – ATLANTA HAWKS 101:87

STATYSTYKI

  • Dla New York Knicks ważną informacją przed rozpoczęciem tego meczu był powrót do rotacji R.J.-a Barretta, zatem ofensywnej broni, która jest kluczowa w arsenale, jakim dysponuje Tom Thibodeau. Warto również podkreślić, że Knicks na ten świąteczny mecz przygotowali specjalny parkiet oraz koszulki w czarno-pomarańczowych barwach. Całość prezentowała się bardzo efektownie. Atlanta Hawks grała bez Trae Younga, który nie zdążył wrócić z kwarantanny.
  • Na starcie Knicks zdominowali rywala skuteczną ofensywą, zwłaszcza za trzy i szczelną defensywą. Wyszli na prowadzenie 19:3. Oczywiście mogliśmy przewidywać, że na pewnym etapie ta fantazja podopiecznych Toma Thibodeau się skończy, czego przejawem było 1/6 z linii rzutów wolnych w pierwszej kwarcie. Ale na drugą NYK wracali z prowadzenie 30:21. Hawks postanowili zastosować obronę strefową, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu i szybko wrócili do systemu jeden na jeden.
  • Hawks pomału ucinali z prowadzenia Knicks, m.in. za sprawą 5-punktowego posiadania Bogdana Bogdanovicia, który najpierw został sfaulowany niesportowo, a potem rzucił trójkę. Knicks dobrze jednak reagowali na każdy mały run. Odpowiadali rzutami za trzy punkty. Na drugą połowę wracali z 10-punktowym prowadzeniem i pilnowali go już do końca meczu. Hawks cały czas brakowało argumentów, którymi mogliby przeważyć dobrze funkcjonujący w tym meczu zespół Thibsa.
  • W czwartej kwarcie gospodarze utrzymali dwucyfrowe prowadzenie i zanotowali ważne świąteczne zwycięstwo. W obozie z Atlanty wyróżnić należy dwóch graczy – Johna Collinsa oraz Delone’a Wrighta. Pierwszy zanotował 20 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty, a drugi 20 oczek, 4 zbiórki i 3 przechwyty. Po stronie ekipy z Nowego Jorku 25 punktów, 12 zbiórek i 3 asysty Juliusa Randle’a i triple-double Kemby Walkera – 10 oczek, 10 zbiórek i 12 asyst. Po 15 punktów dołożyli Evan Fournier i Quentin Grimes.

Autor: Michał Kajzerek

MILWAUKEE BUCKS – BOSTON CELTICS 117:113

STATYSTYKI

  • Spotkanie rozpoczęło się o 13:30 czasu miejscowego, co gołym okiem widać było po grze gospodarzy. Bucks premierową kwartę przegrali 22:35, wyglądając zwłaszcza w obronie dość ospale. Od początku drugiej odsłony ekipa z Milwaukee włączyła drugi bieg, jednakże kontakt punktowy z rywalami osiągnęła dopiero pod koniec spotkania.
  • Mimo że cały mecz można uznać za stojący na wysokim poziomie, prawdziwa koszykówka, z której znamy i przez którą kochamy NBA, rozpoczęła się na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem. Od tego momentu Bucks nie pozwolili Celtics na zdobycie ani jednego punktu z gry, a symbolem ich wygranej stał się efektowny blok Giannisa Antetokounmpo na Robercie Williamsie III na 8 sekund przed końcem spotkania.
  • Do gry po zwolnieniu z protokołów covidowych powrócili tej nocy wspomniany już Giannis oraz Bobby Portis. Obaj gracze pokazali, jak ważnymi ogniwami swojej ekipy są i już w pierwszym występie weszli w buty liderów. Grek zanotował linijkę: 36 punktów, 12 zbiórek, 5 asyst, natomiast charyzmatyczny rezerwowy uzyskał 16 „oczek” i 10 zbiórek. Po 17 punktów dorzucili także Khris Middleton oraz Jrue Holiday, a grający pierwsze spotkanie od ponad pół roku Donte DiVincenzo 3 „oczka”.
  • Gości od początku spotkania ciągnął Jaylen Brown, który 14 ze swoich 25 punktów zanotował w pierwszej kwarcie. Tyle samo „oczek” uzyskał solidny dziś Jayson Tatum, a 19 dorzucił Marcus Smart.

Autor: Maksymilian Kaczmarek

PHOENIX SUNS – GOLDEN STATE WARRIORS 107:116

STATYSTYKI

  • Przez protokoły zdrowotne Golden State Warriors nie mogli skorzystać z usług Jordana Poole’a, Andrew Wigginsa i Damiona Lee. W rotacji Wojowników oprócz Klaya Thompsona i Jamesa Wisemana zabrakło również Andre Iguodali oraz Mosesa Moody’ego. Phoenix Suns nie mają z kolei większych problemów kadrowych i podeszli do tego starcia w niemal najsilniejszym zestawieniu z Devinem Bookerem na czele. Dla lidera Słońc był to pierwszy mecz świąteczny w karierze.
  • Zdecydowanie większe doświadczenie z NBA Christmas Day ma Stephen Curry, który nie wliczając dzisiejszego pojedynku, wystąpił w ośmiu tego typu meczach (3-5). Rozgrywający Warriors miał jak dotąd problemy z odnalezieniem optymalnej formy w święta, notując średnio 13,1 pukntu (30,2% z gry; 20,4% za trzy).
  • Pojedynek dwóch najlepszych ekip konferencji zachodniej rozpoczął sięod szybkiej wymiany ciosów zza łuku, co pomogło GSW w zbudowaniu skromnej przewagi (5:10). Stephen Curry powoli się rozpędzał, ale po drugiej stronie parkietu czuwali Booker, Jae Crowder i Deandre Ayton (14:18). Oba zespoły trafiały ok. 60% swoich rzutów z gry, ale to przyjezdni byli nieco skuteczniejsi, a trafienie Juana Toscano-Andersona pozwoliło im odskoczyć wyraźniej z wynikiem (19:28). Przerwa na żądanie Monty’ego Williamsa nie przyniosła oczekiwanych efektów. Wojownicy zdołali odskoczyć na 10 oczek, ale kwartę zakończyli z jedynie 6-punktową przewagą (27:33).
  • Obie strony zaciekle walczyły o każde posiadanie. Trójka szalejącego Curry’ego pozwoliła im znów odskoczyć, ale przewagę, również zza łuku, natychmiast zniwelował Crowder (37:42). Suns nie zwalniali tempa i po chwili objęli pierwsze prowadzenie tej nocy (43:42). Wydawało się, że gospodarze będą w stanie przejąć inicjatywę, ale raz jeszcze wyższy bieg wrzucili Curry, Gary Payton II i Jonathan Kuminga. Do końca drugiej „ćwiartki” wynik oscylował w granicach remisu (62:58).
  • Po przerwie Warriors wyszli na parkiet odmienieni. Podopieczni Steve’a Kerra wymuszali na gospodarzach proste błędy, które momentalnie zamienili w serię 13:6 i nieznaczne prowadzenie (68:71). Świetnie prezentował się Draymond Green, a kiedy Stephen Curry wyegzekwował rzut osobisty, przewaga gości wzrosła do 6 oczek. Na wysokości zadania stanęli jednak Cameron Johnson i Cameron Payne, którzy byli odpowiedzialni za 9 kolejnych punktów Suns. Przed czwartą, decydującą kwartą na tablicy raz jeszcze widniał remis (84:84).
  • Ponownie lepiej kwartę rozpoczęli Warriors. Kiedy Phoenix za sprawą CP3 zmniejszali stratę, z dystansu odpowiedział Otto Porter Jr. (99:107). Seria trafień Paula, Aytona i Crowdera sprawiła, że Suns ponownie znaleźli się w zasięgu jednego posiadania, przez co o przerwę na żądanie poprosił Steve Kerr (107:109). Kiedy wydawało się, że czeka nas końcówka punkt za punkt, dwa razy z półdystansu trafił Otto Porter. Suns nie wykorzystali kolejnego ataku, a Porter dołożył jeszcze jedno trafienie zza łuku, czym przesądził o losach spotkania.
  • Dla Stephena Curry’ego był to pierwszy w karierze występ w meczu świątecznym, w którym zdobył ponad 20 punktów. Rozgrywający Wojowników zakończył spotkanie z dorobkiem 33 oczek i 6 asyst. Otto Porter Jr. dołożył 19 punktów. O double-double otarli się natomiast Draymond Green (8 punktów, 10 asyst, 7 zbiórek), Gary Payton II (14 punktów, 9 zbiórek) i Kevon Looney (8 punktów, 10 zbiórek).
  • Po stronie Suns wyróżniali się przede wszystkim Chris Paul (21 punktów, 8 asyst, 6 zbiórek) oraz Deandre Ayton (18 punktów, 7 zbiórek). Poważne problemy ze skutecznością (5/19 z gry) miał Devin Booker, który dołożył jedynie 13 oczek. Lepiej wypadł za to Miles Bridges, zdobywca 17 punktów i 6 zbiórek.

Autor: Krzysztof Dziadek

LOS ANGELES LAKERS – BROOKLYN NETS 115:122

STATYSTYKI

  • Duet James Harden Patty Mills lepszy od duetu LeBron JamesRussell Westbrook. Po ponad tygodniu niemal całkowitego paraliżu i utracie ośmiu graczy (protokół bezpieczeństwa COVID-19) ekipa Brooklyn Nets w końcu zagrała w nieco lepszym składzie. Do gry powrócił Harden i to w głównej mierze dzięki jego świetnej grze goście do swojego bilansu dopisali kolejne zwycięstwo.
  • Los Angeles Lakers odnieśli piątą kolejną porażkę, a nastroje w drużynie zaczynają się coraz bardziej pogarszać. Gospodarzy przed przegraną nie uchroniła nawet świetna gra LeBrona Jamesa, który w trakcie 40 minut zgromadził 39 punktów, 9 zbiórek, 7 asyst i 3 przechwyty. Liderowi Jeziorowców znowu zabrakło wsparcia.
  • Pod nieobecność Kevina Duranta ciężar gry Nets spoczął na barkach powracającego do zdrowia i gry Jamesa Hardena. Broda rozegrał mecz w stylu, w jakim w barwach Rockets grywał wielokrotnie. Większość posiadań przechodziła przez jego ręce, a on gnębił Lakers wejściami pod kosz lub rzutami zza łuku. Gdy tylko pojawiała się ku temu możliwość, Harden niejednokrotnie dogrywał do świetnie dysponowanego zza łuku Patty’ego Millsa. Efekt? 36 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst. Triple-double w wielkim stylu.
  • Przez większość czasu stroną wyraźnie dominującą była drużyna z Brooklynu. Już pierwsza kwarta pokazała, że podopieczni Steve’a Nasha tanio skóry nie sprzedadzą. Po pierwszych 12 minutach Nets wygrywali aż 15 oczkami. Lakers zdołali powrócić do gry w drugiej kwarcie, jednak w trzeciej odsłonie goście odskoczyli Kalifornijczykom jeszcze bardziej niż w pierwszej kwarcie. Na ostatnie 12 minut meczu Brooklyn Nets wychodzili z 20-punktowym prowadzeniem. Nic nie zapowiadało emocji, jakie obie ekipy zapewniły kibicom w ostatnich fragmentach mecz. Lakers zaliczyli niespodziewany pościg i gdy do końca regulaminowego czasu gry pozostała niespełna minuta, doprowadzili do remisu. Sprawa zwycięstwa wydawał się otwarta, jednak nadzieję zawodników i kibiców gospodarzy szybko rozwiała skuteczna akcja 2+1 w wykonaniu Nicolasa Claxtona. Młody środkowy Brooklynu bez kompleksu zapakował piłkę nad próbującym zablokować go Jamesem. Kropkę nad i trafiając cztery rzuty osobiste, postawił James Harden.
  • Najlepszym strzelcem Nets obok Jamesa Hardena był Patty Mills, który uzbierał na swoim koncie 34 punkty i siedem asyst. Australijczyk zagrał na wysokiej skuteczności, trafiając 11 z 18 rzutów, w tym 8 na 13 zza łuku. Oprócz tego duetu bardzo dobrą partię rozegrali również Bruce Brown (16 punktów) oraz DeAndre Bembry (15 punktów). Ważne punkty dołożyli ponadto Nicolas Claxton (9 punktów, 6 zbiórek i 5 bloków) oraz James Johnson (8 punktów).
  • Dla ekipy gospodarzy najlepiej punktowali wspomniany wyżej LeBron James, Malik Monk (20 punktów), Carmelo Anthony (17 punktów i 11 zbiórek) oraz Talen Horton-Tucker (14 punktów). Russell Westbrook zaliczył triple-double (13 punktów, 12 zbiórek i 11 asyst), jednak cieniem na jego osiągnięcie rzuca się słaba skuteczność, z jaką w tym meczu zagrał. Westbrook trafił zaledwie 4 rzuty na 20 prób.
  • Los Angeles Lakers po raz kolejny zawiedli i z bilansem 16-18 okupują dopiero 8. miejsce tabeli Konferencji Zachodniej. Ruchy kadrowe w drużynie wydają się tylko kwestią czasu.

Autor: Paweł Mazur

UTAH JAZZ – DALLAS MAVERICKS 120:116

STATYSTYKI

  • Dallas Mavericks są jednym z najbardziej zdziesiątkowanych protokołem zdrowotnym zespołów w NBA. Jason Kidd nie mógł skorzystać dziś z usług m.in. Luki Doncicia, Tima Hardawaya Jr’a., Reggiego Bullocka, Maxiego Klebera, Treya Burke’a czy Doriana Finney-Smitha. Problemów kadrowych nie mają natomiast Utah Jazz, który podeszli do tego starcia w najsilniejszym zestawieniu.
  • W mecz zdecydowanie lepiej weszli zawodnicy przyjezdnych. Od początku świetnie prezentowali się Kristaps Porzingis i Jalen Brunson, dzięki czemu Mavs byli w stanie odskoczyć z wynikiem nawet na 16 punktów (14:30). Po drugiej stronie odpowiadał m.in. Mike Conley, którego rzuty osobiste na koniec pierwszej odsłony stopiły przewagę Dallas do 9 oczek (25:34).
  • Druga „ćwiartka” to już ofensywny popis Jazzmanów. Wyższy bieg wrzucił Jordan Clarkson, a dwie kolejne trójki Conleya momentalnie doprowadziły do remisu (36:36). Bojan Bogdanovic i Donovan Mitchell kontynuowali ataki gospodarzy, ale próby odskoczenia z wynikiem powstrzymywali m.in. Brandon Knight i Frank Ntilikina. Mimo to skromną przewagę stale utrzymywali gospodarze. Co ciekawe, Donovan Mitchell, który przed przerwą zaaplikował rywalom 21 punktów, już wtedy ustanowił swój indywidualny rekord podczas NBA Christmas Day.
  • Początkiej drugiej połowy stał pod znakiem wymiany ciosów, dopóki Sterling Brown swoim trafieniem zza łuku nie dał przyjezdnym 5-punktowego prowadzenia. Interwencja Quina Snydera, szkoleniowca Utah, początkowo nie przyniosła oczekiwanych efektów (75:84), ale seria trafień Mitchella, Royce O’Neale’a i Hassana Whiteside’a sprawiła, że Jazz ponownie byli w grze (84:86). W szeregi Mavericks wkradła się nieskuteczność, co umożliwiło gospodarzom doprowadzenie do remisu przed rozpoczęciem ostatniej części gry.
  • Po szybkiej wymianie ciosów pierwsze punkty tej nocy zdobył Joe Ingles, dając tym samym 5 oczek przewagi Jazzmanom. Przerwa na żądanie, o którą poprosił Jason Kidd, nie zmieniła obrazu gry. Goście wciąż nie potrafili wykończyć ataku, a alley-oop Rudy’ego Goberta pozwolił odskoczyć Utah na 8 punktów (102:94). Dopiero rzut z półdystansu Theo Pinsona przełamał niemoc strzelecką Dallas, ale sprawy w swoje ręce musiał wziąć Jalen Brunson. Jego osobiste oraz trójka ponownie zniwelowały stratę Dallas (107:105), ale przyjezdnym brakowało konsekwencji. Kiedy na gorszy fragment natrafili Jazz, Mavericks nie byli w stanie przejąć inicjatywy. Goście zmniejszyli co prawda prowadzenie rywala (118:114), ale rzuty osobiste Bogdanovicia i sprytna ucieczka przed faulem Mitchella sprawiły, że Utah dowieźli prowadzenie do końcowej syreny.
  • Donovan Mitchell odegrał dziś kluczową rolę, zdobywając dla Jazz 33 punkty, 3 asysty i 3 przechwyty. Dobry występ zaliczył też Mike Conley, autor 22 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst, a także Bojan Bogdanović, który dorzucił 25 oczek. Double-double w postaci 10 punktów i 11 zebranych piłek dołożył z kolei Rudy Gobert.
  • Grę Mavericks napędzali przede wszystkim Kristaps Porzingis i Jalen Brunson, który zdobyli po 27 punktów. Obu zawodnikom brakowało jednak skuteczności, by zaskoczyć Jazz (KP 0/5 za trzy; Brunson 10/25 z gry). Na wyróżnienie zasłużył również Frank Ntilikina, zdobywca 17 oczek i 5 zbiórek.

Autor: Krzysztof Dziadek





21 KOMENTARZE

  1. GSW rzeczywiście w tym roku mają pakę skoro wielu z pierwszej piątki nie grało. Otto Porter swój kunszt pokazywał w Waszyngtonie za czasów Gortata chyba pamiętacie. Największa zasługa zbudowania tego nowego potwora (jak told Austin Rivers) to oczywiście jest Steve Ker. Potrafi ze średniaków zrobić dobrych zawodników. Po grze zawodników widać, że zaszczytem dla nich jest grać w GSW.

  2. „Los Angeles Lakers odnieśli czwartą kolejną porażkę”
    Odnieść to można zwycięstwo. A porażkę można tylko ponieść.

  3. Już pierwsza kwarta pokazała, że podopieczni Steve’a Nasha tanio skóry nie sprzedadzą

    To sformułowanie jest używane gdy opisuje się rywalizację przeciwko faworytowi. Stąd pytanie- Łezirowce byli faworytami? Serio?

  4. Dlaczego założyliście blokadę komentowania art dotyczącego Komentarza Lebrona. Chciałem poczytać komentarze ludzi, a tu blokada.

    • Bardzo dobrze oceniam wyłączenie możliwość komentowania tej kwestii. Popieram. Tak trzymać. Niech sobie „płaskoziemują” gdzie indziej. A mój komentarz do komentarza Lebrona jest następujący: X,Y,Z.

    • Skoro zacytowano opinię Lebronka, to teraz chętnie przeczytam, co na ten temat myśli Edzia Górniak.
      Wykształcenie ma podobnie zaawansowane, tupet zbliżony, najwyższą możliwą samoocenę i nieokiełznaną potrzebę mówienia o wszystkim publicznie.
      Teraz Edzię chcem!

    • Rozumiesz masz tak zyc i nie protestowac przeciwko grypce az przyjmiesz 274774 zastrzykow

    • To w takim razie Panie redaktorze może też nie dawajcie tej stronniczej adnotacji pod artykułem? Wychodzi na to, że portal opowiada się za jedyną słuszną drogą 🙂 Z całym szacunkiem ale chyba tak nie powinniście robić…

    • Green robi papke z sędziów, trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć… dostaje dacha w środku meczu po nakrzyczaniu na sędziów, efekt? w następnych kilku akcjach sędziowie nie gwiżdżą przeciwko Greenowi przy wątpliwych sytuacjach, tak się wygrywa mentalnie z sędziami…

    • On ma w mózgu ogromną wiedzę o grze w koszykówkę. Jest to jeden z najinteligentniejszych obecnie graczy. Mało kto tak jak on potrafi kierować obrona i „czytać” obronę przeciwnika.

    • No to by świadczyło o sędziach. Jest to wielce wątpliwe by sędziowie dawali się tak manipulować, ale warto się przyjrzeć. Jestem raczej skłonny uwierzyć w tą pierwszą wersję. Widziałem Greena w akcjach o różnych stopniu emocji i jednak wniosek mówiący, ze to jakaś świadoma strategia Greena jest raczej przesadzona. Wyglada to raczej na zbieg okolicznosci.

  5. Boston straszna padline grand w tym roku.
    Piszecie 'solidny’ Tatum, a on gral beznadziejnie. 2 spudlowane iso 3, gdzie inni byli na wolnych pozycjach I kluczowa strata w koncowce. Wiele innych beznadziejnych forsowanych rzutow… Brown w 2 polowie dokladnie to samo…

  6. Nie czwarta tylko piąta z rzędu poracha Jezioranów. Lista frustratów rośnie- Karmelkowemu Antosiowi też już trzeszczą bezpieczniki, a Crool tradycyjnie umknął czym prędzej po ostatnim gwizdku do norki. Fajna końcówka w Milwaukee. Dobry mecz Suns-Warriors: dużo walki, kilka zmian prowadzenia. Otto w końcówce jak profesor wybił Słońcom z głowy marzenia o zwycięstwie. Duży też wkłady Greena w zwycięstwo; no i Curry naciepał trochu mimo takiej sobie skuteczności. W Suns rozczarowuje mnie po raz kolejny Crowder. Tym razem odstawiał niezłą lipę w obronie. Ayton też niezbyt zainteresowany obroną. Zabrakło kilku punktów Bookera i lepszej obrony w pierwszej i czwartej kwarcie. Ale Suns i Warriors to jest obecnie świetna koszykówka do oglądania i oby się jeszcze tylko wzmacniali.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here