Kolejna noc i kolejny wielki występ Stephena Curry’ego. Tym razem rozgrywający poprowadził Golden State Warriors do zwycięstwa nad Denver Nuggets, co może okazać się kluczowe w perspektywie rozstawienia przed play-offami. Serii 11. zwycięstw z rzędu nie zdołali przedłużyć OKC Thunder, którzy przegrali z drugą siłą Zachodu — Houston Rockets. Bez większego problemu swoje zwycięstwo nad Phoenix Suns odnieśli Boston Celtics. Zdecydowanie więcej problemów mieli Cleveland Cavaliers, którzy do ostatniej sekundy musieli walczyć o triumf nad San Antonio Spurs bez Jeremy’ego Sochana. Na zakończenie nocy Los Angeles Lakers ograli New Orleans Pelicans po świetnym występie Luki Doncicia i Austina Reavesa.
Charlotte Hornets – Sacramento Kings 102:125
- Z kwarty na kwartę losy spotkania stawały się coraz bardziej klarowne. Sacramento Kings nie potrzebowali przy tym dużo czasu, by rozstrzygnąć je na swoją korzyść. W pierwszej kwarcie Charlotte Hornets trafili zaledwie 6 z 22 rzutów z gry (1/10 za trzy), a jednocześnie po drugiej stronie parkietu świetnie dysponowani DeMar DeRozan i Domantas Sabonis zdobyli 22 z 26 punktów przyjezdnych (18:26).
- Druga odsłona to już ofensywny popis Kings, którzy tym razem zaaplikowali rywalom 42 “oczka” i na przerwę schodzili z komfortową zaliczką (49:68). Po przerwie o dobry rezultat próbowali walczyć jeszcze Miles Bridges czy Jusuf Nurkić, ale gospodarze nie mogli się po prostu wstrzelić. Oprócz tego po drugiej stronie zza łuku w trzeciej kwarcie błyszczeli Trey Lyles (3/3), DeRozan czy Zach LaVine, co w dużej mierze zamknęło rywalizację (72:98).
- — Kontynuujemy nasz rozwój w ofensywie z naszym zaufaniem w podania, zdobyciem części pomalowanego. Podania po akcjach z zasłoną stają się coraz lepsze i wypracowujemy sobie dogodne pozycje rzutowe, tylko po prostu nie jesteśmy w stanie ich wykorzystywać — mówił po meczu trener Charles Lee.
- Kings do zwycięstwa poprowadził tej nocy tercet Zach LaVine (25 punktów, 10 zbiórek) – Domantas Sabonis (24 punkty, 11 zbiórek, 7 asyst) – DeMar DeRozan (22 punkty, 4 zbiórki). Po drugie stronie wyróżniał się głównie Miles Bridges (22 punkty, 2/11 za trzy), a double-double z ławki dorzucił Moussa Diabate (15 punktów, 11 zbiórek).
Indiana Pacers – Utah Jazz 140:112
- Przed rozpoczęciem meczu Indiana Pacers nie mieli powodów do zmartwień. Rysowała się przed nimi perspektywa łatwego zwycięstwa, jakże ważnego w tej fazie sezonu. Utah Jazz mieli jednak inne plany i postawili zawodnikom z Indianapolis twarde warunki. W końcowym rozrachunku Pacers zdołali jednak wykorzystać słabości rywala i wygrać w przekonujący sposób.
- W mecz lepiej weszła drużyna z Salt Lake City. Dobra skuteczność rzutów trzypunktowych pozwoliła jej odskoczyć i ku zaskoczeniu fanów, pierwsza kwarta padła łupem Jazzmanów (34:28). Bardzo dobrze w tym fragmencie spisał się Johnny Juzang.
- Przez większość drugiej odsłony sytuacja nie wyglądała jakby miała się zmienić. Solidnie dysponowania Jazz konsekwentnie punktowali i zwiększyli swoje prowadzenie do 13 punktów. Wtedy jednak Pacers przebudzili się i z przytupem zamknęli kwartę serią 13:2, co pozwoliło im znacząco skrócić dystans, bo na przerwę schodzili już z zaledwie dwupunktową stratą (57:59).
- Po powrocie na parkiet spotkanie było w najbardziej wyrównanej fazie. Obie ekipy starały się odskoczyć na bezpieczną przewagę, co żadnej się nie udawało. Kluczowym momentem okazało się ukaranie przewinieniem technicznym Keyonte George’a, ponieważ zaraz po tym Pacers rzucili dziewięć punktów z rzędu i wyszli na drobne prowadzenie, które do końca meczu tylko powiększali. Ważną postacią tego fragmentu był Tyrese Haliburton, który tylko w trzeciej odsłonie zanotował 12 “oczek” i rozdał siedem asyst.
- Śmiało można stwierdzić, że w czwartej kwarcie Jazzmanom zwyczajnie brakło amunicji. Nie byli w stanie dotrzymać tempa rozpędzającej się drużynie z Indianapolis i przegrali tę część 18:42, co przypieczętowało sukces i pokaźne zwycięstwo Pacers.
- W wygranej ekipie najlepiej spisał się Myles Turner, autor 26 punktów, siedmiu zbiórek i sześciu bloków. Dobre zawody rozegrał też Pascal Siakam, który odnotował wszechstronną linijkę: 22”oczka”, pięć zbiórek, pięć asyst, trzy przechwyty i cztery bloki. Trzecim filarem ofensywy Pacers był Tyrese Haliburton, który zakończył spotkanie z podwójną zdobyczą (17 punktów i 11 asyst). Z ławki 20 “oczek” dołożył Benedict Mathurin, a grę drugiego garnituru napędzał T.J. Mcconell, autor 12 punktów i siedmiu asyst.
- Po stronie Jazz brylował Colin Sexton, który zakończył mecz z 27 punktami na koncie. Wsparł go Johnny Juzang z 17 “oczkami”, a także Keyonte George i Isaiah Collier, którzy dorzucili po 15 punktów.
Autor: Antoni Wyrwiński
Boston Celtics – Phoenix Suns 123:103
- Phoenix Suns musieli spróbować powalczyć z Boston Celtics o zwycięstwo, ponieważ sytuacja w tabeli drużyny z Arizony jest co najmniej kiepska. Przed tym spotkaniem plasowali się na 11. miejscu w konferencji, a ich ostatnie dyspozycja nie wskazywała na prostą drogę do fazy play-in.
- Początek pierwszej kwarty to de facto jedyny moment meczu kiedy Celtics byli w zasięgu Suns. Zespół z Phoenix prezentował się wówczas przyzwoicie i za sprawą wysiłków Devina Bookera objął jedyne w meczu, dwupunktowe prowadzenie. Drużyna z Bostonu szybko jednak odpowiedziała i zakończyła kwartę z wynikiem 31:22. W tej części meczu wyróżniał się Jaylen Brown i wspominany już Booker, którzy rzucili po 10 punktów.
- W drugiej odsłonie gra nadal toczyła się pod dyktando Celtics. Co prawda zespół Joe Mazzuli wygrał ten fragment tylko czterema “oczkami”, jednak wypracowana wcześniej przewaga dała Celtom komfort i zeszli oni do szatni z wynikiem 60:47.
- Po przerwie Suns próbowali nawiązać kontakt, głównie za sprawą świetnego momentu Devina Bookera. Czwarta kwarta również nie przyniosła zmiany w rytmie spotkania i pod nieobecność Kevina Duranta Celtics zdemolowali Suns, prowadząc w pewnym momencie 25 punktami.
- Po stronie zwycięzców najlepszym punktującym był Jaylen Brown, który zakończył spotkanie z dorobkiem 31 punktów. Nieco gorzej pod kątem skuteczności zaprezentował się Jayson Tatum, autor 23 “oczek”, on inicjował jednak grę Celtics i dołożył do tego osiem zbiórek i osiem asyst. Dość bliski potrójnej zdobyczy był także Derrick White, który uzbierał 12 punktów, zebrał dziewięć piłek i rozdał siedem asyst. Pod koszem dominował Kristaps Porzingis, który zapisał na swoje konto 15 “oczek”
- Bez Kevina Duranta Suns do sukcesu próbował poprowadzić Devin Booker. Gwiazdor był zdecydowanie najjaśniejszym punktem swojego zespołu i w ostatecznym rozrachunku zanotował 37 punktów, trafiając przy tym 15/29 rzutów z gry. Dołożył do tego pięć zbiórek i sześć asyst. Uzyskał nieznaczne wsparcie od Tyusa Jonesa, Royce’a O’neale’a czy Oso Ighodaro, którzy dorzucili po 12 “oczek”.
Autor: Antoni Wyrwiński
Toronto Raptors – Detroit Pistons 105:117
- Detroit Pistons wykorzystali spotkanie z dużo niżej notowanym rywalem — dla którego sezon zasadniczy w gruncie rzeczy już się zakończył — i zwycięstwem bez większych problemów zapewnili sobie miejsce w czołowej szóstce Konferencji Wschodniej, a co za tym idzie swoje pierwsze play-offy od 2019 roku (i trzecie od 2009).
- Kluczem do zwycięstwa przyjezdnych były druga i trzecia odsłona, w których podopieczni J.B. Bickerstaffa nie byli co prawda w stanie całkowicie zdominować Toronto Raptors, ale cierpliwie, krok po kroku, budowali swoją przewagę, by ta w pewnym momencie sięgnęła pułapu 22 oczek (57:79).
- W czwartej kwarcie znów zrobiło się jednak gorąco, bo gospodarze zbliżyli się do Pistons na zaledwie cztery punkty (91:95). Pomogła z pewnością ofensywna niemoc Tłoków, które w czwartej kwarcie spudłowały wszystkie osiem rzutów za trzy. Ostatecznie goście z Detroit byli zdołali utrzymywać rywala na dystans kilku posiadań i utrzymać taki stan rywalizacji do ostatniej syreny.
- Każdy z zawodników pierwszej piątki Pistons zdobył co najmniej 15 oczek, ale najlepiej pod tym względem wypadł tercet Tim Hardaway Jr (23 punkty, 8/14 z gry) – Jalen Duren (21 punktów, 18 zbiórek, 5 asyst, 4 bloki) – Malik Beasley (21 punktów). Nie zagrali Cade Cunningham i Tobias Harris. Po stronie Raptors w składzie pełnym nieobecnych wyróżnił się Ja’Kobe Walter (22 punkty).
Chicago Bulls – Portland Trail Blazers 118:113
- Josh Giddey skończył mecz ze swoim piątym triple-double w sezonie. Z dobrej strony pokazali się także Nikola Vucević i Coby White, na których obrona Portland Trail Blazers nie miała żadnej odpowiedzi. Bulls zajmują 10. miejsce w Konferencji Wschodniej, co jest najniższą pozycją, na której mogą zakończyć sezon, jeśli celem jest gra w fazie posezonowej, a wydaje się, że inaczej być nie może, bowiem w ostatnim czasie prezentują znacznie lepszą formę.
- Portland grało bez Anfernee Simonsa (przedramię), Jeremiego Granta (kolano), Deandre Aytona (łydka) i Scoota Hendersona (protokół wstrząśnienia mózgu). Coby White trafił 5 z 6 rzutów wolnych w ostatniej minucie i dziewięciu sekundach meczu, co pomogło Bulls przypieczętować zwycięstwo. Kluczowa dla losów meczu okazała się trzecia kwarta, którą podopieczni Billy’ego Donovana wygrali 40:29 i zbudowali prowadzenie, którego już nie oddali.
- Po stronie Blazers 37 punktów (12/25 z gry), 11 zbiórek oraz pięć asyst Deniego Avdiji. Kolejne 21 punktów, trzy zbiórki i trzy asysty Dalano Bantona. Dla Bulls 31 punktów (13/22 z gry), 12 zbiórki i dwa bloki Vucevicia i kolejne 31 punktów (9/16 z gry), pięć zbiórek i siedem asyst White’a. Na triple-double Giddeya złożyło się 15 punktów, 19 zbiórek i 12 asyst.
Autor: Michał Kajzerek
Houston Rockets – Oklahoma City Thunder 125:111
- Na kilka godzin przed tym spotkaniem trener Mark Daigneault mówił, że jego drużyna nie chce pisać historii rekordami, tylko tytułami, dlatego nie zależy im na serii zwycięstw. W efekcie Houston Rockets przerwali passę 11 kolejnych wygranych Oklahomy City Thunder, głównie za sprawą dobrych występów Jalena Greena i Alperena Senguna. Houston prowadziło aż 23 punktami w pierwszej połowie. W trzeciej kwarcie prowadzenie zmalało do 12 punktów, ale seria 10:2 pozwoliła im zwiększyć przewagę do 93:73 na trzy minuty przed końcem tej odsłony.
- W odpowiedzi Shai Gilgeous-Alexander zdobył osiem punktów w ramach serii 12:3 i Thunder tracili 11 punktów przed czwartą kwartę. Zbliżyli się na dziewięć po trafieniu SGA na około 7,5 minuty przed końcem meczu. Jednak wtedy Green miał osobistą serię 7:2, co pozwoliło Rockets zbudować komfortową przewagę, jakiej już nie oddali. Ekipa z Houston wygrała mimo braku kluczowego obrońcy. Dillon Brooks pauzował z powodu zawieszenia za 16. przewinienie techniczne w sezonie.
- Po stronie Thunder 33 punkty (13/21 z gry), trzy zbiórki, cztery asysty i dwa przechwyty Jalena Williamsa oraz 22 punkty, cztery zbiórki, osiem asyst i trzy przechwyty Gilgeousa-Alexandra. Natomiast najlepszym punktującym Rockets był Green z dorobkiem 34 punktów (11/24 z gry), czterech zbiórek, pięciu asyst i dwóch przechwytów. Kolejne 31 punktów (11/21 z gry), cztery asysty i trzy przechwyty Senguna.
Autor: Michał Kajzerek
San Antonio Spurs – Cleveland Cavaliers 113:114
- Pomimo nieobecności Victora Wembanyamy, De’Aarona Foxa i Jeremy’ego Sochana San Antonio Spurs zdołali sprawić faworyzowanym Cleveland Cavaliers sporo problemów. Zaczęło się po myśli przyjezdnych, którzy w pierwszej odsłonie po fantastycznym błysku Evana Mobleya (18 punktów, 4/5 za trzy) wypracowali sobie dwucyfrową zaliczkę (28:38).
- W drugiej części ofensywa Ostróg w dalszym ciągu nie funkcjonowała najlepiej (2/9 zza łuku) i Cavs schodzili ostatecznie na przerwę z aż 17-punktową przewagą (50:67). Po powrocie na parkiet podopieczni Mitcha Johnsona rozpoczęli jednak proces odrabiania strat. Zaczęło się od sześciu trafień za trzy w trzeciej “ćwiartce”, ale na początku ostatniej odsłony gospodarze wciąż tracili do rywala 16 oczek (84:100).
- Wówczas jednak na wyżyny swoich możliwości wspięli się m.in. Harrison Barnes czy Julian Champagnie. Spurs stopniowo redukowali stratę, a po dwóch z rzędu trafieniach za trzy Barnesa (ostatnie na 29 sekund przed końcową syreną) zbliżyli się do Cavs na jeden punkt. Po przerwie na żądanie Cleveland skutecznie zmarnowali sporo czasu, ale nie wykorzystali też swojej próby. Gospodarze mieli cztery sekundy na rozegranie zwycięskiej akcji, jednak oni też nie byli w stanie odnaleźć drogi do kosza.
- — To była świetnie rozrysowana akcja. Powierzyłbym ten rzut w ręce Harrisona każdej innej nocy i prawdopodobnie trafiłby dziewięć na dziesięć takich prób. Byłem jednak bardzo zadowolony z walki, którą dziś zaprezentowaliśmy — mówił po meczu Chris Paul, autor dziewięciu punktów i ośmiu zbiórek.
- Kluczem do zwycięstwa Cavaliers była postawa Donovana Mitchell (26 punktów, 7 asyst) oraz Evana Mobleya (25 punktów, 12 zbiórek, 5 asyst, 3 bloki), choć dobre zawody rozegrali też Darius Garland (19 punktów, 7 asyst) oraz De’Andre Hunter (18 punktów). Po drugiej stronie błyszczeli Harrison Barnes (23 punkty; 4/8 za trzy), Devin Vassell (24 punkty, 4 przechwyty) oraz Stephon Castle (22 punkt, 11 asyst, 9 zbiórek).
Golden State Warriors – Denver Nuggets 118:104
- Po raz kolejny wielką noc zaliczył Stephen Curry, choć po pierwszej kwarcie zapowiadało się, że Denver Nuggets będą tej nocy lepiej dysponowanym zespołem. Dobrze w mecz weszli m.in. Michael Porter Jr. czy Aaron Gordon, a kiedy wiatru w żagle nabrał również Nikola Jokić, to przyjezdni zdołali wypracować sobie dwucyfrową zaliczkę (34:44).
- W drugiej odsłonie ofensywa podopiecznych Michaela Malone’a całkowicie się jednak posypała. Przyjezdni zdobyli tylko 16 punktów (7/20 z gry), na które Warriors z rozpędzającymi się Currym odpowiedzieli 32 oczkami i tym samym to oni schodzili na przerwę z zaliczką (66:60). Po powrocie na parkiet gra była już nieco bardziej wyrównana, ale wciąż ze wskazaniem na gospodarzy (96:84).
- W czwartej kwarcie znów sytuację próbowali ratować Gordon i Porter, ale po drugiej stronie parkietu regularnie odpowiadali Jimmy Butler, Brandin Podziemski czy niezawodny w ostatnim czasie Curry. Wojownicy nie pozwolili już nawet rywalom zbliżyć się na dystans kilku posiadań.
- Warriors postawili tej nocy ogromny krok w kierunku 3. miejsca w tabeli Konferencji Zachodniej, które jest obecnie w ich zasięgu. Świetny występ zaliczył Stephen Curry, autor 36 punktów i pięciu asyst (7/15 za trzy). Brandin Podziemski dorzucił imponujące 26 oczek, osiem zbiórek i sześć asyst, z kolei Jimmy Butler III zapisał na swoim koncie 19 punktów, pięć asyst i pięć przechwytów.
- Po drugiej stronie dwoił się i troił Nikola Jokić, który w trakcie pobytu na ławce rezerwowych był ewidentnie sfrustrowany postawą swojego zespołu (33 punkty, 12 zbiórek, 9 asyst; 13/17 z gry). Michael Porter Jr. otarł się o double-double z dorobkiem 23 oczek i dziewięciu asyst.
Los Angeles Clippers – Dallas Mavericks 114:91
- Patrząc jedynie na tabelę Zachodu można by oczekiwać wyrównanego starcia, jednak rzeczywistość jest zgoła inna. Dallas Mavericks, okupują dziewiątą lokatę konferencji i walczą o możliwość gry w fazie play-in, chociaż jeszcze miesiąc temu wydawało się, że z powodu licznych urazów,nie będą mieli szans by zawalczyć o te miejsca. Los Angeles Clippers z kolei są w ostatnim czasie świetnie dysponowani i toczą bój o bezpośrednie wejście do play-offów, czyli o pierwsze sześć miejsc w konferencji.
- Różnica w grze obu zespołów była dzisiaj aż nadto widoczna. Za wyjątkiem samego początku spotkania Mavs byli jedynie tłem dla bardzo dobrze dysponowanych Clippers. Przez pierwsze kilka minut mecz przybrał postać wymiany ciosów, jednak już w połowie pierwszej kwarty drużyna z Los Angeles objęła prowadzenie, którego nie oddała do końca spotkania.
- W drugiej odsłonie Mavericks próbowali skrócić dystans i nawiązać walkę, lecz były to nieskuteczne starania. Clippers dominowali i schodząc do szatni prowadzili już 58:35. Po przerwie obraz gry delikatnie się zmienił, ponieważ zespół prowadzony przez Tyronne’a Lue przestał powiększać przewagę. Dobra gra Mavs pozwoliła im nawet wygrać trzecią kwartę, jednak nie byli w stanie zbliżyć się do Clippers.
- W ostatnim fragmencie ekipa z Miasta Aniołów zaliczyła bardzo dobry moment, który wyprowadził ją na największe w meczu 35-punktowe prowadzenie. Wprawdzie przekreśliło to szanse Mavericks na korzystny rezultat, jednak mimo tego podopieczni Jasona Kidda grali do końca i zniwelowali stratę do 21 “oczek”.
- Po stronie Clippers widoczna była szeroka rotacja, bowiem aż sześciu zawodników uzbierało dwucyfrową zdobycz punktową. Najwięcej odnotował Kawhi Leonard (20 punktów), drugi wynik w zespole należał do Normana Powella (14”oczek) i Ivicy Zubaca, który zakończył mecz z podwójną zdobyczą (14 punktów i 13 zbiórek). Gorsze spotkanie rozegrał James Harden, który trafił tylko 4/11 rzutów, które w połączeniu z osobistymi dały mu 13”oczek”. Dołożył do tego pięć asyst, ale odnotował też pięć strat. Warto docenić również postawę ławki zwycięskiej drużyny: Bogdan Bogdanovic zanotował 12 punktów, a Derrick Jones Jr. miał najlepszy wskaźnik +/- w zespole (+34). Po stronie Mavericks solidnie spisał się Naji Marshal, autor 22 punktów. Dobre zawody rozegrał też Spencer Dinwiddie, który uzbierał 18 “oczek”.
Autor: Antoni Wyrwiński
Los Angeles Lakers – New Orleans Pelicans 124:108
- Los Angeles Lakers do samego końca rozgrywek zasadniczych będą musieli walczyć o jak najlepsze rozstawienie w przed play-offami, a zarazem miejsce w czołowej szóstce Konferencji Zachodniej. Mecz rozpoczęli solidnie, ale chwilę po udanym początku fantastyczną serią popisał się Jose Alvarado i to oni musieli gonić wynik (25:30).
- Druga odsłona należała już niemal w pełni do Jeziorowców. Świetnie prezentował się LeBron James, kilka cennych trafień dołożyli Luka Doncić oraz Austin Reaves i ostatecznie gospodarze schodzili na przerwę z niemal dwucyfrową zaliczką (62:53).
- Po powrocie na parkiet przez całą trzecią odsłonę gospodarze utrzymywali się na prowadzeniu, choć po fantastycznym początku Yvesa Missiego New Orleans Pelicans byli w stanie zbliżyć się nawet na dwa oczka (67:65). Z przytupem odpowiedzieli Doncić i Reaves, którzy zdobyli aż 28 z 31 punktów Lakers w tej części (93:84). Ekipa z Miasta Aniołów kontrolowała również wydarzenia na parkiecie w ostatniej części i odniosła ostatecznie przekonujące zwycięstwo.
- Raz jeszcze na wysokości zadania stanął tercet Luka Doncić (35 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst) – Austin Reaves (30 punktów, 7 asyst) – LeBron James (27 punktów, 8 asyst). Po drugiej stronie prym wiódł przede wszystkim Jose Alvarado, który pod nieobecność liderów zespołu zdobył 27 oczek, pięć asyst i cztery zbiórki (6/10 za trzy).
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!