Za nami aż 10 meczów NBA! Zbliżamy się do końca sezonu regularnego, ale to jeszcze nie koniec emocji. Sporo drużyn wciąż ma o co walczyć na finiszu. Dzisiaj Charlotte Hornets „odbili się” od Boston Celtics. Toronto Raptors zmietli natomiast Miami Heat w bezpośredniej rywalizacji na Wschodzie. Kevin Durant mierzył się ze swoimi byłymi kolegami z Pheonix, a w Nowym Orleanie dostaliśmy masę punktów! To wszystko i wiele więcej w następujących relacjach z meczów z minionej nocy.
Indiana Pacers – Minnesota Timberwolves 104:124
- Ayo Dosunmu zdobył 24 punkty, a Julius Randle i Bones Hyland dodali po 19 punktów każdy, prowadząc Minnesota Timberwolves do cennego zwycięstwa 124:104 nad Indiana Pacers we wtorkowy wieczór.
- Bones Hyland zaliczył także 7 asyst, a Rudy Gobert zebrał 12 piłek. Timberwolves są o krok od zapewnienia sobie miejsca w pierwszej szóstce Konferencji Zachodniej i uniknięcia turnieju play-in. Szansa na to może pojawić się jeszcze we wtorek, jeśli Houston Rockets pokonają Phoenix Suns.
- To Pacers pierwsi wyszli w tym starciu na prowadzenie i przez pierwsze kilka minut utrzymywali drobną przewagę. Już w połowie pierwszej kwarty przegrywali jednak różnicą aż 15 punktów. Strata ta utrzymywała się w podobnej formie aż do czwartej kwarty, kiedy Wolves odjechali na aż 30 oczek. Mecz był przez prawie cały czas pod kontrolą Minnesoty.
- Dla Wolves było to bardzo potrzebne przełamanie. Drużyna przerwała serię trzech porażek z rzędu i wygrała dopiero drugi mecz w ostatnich sześciu spotkaniach, próbując zbudować formę przed play-offami.
- Timberwolves wygrali pomimo poważnych absencji. Brakowało im Anthony’ego Edwardsa, który opuścił już dziewięć z ostatnich jedenastu meczów z powodu kontuzji prawego kolana. Dodatkowo Jayden McDaniels opuścił szósty kolejny mecz z urazem lewego kolana.
- Najwięcej punktów dla Indiany zdobył Ethan Thompson – 17. Obi Toppin i Jalen Slawson dodali po 14 punktów każdy. Pacers, druga najgorsza drużyna ligi, przegrali trzeci mecz z rzędu i mają bilans 4-22 w ostatnich 26 spotkaniach. Indiana potrzebuje jeszcze dwóch zwycięstw, aby uniknąć najgorszego sezonu w historii organizacji pod względem liczby wygranych.
Autor: Kamil Kucharski
Washington Wizards – Chicago Bulls 98:129
- Rob Dillingham zdobył najlepsze w karierze 26 punktów, a Chicago Bulls przerwali serię siedmiu porażek z rzędu, rozbijając najgorszą drużynę ligi – Washington Wizards – 129:98. Był to pierwszy z krótkiej, dwumeczowej serii pomiędzy zespołami.
- To było pierwsze spotkanie Bulls po zwolnieniu dwóch najważniejszych osób w pionie sportowym klubu – Arturasa Karnisovasa i Marca Eversleya. Już po pierwszej kwarcie Chicago prowadziło 38:18. Gospodarze całkowicie kontrolowali przebieg starcia z tankującymi Wizards.
- Do przerwy Bulls wygrywali już 66:37, a po trzeciej kwarcie 100:63. Washington sprawiał wrażenie drużyny całkowicie niezainteresowanej grą w obronie. Patrick Williams uzyskał najlepsze w sezonie 20 punktów, a Tre Jones dołożył 20 punktów i 9 asyst.
- Najwięcej punktów dla Wizards zdobył Bilal Coulibaly – 19. Juju Reese miał 17 punktów i 11 zbiórek, a Sharife Cooper także 17 punktów. Washington przegrał siedem meczów z rzędu i 23 z 24 ostatnich. W wyjściowym składzie znaleźli się tacy gracze jak Juju Reese czy Leaky Black, co pokazuje obecny stan rotacji Wizards.
- Bulls jeszcze w styczniu mieli dodatni bilans 23-22, jednak od tamtej pory zaliczyli dramatyczny kryzys, przegrywając 27 z 34 meczów. W ciągu sześciu lat pod wodzą Karnisovasa i Eversleya, Chicago awansowało do play-offów zaledwie raz. We wtorek CEO Michael Reinsdorf oświadczył, że chce zatrzymać trenera Billy’ego Donovana na kolejny sezon.
Autor: Kamil Kucharski
Brooklyn Nets – Milwaukee Bucks 96:90
- E.J. Liddell rzucił rekordowe dla siebie 21 punktów, a Brooklyn Nets pokonali Milwaukee Bucks, mimo że żaden z zespołów nie dobił do bariery magicznych 100 punktów.
- Na wyróżnienie zasługuje debiutant Ben Saraf. Po przejściu z europejskiej koszykówki na NBA ma jeszcze problemy ze skutecznością rzutów, ale poza tym wygląda na dojrzałego na parkiecie i robi dużo innych rzeczy. Ma wysoko ustawiony sufit, ale w następnym sezonie będą już od niego wymagać podniesienia punktów procentowych w FG%. Jest bardzo wysoki jak na rozgrywającego. Umie w podania, ale też jest aktywny w defensywie (dzisiaj dwa przechwyty i blok).
- Doc Rivers ponownie sugerował przed meczem zakończenie kariery trenerskiej. Porażka z jedną z najgorszych drużyn w lidze na pewno nie pomogła w odwróceniu się od tej decyzji.
Toronto Raptors – Miami Heat 121:95
- Toronto Raptors pewnie pokonali Miami Heat w Kanadzie. To było bardzo ważne starcie z perspektywy układu tabeli na Wschodzie, bowiem mówimy o dwóch bezpośrednich rywalach z podobnym bilansem. Teraz już wiemy, że Heat zakończą sezon regularny na jednym z czterech miejsc play-in (czwarty raz z rzędu!). Z kolei w Toronto celują w pierwszy awans do play-offów od 2022 roku.
- Seria 19–2 w wykonaniu Raptors w pierwszej połowie zamieniła dwupunktową stratę w 13-punktowe prowadzenie, które Toronto utrzymało praktycznie do końca meczu. To był moment przełomowy dla losów spotkania.
- Toronto ma w tym sezonie bilans 3-0 przeciwko Heat, a w czwartek będą mieli okazję na tzw. sweep. Ta sztuka przeciwko drużynie z Florydy udała się im w całej historii organizacji tylko dwa razy (w sezonach 2007/08 i 2018/19, jeśli wierzyć statystykom ESPN).
- Scottie Barnes rzucił 25 punktów, a Brandon Ingram tylko o dwa mniej. Panowie mają za sobą dobry sezon, a dzisiaj tylko potwierdzili dobrą dyspozycję, ciągnąc ofensywę gospodarzy. Wśród gości na wyróżnienie zasługują 24 punkty w wykonaniu Andrew Wigginsa, który w pojedynkę zdziałać za wiele nie mógł.
Boston Celtics – Charlotte Hornets 113:102
- Gorsza dyspozycja Kona Knueppela (tylko pięć trafionych rzutów z puli 16 oddanych) trochę pokrzyżowała ambitne plany Charlotte Hornets na to spotkanie. Z reguły jeśli ktoś z trójki Melo/Miller/Kon nie dojeżdża, „Szerszenie” szybko wpadają w tarapaty. Dzisiaj nie było inaczej, co skutecznie wykorzystali Boston Celtics.
- Jaylen Brown poprowadził gospodarzy do zwycięstwa, zdobywając 35 punktów. Otrzymał wsparcie od Jaysona Tatuma, który dorzucił 23 „oczka”. Po stronie gości LaMelo Ball miał 36 punktów (drugi z rzędu mecz z dorobkiem ponad 30 punktów), a Brandon Miller 20.
- Hornets prowadzili różnicą 11 punktów w pierwszej połowie, ale przegrali trzecią kwartę 26:35, przez co Boston objął prowadzenie 90:87 przed ostatnią odsłoną. W czwartej kwarcie Celtics ograniczyli rywali do 15 punktów i zbudowali 13-punktową przewagę.
New Orleans Pelicans – Utah Jazz 156:137
- Po prostu WOW! Dostaliśmy kawał beztroskiej koszykówki w Nowym Orleanie, gdzie mierzyli się Pelicans z Utah Jazz, czyli na pozór dwie słabsze drużyny. Debiutant Jeremiah Fears rzucił 40 punktów, Pels zdobyli zespołowo blisko 160, a w całym spotkaniu padło blisko 300 punktów!
- Jeremiah Fears ustanowił rekord Pelicans pod względem liczby punktów zdobytych przez rookie w jednym meczu (40), a klub przerwał serię ośmiu porażek z rzędu za sprawą tego zwycięstwa. Co ciekawe, Fears trafił tylko jedną „trójką” w tym występie. Jordan Poole zdobył za to 34 punkty, w tym 22 w trzeciej kwarcie, w której gospodarze ustanowili rekord klubu — 50 punktów w jednej kwarcie.
- Pelicans ustanowili też rekord organizacji pod względem liczby punktów w meczu, mimo że grali bez swoich podstawowych zawodników: Zion Williamson, Trey Murphy III, Dejounte Murray, Herb Jones czy Saddiq Bey.
- Po stronie Jazz również sypali jak z rękawa: 31 punktów Kennedy’ego Chandlera czy rekordowe 26 dla jednego z debiutantów (Bez Mbeng).
Golden State Warriors – Sacramento Kings 110:105
- W swoim drugim meczu po powrocie Stephen Curry rzucił 17 punktów, w tym popisał się dwoma akcjami w stylu „and-one” po trafionych rzutach zza łuku (czteropunktowe akcje). Jego rzut doprowadził do remisu 104:104 na niecałe trzy minuty przed końcem rywalizacji z Sacramento Kings. Przypomnijmy, że drugi mecz z rzędu po kontuzji zaczynał z ławki rezerwowych.
- Na finalne prowadzenie Golden State Warriors wyprowadził w kolejnym ataku Brandin Podziemski, który w sumie zdobył dzisiaj okrągłe 20 punktów. Tylko De’Anthony Melton miał więcej (o jeden).
- Najwięcej punktów dla gości (18) zdobył Killian Hayes. Niektórych z was mogła ominąć informacja o jego powrocie do NBA, ale ten dostał kontrakt do końca sezonu i stara się na stałe wrócić do ligi. Mówimy o czołowym prospekcie draftu z 2020 roku.
Los Angeles Clippers – Dallas Mavericks 116:103
- Cooper Flagg po dwóch występach, w których zdobył razem 96 punktów, przeciwko Los Angeles Clippers miał 25 punktów i dziewięć zbiórek. Może nie tak imponująco jak wcześniej, ale dalej występ na poziomie. Był jednak mocno ograniczany; w drugiej kwarcie zdołał zdobyć tylko jeden punkt.
- Dallas Mavericks trafili 25 z 26 rzutów wolnych. Za to Clippers rozpoczęli mecz serią 17 punktów z rzędu. Kawhi Leonard zdobył 34 punkty, a Darius Garland dołożył 22.
- Kawhi, gdy był potrzebny, przechodził na wyższy tryb. Zwycięstwo z Mavs odbyło się w głównej mierze dzięki niemu. Zawodnik z Los Angeles musiałby zagrać we wszystkich trzech meczach do końca sezonu, żeby załapać się na kwalifikacje do nagród (wymóg 65 spotkań).
Los Angeles Lakers – Oklahoma City Thunder 87:123
- Shai Gilgeous-Alexander poprowadził Oklahomę City Thunder do łatwego i spodziewanego zwycięstwa przeciwko osłabionym Los Angeles Lakers, którzy zagrali bez swojego optymalnego backcourtu (Luka Doncić, Austin Reaves).
- LeBron James również nie wystąpił w tym spotkaniu. Najwięcej z Jeziorowców „oczek” wypracował Rui Hachimura i było to 15. Taki właśnie to był mecz z ich strony…
- W Oklahomie nie musieli się zbytnio napalać. Shai zdobył 25 punktów i rozdał osiem asyst. Chet Holmgren miał double-double w postaci 15 punktów i 10 zbiórek.
- Trener Lakers, JJ Redick, i jego podopieczny Jarred Vanderbilt wdali się w ostrą wymianę zdań po tym, jak Redick wziął czas i zdjął Vanderbilta z parkietu 16 sekund po rozpoczęciu drugiej kwarty. Sytuację uspokoili asystenci i zawodnicy, a Vanderbilt nie wrócił już do gry.
Phoenix Suns – Houston Rockets 105:119
- Pheonix Suns wygrali wysoko pierwszą kwartę, zdobywając prawie 40 punktów. Potem już nie szło im tak dobrze. Houston Rockets odrobili straty na wyjeździe i pewnie zamknęli mecz w czwartej kwarcie.
- Kevin Durant poprowadził swój zespół do zwycięstwa, rzucając 24 punkty swoim byłym kolegom z Suns. Amen Thompson również był kluczowy. Robił to co umie najlepiej: wjeżdżał pod kosz, kreował. Był bliski triple-double, ostatecznie skończył z linijką: 22 punkty, 11 zbiórek, osiem asyst. Jabari Smith Jr. dorzucił 20 punktów, trafiając pięć trójek. Skrzydłowy jednak nie był efektywny, dużo rzucał i pudłował.
- Devin Booker zdobył 31 punktów w 39 minut i miał też osiem asyst w stosunku do trzech strat. Gra opierała się na nim. Jalen Green przeciwko drużynie, która wybrała go parę lat temu w drafcie, odnotował 15 punktów na bardzo słabej skuteczności.
- KD w pomeczowym wywiadzie przyznał, że Rockets chcą przełożyć dobrą formę i energię na zbliżające się play-offy. To było siódme zwycięstwo z rzędu, a wciąż walczą o trzecie miejsce w Konferenecji Zachodniej.










