Wydarzeniem tygodnia było ustanowienie przez Stepha Currego nowego rekordu NBA pod względem liczby celnych rzutów trzypunktowych. W cieniu tego osiągnięcia kilku innych zawodników dokonało ciekawych rzeczy z punktu widzenia statystycznego. W dzisiejszym podsumowaniu więcej niż dotychczas przyjrzę się także debiutantom, którzy co raz mocniej zaznaczają swoją obecność w tym sezonie.


  • Steph Curry jest nowym rekordzistą NBA pod względem celnych rzutów za trzy punkty na przestrzeni kariery. Podczas meczu przeciwko Knicks wyprzedził Raya Allena, mając od niego ponad 500 meczów w karierze mniej, oraz oddając ponad 500 rzutów trzypunktowych mniej. O rekordzie powiedziano już wiele, a ja zwrócę uwagę tylko na to, że ma on szanse przetrwać dłużej niż ten poprzedni (Ray Allen zakończył karierę w roku 2014). W zasięgu 3000 celnych trójek z obecnie aktywnych zawodników na ten moment jest tylko James Harden. Trafił on około 500 rzutów mniej od Currego. Aby mieć szansę zaatakować rekord, Harden na dobrym poziomie musiałby grać w lidze około 3-4 lata dłużej niż Steph. Z kolei wśród młodszych graczy naprawdę niewielu jest takich, którzy trafiają około 3 celne rzuty za trzy na mecz, a przy takiej średniej, do osiągnięcia aktualnego (i zapewne nie ostatecznego) rekordu potrzeba około… 12 sezonów gry. Patrząc na średnie trójek w karierze, drugim najlepszym aktywnym strzelcem w NBA jest Duncan Robinson, grający w NBA czwarty sezon. Jeśli utrzyma częstotliwość trafiania zza łuku i będzie grać pełne sezony, 3000 celnych rzutów trzypunktowych osiągnie w sezonie 2031-32. Tyle że Curry nie kończy jeszcze kariery i rekord będzie jeszcze bardziej wyśrubowany.
  • Świetny fragment sezonu ma Kevin Durant. W ciągu ostatnich siedmiu dni rzucał 51, 34 i 34 punkty. Występ z zeszłej niedzieli przeciwko Detroit i 51 oczek to nowy punktowy rekord tego sezonu w lidze (po 50 punktach na początku listopada Currego). Durant zaliczył siódmy mecz z 50 punktami w karierze, ma ich tyle samo co Dominique Wilkins i daje to miejsca 13-14 na liście wszech czasów pod względem liczby „pięćdziesiątek”.
  • Dwa dni później Durant zaliczył triple-double. Przeciwko Toronto uzbierał 34 punkty, 13 zbiórek i 11 asyst. Było to o jego 14. triple-double w karierze i drugie dla Brooklyn Nets, gdzie jest 11 graczem w historii organizacji z co najmniej dwoma takimi meczami. Liderzy organizacji to Jason Kidd (61) i James Harden (16). Co ciekawe, jest też pierwszym graczem w historii Nets z meczem z co najmniej 50 punktami i triple-double następującymi po sobie. W NBA było takich wiele, ostatni to Damian Lillard w styczniu 2020.
  • Trae Young w poprzednim tygodniu przerwał swoją serię spotkań z rzędu z co najmniej 25 punktami i 10 zbiórkami. Pięć takich spotkań z rzędu miało niewielu zawodników w historii – Russell Westbrook, Oscar Robertson (najdłuższa taka seria – 17 spotkań), Tiny Archibald i Michael Jordan. Cały czas trwa jednak seria meczów Younga z minimum 25 punktami. Ostatni raz Trae nie przekroczył tej granicy miesiąc temu. Zagrał 12 meczów ostatnich spotkań na poziomie co najmniej 25 punktów, a notuje w nich średnio prawie 31 punktów na mecz, ma też w tym okresie średnią ponad 9 asyst. Ostatnim zawodnikiem w Hawks z co najmniej 12-meczową serią występów co najmniej 25-punktowych był Dominique Wilkins w 1988. Rekord długości takiej serii w Atlancie to też Wilkins – na przełomie 1985/1986 miał 16 takich meczów z rzędu.
  • Anthony Edwards w środę w meczu przeciwko Denver Nuggets rzucił 38 punktów, trafiając 10/14 za trzy. Tym samym pobił rekord Timberwolves pod względem celnych rzutów za trzy. Poprzedni należał do niego, Kevina Love i Stephona Marburego i było to 8. Występ gracza Minnesoty to 68 mecz w historii NBA z co najmniej 10 celnymi rzutami zza łuku, ale przy tym Edwards jest zdecydowanie najmłodszym wśród tych graczy (20 lat i 4 miesiące). Poprzednim najmłodszym był prawie 23-letni Kyrie Irving w 2015. Edwards w omawianym meczu zagrał na parkietach NBA po raz setny karierze. W 100 występach trafił 258 trójek. Czołówka celnych rzutów trzypunktowych po setnych meczach karier zawodników wygląda tak: Duncan Robinson 326, Anthony Edwards 258, Luka Doncić 250, Damian Lillard 235, Donovan Mitchell 229. Stephen Curry trafił „tylko” 200 trójek w pierwszych 100 meczach i jest na tej liście na 16 miejscu, ale w swoich czasach był drugi po Voshonie Lenardzie.
  • JaVale McGee jest w tym sezonie niezwykle efektywny, ostatni występ przeciwko Wizards (17 punktów, 8 zbiórek w zaledwie 16 minut z ławki) jest tu dobrym przykładem. McGee ma trzeci najwyższy w lidze współczynnik PER (Player Efficiency Rating), niższy tylko od Nikoli Jokicia i Giannisa, a najwyższy wśród rezerwowych tego sezonu. Współczynnik ten bierze pod uwagę wszystkie elementy statystyczne danego zawodnika, ale uwzględnia również minuty na parkiecie. Średnio McGee w tym sezonie zdobywa ponad 10 punktów i zbiera ponad 7 piłek z tablic w 16 minut na boisku. W historii nie było jeszcze gracza który skończyłby sezon z takimi średnimi, grając poniżej 20 minut na mecz w sezonie. Niewielu było też zawodników rezerwowych (przyjąłem więcej meczów z ławki niż w pierwszej piątce), z dwucyfrowymi punktami w sezonie i skutecznością co najmniej 60% z gry: Steve Johnson w 1983, Otis Thorpe w 1985 (jako debiutant), Montrezl Harrell w trzech sezonach (2018, 2019, 2021) i również w obecnym, Brandon Clarke 2 lata temu (również jako rookie) i McGee w obecnych rozgrywkach. Żaden z nich nie miał jednak wyższej skuteczności niż JaVale (aktualnie 64.6%).
  • Robert Covington zaliczył dość niepozorną linijkę statystyczną przeciwko Minnesocie tydzień temu. Jako rezerwowy zdobył 3 punkty, 5 zbiórek, 3 asysty, 5 przechwytów i 4 bloki. Ponieważ takie liczby przechwytów i bloków są dość „zaporowe”, okazuje się że zdobycze Convingtona osiągało w historii jedynie dwóch graczy wchodzących z ławki: Carey Scurry w 1987 (linijka 12-9-3-5-4) i Andrei Kirilenko w 2008 (16-7-3-5-4).

Kilka ciekawostek o tegorocznych debiutantach:

  • David Duke i Kessler Edwards wykorzystują szanse, którą dają absencje i krótka ławka w Nets. W meczu przeciwko Toronto obaj zaliczyli double-double, dla obu był to dopiero drugi mecz w karierze. W ciągu ostatnich 50 lat można doszukać się tylko dwóch par debiutantów, którzy w tym samym pierwszym lub drugim meczu karieru dla jednej drużyny zdobyli double-double. Byli to Darrell Arthur i Marc Gasol w 2008 dla Memphis, oraz Luol Deng i Andres Nocioni w 2004 dla Chicago. Przy tym Edwards jest pierwszym od prawie 4 lat rezerwowym, który osiąga double-double z ławki w którymś z pierwszych dwóch meczów kariery (Luke Kornet 2018) i drugim w ciągu 12 lat (DeJuan Blair w 2009).
  • Cade Cunningham (21 punktów i 11 asyst) i Killian Hayes (8 punktów, 10 asyst) w ostatnim meczu przeciwko Houston zostali pierwszą parą dwudziestolatków (graczy przed 21 urodzinami) w historii NBA, która osiąga 10 asyst (każdy z graczy) w tym samym meczu dla tej samej drużyny.
  • Z kolei Chaundee Brown nie będzie wspominał swojego debiutu w NBA najlepiej. W piątek zagrał dla Lakers swój pierwszy swój mecz w karierze i jest piątym graczem w XXI wieku (i siódmym w ciągu ostatnich 33 lat), który rozpoczyna przygodę z NBA od 0/6 lub gorzej z gry. Poprzednie przypadki z XXI wieku to: Aleksej Pokusevski w 2020, Cam Reddish i Kevin Porter w 2019, Ben Gordon w 2004 – wszyscy po 0/6. Najgorszy debiut to 0/8 Rona Davisa z 1976.
  • Josh Giddey z sobotnim występem, w którym uzbierał 8 punktów, 18 zbiórek i 10 asyst został 14 debiutantem w historii, któremu zabrakło punktów do triple-double (a przekroczył 10 zbiórek i asyst). W ostatnich 20 latach podobne występy mieli tylko Ben Simmons (dwukrotnie) i Lonzo Ball. Z kolei debiutant z linijką na poziomie co najmniej 8-18-10 w trzech głównych kolumnach statystycznych to dopiero ósmy przypadek (i jedynie 5 nazwisk przed Giddeyem) – ostatnim był Larry Bird w 1979 z linijką 23-19-10-3-2. Natomiast przyglądając się samym zbiórkom – Giddey dołącza do trzech debiutantów w XXI wieku niebędących podkoszowymi którzy zebrali 18 piłek z tablic: Ben Simmons w 2017, Jared Dudley w 2008 i Corey Brewer w 2007 (wszyscy po 18).

Na kolejne statystyczne ciekawostki z parkietów NBA zapraszam już za tydzień.





4 KOMENTARZE

    • taki jest zamysł cotygodniowego podsumowania 🙂 szczerze mówią to poza rekordem trójek Currego, kompletnie nic historycznego w tym sezonie się nie dzieje. Wszystko już było 🙂

  1. a to nie jest tak że w 61/62 Wilt miał 80 spotkań (wszystkie) ze średnią 25/10? Mając średnie 50.4 25.7 można wysnuć taki wniosek?

  2. McGee to na razie czarny koń Suns, dzisiaj w meczu miał 19 pkt (najwięcej z Suns) i 7 zbiórek a grał 16 minut. Chłop idealnie uzupełnia Aytona, dodatkowo zapełnia lukę po Saricu i Kaminskym. Oby tak dalej, na tę chwilę transfer trafiony w punkt. Curry wiadomo klasa i długo się nie narodzi podobny strzelec. Chyba, że jakiś młodzian skupi się tylko na trójkach i opanuje je do perfekcji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here