Dużo osób wokół Los Angeles Lakers zaczyna mówić o tym, że D’Angelo Russell po niespełna trzech miesiącach gry w NBA jest już tzw. bustem – czyli graczem, który nie spełni przeddraftowych oczekiwań. Wychowanek Ohio State prosi jednak o cierpliwość.


Byron Scott ciągle walczy ze swoimi debiutantami. Trener stara się wydobyć z nich absolutne maksimum potencjału, jednak wiele osób kwestionuje jego metody twierdząc, że nie odpowiadają one potrzebom wschodzących gwiazd. D’Angelo Russell – drugi wybór draftu 2015, stara się nie zwracać uwagi na krytyczne spojrzenie otoczenia. W swoim tempie uczy się gry na zupełnie nowym poziomie.

Fani w Los Angeles są głodni zwycięstw Lakers. Wiele swojej wiary pokładają w rozwoju Russella, jako kolejnego po Kobe Bryancie lidera towarzyszącego drużynie na lata. Siłą rzeczy na D’Angelo musiał spaść bardzo duży ciężar oczekiwań. Zawodnik dopiero teraz zaczyna zdawać sobie sprawę z czym przyszło mu się zmierzyć.

7 stycznia Los Angeles Lakers grali na wyjeździe z Sacramento Kings. Zespół z LA przegrał to spotkanie 115:117, jednak Russell wyszedł na 29 minut notując w tym czasie 27 punktów (11/16 FG, 3/7 3PT), 2 zbiórki, 4 asysty i 2 przechwyty. Ten mecz stał się przykładem tego, na co faktycznie stać pierwszoroczniaka z LA. Wyznaczył normę, do jakiej D’Angelo powinien dążyć, jeśli chce zyskać w trenerze Scottcie swojego sojusznika.

– Jeszcze niczego nie widzieliście – mówił po tamtym meczu zawodnik, wskazując na to, że to dopiero początek jego krucjaty w NBA. – Tyle tylko powiem – świat jeszcze niewiele widział – dodał będąc po tamtym meczu bardzo pewny siebie. Ciągle jednak występy zawodnika są bardzo nieregularne. Część winy spada na Kobego Bryanta, który swoją gra zabiera Russellowi sporo posiadań i utrudnia mu adaptację.

Mitch Kupchak stwierdził niedawno, że nowy rozdział dla Lakers przyjdzie dopiero po sezonie 2015/2016, gdy ligowe parkiety opuści KB. Czy zatem D’Angelo musi po prostu czekać? Nic z tych rzeczy – rozwój jaki poczyni w bieżących rozgrywkach będzie decydował o tym, jak spisze się w kolejnych rozgrywkach, gdy jego rola w drużynie zacznie wymagać więcej odpowiedzialności.

– Wiem na co mnie stać. Musicie to po prostu zobaczyć – mówił. – Odnoszę wrażenie, że powoli zaczynamy wychodzić na prostą. Czuję się świetnie. Praca zaczyna przynosić rezultaty. Chcę mieć pewność, że moi koledzy we mnie wierzą i mi ufają, kiedy ustawiam zagrywkę. Wiem, że będę popełniał błędy, ale chcę by mi zaufali – dodał.

Russell nie lekceważy tego, co przyniósł mu czas spędzony na ławce rezerwowych, gdy Byron Scott nie chciał korzystać ze swojego pierwszoroczniaka, bo nie był pewien czy ten podoła wyzwaniu. Proces nauki na błędach własnych i kolegów jest dla Russella istotny, by rozwinąć swoją koszykarską świadomość. W średnio 27 minut notuje 11,7 punktu, 3,4 asysty, 3,2 zbiórki i 1,2 przechwytu trafiając 40,5 FG% oraz 31,8 3PT%.

fot. Keith Allison, Creative Commons






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here