To był zdecydowanie najbardziej emocjonujący mecz serii pomiędzy Cleveland Cavaliers a Atlantą Hawks, ale miejscowi mimo wszystko nie potrafili uchronić się przed sweepem. Kawalerzyści znów bombardowali z dystansu, a LeBron James w końcówce przechylił szalę na ich korzyść, dzięki czemu drugi rok z rzędu zameldowali się w finale konferencji. W drugim starciu tej nocy Kevin Durant zdobył 29 z 41 punktów w drugiej połowie i poprowadził Oklahomę City Thunder do wygranej nad San Antonio Spurs, a zarazem do remisu w serii.


Cleveland Cavaliers – Atlanta Hawks  100:99

Przed rokiem Cleveland Cavaliers nie dali szans Atlancie Hawks w finale Konferencji Wschodniej, pokonując ich 4-0. Tym razem scenariusz również się powtórzył, choć Kawalerzyści wyeliminowali Jastrzębie nie w finale, a w drodze do finału konferencji. Jedni z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego już drugą serię w tych play-offach zwyciężyli nie doznając ani jednej porażki – nikomu innemu nie udało dokonać się takiej sztuki. Niemniej jednak w czwartym starciu półfinału, Hawks postawili swoim rywalom naprawdę trudne warunki.

Paul Millsap od samego początku próbował napędzać w ataku grę swojego zespołu i już po pierwszej kwarcie miał na koncie 12 punktów. Hawks mieli w pierwszych 24 minutach momenty, w których wyglądali na gotowych, by przedłużyć tę serie – potrafili uciec nawet na 10-12 oczek, ale Cavaliers nie pozwolili Jastrzębiom bardziej rozwinąć skrzydeł. To był kolejny dla ekipy z Ohio mecz, w którym zawodnicy opierali swój atak głównie na rzutach zza łuku. I znów siedziało. Znakomity rytm złapał w pewnym momencie Kevin Love i w mgnieniu oka miał już osiem celnych trójek. Miał ochotę na więcej, ale w końcu piłka przestała wpadać.

Losy rywalizacji rozstrzygały się jednak do ostatnich sekund. Hawks powierzyli misję przedłużenia tej serii Dennisowi Schroderowi. Niemiec złapał bardzo dobry rytm w decydującej kwarcie, ale przy stanie 98:97 dla Cavs, wszedł pod kosz, gdzie został bezwzględnie zablokowany przez Tristana Thompsona. W kolejnym posiadaniu ciężar wziął na siebie LeBron James, trafił z dalekiego półdystansu, a Schroder po chwili poprawił się i odpowiedział znów niwelując straty do punktu. LBJ chciał wygasić trójką jakiekolwiek szanse rywali, ale przestrzelił, a w decydującej akcji zatrzymał wjeżdżającego pod kosz Niemca.

Kevin Love zaliczył w tym meczu double-double na poziomie 27 punktów i 13 zbiórek. LeBron James z kolei otarł się o triple-double zapisując na swoim koncie 21 oczek, 10 zbiórek i 9 asyst. 21 oczek dodał też Kyrie Irving, a Cavs w całym pojedynku rzucili aż 16 trójek na skuteczności 43.2%. To pierwszy przypadek w historii, kiedy zespół w czterech kolejnych spotkaniach play-offów, trafia przynajmniej 15 rzutów z dystansu.

Schroder zakończył rywalizacje z 21 punktami i 6 asystami. – Próbowałem po prostu być agresywny. Sędziowie nie odgwizdali faulu i już tego nie wrócimy. Musimy z tym żyć – odniósł się do ostatniej akcji tego pojedynku. Millsap uzbierał 19 oczek, ale tylko cztery po pierwszej kwarcie, 16 punktów dorzucił z kolei Thabo Sefolosha. Hawks tym samym drugi rok z rzędu zakończyli przygodę w play-offach po szybkim 4-0 w rywalizacji z Kawalerzystami.

Cavs znów mają przed sobą kilka dni odpoczynku. W finale konferencji zagrają ze zwycięzcą pary Toronto Raptors – Miami Heat. Jak na razie, Dinozaury prowadzą w tej serii 2-1. Niezależnie jednak od tego, z kim przyjdzie im się zmierzyć, pozostają zdecydowanymi faworytami do zwycięstwa na wschodzie.

[ot-video][/ot-video]

San Antonio Spurs – Oklahoma City Thunder 97:111

W niedzielę za oceanem obchodzono Dzień Matki, w związku z czym w Chesapeake Energy Arena nie zabrakło między innymi mamy Kevina Duranta, która znów miała powody do dumy ze swojego syna. Lider Oklahomy City Thunder przejął czwartą kwartę czwartego meczu serii przeciwko San Antonio Spurs i poprowadził drużynę do zwycięstwa 111:97. W najciekawszej serii drugiej rundy mamy więc remis 2-2.

Durant długo szukał rytmu w tym spotkaniu. Do spółki z Russellem Westbrookiem, trafili zaledwie 6 z 21 rzutów w pierwszej połowie. Ale kiedy KD po przerwie wszedł na znacznie wyższy poziom, nikt nie był w stanie go zatrzymać. 27 latek w trzeciej i czwartej kwarcie zdobył 29 ze swoich 41 punktów. Zdominował szczególnie kluczową odsłonę tej rywalizacji, zdobywając w niej 17 punktów… czyli o jeden więcej niż cały zespół Spurs.

Goście weszli w czwartą kwartę z minimalnym prowadzeniem 81:77. Dwie trójki Duranta w dwóch kolejnych posiadaniach sprawiły, że OKC przejęli prowadzenie, a potem sukcesywnie je zwiększali. Kevin robił w tej odsłonie wszystko, trafiał niemal w każdy możliwy sposób – czy to spod kosza, czy rzucając floatery, czy też mierząc z dystansu. Dzięki niemu gospodarze wypracowali sobie dwucyfrowe prowadzenie i spokojnie utrzymali je do samego końca.

– Kiedy masz tak głęboki zespół, te 40-punktowe noce nie zdarzają się zbyt często. Próbuję po prostu być regularny w tym, co robię – przyznał po meczu KD. Lider nie mógł narzekać na wsparcie ze strony kolegów. 17 oczek dla Grzmotów dołożył z ławki Dion Waiters, 16 punktów i 11 zbiórek zapisał Steven Adams, nieco problemów ze skutecznością miał z kolei Westbrook, ale zakończył noc z 14 punktami (5-18 FG), 15 asystami i 7 zbiórkami.

Po drugiej stronie 22 punkty dla Spurs zdobył Tony Parker, wspierany przez Kawhiego Leonarda – 21 oczek i LaMarcusa Aldridge’a – 20 pkt. W czwartej kwarcie podopieczni Gregga Popovicha zupełnie zawiedli. Trafili zaledwie 7 z 21 rzutów, pudłując przy tym wszystkie cztery próby z dystansu. Zespół spisał się gorzej nie tylko od Thunder, ale też od samego Kevina Duranta.

Spurs w całej serii trafiali z dystansu ponad 40% swoich prób, ale w niedzielę wykorzystali tylko 2 z 12 rzutów za trzy. Piłka w ofensywie nie chodziła tak dobrze, jak nas do tego przyzwyczaili, a świadczy o tym też zaledwie 12 asyst całej ekipy. – Chłopaki chcieli dostawać piłkę, ale nie trafiali rzutów. W zasadzie przez cały wieczór nie złapaliśmy żadnego rytmu, mieliśmy kilka serii – przyznał po meczu Manu Ginobili. Ani jednego punktu dla Ostróg nie zdobył Tim Duncan, który spędził na parkiecie 12 minut. To pierwszy taki przypadek w play-offach w całej karierze środkowego.

Rywalizacja przy stanie 2-2 przenosi się do San Antonio. Mecz numer pięć w nocy z środy na czwartek.

[ot-video][/ot-video]


Subscribe
Powiadom o
9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
mariano
mariano
9 maja 2016 09:56

Brawa dla cavs. Ten rzut Lebrona na 100-97 poezja. Na pewno nie można powiedzieć, że Atlanta jest słaba. Grali dobrze, ale cavs weszli na wyższy poziom i tyle. Teraz mogą sobie odpocząć i przygotować się na finał konferencji. Podobno Spurs miało zajechać intensywnością w obronie graczy OKC. Tymczasem Spurs znaleźli się w opałach. Już nie mają 4 dni przerwy do meczu nr 5 tak jak ostatnio mieli między meczami 2 i 3. Aldridge i Leonard to za mało odpalił w końcu Parker drugi jego dobry mecz od dłuższego czasu, ale to też za mało. Duncan jak zwykle poza meczem. Adams… Czytaj więcej »

Raptor
Raptor
9 maja 2016 11:51

Zauważyłem, że zdecydowana większość meczy OKC w których Durant oddał więcej rzutów niż Westbrook kończy się ich zwycięstwem.

capitanweed
capitanweed
9 maja 2016 12:12
Odpowiedz  Raptor

Dlatego też powinien częściej określać swoją rolę lidera. Westbrook niestety nie jest stabilny emocjonalnie, a Durant jako lider powinien nad tym panować. Myślę, że za mało zdecydowanie dba o te „stanowisko” zespołu dzięki czemu OKC traci. Przy braku odpowiedniego trenera pozostają tylko liderzy, którym KD jest i byłby świetnym. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie w przyszłych meczach, ale powinien postawić karty na stół i dbać o swoją drużynę.

EddieVanHalen
EddieVanHalen
9 maja 2016 11:56

Tim jest już jak David Robinson na koniec kariery – sparaliżowany i niepewny w ataku,a to oznacza tylko jedno:sorki Timmy ja cię uwielbiam ale czas kończyć karierę,nie ma sensu tego przedłużać,lepiej już nie będzie,za dużo już tych meczy na zero…..Spurs przegrali na własne życzenie,przez 3 kwarty kontrolowali grę i nagle się zacięli,paradoksalnie pomogła OKC niemoc strzelecka Westbrooka który wtedy zaczął podawać i grać jak playmaker a nie jak to ma w zwyczaju forsować na siłę rzuty i wjazdy,tego właśnie brakowało Durantowi-prawdziwego rozgrywania żeby mógł odpalić..moim zdaniem sprawa jest jasna Durant przy Westbrooku nic nie osiągnie,on potrzebuje porządnego rozgrywajka.

forto
forto
9 maja 2016 14:48
Odpowiedz  EddieVanHalen

Straszny zjazd w dół z formą u Dancana. Przecież rok temu to był świetny zawodnik jeszcze.
Obawiam się, że również Dirk następny sezon będzie miał dużo gorszy.
Tim powinien skończyć karierę.

Andre
Andre
9 maja 2016 15:06

Choć wszyscy wychwalali Spurs w RS, to pozostawałem sceptyczny. Gra teraz bardzo przyspieszyła, a Spurs wzmocnili się głównie pod koszem. Rok temu nie przegrali z Clippers przez podkoszowych, ale przez braki fizyczne na pozycjach 1-2, nie mieli odpowiedzi na CP3 i Riversa. Kiedy grają ustawioną koszykówkę pełną podań, tego tak nie widać, kiedy przychodzi grać izolacje i więcej 1:1 to już niestety tak. Ginobili i Parker są ciągle fantastyczni, ale już poza swoimi prime, Kevin Martin nigdy nie grał dobrze w PO. Być może jednak wygrają z OKC, ale zdrowi GSW ich zabiegają, zamęczą i pokonają.

Szafa
Szafa
9 maja 2016 16:15

Go Cavs Go Love totalnie ostatnio szaleje!! Rzut LBJ bezcenny oby tak dalej

Jeździec z głową
Jeździec z głową
9 maja 2016 19:35

Garść statystyk z meczu cc-ah.miotano 68x za trzy czyli 1.42 rzutu/min czyli rzut za 3 co 42sek.
Wykonano w tym czasie 2 dunki czyli 0.042 dunku/min czyli dunk co 30 min.
Trafiono 78 rzutów z gry w tym ok 80%bez asysty obrońcy.
Proponuję przestać nazywać grę koszykówką a uczciwie przemianować na RZUCANKA.

Ginuss
Ginuss
9 maja 2016 21:04

Ja bym upadku Spurs tak szybko nie wieścił. Przegrali głupio jeden mecz nr 2 po deklasacji w pierwszym przyszła chwila odprężenia. To co mieli zrobić w OKC to zrobili odrobili stratę parkietu. Nikt nie zakładał, że wygrają dwa mecze z kelnerami nie grają. Czwarty mecz kontrolowali przez trzy kwarty przy skuteczności 2 na 12 za trzy. Mecze z taką skutecznością czasami się zdarzają ale nie często. To ciągle główny przeciwnik GSW do mistrza mam nadzieję że wróci Curry i będzie prawdziwa gratka.