Memphis Grizzlies ustanowili nowy rekord NBA, pokonując Oklahoma City Thunder różnicą aż 73 punktów. W meczu na szczycie Chicago Bulls pokonali New York Knicks. Byki zwycięstwo zawdzięczają DeMarowi DeRozanowi, który uratował ich prowadzenie w czwartej kwarcie. Seria zwycięstw Phoenix Suns trwa w najlepsze. Dziś Słońca pokonały dużo niżej notowanych Detroit Pistons. Na zakończenie dzisiejszych zmagań San Antonio Spurs bez większych problemów ograli Portland Trail Blazers.

New York Knicks – Chicago Bulls 115:119

Statystyki na PROBASKET

  • Po fantastycznym początku spotkania Chicago Bulls pokonują New York Knicks, choć w drugiej połowie niemal wypuścili zwycięstwo z rąk. Byki rozpoczęły mecz od 20-punktowego prowadzenia już w pierwszej kwarcie (17:37). Kapitalnie prezentowali się wówczas Nikola Vucevic i Zach Lavine. Gospodarze zdecydowanie rzadziej dochodzili do sytuacji strzeleckich, a kiedy już się w nich znaleźli, to mieli spore problemy ze skutecznością (1/6 za trzy).
  • W drugiej odsłonie Knicks w dalszym ciągu nie mogli odnaleźć swojego rytmu strzeleckiego, podczas gdy Bulls trafili 61,9% swoich rzutów z gry i 50% zza łuku. Ich przewaga stale oscylowała jednak w granicy 20 oczek i na przerwę podopieczni Billy’ego Donovana schodzili z 18-punktową przewagą (51:69).
  • Po przerwie role się odwróciły, a do głosu finalnie doszli NYK. Tym razem to Chicago mieli problemy ze skutecznością. W trzeciej kwarcie Lonzo Ball trafił jedynie 2/7 prób, Zach Lavine 1 z 5, z kolei Alex Caruso był 0/2. Ciężar gry na swoje barki wzięli wówczas Evan Fournier i Immanuel Quickley, którzy zdobyli łącznie 19 punktów i po serii 25:7 zniwelowali przewagę Byków do zaledwie jednego oczka (78:79).
  • Bulls w porę się jednak przebudzili. W ostatniej „ćwiartce” na wysokości zadania stanął DeMar DeRozan, który zdobył wówczas 18 punktów i napędzał grę przyjezdnych. Skrzydłowy był odpowiedzialny za 6 z 9 trafień Chicago w tej części gry. Oprócz 32-latka punktowali jedynie Nikola Vucević (2/5) i Zach Lavine (1/2). Kluczowa okazała się akcja w ostatniej minucie pojedynku. DeRozan nie skorzystał wówczas z zasłony Vucevicia i samodzielnie zaatakował strefę pomalowaną Knicks, dzięki czemu na 20,1 sekundy przed syreną powiększył przewagę Byków do 4 oczek (115:111). W odpowiedzi trójkę spudłował Quickley, po czym DeRozan przesądził o rezultacie spotkania celnymi osobistymi.
  • – Mierzymy się z przeciwnościami losu, ale skutecznie z tego wychodzimy. To są wielkie momenty i dziś to był właśnie taki wielki moment – mówił po meczu DeRozan. – To sprawia, że wszystko jest łatwe. Cała presja nie jest wtedy na tobie. […] Mogę mu po prostu dać piłkę i zejść mu z drogi – dodał Lavine o występie DeMara.
  • Bulls do zwycięstwa poprowadził dziś przede wszystkim DeMar DeRozan, zdobywca 34 punktów, 6 zbiórek i 3 asyst. Po 27 punktów i 7 zbiórek dołożyli Nikola Vucević (5/9 za trzy) i Zach Lavine. Fatalną noc strzelecko zaliczył Lonzo Ball. Tylko 3 z 14 jego rzutów odnalazło drogę do kosza. Rozgrywający zakończył mecz z dorobkiem 8 oczek, 5 zbiórek, 6 asyst i 3 bloków.
  • Po stronie Knicks prym wiódł Julius Randle, autor double-double w postaci 30 punktów, 12 zbiórek i 6 asyst. Skrzydłowego wspierali głównie Alec Burks (16 punktó, 7 zbiórek), Evan Fournier (16 pkt), Derrick Rose (16 punktów, 6 asyst) i Immanuel Quickley (15 pkt).
  • Dla Knicks jest to druga porażka z rzędu, a zarazem czwarta na przełomie sześciu ostatnich występów. Podopieczni Toma Thibodeau plasują się obecnie na 10. miejscu w tabeli konferencji wschodniej z bilansem 11-11. Tuż za ich plecami znajdują się Philadelphia 76ers (11-11) i Toronto Raptors (10-13).

Toronto Raptors – Milwaukee Bucks 97:93

Statystyki na PROBASKET

  • Toronto Raptors przerywają serię zwycięstw Milwaukee Bucks, którzy wygrali osiem poprzednich spotkań. Kozły pod nieobecność Giannisa Anteotokounmpo już od pierwszych minut nie radziły sobie najlepiej. Gospodarze wykorzystali absencję lidera rywala i od początku byli do bólu skuteczni, trafiając 50% rzutów z gry i 60% prób zza łuku w pierwszej kwarcie. Sytuację ratował jednak Jrue Holiday, którego 9 oczek nie pozwoliło Raptors odskoczyć z wynikiem (26:23).
  • W drugiej odsłonie Holidaya próbował wspierać Bobby Portis, ale zdecydowana większość rzutów przyjezdnych w dalszym ciągu nie odnajdowała drogi do kosza. W międzyczasie po drugiej stronie parkietu świetnie radzili sobie Pascal Siakam i Scottie Barnes, którzy jeszcze przed przerwą zdobyli kolejno 15 i 9 punktów. Przewaga Kanadyjczyków wzrosła wówczas do 8 oczek (48:40).
  • Bucks przebudzili się dopiero po przerwie, ale choć wygrali trzecią (28:25) i czwarta (25:24) kwartę, to nie potrafili przechylić szali na swoją stronę. Szczególnie istotna okazała się końcówka. Przy stanie 95:92 dla gospodarzy i 13,6 sekundy na zegarze na linii rzutów wolnych stanął Portis. Środkowy Milwaukee przestrzelił jednak drugą próbę, ale zdołał zebrać jeszcze zebrać piłkę i odzyskać posiadanie. Zwycięstwo Kozłom mógł zapewnić wówczas Pat Connaughton, ale wzorem Portisa przestrzelił swoją próbę zza łuku. Dwóch osobistych nie wykorzystał jeszcze Precious Achiuwa, ale chwilę później Fred VanVleet ustalił wynik spotkania.
  • Kluczem do zwycięstwa Raptors była dziś postawa Freda VanVleeta, który zdobył 29 punktów, 5 zbiórek i 4 asyst. Wspierał go przede wszystkim Pascal Siakam, autor 20 oczek, 8 zbiórek i 4 asyst. Debiutant Scottie Barnes dorzucił 13 punktów, 7 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty.
  • – Graliśmy i pracowaliśmy bardzo ciężko. Biorąc pod uwagę okoliczności, myślę, że każdy w budynku zasługiwał tego wieczoru na zwycięstwo, wliczając w to zawodników – mówił po meczu VanVleet.
  • Po stronie Bucks pod nieobecność Giannisa prym wiedli Jrue Holiday (26 punktów, 6 zbiórek, 8 asyst) i Khris Middleton (22 punkty, 8 zbiórek). Bobby Portis dołożył double-double w postaci 15 oczek i 11 zbiórek, ale miał ogromne problemy ze skutecznością (3/11 z gry). Grayson Allen zdołał dorzucić 10 punktów, z kolei Sandro Mamukelashvili otarł się o podwójną zdobycz (8 punktów, 10 zbiórek). Reszta zespołu nie stanęła na wysokości zadania.

Memphis Grizzlies – Oklahoma City Thunder 152:79

Statystyki na PROBASKET

  • Nie, w wyniku spotkania nie popełniono błędu. Memphis Grizzlies niemal podwoili ilość punktów zdobytych przez Oklahoma City Thunder i ustanowili tym samym nowy rekord NBA, pokonując Grzmoty różnicą aż 73 oczek.
  • Podopieczni Taylora Jenkinsa już w pierwszej kwarcie całkowicie zdominowali grę i można było wówczas wywnioskować, że Thunder nie będą w tym meczu stanowić absolutnie żadnego zagrożenia. Goście trafili tylko 5 z 23 rzutów w pierwszych 12 minutach, podczas gdy skuteczność Niedźwiadków oscylowała w granicy 50%. Przewaga Grizzlies jeszcze przed przerwą osiągnęła pułap 36 punktów (72:36).
  • W drugiej połowie gracze Memphis nie zwolnili tempa i wciąż przeważali w niemal każdym aspekcie gry. Świetnie spisywał się De’Anthony Melton, który trafił wszystkie 7 rzutów po przerwie i skompletował wówczas 17 oczek. Jeszcze w trzeciej „ćwiartce” obaj szkoleniowcy desygnowali do gry zawodników głębokiej rezerwy, ale mimo to przewaga gospodarzy stale rosła. Seria 25:2 w czwartej kwarcie pozwoliła Grizzlies na 78-punktowe prowadzenie (145:67), choć ostatecznie dzięki trafieniom m.in. Ty Jerome’a, Gabriela Decka czy Isaiaha Roby’ego skończyło się na 73 oczkach.
  • Pięciu zawodników Thunder zdołało przekroczyć dziś granicę 10 oczek. Najwięcej zdobył Luguentz Dort, autor 15 punktów, którego wskaźnik +/- wskazał po meczu -53. Po 12 punktów dorzucili Tre Mann, Ty Jerome i Mike Muscala. Isaiah Roby dołożył 11 oczek. W składzie OKC zabrakło Shaia Gilgeous-Alexandra.
  • Po drugiej stronie błyszczał Jaren Jackson Jr., który w 20 minut zanotował 27 punktów i 3 zbiórki (6/7 za trzy). Wchodzący z ławki rezerwowych De’Anthony Melton dorzucił 19 oczek, double-double zaliczył z kolei debiutant Santi Aldama (18 punktów, 10 zbiórek). John Konchar dołożył od siebie 17 punktów, z kolei po 11 oczek na swoje konto zapisali Dillon Brooks, Brandon Clarke, Xavier Tillman i Jarrett Culver.

Phoenix Suns – Detroit Pistons 114:103

Statystyki na PROBASKET

  • Phoenix Suns wygrywają swój 18. mecz z rzędu. Podopieczni Monty’ego Williamsa zdominowali mecz z Detroit Pistons już w pierwszej połowie, kończąc ją z 18-punktowym prowadzeniem (69:51). Świetnie radzili sobie wówczas Cameron Payne, Cameron Johnson, a w szczególności Deandre Ayton, który do szatni schodził z double-double (13 punktów, 10 zbiórek).
  • W trzeciej kwarcie zrobiło się niebezpiecznie. Wyższy bieg wrzucili przede wszystkim Jerami Grant i Cade Cunningham, którzy zaaplikowali wówczas rywalom po 12 oczek. Przewaga gospodarzy w mgnieniu oka stopniała do zaledwie 1 punktu (80:79) po fantastycznej serii 17:0 w wykonaniu Tłoków. Suns nie pozwolili jednak wyszarpać sobie zwycięstwa i w ostatniej częsci gry trafili 73,3% swoich rzutów (11/15). Skuteczny byli przede wszystkim Mikal Bridges (3/3) czy Jae Crowder (1/1), ale tylko Landry Shamet spudłował więcej niż jedną próbę (1/3). Pistons również nie prezentowali się źle, ale zabójcza skuteczność Phoenix wystarczyła, by dowieźli prowadzenie do końcowej syreny, odskakując w końcówce z wynikiem.
  • Pod nieobecność Devina Bookera najlepiej punktującymi zawodnikami Suns byli dziś rezerwowi. Po 19 oczek na swoje konto zapisali Cam Payne (do tego 6 zbióek, 3 asysty) i Cameron Johnson (6 zbiórek; 4/6 za trzy). Double-double popisali się z kolei Chris Paul (12 punktów, 12 asyst) i Deandre Ayton (17 punktów, 12 zbiórek). Landry Shamet wywiązał się z obowiązków zadaniowca, dokładając 14 oczek (4/8 zza łuku). Miles Bridges do 18 oczek dorzucił jeszcze 5 zbiórek i 4 przechwyty.
  • Po stronie Pistons wielki mecz rozegrał Jerami Grant, autor 34 punktów i 6 zbiórek (10/19 z gry). Jedynka tegorocznego draftu – Cade Cunnigham – dorzuciła 19 punktów i 5 asyst. Podwójną zdobyczą w postaci 12 oczek i 14 zbiórek popisał się natomiast Isaiah Stewart. Kilian Hayes dołożył 10 oczek i 6 zbiórek, z kolei reszta zespołu nie stanęła na wysokości zadania.

Portland Trail Blazers – San Antonio Spurs 83:114

Statystyki na PROBASKET

  • Portland Trail Blazers musieli tej nocy radzić sobie bez Damiana Lillarda.
  • San Antonio Spurs wykorzystali nieobecność gwiazdy rywala i jeszcze przed przerwą przesądzili o losach spotkania (44:68). Trafienie za trafieniem dokładali wówczas Doug McDermott, Keldon Johnson, a także Dejounte Murray, który po dwóch kwartach miał na koncie double-double (11 punktów, 10 asyst).
  • W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, choć na początku czwartej odsłony Blazers zdołali zniwelować straty do zaledwie 12 oczek (75:87). Spurs trzymali jednak rękę na pulsie, o czym bez wątpienia świadczy seria 22:3 autorstwa przede wszystkim Bryna Forbesa, który tylko w czwartej „ćwiartce” zdobył 16 punktów (6/8).
  • Aż sześciu zawodników Spurs wywalczyło dziś dwucyfrową zdobycz punktową. Najwięcej skompletował wchodzący z ławki Bryn Forbes, który po kapitalnej czwartej kwarcie zapisał na swoim koncie 18 oczek. Doug McDermott dorzucił 16 punktów, a Jakob Poeltl i Keldon Johnson po 14. Double-double w postaci 15 oczek, 13 asyst a do tego 7 zbiórek zanotował Dejounte Murray. Festiwal strzelecki uzupełnił Derrick White, zdobywca 12 punktów, 7 zbiórek i 5 asyst.
  • – To była dla nas świetna noc. Zaczęliśmy od wielu trafień w pierwszej połowie, co ułatwiło sprawę. Byliśmy też twardzi fizycznie w defensywie – skomentował po meczu Gregg Popovich, szkoleniowiec SAS.
  • Po stronie Blazers trudno tej nocy doszukiwać się większych pozytywów. CJ McCollum i Norman Powell zdobyli po 16 punktów, po 10 dołożyli natomaist Robert Covington i Jusuf Nurkic. Wchodzący z ławki Ben McLemore dorzucił 11 oczek.

Czy widziałeś już najnowszy podcast PROBASKET Live?








4 KOMENTARZE

  1. Dobry mecz Suns i nowy rekord serii zwycięstw w historii klubu. O przedłużenie do 19tki będzie dziś w San Francisco ciężko ale trzymam kciuki i kibicuję. W Pistonsach świetny występ Granta. Szkoda że Cade tak szybko złapał 3PF przez co nie mógł się w pełni pokazać w tym meczu, choć ostatecznie wyszło nieźle. Trochę też Baya zabrakło. Trzecia kwarta to solidny walec graczy z Detroit a słabizna Suns. Na szczęście w czwartej się ogarnęli i wrócili do kontroli nad meczem. Dobry „zastęp” Booka w wykonaniu „Landryny”. Znów świetny Mikal, a i Ayton na plus. CP3 swój solidny standard a ławka ponownie „miodzio”. Ogólnie jest dobrze a trend bardzo obiecujący. Odpalam więc sobie troszku „przeżywki” 😉
    Memphis jakąś rzeźnię urządzili chłopakom z OKC. Nawet jeśli wziąć pod uwagę spore osłabienie Thunder to mega lipa zapisać się w historii „pod takim hasłem”.
    Do fanów Pistons mam pytanko- Jak się sprawdza Garza? Jest w ogóle wykorzystywany czy dostaje ochłapy? Jak go kojarzę z Iowy, to tam był mega i rządził.

  2. Ale Byki grają ogień. Aż na sercu ciepło. Zajefajna drużyna. Świetnie, że są takie drużyny jak Bulls, Suns czy Hornets które grają zespołowo. Przywraca to wiarę w koszykówkę. Dosyć super teamów sztucznie budowanych pod gwiazdy. Bez hejtu ale mam nadzieję, że Nets nic nie ugrają (chociaż lubię Duranta). To, że Lakers nic nie ugrają to już widać. I też się cieszę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj