Wyniki NBA: 42 punkty Doncicia, Mavs prowadzą z Clippers! Sixers, Hawks i Jazz przechodzą dalej

7
6285

Aż trzy zespoły zapewniły dziś sobie awans do półfinałów konferencji. Philadelphia 76ers pokonali Washington Wizards pomimo nieobecności swojego lidera – Joela Embiida. W kolejnej rundzie „Szóstki” zmierzą się z Atlantą Hawks. „Jastrzębie” po raz kolejny uciszyły dziś Madison Square Garden i po pięciomeczowej batalii kończą sezon New York Knicks. Na zachodzie Utah Jazz bez większych problemów po raz czwarty ograli Memphis Grizzlies. Jazzmani zwycięstwo przypłacili jednak urazem Mike’a Conleya. W ostatnim pojedynku tej nocy Los Angeles Clippers ponownie przegrali przed własną publicznością z Dallas Mavericks. Ekipa z Teksasu stanie teraz przed szansą zamknięcia serii w American Airlines Center.


PHILADELPHIA 76ERS – WASHINGTON WIZARDS 129:112 (4-1)

Statystyki na PROBASKET

  • Zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami Sixers podeszli do tego spotkania bez kontuzjowanego Joela Embiida. Jego miejsce w wyjściowej piątce zajął, o dziwo, Matisse Thybulle, co wymusiło drobne korekty w stylu gry obu ekip. Mimo to „Szóstki” w dalszym ciągu były w faworytem dzisiejszego pojedynku, który mógł ostatecznie przesądzić o rezultacie serii i zapewnić Philly awans do kolejnego etapu.
  • Już pierwsza kwarta pokazała, że Sixers nie będą mieli dziś łatwego zadania. Podopieczni Doca Riversa mieli na początku problemy ze skutecznością zza łuku, a dobra postawa Bradleya Beala i Russella Westbrooka pozwoliły Wizards na odskoczenie z wynikiem na 7 punktów (27:20). Przyjezdni szybko odpowiedzieli (29:29), ale prowadzenie dzięki trafieniom Tobiasa Harrisa i Setha Curry’ego (łącznie 30 punktów przed przerwą) zdołali odzyskać dopiero pod koniec pierwszej połowy (65:63).
  • Po przerwie na wyżyny swoich umiejętności wspiął się wspomniany Seth Curry. Obrońca 76ers zdobył 12 punktów z rzędu, ale i tak nie pozwoliło to Filadelfii na wypracowanie sobie przewagi. Po drugiej stronie natychmiast odpowiadali bowiem Beal i Westbrook, skromną zdobycz dokładali też Raul Neto i Rui Hachimura. Dopiero kiedy Wizards spudłowali kilka kolejnych rzutów i popełnili parę istotnych strat, goście powiększyli swoją przewagę do 8 oczek (93:85). Na przełomie trzeciej i czwartej odsłony Sixers w pełni przejęli inicjatywę, a kiepskie 6 z 18 celnych rzutów „Czarodziejów” w ostatnich 12 minutach przesądziło o losach rywalizacji. Gospodarze byli wówczas zdecydowanie lepszym zespołem i bez większych problemów dowieźli zwycięstwo do końcowej syreny.
  • Pod nieobecność Joela Embiida Sixers do zwycięstwa poprowadzili fenomenalni Seth Curry (30 punktów, 10/17 z gry) i Tobias Harris (28 punktów, 6 asyst, 9 zbiórek). Triple-double w postaci 19 oczek, 11 asyst i 10 zbiórek zanotował Ben Simmons. Podczas gdy Danny Green (1/5 zza łuku) i Matisse Thybulle (1/3 zza łuku) mieli drobne problemy ze skutecznością, cenne wsparcie z ławki rezerwowych zapewnili Tyrese Maxey (13 pkt), Dwight Howard (12 pkt) i Furkan Korkmaz (10 pkt).
  • Po drugiej stronie parkietu prym po raz kolejny, a zarazem ostatni w tym sezonie wiedli Bradley Beal (32 punkty, 7 zbiórek) i Russell Westbrook (24 punkty, 10 asyst, 8 zbiórek). W porę przebudził się również Rui Hachimura, który skompletował ostatecznie 21 oczek. Skromne wsparcie dostarczyli też Ish Smith (9 pkt), Daniel Gafford i Raul Neto (po 8 pkt).
  • Washington Wizards kończą tym samym swoją przygodę w tegorocznych play-offach, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie. Sixers natomiast przypieczętowują swój awans do półfinału konferencji wschodniej, w którym zmierzą się z Atlantą Hawks.

NEW YORK KNICKS – ATLANTA HAWKS 89:103 (1-4)

Statystyki na PROBASKET

  • Dzisiejszy pojedynek mógł okazać się ostatnią batalią w legendarnym Madison Square Garden w tegorocznych play-offach. Przed pierwszym gwizdkiem Atlanta Hawks potrzebowali bowiem już tylko jednego zwycięstwa, by awansować do półfinału konferencji wschodniej. „Jastrzębie” lepiej weszły w to spotkanie i przez dłuższy czas pierwszej „ćwiartki” utrzymywały skromne, kilkupunktowe prowadzenie. Za każdym razem, kiedy trafienia Clinta Capeli czy Trae Younga mogły pozwolić przyjezdnym odskoczyć (10:5; 18:13), wynik w granice remisu ponownie sprowadzali jednak dobrze dysponowani wówczas Julius Randle czy Reggie Bullock. Do przerwy podopieczni Nate’a McMillana prowadzili różnicą jedynie pięciu oczek (52:47).
  • W drugiej połowie starcia obraz gry nieco się zmienił. Hawks i Knicks wciąż wymieniali się ciosami, ale skuteczność po obu stronach barykady wyraźnie spadła. Rozczarował przede wszystkim Randle, który w trzeciej kwarcie spudłował 6 z 8 prób z gry. Reszta zespołu również nie stanęła na wysokości zadania i choć problemy miały również gwiazdy gości (Trae Young 1/6 z gry; Kevin Huerter 1/4), to Atlanta zdołała jednak wyraźnie powiększyć swoje prowadzenie (74:58). NYK przebudzili się w ostatniej części gry, ale wówczas Young był już nie do zatrzymania. Jego 18 punktów uciszyło Madison Square Garden przypieczętowało triumf przyjezdnych.
  • Hawks do zwycięstwa poprowadził dziś fenomenalny Trae Young, zdobywca 36 punktów, 9 asyst i 4 zbiórek (10/28 z gry; 3/11 zza łuku). Występ 22-latka uhonorował Derrick Rose, który przekazał mu swoją koszulkę ze specjalną dedykacją. Efektowne double-double w postaci 14 oczek i 15 zebranych piłek dołożył Clint Capela. De’Andre Hunter dołożył 15 punktów, a John Collins 13. Pomimo stosunkowo pewnego zwycięstwa „Jastrzębie” gorzej dzieliły się piłką (17-19 w asystach) i gorzej radziły sobie w rzutach za trzy (26,5% przy 40% Knicks).
  • Honoru Knicks do samego końca bronił Julius Randle, autor 23 punktów i 13 zbiórek (8/21 z gry). RJ Barrett i Reggie Bullock, którzy na parkiecie spędzili aż 40 minut, dołożyli kolejno 17 i 12 oczek. Zawiódł Derrick Rose, który po świetnych występach w czterech pierwszych spotkaniach (22,8 punktów na mecz) dziś dorzucił jedynie 6 oczek i 5 asyst. Wsparcie z ławki dostarczyli za to Alec Burks (12 pkt) i Immanuel Quickley (11 pkt).
  • Atlanta Hawks pokonują tym samym wyżej rozstawionych New York Knicks i meldują się w półfinale konferencji wschodniej. Tam czeka ich jednak rywalizacja z faworyzowanymi Sixers, którzy bez większych problemów rozprawili się z Washington Wizards. Kluczowy dla losów tej serii będzie stan zdrowia Joela Embiida.

UTAH JAZZ – MEMPHIS GRIZZLIES 126:110 (4-1)

Statystyki na PROBASKET

  • Zdecydowanie najbardziej jednostronny mecz tej nocy, którego losy rozstrzygnęły się jeszcze w pierwszej kwarcie. Utah Jazz rozstrzelali przyjezdnych, od początku trafiając niemal z każdej pozycji. Po sześciu minutach Donovan Mitchell miał na swoim koncie 14 punktów, Bojan Bogdanović potrzebował natomiast ośmiu, by skompletować 11 oczek (3/3 zza łuku). Jazzmani wygrali pierwszą odsłonę 47:27, a w drugiej kontynuowali dzieło zniszczenia. Po stronie Grizzlies opór stawiali co prawda Dillon Brooks i Ja Morant, ale do przerwy przewaga gospodarzy mimo wszystko minimalnie wzrosła (75:51).
  • Jazz swoją dominację przypłacili jednak urazem Mike’a Conleya. Rozgrywający Jazzmanów opuścił parkiet po 12 minutach gry z urazem prawego ścięgna podkolanowego. Kontuzja tej samej partii wykluczyła go z gry na dziewięć meczów pod koniec sezonu zasadniczego.
  • W drugiej połowie oba zespoły zwolniły nieco w ofensywie, ale wciąż zdecydowanie skuteczniejsi byli podopieczni Quina Snydera. Do festiwalu strzeleckiego dołączyli w międzyczasie Rudy Gobert i Royce O’Neale. Swoich sił próbował też Jordan Clarkson, ale do czasu miał spore problemy z odnalezieniem odpowiedniej formy rzutowej. Po jego asyście „trójkę” w trzeciej kwarcie trafił Georges Niang. Jazz osiągnęli wówczas pułap 100 punktów, prowadząc jednocześnie różnicą aż 34 oczek (100:66). Memphis mogli już wówczas jedynie zbierać cenne doświadczenie na poziomie play-offs, które może zaowocować w kolejnych latach. Ciekawe momenty miewali Jaren Jackson Jr., Jonas Valanciunas, a także wspomniani Morant i Brooks. Młody zespół „Niedźwiadków” zdołał wygrać ostatnią kwartę 34:20s, znacznie niwelując tym samym rozmiary końcowej porażki.
  • Kluczową rolę w zwycięstwie Utah odegrali dziś autorzy double-double: Donovan Mitchell (30 punktów, 10 asyst; 5/8 zza łuku) i Rudy Gobert (23 punkty, 15 zbiórek, 3 bloki; 10/13 z gry). – Wiedzieliśmy, że wyjdą i będą dalej walczyć. Zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić. To jednak nie koniec. Musimy to powtórzyć w kolejnej rundzie – mówił po meczu Mitchell. Po 17 punktów dołożyli Bojan Bogdanović (do tego 8 zbiórek) i Royce O’Neale. Wchodzący z ławki rezerwowych Jordan Clarkson zdołał w końcu odnaleźć rytm strzelecki i zakończył mecz z dorobkiem 24 oczek (3/12 zza łuku). Zdecydowanie gorzej wypadł Joe Ingles (0 punktów, 0/5 z gry).
  • Po stronie Grizzlies najlepiej wypadł dziś Ja Morant, autor 27 punktów, 11 asyst i 7 zbiórek. W całej serii przeciwko Jazz 21-latek notował średnio 30,2 punktu na mecz. Dillon Brooks również zdobył 27 oczek. Jonas Valanciunas dorzucił 18 punktów i zebrał 6 piłek, z kolei Jaren Jackson Jr. do 15 punktów dołożył 7 zbiórek.
  • Memphis Grizzlies stają się tym samym trzecim zespołem, który skończył dziś swoją przygodę z play-offami. Utah Jazz awansowali natomiast do kolejnej rundy, gdzie zmierzą się ze zwycięzcą rywalizacji Los Angeles Clippers Dallas Mavericks.

LOS ANGELES CLIPPERS – DALLAS MAVERICKS 100:105 (2-3)

Statystyki na PROBASKET

  • Luka Doncić doskonale wiedział, że jeśli Dallas Mavericks chcą jeszcze liczyć się w tej serii, to będzie on musiał wziąć ciężar gry na swoje barki. Słoweniec od początku dwoił się i troił, dzięki czemu jeszcze w pierwszej kwarcie goście z Teksasu objęli 10-punktowe prowadzenie (31:21). Clippers po swojej stronie mieli jednak Kawhia Leonarda i Paula George’a. Choć duet ten miał w pierwszej połowie nieco problemów ze skutecznością (łącznie 7/16 z gry), to wciąż stanowił poważne zagrożenie dla często nieopierzonej defensywy Mavs. Pod koniec drugiej odsłony LAC zdołali w końcu doprowadzić do remisu (46:46), a następnie za sprawą „trójki” Leonarda wyjść na prowadzenie. Doncić, Maxi Kleber i Willie Cauley-Stein szybko jednak odpowiedzieli i do przerwy do Dallas przeważali dwoma oczkami (56:54).
  • W drugiej połowie w dalszym ciągu aktywny pod koszem był Boban Marjanović. Kiedy środkowy pojawiał się w okolicy strefy pomalowanej, momentalnie podchodziło do niego 2-3 graczy Clippers, nie pozwalając tym samym na łatwe punkty. Po drugiej stronie parkietu skuteczny był Reggie Jackson, a trafienie Leonarda dało gospodarzom najwyższe jak dotąd prowadzenie w meczu (67:62). Doncić w dalszym ciągu był jednak nie do zatrzymania. Trafienia Słoweńca, Tima Hardawaya Jr’a, Dwighta Powella i Doriana Finney-Smitha dały Mavericks 14-punktowe prowadzenie pod koniec trzeciej „ćwiartki” (89:75).
  • Podopieczni Ricka Carlisle’a źle rozpoczęli ostatnią odsłonę, pozwalając Clippers na serię punktową 14:2. W odpowiednim momencie na wysokości zadania stanęli Hardaway Jr. i Kristaps Porzingis, których „trójki” powiększyły prowadzenie Mavs do 10 oczek (101:91). Tym samym odpowiedzieli jednak Jackson i Marcus Morris, a po chwili Kawhi Leonard po akcji 2+1 doprowadził do stanu 101:100. Po stracie Doncicia Clippers stanęli również przed szansą na zwycięski rzut przy ostatnim posiadaniu, ale w kluczowym momencie spudłował Nicolas Batum. Skutecznością z linii popisał się natomiast Hardaway Jr. 29-latek trafił cztery rzuty osobiste, przerwane nieskuteczną „trójką” Leonarda, i zapewnił tym samym Mavs zwycięstwo w meczu numer pięć.
  • Głównym fundamentem dzisiejszego sukcesu Mavericks był oczywiście Luka Doncić. Słoweniec zakończył spotkanie z dorobkiem 42 punktów, 14 asyst i 8 zbiórek (17/37 z gry, 6/12 zza łuku). Niezwykle cenne 20 oczek dorzucił Tim Hardaway Jr. Pozostali gracze Dallas nie byli już tak skuteczni. Boban Marjanović dołożył 9 punktów i 7 zbiórek, a Kristaps Porzingis, Dorian Finney-Smith i Dwight Powell po 8.
  • Po stronie Clippers wyróżniał się przede wszystkim Paul George, zdobywca 23 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst (7/14 z gry). Kawhi Leonard i Reggie Jackson dorzucili po 20 oczek. Marcus Morris zdobył 16 punktów, a Nicolas Batum 10.
  • Zgodnie ze statystykami NBA 82% zespołów, które wygrały piąty mecz w serii play-offs przy stanie 2-2, zwyciężyły również w całej rywalizacji. Mavericks staną przed szansą na poprawienie tej statystyki przed własną publicznością.

Tak wygląda „drzewko” play-off NBA 2021 po środowych spotkaniach:





7 KOMENTARZE

  1. Teraz wyobraźcie sobie Doncicia w GSW gdzie obok jest Cury i zdrowy Klay Thompson. Zabijaliby większość zespołów już w pierwszej połowie.

    • „zdrowy Klay Thompson” to najlepsza fraza w tej wypowiedzi, Warriors to już melodia przeszłości, a Curry jak widać wcale nie taki lider

  2. Dziękuję za cały bardzo dobry sezon Knicks!!! Udało się dźwignąć zespół z dna i doprowadzić do play-off !!! Randkę, Barrett i Rose rozegrali świetne zawody !!!
    Once a Knick, always a Knick!!!

  3. Szacun Dallas. Naprawdę myślałem że już się nie podniosą po tym jak przegrali 2 mecze u siebie. Chociaż dalej uważam że to Clippers przejdzie dalej, mimo że chciałbym się mylić 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here