Mimo kontuzji jakiej doznał w Pucharze Polski, Szymon Szewczyk cały czas jest z drużyna i bardzo liczy na awans Anwilu do kolejnej rundy. Również dla tego, że chce jeszcze samemu włączać się do walki na parkiecie. Zapraszamy do rozmowy przeprowadzonej zaraz po pierwszym ćwierćfinałowym meczu pomiędzy Anwilem Włocławek a PGE Turowem Zgorzelec.

Marcin Rutkowski: Można powiedzieć, że dobrze uczciliście ten tysięczny mecz Anwilu.

Szymon Szewczyk: Wiesz… liczba, cyfra, jak zwał to. Jest to naprawdę czymś wielkim. Niewiele klubów w Polsce i na świecie może pochwalić się takim rekordem, tysięcznym występem w najwyższej klasie rozgrywkowej i to nieprzerwanie. Anwil wiadomo, jest w ekstraklasie od wielu lat. Pierwszy mecz ćwierćfinałów, mimo tego numerku z tyłu, był dla nas o tyle ważny, że był pierwszym meczem playoffów, na który czekasz cały sezon. Gdzieś są trochę nerwy, gdzieś są te myśli i cały czas stłamszone przez tą delikatną może i presję bo wiadomo, że chcieliśmy pokazać jak najlepszą koszykówkę. Chcieliśmy pokazać, że to pierwsze miejsce nie jest przypadkowe. Również to, że w zeszłym roku to był po prostu wypadek przy pracy. Zdarza się każdemu, ale niestety taki wypadek kosztuje Cie koniec sezonu, więc w tym momencie my na takie coś nie możemy sobie pozwolić. Wierzymy w to i pracujemy ciężko. Mówię też o sobie, ze względu na to, że chłopacy pracują na parkiecie, a ja jestem poza, ale cały czas mi przyświeca jedna wizja i jeden cel, żeby powrócić na półfinały. Wiec też ja się cieszę i gratuluję nam, na razie głównie chłopakom, że zrobili ten jeden krok, bo oni dla mnie, w moim rozumowaniu, nie walczą tylko dla siebie, nie walczą tylko dla kibiców, miasta, klubu, ale również walczą dla mnie. O szansę na to bym mógł jeszcze wejść w tym sezonie na parkiet.

Jak wygląda Pana powrót do zdrowia?

Siódmego maja mam komisję. Wcześniej drugiego maja jadę na USG. Miejmy nadzieję, że zdrowie pozwoli mi w końcu zagrać. Po prostu z medycznego punktu widzenia muszę mieć powiedziane, że wszystko jest ok. Wtedy dopiero będziemy mogli że tak powiem, trochę zintensyfikować treningi i będą one wtedy inne. Cały czas z Hubertem Śledzińskim pracujemy, ale nie tylko z nim. Jestem we współpracy z Activ Centrum, w szczególności z panią Agnieszką, która zawiaduje tym wszystkim i prowadzi mnie od samego początku do końca. Cieszę się, że spotkałem takich ludzi, którzy mi pomagają. Ja robię swoją robotę i mam nadzieję, że chłopacy dadzą mi tę szansę i możliwość zakończenia tej całej batalii o powrót na parkiet właśnie tym, że będę mógł wystąpić.

Wróćmy do meczu. Decydującą była chyba trzecia kwarta, gdy przebiliście barierę dziesięciu punktów przewagi.

Ten mecz pod wieloma aspektami gdzieś siedzi w głowie. To nie jest po prostu kolejny mecz. W sezonie możesz sobie pozwolić na jedną czy dwie porażki. W playoffach wiesz dokładnie, że to zmienia zupełnie obraz, układ sił i tak dalej. To, że przystąpiliśmy do play-off z pierwszego miejsca… my to po prostu musimy udowodnić na parkiecie. Tego oczekujemy po kolei, sam od siebie, każdy od zespołu, od swojego kolegi. My to musimy pokazać na parkiecie, że to nie był przypadek, że jesteśmy do tej pory najlepszą drużyną w Polsce.

Przez większą część meczu mieliście słabszy procent z gry, ale bardzo dobrze radziliście sobie na linii rzutów wolnych. To Was utrzymywało w grze. To Wasza pewność siebie?

Nie widziałem jeszcze statystyk, ale jedna rzecz wiem, co jeszcze bardziej jest widoczna. Mieliśmy bodajże 17 zbiórek w ataku. To jest chyba nasz rekord w tym sezonie. To też pokazuje naszą determinację. Ja chłopakom cały czas podpowiadam, na razie nie mogę wykonywać tych rzeczy na parkiecie, ale mówię im że najważniejsze jest właśnie to, że człowiek chce. Serce do walki. Bo możesz nie trafić, nie ma problemu. Ale jeżeli Ty nie trafiasz, a trzech kumpli pójdzie na zbiórkę, wywalczymy tę piłkę i będziemy mieli dwa osobiste itd to znaczy, że wykonaliśmy zarąbistą robotę. Bo jeden drugiego wspiera i jeden na drugiego może liczyć a ten który znów będzie miał czystą pozycję czy też nie i będzie rzucał do kosza to wie, że jeżeli nie trafi to my pójdziemy na zbiórkę i będziemy o to walczyć.

Przed drugim spotkaniem jest dzień przerwy. Jak spędzają go koszykarze?

Różnie. Na pewno zaraz po meczu są emocje i człowiek nie pójdzie tak szybko spać. Trochę trzeba najpierw zresetować głowę. Jak widzisz, zawodnicy teraz po kolei idą na odnowę. Mamy zimny basen, trzeba zregenerować mięśnie. Potem odżywki i dostarczyć organizmowi to co potrzebuje, żeby on sam się zregenerował. A później zadbać o odpowiedni sen. W dniu pomiędzy meczami jakieś porządne przerolowanie, tego typu aktywności. Taktyka, na pewno będzie video. Jakaś pogadanka, trochę rzutów itd, żeby za dużo tej energii nie marnować bo wiadomo, niektórzy zawodnicy są wypompowani. Ci co grali mniej, może będą mieli trochę bardziej intensywny ten trening. Natomiast na pewno nie będzie jakiegoś zamulania. Będzie krótko i na temat. Wtedy znowu chłopacy do domu i odpoczynek i jeszcze raz odpoczynek.

Mecz numer dwa może być zupełnie inny. Co może się zmienić, co może być tym razem kluczowe?

Tak samo jak my, tak samo Turów będzie analizował cały mecz i szukał dobrych punktów i słabych. Zarówno u siebie w grze jak i u nas. Później wiesz, jest dostosowana taktyka do tego. Starasz się wyeliminować swoje błędy a napiętnować błędy przeciwnika. I na tym to polega, kto popełni w kolejnym meczu tych błędów mniej. Kto lepiej się mentalnie i fizycznie przygotuje ten będzie mógł się cieszyć ze zwycięstwa. Gramy u siebie w hali. W pierwszym meczu było sporo miejsc wolnych, jak na pierwszy mecz play-off, ale mam nadzieję, że w sobotę ta hala będzie pękać w szwach i chciałbym naprawdę usłyszeć, że nie ma biletów na ten mecz.

W drugim czwartkowym spotkaniu po zaciętej końcówce Stelmet pokonał Rosę. Kto będzie lepszy w tej parzę i w ilu meczach?

Mam kolegów w jednej i drugiej drużynie, ale to kompletnie mnie nie interesuje. Oni niech się… a mogę powiedzieć. Niech się napierdzielają. Biją, szarpią, rzucają, cokolwiek. Niech nawet grają siedem meczów. Nie no, wiem, że jest pięć, ale niech grają siedem. Nie interesuje mnie to zupełnie i wydaje mi się że tak samo jak chłopaków. My mamy swoją robotę do wykonania, a kto później stanie w półfinale na przeciwko nas… czy Turowa, w końcu jeszcze nie odpadli i wciąż walczą, to jest to drugorzędna sprawa. Oni niech się martwią o siebie. My mamy swoją robotę do wykonania.

Rozmawiał, Marcin Rutkowski
fot. Wiktoria Karłowicz





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj