W pierwszym meczu przeciwko swojej byłej drużynie, Jalen Brunson musiał uznać wyższość kolegów z Dallas. Mavericks całkowicie zdominowali rywala w trzeciej kwarcie meczu, zatrzymując New York Knicks na zaledwie 15 punktach. To dla Mavs ważne zwycięstwo w kontekście ostatniej serii porażek podopiecznych Jasona Kidda. Wpadkę zaliczyli też Minnesota Timberwolves, którzy przegrali z Oklahoma City Thunder. Już w drugiej odsłonie z parkietu wyleciał Rudy Gobert, który „podciął” podnoszącego się z parkietu przeciwnika. Swój mecz przegrali też Los Angeles Clippers, ale musieli sobie radzić bez Puala George’a i Kawhia Leonarda. Emocji nie zabrakło w Salt Lake City, gdzie po emocjonujcej końcówce Portland Trail Blazers ograli Utah Jazz. Bohaterem spotkania został Anfernee Simons, autor 45 punktów.

NEW YORK KNICKS – DALLAS MAVERICKS 100:121

STATYSTYKI

  • Jalen Brunson latem tego roku zmienił Dallas na Nowy Jork. W ekipie prowadzonej przez Toma Thibodeau miał być liderem i taką też rolę pełni. Sezon jednak nie układa się ani po myśli zawodnika, ani po myśli zespołu. Brunson robi dla NYK różnicę, ale zespół gra bardzo nieregularnie, czego idealnym przykładem był mecz z Mavs. Gospodarze wygrali pierwszą kwartę 32:20 i zbudowali prowadzenie, które było dobrym punktem wyjścia do kolejnych części spotkania. 
  • W drugiej kwarcie Mavericks zrobili run 11:0, który uciął prowadzenie Knicks do zaledwie 4 oczek. Na 3 minuty przed końcem pierwszej połowy Tim Hardaway Jr trafił trójkę, która doprowadziła do remisu 43:43. Knicks zdołali odpowiedzieć i za sprawą punktów Juliusa Randle’a, na przerwę podopieczni Thibsa schodzili z prowadzeniem 59:52. To był jednak ostatni dobry moment gospodarzy w tym spotkaniu. Na drugą połowę praktycznie nie wyszli. 
  • Trzecią kwartę przegrali 15:41, nie mając żadnej odpowiedzi na falę uderzeniowią ofensywy Dallas Mavericks prowadzonej przez Lukę Doncicia. W pewnym momencie drugiej połowy prowadzenie podopiecznych Jasona Kidda urosło do 32 punktów. Knicks byli całkowicie bezradni. Ekipa z Teksasu dzięki zwycięstwu odkuła się po porażce z Detroit Pistons. Z kolei dla NYK to czwarta porażka w ostatnich pięciu spotkaniach i posada Thibodeau robi się coraz bardziej gorąca. 
  • Luka Doncić zanotował na swoje konto 30 punktów (11/21 FG, 4/9 3PT), 8 zbiórek, 7 asyst, przechwyt oraz 3 bloki. Kolejne 28 oczek (10/17 FG, 8/13 3PT), 7 zbiórek Tima Hardawaya. Bliski triple-double był Spencer Dinwiddie zdobywając 17 punktów (6/16 FG, 3/8 3PT), 9 zbiórek i 9 asyst. Dla New York Knicks 24 punkty (8/15 FG, 3/8 3PT), 5 zbiórek i 3 asysty Juliusa Randle’a oraz z ławki 23 oczka (7/11 FG, 2/5 3PT, 7/10 FT), 6 zbiórek Immanuela Quickleya. 

Autor: Michał Kajzerek

LOS ANGELES CLIPPERS – SACRAMENTO KINGS 96:123

Statystyki

  • Od pierwszych minut stroną dominującą byli zawodnicy Sacramento Kings. Świetnie dysponowany był Domantas Sabonis, który w pierwszej kwarcie zdobył 15 punktów i rozdał 5 asyst. Podczas gdy przyjezdni trafiali 68,2% swoich rzutów, Los Angeles Clippers mieli poważne problemy z odnalezieniem drogi do kosza (38,5% z gry, 16,7% zza łuku). To pozwoliło Królom odskoczyć z wynikiem (24:38).
  • Wydawało się, że grający bez Kawhia Leonarda i Paula George’a LAC muszą się prędzej czy później pozbierać. Jednakże druga odsłona była w ich wykonaniu jeszcze gorsza. Podopieczni Tyronna Lue zdobyli jedynie 14 punktów, trafiając tylko 4 z 23 prób. Skuteczność Kings również w tej części nie powalała, ale była wystarczająca, by powiększyć przewagę nad rywalem (38:60).
  • Druga połowa różniła się od pierwszej pod względem gry i wydarzeń boiskowych, ale nie wpłynęła na końcowy rezultat. Rzuty Clippers zaczęły wpadać do kosza, ale Kings kontrolowali spotkanie i utrzymywali komfortową przewagę. Kiedy na początku czwartej kwarty zrobiło się „ciepło”, bo po dwóch trafieniach Brandona Bostona Jr’a. przewaga Kings stopniała do 14 punktów, goście odpowiedzieli serią 17:4 i wówczas było już po zawodach.
  • Świetny mecz rozegrał Domantas Sabonis, który w 26 minut zdobył 24 punkty, 5 zbiórek i 6 asyst (wskaźnik +/- na poziomie +32). „Czwórka” tegorocznego draftu – Keegan Murray – dołożyła 23 „oczka” i 7 zebranych piłek. Nieco mniej aktywny był De’Aaron Fox, autor 14 punktów. Wchodzący z ławki Malik Monk dorzucił 13 punktów.
  • Po stronie Clippers najwięcej punktów zdobył rezerwowy Brandon Boston Jr. (18 pkt). Po 13 „oczek” zdobyli Terance Mann oraz autor double-double Ivica Zubac (13 punktów, 15 zbiórek). Zawiedli Reggie Jackson (1/12 z gry, 6 punktów) oraz Marcus Morris (2/11 z gry, 6 punktów).

Autor: Krzysztof Dziadek

CHARLOTTE HORNETS – MILWAUKEE BUCKS 96:105

Statystyki

  • Faworyzowani Milwaukee Bucks nie mieli minionej nocy łatwego zadania. Mike Budzenholzer dał odpocząć swoim najlepszym zawodnikom. Zabrakło m.in. Giannisa Antetokounmpo, Jrue Holidaya czy Khrisa Middletona, który w miniony piątek zadebiutował w tym sezonie po długiej rehabilitacji. Charlotte Hornets postawili się osłabionym rywalom, ale ci pomimo wyraźnych braków kadrowych już w pierwszej kwarcie byli w stanie odskczyć przez przeciętną skuteczność Szerszeni (37,5% z gry).
  • Przyjezdni powiększyli swoją przewagę w drugiej odsłonie dzięki trafieniom Jordana Nwory, Jevona Cartera czy Sandro Mamukelashviliego. Głównym czynnikiem dającym Kozłom prowadzenie była fatalna skuteczność Hornets, która wówczas jeszcze bardziej spadła (29,2% z gry, 11,1% za trzy). Osłabieni Bucks nie zdołali jednak w pełni tego wykorzystać i na przerwę schodzili tylko z 11-punktową zaliczką (45:56).
  • Na drugą połowę Szerszenie wyszły odmienione. Świetny początek trzeciej odsłony w wykonaniu Jalena McDanielsa pozwolił im znacząco zbliżyć się do przeciwnika (55:56). Reakcja Kozłów była jednak natychmiastowa. Nieskuteczność przełamał Grayson Allen, kilka trafień dołożyli Brook Lopez oraz Carter i goście znów cieszyli się 10-punktową przewagą. Hornets chcieli podjąć jeszcze próbę nawiązania walki i w czwartej kwarcie ponownie doskoczyli do rywala (87:93), ale ci trzymali rękę na pulsie i nie dali wyrwać sobie zwycięstwa.
  • Pod nieobecność liderów ciężar gry na swoje barki wzięli Bobby Portis (20 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst), Jordan Nwora (17 pkt, 7/11 z gry), a także Brook Lopez i Jevon Carter (po 14 „oczek”). Produktywne minuty z ławki rezerwowych zaliczyli przede wszystkim debiutant AJ Green (8 punktów, +14) oraz Pat Connaughton (9 punktów, +10).
  • Po stronie Hornets prym wiódł przede wszystkim Terry Rozier, autor 26 punktów. Cenne 20 „oczek” dorzucił Kelly Oubre Jr. Obaj mieli jednak poważne problemy ze skutecznością zza łuku (odpowiednio 1/7 oraz 1/5). Jalen McDaniels dołożył 21 punktów, a double-double odnotował Mason Plumlee (13 punktów, 11 zbiórek).
  • Hornets w dalszym ciągu grają w kartkę. Była to ich piąta porażka w ośmiu ostatnich meczach. Szerszeniom (7-16) bliżej do najgorszego bilansu w całej NBA (obecnie Orlando Magic 5-19) niż miejsca gwarantującego grę w play-in.

Autor: Krzysztof Dziadek

TORONTO RAPTORS – ORLANDO MAGIC 121:108

Statystyki

  • Po fatalnej pierwszej kwarcie w piątkowym meczu z Brooklyn Nets (17:41), tym razem Toronto Raptors upewnili się, że w odpowiedni sposób wejdą w mecz. Zadanie mieli ułatwione, bo Orlando Magic to obecnie zespół z najgorszym bilansem w całej lidze. Od początku aktywni w ofensywie byli OG Anunoby i Scottie Barnes. Swoje dołożył też Pascal Siakam i po 12 minutach zespół z Kanady prowadził 36:22.
  • Druga i trzecia kwarta nie była pokazem siły Raptors, ale w każdej z nich powiększali nieznacznie swoje prowadzenie. W obu z nich tempa nie zwalniał Anunoby, który zdobywając ostatecznie 32 punkty wyrównał swoją najlepszą zdobycz w tym sezonie. Magic zdołali „ukąsić” przeciwnika w czwartej kwarcie wygranej 35:27. Świetnie prezentował się wówczas Admiral Schofield (13 pkt), a cały zespół z Florydy był wyjątkowo skuteczny (55% z gry i 62,5% za trzy), ale na odrabianie strat było już za późno.
  • Oprócz wspomnianego Anunoby’ego dobre zawody rozegrał Pascal Siakam, który otarł się o triple-double (26 punktów, 8 zbiórek, 10 asyst, 3 przechwyty). Podwójną zdobycz zaliczył również Scottie Barnes (17 punktów, 14 zbiórek). Fred VanVleet nie mógł odnaleźć swojego rytmu, a 4/11 z gry pozwoliło mu skompletować 13 „oczek”, do czego dołożył 7 asyst.
  • Po stronie Mgic na wyróżnienie zapracował m.in. Bol Bol, który wykorzystał 7 z 8 rzutów z gry i zdobył 18 punktów oraz 7 zbiórek. Również 18 „oczek” zaaplikował rywalom Terrence Ross. Kiepsko wypadli Franz Wagner (9 pkt) oraz „jedynka” draftu Paolo Banchero (9 punktów, 2/8 z gry).

Autor: Krzysztof Dziadek

MINNESOTA TIMBERWOLVES – OKLAHOMA CITY THUNDER 128:135

Statystyki

  • Ciąg dalszy problemów Minnesota Timberwolves. Minionej nocy zespół z Minneapolis przegrał z niżej notowanymi Oklahoma City Thunder. Pierwsza połowa nie przebiegała po myśli gospodarzy, którzy przez niemal cały czas musieli gonić wynik, choć przewaga Grzmotów nie była tak widoczna.
  • Mecz zakończył się wyjątkowo szybko dla Rudy’ego Goberta. Po starciu z Kenrichem Williamsem, kiedy to obaj panowie próbowali podnieść się z parkietu, środkowy Leśnych Wilków podstawił nogę rywalowi, przez co ten ponownie padł na podłogę. Za to zachowanie sędziowie zdecydowali się wyrzucić Francuza z gry.
  • W trzeciej kwarcie Timberwolves przejęli inicjatywę i mogło się wydawać, że są na dobrej drodze do zwycięstwa. Podopieczni Chrisa Fincha zamienili stratę 9 „oczek” (60:69) na prowadzenie 101:95. Z błędu sympatyków Minny wyprowadzili jednak Jalen Williams, Kenrich Williams oraz Shai Gilgeous-Alexander. Tercet ten napędzał ofensywę Thunder w czwartej kwarcie, którą OKC wygrali 38:27 dzięki świetnej skuteczności (62,5%). Osłabieni Timberwolves nie znaleźli już odpowiedzi na lepszy fragment rywala i odnoszą tym samym czwartą porażkę w pięciu ostatnich meczach.
  • Po raz kolejny świetnie zaprezentował się Shai Gilgeous-Alexander, autor 33 punktów i 6 asyst. Imponującą linijkę zaliczył też Josh Giddey, zdobywca 21 punktów, 12 zbiórek oraz 7 asyst. Luguentz Dort dorzucił 18 „oczek”, a Kenrich Williams 15.
  • Po tym, jak z parkietu wyleciał Gobert (6 punktów i 4 zbiórki w 9 minut) odpowiedzialność za grę Timberwolves spadła w całości na barki D’Angelo Russella (27 punktów, 6 asyst) oraz Anthony’ego Edwardsa (25 punktów, 6 przechwytów). W kadrze Minnesoty zabrakło bowiem Karla-Anthony’ego Townsa. Dobrze wypadł też Jaylen Nowell (21 pkt).

Autor: Krzysztof Dziadek

GOLDEN STATE WARRIORS – HOUSTON ROCKETS 120:101

Statystyki

  • O losach tego spotkania wiele można było powiedzieć już po pierwszej kwarcie. Golden State Warriors rozpoczęli spotkanie z wysokiego „C” po obu stronach parkietu, trafiając 7 z 13 rzutów za trzy i skutecznie ograniczając ofensywny potencjał Houston Rockets. Od początku rozpędzony był Stephen Curry, który zwolnił tempo w drugiej kwarcie, kiedy to ciężar gry na swoje barki wziął Jordan Poole.
  • Choć Rakiety w dalszym ciągu fatalnie radziły sobie w rzutach za trzy (2/15 do przerwy), to nie najgorzej prezentowały się w innych aspektach. Kevin Porter Jr. i Tari Eason utrzymywali swój zespół w grze, dzięki czemu do przerwy Houston przegrywali różnicą „tylko” 16 punktów – taką samą, jak po pierwszej kwarcie (68:52).
  • W trzeciej odsłonie „eksplodował” Andrew Wiggins, który w 12 minut zdobył aż 17 punktów, trafiając po drodze 5 z 7 rzutów za trzy. Pozostali gracze Warriors nie byli wówczas tak dobrze dysponowni, ale najgorsze wciąż było przed nimi. Dopiero w ostatniej „ćwiartce” Rockets wykorzystali słabości Warriors i po serii 14:3 zbliżyli się na cztery punkty (100:96).
  • Wtedy jednak sprawy w swoje ręce wzięli Curry, Wiggins i Moses Moody. Od tamtego momentu do końcowej syreny (niespełna 7 minut) Rockets zdobyli tylko pięć punktów, podczas gdy Warriors zaaplikowali rywalom aż 20 „oczek”. Wojownicy odnieśli tym samym piąte zwycięstwo w sześciu ostatnich spotkaniach i po kiepskim początku sezonu są obecnie na 6. miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej.
  • Świetny występ zaliczył duet Stephen Curry (30 punktów, 10 asyst; 8/17 za trzy) – Andrew Wiggins (36 punktów; 8/10 za trzy), który był tej nocy nie do zatrzymania. Po świetnej drugiej kwarcie zwolnił nieco Jordan Poole, ale i tak odnotował 21 „oczek”. Moses Moody dorzucił 11 punktów.
  • Po stronie Rockets trudno doszukać się pozytywów. Przyjezdni trafili zaledwie 3 z 28 rzutów za trzy (10,7%), ale udało im się wygrać walkę na tablicach (45-35). Na wyróżnienie w taki czy inny sposób zapracowali Kevin Porter Jr. (20 pkt) czy Tari Eason (13 punktów, 10 zbiórek).

Autor: Krzysztof Dziadek

UTAH JAZZ – PORTLAND TRAIL BLAZERS 111:116

Statystyki

  • To była wielka noc Anfernee Simonsa. Obrońca Portland Trail Blazers zdobył 45 punktów, ustanawiając tym samym nowy rekord swojej kariery. Trafił on 15 z 25 rzutów z gry, w tym aż 7 z 12 za trzy. Do swojej zdobyczy dołożył jeszcze 4 asysty i 2 bloki, ale popełnił też 7 strat. Jego popisy przeszły prawdziwą próbę w końcówce, bo to ona – po wyrównanym meczu – zadecydowała o losach spotkania.
  • Na 1:02 przed ostatnią syreną rzut z około czterech metrów trafił Kelly Olynyk, wyprowadzając tym samym Utah Jazz na skromne prowadzenie (111:110). W kolejnej akcji próbę Simonsa zablokował Lauri Markkanen i gospodarze byli na dobrej drodze, by odnieść trzecie z rzędu zwycięstwo. Fin popełnił jednak błąd połowy po tym, jak naciskany przez rywala stracił panowanie nad piłką.
  • To nie była jednak jedyna wpadka rywala. Najpierw dwa rzuty wolne po faulu Jordana Clarksona wykorzystał Simons, a po chwili Markkanen ponownie stracił panowanie nad piłką, tym razem przy końcowej linii. Sędziowie nie dopatrzyli się tam faulu, który odgwizdali za to chwilę później, dzięki czemu dwa osobiste wykorzystał Jerami Grant.
  • Jazz mieli jeszcze czas na rzut ostatniej szansy, który mógłby doprowadzić do remisu, ale próbę zza łuku Clarksona w sprytny sposób zatrzymał Simons. Na linii po taktycznym przewinieniu ponownie stanął następnie Grant, który ustalił ostateczny wynik pojedynku.
  • Oprócz Simonsa świetne zawody rozegrał Jerami Grant, autor 33 punktów i 5 asyst (10/18 z gry, 11/14 z linii). Duet ten wspierany był przez Jusufa Nurkicia, który odnotował podwójną zdobycz (15 punktów, 14 zbiórek). Bliski double-double był z kolei Trendon Watford (9 punktów, 14 zbiórek).
  • Po drugiej stronie solidne liczby wykręcił Jordan Clarkson, który zaaplikował rywalom 24 „oczka”, ale trafił tylko 10 z 26 prób z gry, w tym fatalne 1/9 za trzy. Collin Sexton dołożył 19 punktów, Lauri Markkanen 21. Na wyróżnienie zapracowali też Kelly Olynyk (15 punktów, 9 zbiórek, 6 asyst) oraz Jarred Vanderbilt (16 punktów, 7 zbiórek).

Autor: Krzysztof Dziadek