Podopieczni Scotta Brooksa wygrali trzy pierwsze kwarty pojedynku z Oklahomą City Thunder i w końcówce kontrolowali przebieg spotkania. Goście na pewnym etapie razili wręcz historycznym brakiem skuteczności. Byli kompletnie wybici z rytmu. Marcin Gortat tym razem bez double-double.


OKLAHOMA CITY THUNDER – WASHINGTON WIZARDS 98:120

STATYSTYKI

Washington Wizards wypracowali już 34 punktową przewagę, niemal całkowicie odbierając rywalowi chęć do gry w koszykówkę. Oklahoma City Thunder nie wyszła na parkiet Verizon Center przygotowana do gry, byli gorsi od swojego rywala niemal w każdym elemencie. Na przełomie drugiej i trzeciej kwarty gospodarze zrobili run 32:5. To właśnie wtedy ekipa Billy’ego Donovana przestrzeliła 24 próby z rzędu. Pobili rekord tego sezonu aż o dziewięć rzutów. Wszystko za sprawą odcięcia od gry Rusella Westbrooka i zmuszania OKC do naprawdę trudnych prób.

Defensywa Wizards funkcjonowała niemal perfekcyjnie. Westbrook przez cały czas widział przed sobą rywala i nie miał otwartej drogi do kosza. Wiz udało się uniknąć fauli, co jest kluczowe w obronie Russella. W całym meczu Thunder trafiali na 35% skuteczności z gry. Mimo to byli w stanie rzucić aż 98 oczek. – Cały czas zmuszaliśmy ich do rzutów, jakie chcieliśmy, by oddawali – mówił Bradley Beal. Strzelec obok Johna Walla i Otto Portera Jr był trzecim defensorem, na którego barki spadły obowiązki związanie z zatrzymaniem lidera OKC.

Mecz w gruncie rzeczy dobiegł końca w trzeciej kwarcie. Wizards po 24 minutach prowadzili 13 punktami, więc jeszcze nic nie było przesądzone, ale w kolejnych minutach Thunder pudłowali kolejne próby, co dało Wiz szansę na zbudowanie wysokiego prowadzenia. Donovan wziął w tym czasie aż trzy przerwy na żądanie, ale żadna z nich nie przyniosła efektu. Na 6 minut przed końcem trzeciej 12-stki, po trójce Otto Portera było już 91:57. Westbrook usiadł na ławce rezerwowych i nie wrócił do gry.

Lider gości skończył mecz mając na koncie 17 punktów (5/19 FG, 0/4 3PT, 7/7 FT), 4 zbiórki, 4 asysty i 2 przechwyty. To jeden z jego najsłabszych występów w sezonie. – Po prostu nie zagraliśmy twardo – mówił West dziennikarzom zaraz po zakończeniu spotkania. Z ławki 17 oczek (6/7 FG, 1/1 3PT, 4/4 FT), 6 zbiórek, 4 asysty dołożył Joffrey Lauvergne. To dla OKC wypadek przy pracy, czasami po prostu zdarzają się takie noce. Powrót do domu może im dobrze zrobić.

Dla Wizards dobrą formę znów potwierdził Markieff Morris notując na swoje konto 23 punkty (8/14 FG, 3/3 3PT, 4/5 FT), 6 zbiórek, asystę i 2 przechwyty. Pod kątem strzeleckim znakomitą noc miał także Bradley Beal trafiając 22 punkty, w tym 7/8 z gry i 6/7 za trzy. John Wall do 15 oczek dołożył 14 asyst, z kolei Marcin Gortat zanotował 12 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty i 3 bloki. Na kolejny mecz Wiz jadą do Indianapolis, z kolei OKC zagrają u siebie z New York Knicks.

[ot-video][/ot-video]

fot. Keith Allison, Creative Commons



Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments