Przemysław Karnowski miał być w tym roku jednym z głównych motorów napędowych reprezentacji Polski i Gonzagi Bulldogs. Plany pokrzyżowała mu jednak kontuzja, o której rozmawiamy z nim jako pierwszy serwis w Polsce.

Piotr Jankowski: Jak się czujesz prawie 3 miesiące po operacji?

Przemek Karnowski: Od operacji minęło dokładnie 11 tygodni i czuję się dobrze. Mam jeszcze dużo ograniczeń, których muszę przestrzegać, ale jestem na dobrej drodze. Od kilku dni zaczynam powoli truchtać. Zaczynam od 2-3 minut za jednym razem, a I tak po tym krótkim czasie jestem wykończony. Cieszę się z tego, jak przebiega moja rehabilitacja i nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do grania w koszykówkę.

Takiego wsparcia, jakie otrzymałeś chyba sam się nie spodziewałeś?

Wsparcie, które otrzymałem było ogromne! Bardzo dużo osób się ze mną kontaktowało, wysyłano do mnie listy, czy dzwoniono. Po samej operacji do Uniwersytetu przyszło około 200 listów do mnie, w których zazwyczaj było napisane, żebym się mocno trzymał. Czułem, że ludzie są ze mną.

Rehabilitacja jest bardzo żmudnym procesem, jak go znosisz? Wszystko idzie po twojej myśli?

Rehabilitacja jest żmudna, ale wiem, że codzienna praca od podstaw da mi duże efekty w przyszłości, żeby zapobiec takiemu typowi kontuzji. Przede mną jeszcze kilka miesięcy przerwy, ale już teraz jestem szczęśliwy, że widzę poprawę. Tak jak wspomniałem wcześniej, kilka dni temu doktor pozwolił mi zacząć truchtać, mogę też jeździć na rowerze stacjonarnym. Robię dużo podstawowych ćwiczeń na balans, na brzuch, plecy i biodra, żeby to wszystko pomogło moim plecom być silniejszym, kiedy będę grał.

Wiele osób po takich urazach ma problemy się podnieść. Ten, kto cię poznał wie, że masz mocny charakter i ciężko cię złamać. Miałeś chwilę zwątpienia?

Dużo osób myśli, że kontuzja pleców dla koszykarza to koniec, ale ja jestem dobrej myśli i jestem pozytywnie nastawiony. Od czasu operacji nie miałem momentów zwątpienia, bardzo tęsknię za przebywaniem na boisku, ale wiem, że powrót do grania musi być uprzedzony ciężką rehabilitacją, którą krok po kroku staram się realizować. Najgorszym okresem, który był to chyba kilka tygodniu w grudniu, kiedy 24/7 mój ból był nie do zniesienia i nikt nie wiedział, co tak naprawdę go powoduje. Dopiero po 2-3 tygodniach dowiedziałem się dokładnie co nie gra i już następnego dnia musiałem przejść operację.

Jak wygląda twój cykl rehabilitacji?

Zaraz po operacji, przez kilka dni rehabilitacja polegała na zwykłym chodzeniu. Najpierw musiałem używać chodzika i dopiero po kilku dniach chodziłem o własnych siłach. Po wyjściu ze szpitala musiałem nosić pas stabilizacyjny na plecy, które miały mnie chronić przed ruchami, których doktor mi zakazał. Nie mogłem nic nosić, skręcać się, czy schylać. Na szczęście mój tata mógł przylecieć i pomagać mi przez miesiąc po operacji, żebym nie musiał niepotrzebnie nadwyrężać pleców. Miałem również kroplówkę przez dwa miesiące, z którą musiałem chodzić na zajęcia i oglądać treningi. Po wyjściu ze szpitala zacząłem rehabilitację w domu, gdzie robiłem podstawowe ćwiczenia, które miały mi pomóc w odzyskaniu sił, ale w tym samym czasie nie nadwyrężały moich pleców.

Potem zacząłem chodzić do centrum rehabilitacyjnego, gdzie również zacząłem od podstawowych ćwiczeń, ale z biegiem czasu mogłem robić więcej i więcej. Od kilku tygodni zacząłem rehabilitację na basenie, która bardzo mi pomaga. Biegam na bieżni pod wodą, na której mogę pracować nad swoją kondycją. Mogę tak ćwiczyć, bowiem woda odciąża moje plecy. Teraz podróżuję z drużyną i codziennie pracuję z drużynowym fizjoterapeutą i trenerem od przygotowania motorycznego. Mój powrót do skakania jest planowany na czerwiec, a powrót do grania na pełnych obrotach to data około września – października.

Latasz ze swoją drużyną na wszystkie turnieje. Na pewno nie jest ci łatwo oglądać mecze z ławki…

Nie jest łatwo, ale staram się nie patrzeć na to co było, staram się skupiać na swojej obecnej sytuacji. Rehabilitacje jest teraz dla mnie najważniejsza. Staram się dopingować kolegów z ławki i bardzo się cieszę, że awansowali do Sweet Sixteen, ponieważ wiele osób po tym jak zostałem wykluczony z gry, zaczęło krytykować zespół po kilku porażkach. Oni pokazali, że walczą i wygrali WCC, wygrali turniej w Las Vegas i teraz awansowali do Sweet Sixteen. Za kilka dni lecimy do Chicago i wiem, że chłopacy dadzą z siebie wszystko, żeby awansować do Elite Eight, a potem do Final Four.

Jak grało ci się z Kyle’em Wiltjerem? Ten sezon w jego wykonaniu jest wręcz fantastyczny…

Kyle jest świetnym zawodnikiem ofensywnym. Słyszałem, jak ktoś kiedyś mówił, że bardzo trudny rzut to dla niego dobry rzut (śmiech). Jego skuteczność w ofensywie pomaga naszemu zespołowi wygrywać kolejne mecze.

We wrześniu reprezentacja Polski będzie grała w eliminacjach EuroBasketu. Jest szansa, żebyś zagrał w tych meczach?

Pod koniec stycznia odwiedził mnie trener Mike Tylor, oraz GM reprezentacji Marcin Widomski. Rozmawialiśmy o nadchodzących wakacjach. Po rokowaniu lekarzy powiedziałem, że w eliminacjach najprawdopodobniej nie będę mógł brać udziału, ponieważ sam dokładnie jestem pewien, kiedy wrócę do gry i treningów na pełnych obrotach. Nie chcę stawiać trenera i moich kolegów w sytuacji, kiedy ja będę chciał grać, ale nie będę gotowy. Na tym straciłaby drużyna.

Śledzisz poczynania Stelmetu BC w EuroCupie? Barwy drużyny przeciwnej reprezentuje twój kolega, Kevin Pangos.

Tak, oczywiście śledzę jak radzi sobie Stelmet w EuroCupie. Gra tam kilku moich kolegów z kadry, Koszi, Zamoj, Ponita, Szewcu i Grucha. Dotychczas radzili sobie bardzo dobrze. Również jestem w kontakcie z Kevinem. Rozmawialiśmy po tym jak odwiedził Polskę i mówił, że bardzo mu się podobało, tylko wifi za dobrze nie działało (śmiech).

Twoim zdaniem są w stanie odrobić straty (11 punktów) i wygrać cały turniej?

Myślę, że są w stanie odrobić tę stratę, w szczególności po tym, co pokazali w zeszłorocznych finałach, kiedy odrobili stratę kilku meczów w finałach przeciwko Turowowi Zgorzelec.

Nie podjąłeś jeszcze decyzji o swojej przyszłości, tak więc jak rozumiem, nie zamykasz sobie żadnych z drzwi?

Tak, zostawiłem sobie otwarte drzwi do powrotu na uczelnie. Najprawdopodobniej nie będę miał problemu, żeby dostać „Medical Redshirt”, który pozwoliłby mi na dostanie dodatkowego roku na uczelni. Wszystko zależy od tego, jak moje plecy będą sobie radzić i czy będę miał szansę do powrotu do formy sprzed operacji. Wszystko jest otwarte, a decyzję na pewno podejmę po zakończeniu bieżącego sezonu, poniewam teraz skupiam się na tym, żebym pomóc zespołowi ile tylko mogę.

Zgoliłeś ostatnio brodę, która robiła furorę wśród amerykańskich kibiców. Co cię do tego skłoniło? (śmiech)

Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego ją zgoliłem. Wydaje mi się, że to był po prostu jeden z tych dni, kiedy mi się nie podobała, a akurat miałem wizytę u fryzjera. Broda to broda, może odrosnąć (śmiech).









ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj