Houston Rockets pokonali faworyzowanych Milwaukee Bucks po kapitalnym występie Kevina Portera Jr’a. Wcześniej urazu kostki nabawił się Giannis Antetokounmpo i opuścił niemal całe spotkanie. W Indianie osłabieni nieobecnością Jamesa Hardena i Kyriego Irvinga Brooklyn Nets bez większych problemów pokonują Pacers. Swój mecz w Detroit wygrali także Dallas Mavericks, choć musieli radzić sobie bez Luki Doncicia. Czwarte zwycięstwo z rzędu notują natomiast Minnesota Timberwoles, którzy pokonali Golden State Warriors Stephena Curry’ego. Wygrywają również Denver Nuggets, choć Toronto Raptors wysoko zawiesili poprzeczkę. Zwycięstwo z Oklahomy wywożą z kolei New Orleans Pelicans.


DETROIT PISTONS – DALLAS MAVERICKS 105:115

Statystyki na PROBASKET

  • Wszystko wskazuje na to, że Mavericks do samego końca będą musieli walczyć o utrzymanie pozycji gwarantującej bezpośredni udział w play-offach. W takiej sytuacji zwycięstwo z Detroit Pistons – drużyną z końca stawki – wydaje się obligatoryjne. Nie pomógł jednak fakt, że przed meczem z gry ze względu na uraz łokcia wypadł Luka Doncić.
  • Faworyzowani goście mieli spore problemy z przejęciem inicjatywy. Przez dłuższy czas pierwszej kwarty to „Tłoki” były stroną przeważającą. W drugiej odsłonie wyższy bieg wrzucił jednak Tim Hardaway Jr., dzięki czemu Dallas prowadzili skromnie do przerwy 60:54. Po przerwie pomimo nawet 10-punktowej przewagi przyjezdnych (71:61) Pistons zdołali odrobić straty i stale utrzymywali się w zasięgu jednego posiadania.
  • Kluczowa okazała się ścisła końcówka. Mavericks zakończyli spotkanie serią punktową 11:1, która ostatecznie zagwarantowała im zwycięstwo. W ciągu ostatnich trzech minut i 20 sekund Tim Hardaway Jr. zdobył 11 oczek i śmiało można powiedzieć, że był dziś bohaterem swojego zespołu. – Pokazaliśmy, że potrafimy kończyć mecze. Kiedy jest taka potrzeba, potrafimy realizować założenia po obu stronach parkietu – mówił po meczu obrońca Mavs.
  • Tim Hardaway Jr. był dziś niekwestionowanym liderem ekipy z Teksasu. 29-latek zakończył spotkanie z dorobkiem 42 punktów, trafiając 6 z 10 rzutów zza łuku (13/23 z gry). O wsparcie zadbali Jalen Brunson (13 punktów, 6 zbiórek), Josh Richardson (10 punktów, 7 zbiórek), Kristaps Porzingis (11 pkt), a także wchodzący z ławki Trey Burke (15 pkt). Problemy ze skutecznością miał natomiast JJ Redick (3 punkty, 1/7 z gry).
  • Po drugiej stronie brylował Isaiah Stewart, autor double-double w postaci 20 oczek i 11 zbiórek. Dwadzieścia punktów dołożył również Frank Jackson, natomiast podwójną zdobycz na swoje konto zapisał także Hamidou Diallou (10 pukntów, 10 zbiórek). Dobrze spisali się także Saddiq Bey (18 punktów, 8 zbiórek), Sekou Doumbouya (14 pkt) i Josh Jackson (13 pkt).

INDIANA PACERS – BROOKLYN NETS 113:130

Statystyki na PROBASKET

  • Rotacja Brooklyn Nets w dalszym ciągu pozostaje mocno niestabilna. Tym razem w składzie ekipy z Wielkiego Jabłka zabrakło Jamesa Hardena i Kyriego Irvinga. Od pierwszych minut na parkiecie pojawił się za to Kevin Durant. Z poważnymi osłabieniami borykają się również gospodarze. Od pewnego czasu poza grą pozostają Domantas Sabonis i Myles Turner.
  • Goście lepiej rozpoczęli to spotkanie i jeszcze w pierwszej kwarcie objęli 9-punktowe prowadzenie (33:24). Niezwykle aktywny był wówczas Jeff Green, który po niespełna dziewięciu minutach gry miał na koncie 12 oczek. W drugiej odsłonie po serii 11:0 Nets jeszcze bardziej odskoczyli z wynikiem (46:30) i niemal całkowicie zdominowali spotkanie. Przewaga podopiecznych Steve’a Nasha przez dłuższy czas oscylowała w granicy 15-20 punktów i choć w końcówce Pacers zdołali zniwelować straty do zaledwie siedmiu oczek (106:113), to na wysokości zadania stanął wówczas Kevin Durant. Trafienia 32-latka w połączeniu ze skutecznym Landry Shametem pozwoliły Brooklynowi dowieźć zwycięstwo do końcowej syreny bez większych problemów.
  • To właśnie Kevin Durant był dziś bohaterem ekipy przyjezdnych. Skrzydłowy Nets zapisał na swoje konto 42 punkty i 10 asyst, trafiając 16 z 24 rzutów z gry. Równie imponujący występ zaliczył Alize Johnson, autor double-double w postaci 20 punktów i 21 zbiórek. Solidarnie po 14 oczek dorzucili Landry Shamet, Jeff Green i Joe Harris.
  • Po stronie Pacers dwoił się i troił Caris LeVert, ale jego 36 punktów i 5 asyst to za mało, by zagrozić rozpędzonym Nets. 26-latek musiał wziąć ciężar rozgrywania na swoje barki, bowiem po 12 minutach gry parkiet z urazem ścięgna udowego opuścił Malcolm Brogdon. Oprócz LeVerta solidnie punktowali także Edmond Sumner (16 pkt), Oshae Brissett (14 punktów, 9 zbiórek), Doug McDermott (15 pkt; 1/5 zza łuku) i Aaron Holiday (12 pkt).
  • Dla Pacers (29-33) jest to już piąta porażka na przełomie ośmiu ostatnich spotkań. Pozycja ekipy z Indianapolis z dnia na dzień staje się coraz bardziej niepewna. Tuż za ich plecami znajdują się bowiem Washington Wizards (28-34), którzy do końca walczyć będą o przewagę własnego parkietu w pierwszym meczu w fazie play-in.

HOUSTON ROCKETS – MILWAUKEE BUCKS 143:136

Statystyki na PROBASKET

  • Dla Milwaukee Bucks mecz zaczął się w prawdopodobnie najgorszy możliwy sposób. Już w pierwszej minucie gry parkiet opuścił Giannis Antetokounmpo, który po indywidualnej akcji nabawił się skręcenia prawej kostki. Przez resztę wieczoru podopieczni Mike’a Budenholzera musieli radzić sobie bez swojego lidera. Mimo osłabienia „Kozły” szybko zdołały odskoczyć z wynikiem (23:10), a drugiej kwarcie ich przewaga się zagłębiała (69:52). Kapitalnie spisywał się wówczas Bryn Forbes, dla którego była to przełomowa noc.
  • Po przerwie inicjatywę przejęli jednak gospodarze, a na wyżyny swoich umiejętności wspiął się Kevin Porter Jr. 20-latek zdobył 15 punktów w trzeciej kwarcie i aż 17 punktów w czwartej, prowadząc tym samym „Rakiety” do niespodziewanego zwycięstwa nad trzecią siłą wschodu. W końcówce sytuację ratować próbował jeszcze Jrue Holiday, ale jego wybuch w ostatniej „ćwiartce” nie uratował Bucks.
  • Goście opierali swoją ofensywę o tercet Khris Middleton (33 punkty, 8 asyst), Bryn Forbes (30 punktów, 11/17 z gry, 6/10 zza łuku) i Jrue Holiday (29 punktów, 10 asyst). Double-double w postaci 10 punktów i 11 zbiórek, a także 4 przechwyty dołożył Bobby Portis. Reszta zespołu zagrała poniżej oczekiwań.
  • Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był Kevin Porter Jr. Szalona seria 20-latka po przerwie sprawiła, że zakończył on dzisiejsze spotkanie z dorobkiem 50 punktów, 11 asyst i 5 zbiórek (9/15 zza łuku). Świetne zawody rozegrał również Christian Wood, autor 31 punktów i 9 zbiórek. Double-double zanotował także Kelly Olynyk (24 punkty, 13 zbiórek). Cenne wsparcie z ławki rezerwowych stanowił D.J. Wilson (15 punktów, 12 zbiórek).
  • Grający ostatnio w kratkę Bucks tracą tym samym dystans do drugich w tabeli wschodu Philadelphia 76ers. Powoli dogania ich także peleton z miejsc 4. – 7., który do końca walczyć będzie o jak najkorzystniejsze rozstawienie w play-offs. Rockets z kolei, dla których była to dopiero druga wygrana na przełomie 12 ostatnich spotkań, cierpliwie wyczekują końca sezonu na ostatnim miejscu na zachodzie.

MINNESOTA TIMBERWOLVES – GOLDEN STATE WARRIORS 126:114

Statystyki na PROBASKET

  • Kolejny świetny występ w wykonaniu Stephena Curry’ego nie przyniósł oczekiwanych efektów, choć jego Golden State Warriors niemal do samego końca walczyli dziś o zwycięstwo. Kluczowa okazała się jednak końcówka. Od stanu 99:99 częściej punktowali gospodarze, a kapitalne zawody rozgrywał duet Anthony EdwardsKarl-Anthony Towns. W ostatniej kwarcie gościom zabrakło przede wszystkim skuteczności zza łuku (1/11), co ułatwiło zadanie Timberwolves.
  • Wspomniany Stephen Curry zdobył dziś 37 punktów, 8 asyst i 6 zbiórek, trafiając przy tym 11 z 27 rzutów z gry (6/17 zza łuku). Andrew Wiggins dorzucił 27 oczek, natomiast double-double skompletował Kent Bazemore (10 punktów, 10 zbiórek). Po 11 punktów dołożyli Mychal Mulder i Draymond Green (do tego 5 zbiórek, 5 asyst, 3 przechwyty, 3 bloki).
  • Po stronie Timberwolves świetnie spisywał się Anthony Edwards, który do końca walczyć będzie o statuetkę dla najlepszego debiutanta roku. Dziś skrzydłowy „Wilków” zdobył 25 punktów. Ricky Rubio zagrał równie efektywnie i zakończył spotkanie z dorobkiem 26 oczek, 6 asyst i 6 zbiórek. Karl-Anthony Towns dołożył double-double w postaci 22 punktów i 11 zbiórek, a także 7 asyst. Wchodzący z ławki D’Angelo Russell skompletował 7 punktów i 8 asyst.
  • Dla walczących o zachowanie chronionego na miejscach 1-3 wyboru w tegorocznym drafcie Timberwolves jest to już czwarte zwycięstwo z rzędu. W sobotę podopieczni Chrisa Fincha zmierzą się z New Orleans Pelicans. Warriors z kolei tracą szansę na przeskoczenie w tabeli San Antonio Spurs i w dalszym ciągu plasują się na 10. pozycji.

DENVER NUGGETS – TORONTO RAPTORS 121:111

Statystyki na PROBASKET

  • Mecz ten stał pod znakiem całkowicie wyrównanej wymiany ciosów. Po pierwszej kwarcie Nuggets prowadzili różnicą trzech punktów (33:30), do przerwy z kolei Raptors różnicą dwóch (59:57). Trzecia odsłona wyglądała podobnie, jednak wydarzenia z ostatniej „ćwiartki” przesądziły o losach spotkania. Gospodarze rozpoczęli wówczas serię punktową 15:0, która w dużej mierze zapewniła im ostatecznie zwycięstwo. Denver odskoczyli tym samym z wynikiem (114:91) i mimo wysiłków przyjezdnych dowieźli wygraną do syreny.
  • Nuggets kończą tym samym kwiecień z bilansem 13-3 i coraz odważniej zapatrują się na trzecią pozycję w tabeli konferencji zachodniej zajmowaną obecnie przez Los Angeles Clippers. – Graliśmy razem, twardo, wspieraliśmy siebie nawzajem po obu stronach parkietu. Graliśmy po prostu jako zespół – mówił o serii Nuggets Michael Porter Jr.
  • To właśnie Porter Jr. był dziś najskuteczniejszym zawodnikiem w szeregach Denver. 22-letni skrzydłowy zdobył 23 punkty i 7 zbiórek. Double-double w postaci 19 punktów i 11 zbiórek zdobył Nikola Jokić. Facundo Campazzo dołożył 12 punktów i 4 asysty, po 11 oczek rzucili z kolei Austin Rivers i Shaquille Harrison. Dobrze zaprezentował się również JaMychal Green, autor 15 punktów i 5 zbiórek.
  • Po stronie Raptors aż trzech zawodników zdołało przekroczyć barierę 20 punktów. OG Anunoby skompletował 25 oczek, z kolei Kyle Lowry (7 asyst, 5 zbiórek, 2 przechwyty) i Khem Birch (8 asyst) po 20. Malachi Flynn dołożył od siebie 16 punktów, natomiast Pascal Siakam zaledwie 11.

OKLAHOMA CITY THUNDER – NEW ORLEANS PELICANS 95:109

Statystyki na PROBASKET

  • Po niespodziewanym zwycięstwie z Boston Celtics przechodzący przez etap przebudowy zespół Oklahoma City Thunder wraca na swój optymalny kurs. Tym razem zwycięstwo z Chesapeake Energy Arena wywieźli New Orleans Pelicans. Kluczowa dla losów spotkania okazała się druga odsłona, w której po serii 19:4 goście objęli 17-punktowe prowadzenie (60:43). Po przerwie „Grzmoty” były w stanie momentami niwelować stratę, ale Pels kontrolowali przebieg gry i nie dali wyrwać sobie zwycięstwa.
  • Wielki mecz ponownie zaliczył duet Zion Williamson (27 punktów, 8 zbiórek, 6 asyst) – Brandon Ingram (24 punkty, 6 zbiórek, 1/5 zza łuku). Ekipa wspierająca obu graczy nie spisała się jednak najlepiej. Double-double zdobył Willy Hernangomez (13 punktów, 10 zbiórek), a 12 oczek dorzucił James Johnson. Lonzo Ball skompletował jedynie 6 punktów i 10 zbiórek (0/8 za trzy), z kolei Eric Bledsoe dołożył tylko 7 punktów.
  • Po stronie Thunder pozytywów należy doszukiwać się w obiecujących występach młodych zawodników. Luguentz Dort zdobył dziś 17 punktów, Moses Brown mimo jedynie 5 punktów zebrał aż 18 piłek, natomiast Theo Maldeon dołożył solidne 16 oczek. Aleksej Pokuševski znów nie był w stanie odpowiednio się wstrzelić i trafił jedynie 3 z 16 rzutów z gry (8 punktów, 9 zbiórek, 0/4 zza łuku). Podobnie niską skutecznością popisał się Darius Bazley (6/15 z gry, 0/6 zza łuku), który zdołał jednak dorzucić 15 oczek.
  • Pelicans wciąż zachowują matematyczne szanse na udział w fazie play-in, ale strata do Golden State Warriors może ostatecznie okazać się zbyt duża. Co ciekawe, obie drużyny zmierzą się ze sobą jeszcze trzykrotnie. Pierwsze dwa pojedynki już 3 i 4 maja.



1 KOMENTARZ

  1. Po raz kolejny – Bucks nie radzą sobie bez GA. Mając taką ekipę, zespół powinien się uruchomić, a tu…Pany mają duże ego, wysokie noski i tak to wygląda na parkiecie. W POff jak dojdzie do kontuzji to będzie po „wszystkiemu”. Trenera zwolnią, zatrudnią nowego i pewnie nic się nie zmieni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here