45 punktów, 12 zbiórek i 8 asyst Luki Doncicia nie wystarczyło, by Dallas Mavericks mogli odzyskać przewagę własnego parkietu już w pierwszym meczu serii z Phoenix Suns. Rady nie dali rówineż osłabieni brakiem Joela Embiida Philadelphia 76ers. James Harden zdobył tylko 16 punktów i to Miami Heat objęli prowadzenie.

Miami Heat – Philadelphia 76ers 106:92 (1-0)

Statystyki na PROBASKET

  • Zgodnie z zapowiedziami Philadelphia 76ers musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Joela Embiida, który nie zagra w żadnym ze spotkań w Miami. Problemy kadrowe mieli również gospodarze, którzy nie mogli skorzystać z usług Kyle’a Lowry’ego.
  • Heat od początku przejęli inicjatywę i po kilku minutach gry prowadzili różnicą 14 punktów (25:11). Świetnie ze swoich obowiązków w pierwszej kwarcie wywiązywał się Bam Adebayo, który zdominował pierwsze fragmenty gry i po niespełna 12 minutach miał na koncie 10 punktów i 6 zbiórek. Sixers odpowiedzieli serią 11:0 autorstwa Jamesa Hardena, Matisse’a Thybulle’a i Paula Reeda, ale wtedy dał o sobie znać Tyler Herro. Jego pięć „oczek” pozwoliło podopiecznym Erika Spoelstry zamknąć kwartę z 8-punktową zaliczką (30:22).
  • Druga kwarta to moment udanej gry Philly. Tobias Harris zdobył wówczas 10 punktów, skuteczny z linii (4/4) był Tyrese Maxey, a trzy trafienia z gry na solidnej skuteczności (75%) dorzucił Harden. Swojego rytmu strzeleckiego odnaleźć nie mógł z kolei Jimmy Butler (1/5). Przyjezdni wygrali tę część 29:20 i to oni schodzili na przerwę na prowadzeniu (50:51).
  • Po powrocie na parkiet zawodnicy Miami kilkukrotnie doprowadzali do remisu, ale Sixers uparcie trzymali się nieznacznej przewagi. Dopiero trójka Gabe’a Vincenta dała Heat chwilowe prowadzenie, a na dobre odebrali je rywalom po serii trafień Adebayo, P.J. Tuckera i ponownie Vincenta. Gospodarze wykorzystali wówczas chwilową, trwającą niespełna 3 minuty niemoc ofensywną Filadelfii (70:61) i do końca tej części ich przewaga oscylowała w granicy 8-12 „oczek”.
  • Czwarta, decydująca odsłona również padła łupem Heat. Sixers mieli wówczas ogromne problemy ze skutecznością. Trafiali jedynie 30,4% rzutów z gry (7/23) i 22,2% zza łuku (2/9). Po drugim trafieniu z gry w tej kwarcie, na kolejne czekali ponad 5 minut. W międzyczasie zawodnicy Miami robili „swoje” i odskoczyli z wynikiem na 21 punktów (98:77). Wówczas było już po meczu, a w grze – szczególnie po stronie 76ers – pojawili się zawodnicy drugo i trzecioplanowi, którzy nie mieli już szans na odwrócenie losów spotkania.
  • Pod nieobecność Joela Embiida ciężar gry na swoje barki miał wziął James Harden. Obrońca „Szóstek” zdobył jednak 16 punktów, 9 zbiórek i 5 asyst, popełniając przy tym 5 strat i trafiająć 5 z 13 rzutów z gry (2/7 za trzy). Skuteczniejszy był natomiast Tobias Harris, autor 27 punktów i 6 zbiórek (11/18 z gry). Tyrexe Maxey dołożył 19 „oczek”.
  • – Nie podoba mi się, jak wymienialiśmy się dzisiaj piłką. Myślę, że byliśmy pod tym względem zbyt wolni. Myślę, że wpłynęła na nas dziś fizyczność, że miała ona wpływ. Zbyt wiele razy decydowaliśmy się na dodatkowy kozioł i w momencie, w którym chcieliśmy podać, oni [Heat] już tam byli – mówił po meczu szkoleniowiec 76ers, Doc Rivers.
  • Po stronie Miami Heat prym wiedli przede wszystkim Bam Adebayo (24 punkty, 12 zbiórek, 4 asysty; 8/10 z gry) oraz wchodzący z ławki rezerwowych Tyler Herro (25 puntków, 7 asyst; 4/6 za trzy). Jimmy Butler otarł się o double-double z dorobkiem 15 „oczek” i 9 zbiórek, z kolei po 10 punktów dołożyli P.J. Tucker i Gabe Vincent.

Phoenix Suns – Dallas Mavericks 121:114 (1-0)

Statystyki na PROBASKET

  • Dallas Mavericks przekonali się o sile Phoenix Suns już w pierwszej kwarcie. Gospodarze od pierwszych minut byli stroną przeważającą i za sprawą punktów świetnie dysponowanych Devina Bookera i Deandre Aytona szybko odskoczyli z wynikiem na 15 punktów (22:7). Przyjezdnych w grze utrzymywali przede wszystkim Luka Doncić (14 punktów w 1Q) i Maxi Kleber (3/3 za trzy w 1Q), ale mimo to Słońca prowadziły w komfortowy sposób (35:25).
  • W drugiej „ćwiartce” Mavs nie poprawili w szczególny sposób skuteczności i wciąż mieli problemy z odnalezieniem drogi do kosza. Doncić wówczas był 1/5 za trzy, Reggie Bullock 1/3, z kolei Jalen Brunson 1/3 z gry. Piekielnie skuteczni byli za to Suns, którzy w tej odsłonie trafili 15 z 21 wszystkich swoich rzutów (71,4%), dokładając do tego 57,1% zza łuku (4/7). Opór Dallas był jednak skuteczny i na przerwę Phoenix schodzili z przewagą „jedynie” 13 punktów (69:56).
  • Po powrocie na parkiet Suns pogłębili swoją przewagę. Z jednej strony parkietu wstrzelić nie mogli się Doncić (2/7 z gry), Bullock czy Brunson (obaj 1/3 z gry), z kolei z drugiej Booker (2/8). Na wysokości zadania stanęli jednak pozostali zawodnicy Suns. Ayton i Paul nie mieli problemów z wykończeniem swoich ataków, cenne trafienia dołożył też Cameron Johnson, a Phoenix powiększyli swoje prowadzenie do 18 „oczek” (96:78).
  • Ostatnia kwarta stała pod znakiem przebudzenia Mavericks, na które było już jednak za późno. Nie mylił się wówczas Doncić (5/5), nie najgorzej wyglądali też Brunson (4/7) czy Spencer Dinwiddie (2/3). Skuteczność opuściła natomiast Suns, którzy w czwartej odsłonie trafiali jedynie 28% z gr i 12,5% za trzy (1/8). Na 22,8 sekundy przed syreną layup Doncicia zmniejszył stratę Dallas do 6 „oczek”, ale z linii nie mylili się Mikal Bridges i Devin Booker, dzięki czemu Suns dowieźli prowadzenie do końca.
  • Luka Doncić dwoił się i troił i odnotował ostatecznie 45 punktów, 12 zbiórek i 8 asyst (15/30 z gry, 4/11 za trzy). Maxi Kleber dołożył 19 „oczek”, a Dorian Finney-Smith 15 punktów i 6 zbiórek. Zawiódł Jalen Brunson, autor 13 punktów i 4 zbiórek (6/16 z gry).
  • – W pierwszej połowie Maxi i Luka trzymali nas przy życiu. Myślę, że do przerwy mogliśmy przegrywać nawet 39 punktami, ale oni byli dobrzy. LD był świetny również w drugiej połowie. Musimy sprawić, by ktoś dołączył do tej imprezy – mówił po meczu Jason Kidd.
  • Po stronie zwycięzców wyróżniali się między innymi Deandre Ayton (25 punktów, 8 zbiórek), na któego goście nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi. Pomimo problemów ze skutecznością zza łuku (1/5) Devin Booker dołożył 23 punkty, 9 zbiórek i 8 asyst. Chris Paul dołożył 19 „oczek”, 5 zbiórek i 3 asysty, a wchodzący z ławki Cameron Johnson dorzucił 17 punktów i 5 zbiórek.




16 KOMENTARZE

  1. Pierwszy mecz zgodnie z moimi przewidywaniami na korzyść Phx. Niesamowita skuteczność suns w pierwszych 3 kwartach. Czwarta kwarta z bardzo słaba skutecznością. Phx. Roztrwonili cala przewagę wypracowana od początku meczu. Końcówka była naprawdę nerwowa. Zobaczymy co oba zespoły pokażą w meczu numer 2.

  2. Czyli trio nieszczęść po stronie Phila „zadziałało” – trener wymówka, Harden gwiazda play-offs i kontuzja Embiida zrobiły robotę. Harden miał pewnie w założeniach wykonać pracę a’la Luca, ale jak widać brodacz zalicza tak okrutny zjazd do bazy, że zamienił się w playmakera typu kilkanaście punktów na słabej skuteczności plus kilka/kilkanaście asyst. Dziś ledwo 5 czyli dokładnie tyle co strat. Dramat. Joel, jak mi Cię szkoda, tego się nie da opowiedzieć.

    Z kolei Doncić wypruwał z siebie flaki, pokazując, że jest gwiazdą WIELKIEGO formatu i play-offs go nakręcają. Niestety, Dallas nie pokazali dobrej defensywy, a skoro traci się w kolejnych otwierających kwartach 35 i 34 punkty, czyli 69 do przerwy, to nie ma co marzyć o końcowym sukcesie. Żeby ograniczyć rywali trzeba na nich siąść tak jak to zrobiło Milwaukee z Bostonem, no ale wiadomo, że zawodnicy nie tej klasy, no i Phoenix mają wybitnych graczy.
    Co ciekawe dziś gwiazdy Słońc nie pokazały indywidualnie swoich największych atutów: Paul zaliczył zaledwie 3 asysty, Booker trafił ledwie 7/20 rzutów. Jednak klasę znów pokazał Ayton 12/20 a Bridges, Crowder i Johnson dorzucili 41 punktów na skuteczności 14/25 (7/14 za 3). Jeśli tak grają zawodnicy uzupełniający gwiazdy, to można się bawić w play-offs.
    Patrząc na to jak Suns ograli Dallas, tym większy szacun dla Pelicans za opór jaki postawili.

    • Harden jak niemal każdy w jego wieku 33 lat, na tak wysokim poziomie,wchodzi w post prime,i głupotą byłoby oczekiwanie powrotu gry na poziomie primu. Czas dopada każdego,taka jest fizyka.On może chcieć,ale organizm stracił szybkość zrywnosc,taka jest natura w sporcie.
      Widoczny zjazd do bazy choć oczywiście wolniejszy,zalicza także prawie 33 letni Butler. Jego prime także minął, stając się coraz bardziej wartościowym rolesem, coraz częściej będąc nawet trzecią czwartą opcją. Fajna siła ognia młodych,plus obrona daje fajne wyniki zespołu.
      Nie rozumiem tego powszechnie go ataku,na hardena, czy to same łebki tu piszą co nie rozumiejąc podstawowych praw natury, Wszystkie gwiazdy wyraźnie po 30 tce zaliczają mniejszy lub większy zjazd. I jest to nawet w tym sezonie aż nadto widoczne. 32…33 lata to jest koniec prime. I koniec oczekiwań na legitna grę.

    • gosciu co ty z ta fizyka?!
      widac, ze miales problemy z ta materia w szkole.
      w przypadku graczy to dopada ich BIOLOGIA, zapisz to sobie w notesie.
      zadna fizyka. przyciaganie i sily tarcia nadal sa takie same dla hardena w wieku 33 lat.
      to biologia jest odpowiedzialna za jego organizm, wydajnosc czy szybkosc.

    • TGB, już czytaliśmy ten wykład o prawach natury. Czy nie lepiej byłoby wygłaszać go na SGGW? Tam można i należy robić to cyklicznie.

    • Bo trzeba tluc to glowy za kazdym razem kiedy jada po hardenie jaki to on byl Kiedys dobry a jaki gra teraz piach. Gra jak gra, bo sie postarzal!! Na takim poziomie jak gral harden kilka lat temu,nie ma juz powrotu. Przekroczył wiek biologiczny, gdzie chocby chciał, nie jrst w stanie juz robic tego. Prime na podstawie wieloletnich obserwacji,to to jest do okolic 30…32 lata, potem zaczyna się po prostu spadek siły szybkosci wytrzymałości, czym blizej 35 lat tym bardziej to widoczne.pogarsza sie prxe,iana materii w organizmie, problemy z wagą itp. Wszyscy obecni gwiazdorzy w podobnym wieku,durant curry ,nawet butler, łowry, grajacy na mega poziomie,zaliczaja obecnie zjazd. Bo to jest normalnie, i nie sa juz stanie na plecach niesc calego zespolu. 33 letni harden to nie jest 25 28 czy 30. Juz od zeszlego sezonu a nawet wcześniej rozpoczął regularny zjazd. Moze miec jescze wyrywkowo dobre gry.Na więcej nie ma co liczyc. Okno czasu na top gre juz mu sie skonczylo. Ale do młodocianych nadal to nie dociera, kiedy sie wreszcie zmieni ton do hardena, zrozumienia czemu gra jak gra i nie moxna oczekiwac tego co bylo kiedys

  3. Harden to jednak miękka faja. Supergwiazda która jest 3 strzelcem drużyny w meczu to jakiś żart..
    On dzisiaj powinien zdobyć minimum 30 pkt.
    Z taką jego grą to 76ers dostaną mocne bęcki od Miami

    • Harden to jest 33 letni grajek post prime. W tym wieku paliwa w baku nie ma już na siekanie po 30 punktów,na dodatek przez brak Embiid a nie miał nic ekstra przestrzeni. Gra stosownie do wieku.

    • Coś z tobą nie tak. Embiid zasługuje na to żeby coś ugrać. Najlepszy center od czasów shaqa, tylko bardziej utalentowany

  4. Jak się Suns zatrzymali na 109 punktach to się zrobiło nieciekawie. Trzeba trochę Luke zneutralizować, bo jeżeli co mecz będzie rzucał 40 punktów, to może być seria 4-3. Philly niestety odpadną po sweepie. Harris i Maxey to za mało, w cudowne mecze Hardena już nie wierzę.

    • @tgb
      Embiid jeżeli wróci na g3 będzie miał wtedy już 28 lat. fizyki nie oszukasz….

    • Wraca. Z maską i bez kciuka. Ja wiem, że to są playoffy i zawodnicy grają z kontuzjami, ale nie sądzę żeby Embiid był w formie MVP, po tym wszystkim.

    • @pan egiryk
      Dobrzes pan zauważył wiek Embiid a. Zasługujesz pan na szacun.Wchodzi właśnie w swój prime, i ma jakieś 4 lata okna gry na top poziomie żeby coś ugrać jako pierwsza opcja. Jak będzie miał do pomocy drugą gwiazdę,i solidnych pomocników. Nie wiem czy past prime Harden tu wystarczy. Bez kosmosu harisa czy Maxey a,nie widzę tego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj