Rok 2015 Marcin Gortat zdecydowanie może zaliczyć do udanych. Indywidualnie otarł się o Mecz Gwiazd, w grudniu został wybrany zawodnikiem tygodnia, zaś jego drużyna po wyrównanym boju odpadła dopiero w drugiej rundzie Play Off. Prócz tego wrócił do reprezentacji, z którą wyszedł z grupy na EuroBaskecie.


Statystyki

W roku 2015 Marcin Gortat otarł się o zdobycz 1000 punktów, bowiem do przekroczenia tejże granicy brakło mu zaledwie 26 „oczek”. Śmiało można stwierdzić, że gdyby nie zeszłoroczne problemy jego mamy ze zdrowiem, „Polski Młot” bez większego problemu przekroczyłby tę granicę. Rok ten był zdecydowanie najlepszy, bowiem MG jeszcze nigdy nie zbliżył się do tejże granicy.

W 81 rozegranych spotkaniach Marcinowi udało się zebrać 710 piłek, co daje nam średnią 8,7 zbiórki w każdym ze spotkań. W roku 2015 był najlepszym zbierającym swojej drużyny, oraz znalazł się wśród 10 najlepiej zbierających graczy w lidze. Liczba zbieranych piłek przez naszego jedynaka znacznie wzrosła od kiedy nie tworzy duetu podkoszowego z Nene Hilario.

Do swojego dorobku dopisał także 99 bloków, co daje naprawdę przyzwoity wynik zważając na to, że Marcin nigdy nie specjalizował się z zatrzymywaniu rywali w takiż to sposób. Marcin blokował rywali średnio 1,2 razy na mecz, co także plasuje go wśród jednych z najlepiej blokujących graczy wschodu.

Sumując Marcin notował średnio 12,2 punktu, 8,8 zbiórki oraz 1,2 bloku w każdym ze spotkań. Są to statystyki naprawdę bardzo przyzwoite, zwracając także uwagę na role Marcina w zespole. Trener Randy Wittman nie mógłby sobie poradzić bez dobrych zasłon stawianych przez Polaka. Gortat jest jednym z najlepszych robotników w NBA, takich graczy jest naprawdę niewielu.

W 2015 roku Washington Wizards rozegrali 81 spotkań w sezonie regularnym, notując w tym sezonie 38 zwycięstw oraz 43 porażki.

Mecz Gwiazd, czyli jak niewiele zabrakło

Polak w internetowym głosowaniu zebrał aż 570 tysięcy głosów kibiców, co jest jego osobistym rekordem. Choć polscy kibice robili, co mogli, Gortatowi zabrakło nieco ponad 75 tysięcy głosów, jednak w sumie miał ich więcej niż zasłużeni dla ligi zawodnicy, tacy jak Tim Duncan, Dwight Howarda, Chris Bosh czy Chris Paul.

Gortat występujący na co dzień w barwach Washington Wizards otrzymał 570,005 tys. głosów, tymczasem reprezentujący Konferencję Zachodnią gwiazdor Oklahoma City Thunder, Kevin Durant „jedynie” 545,226 tys. a więc prawie 25 tysięcy mniej od Marcina.

Znany amerykański dziennik „Washington Post” podkreśla, że niezasłużone miejsce w All Star Game wywalczył sobie Carmelo Anthony dając do zrozumienia, że z powodzeniem mógłby tego zawodnika zastąpić „Polski Młot”.

– Marcin został pominięty, mimo że miał wspaniały rok. Powinien znaleźć się w drużynie gwiazd zamiast Chrisa Bosha. Wiem, co czujesz brachu – powiedział po zapoznaniu się z wynikami Shaquille O’Neal w stacji TNT, w której pracuje jako ekspert.

Wielkie serce Marcina

Marcin Gortat, oprócz organizacji od ośmiu lat Campów nieustannie poszerza zakres swojej działalności, którą śmiało można nazwać charytatywną. Polak regularnie w każde wakacje spotyka się z dzieciakami, które zaraża pasją do koszykówki oraz inspiruje do zdrowego trybu życia. Prócz medialnych Campów, Marcin znajduje czas np. na odwiedziny w szpitalach czy jednostkach wojskowych a dziś rozpoczął zupełnie nowy rozdział i poprowadził swój pierwszy Camp dla niepełnosprawnych dzieci na wózkach.

Polakowi towarzyszyli goście z USA – < b>Nicole Powell (zawodniczka WNBA, w przeszłości mistrzyni Polski z Wisłą Can-Pack Kraków), Otto Porter (skrzydłowy Washington Wizards), David Adkins (asystent coacha Wizards, Randy’ego Wittmana), Neal Meyer (reprezentant NBA Cares), Bo Outlaw (legenda NBA z 14 letnim stażem gry w najlepszej koszykarskiej lidze świata), oraz reprezentanci Polski – Adam Waczyński i Przemek Karnowski .

Na wózkach postanowili zasiąść Przemek Karnowski i Adam Waczyński, którzy na własnej skórze przekonali się, jak więlką sztuką i wysiłkiem jest przemieszczanie się po boisku na wózku, o kozłowaniu czy rzutach nie mówiąc.

Najbardziej widowiskowym okazał się wyścig sztafet na wózkach. Wzięli w nim udział zarówno najmłodsi uczestnicy Campu, trenerzy, czy Bo Outlaw i Kacpa, którzy spotkali się na ostatniej zmianie. Rywalizacja była niezwykle zacięta a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Niemniej emocjonujący był konkurs rzutowy, w którym zmierzyli się Gortat Team vs Kadra Polski Koszykarzy na wózkach. Dwukrotnie wygrali ci pierwsi, jednak zwycięstwa były minimalne, o jedno, dwa trafienia.

Pięknym zwieńczeniem zajęć okazały się słowa jednego z uczestników campu, który podziękował Marcinowi za to co robi dodając: „Pan nie jest stary, Pan jest młody duchem!

Eurobasket, czyli ostatni taniec z kadrą

Po campach organizowanych w kilku polskich miastach przyszedł czas na Mistrzostwa Europy, w którym to nie Marcin okazał się liderem reprezentacji, jak wszyscy zapewniali. W sześciu meczach EuroBasketu Gortat rzucał średnio po 11,3 punktu, miał po 6,3 zbiórki. Teoretycznie notował całkiem przyzwoite statystyki, lecz nie odzwierciedlają jego występów na parkiecie.

Każdy kibic od naszego jedynaka w NBA oczekiwał bardzo dobrej gry. Bywało z tym różnie. Zdawałoby się, że Marcin dawał nam więcej siedząc na ławce. Dawał to, co Minnesocie Timberwolves daje doświadczony Kevin Garnett. Polskie media napompowały jednak wokół Marcina wielki balonik, który w końcu wybuchł.

W Washington Wizards Gortat jest zawodnikiem, który wraz z Johnem Wallem ma ustalone stałe zagrywki, wytrenowane od dwóch lat. Na zgranie się z reprezentacją miał za mało czasu, stąd też tak mała liczba akcji pick n roll. Jak sam mówił nie potrafił się zgrać z AJ Slaughterem, lepiej czuł się na parkiecie ze swoim starym kolegą – Łukaszem Koszarkiem.

Problemem było to, że gdy Marcin dostawał piłkę pod koszem na naszym obwodzie kończył się ruch. Marcin musiał sobie radzić sam, grać 1 na 1 – czego mistrzem nigdy nie był. Był to największy błąd popełniany przez kadrę na zeszłorocznym EuroBaskecie. Martwiła również postawa naszego jedynaka z NBA w obronie. Odpuszczanie krycia, a następnie tłumaczenie się tym, że nigdy nie potrafił biegać za mniejszymi zawodnikami na obwodzie. Cóż, gdy przyszło mu się zmierzyć z Gasolem, typowym podkoszowym, wyglądało to fatalnie…

– Na 90 procent już więcej w reprezentacji nie zagram. Zostawiam sobie dziesięć procent niepewności na jakieś nieprzewidziane okoliczności – mówił miesiąc temu Marcin Gortat. – Przekazałem już wiadomość trenerowi, że na ten moment moim ostatnim meczem w reprezentacji Polski będzie mecz z Hiszpanią. Jeśli moje miejsca ma zająć Przemek Karnowski, to jaki jest sens, żebym dodatkowy rok blokował mu miejsce w składzie? Jeżeli on latem dostanie się do NBA, to dla niego możliwość gry w reprezentacji w dużym wymiarze czasowym będzie dobrym przygotowaniem na to, co może go spotkać w debiutanckim sezonie w NBA – kończy Polak.

Wrześniowe mistrzostwa Europy we Francji trzeba jednak uznać za sukces, bowiem reprezentacja Polski grała jak równy z równym z każdą z drużyn – łącznie z Hiszpanią, której to uległa dopiero w ostatniej kwarcie. Celem na te mistrzostwa było wygranie więcej spotkań, aniżeli na wcześniejszym EuroBaskecie. Polakom udało się to, ba w końcu wyszli z grupy przegrywając z przyszłymi mistrzami starego kontynentu.

Konflikt z trenerem

Washington Wizards rozpoczęli sezon 2015/16 poniżej oczekiwań. Trener zespołu Randy Wittman w dosadnych słowach skrytykował postawę zespołu w jednym ze spotkań z Oklahomą City Thunder. Dostało się przede wszystkim Marcinowi Gortatowi, a Polak nie do końca zgadzał się ze słowami szkoleniowca.

O tym, że NBA to twardy biznes potwierdzają wydarzenia, jakie miały miejsce w listopadzie. Jeszcze rok temu, gdy Marcin Gortat negocjował warunki przedłużenia umowy z Czarodziejami, trener Randy Wittman przyleciał do Krakowa, żeby osobiście przekonywać gracza do pozostania w stolicy USA. Teraz z tamtych wydawałoby się niesamowitych relacji właściwie nic nie zostało. A może inaczej: wszystko, co dobre między Gortatem a Wittmanem, uległo zamrożeniu.

 Potwierdzam, że nie rozmawiamy ze sobą. Po prostu mijamy się w szatni bez słowa. Nie wiem, ile jeszcze ten stan potrwa. Taka sytuacja mi ciąży, ale nie wiem w tej chwili, jak to rozwiązać – przyznawał Gortat.

Wszystko zaczęło się od pamiętnej także sytuacji ze skrytykowaniem polskiego środkowego publicznie, w czasie konferencji prasowej. Wittman nie wymienił Gortata z imienia i nazwiska, ale wszyscy dobrze wiedzieli o kogo mu chodziło. – Nasz zawodnik gra przez 27 minut i ma jedną zbiórkę w obronie. Gdybym ja wyszedł na boisko, to też miałbym jedną zbiórkę – stwierdził ze skwaszoną miną.

– Niestety, nie było okazji, żebym wyjaśniał tę sprawę z trenerem. Byłem w szoku, że skrytykował mnie publicznie. Koledzy byli w szoku. Przecież wcześniej nic takiego się nie zdarzało. Zawsze, ale zawsze obowiązywała u nas zasada, że jeśli coś do siebie mamy, to wyjaśniamy sobie w szatni – mówił w jednym z wywiadów zasmucony Gortat.

Wszystko wskazuje na to, że ten drobny konflikt pomiędzy trenerem, a Polakiem został złagodzony, bądź też zażegnany. Randy Wittman na grudniowych konferencjach prasowych chwalił Gortata i był zadowolony z tego, że Marcin wziął na swoje barki losy drużyny. Nic nie wskazuje na to, by to spięcie pogorszyło ich relacje.

Najlepszy gracz tygodnia

Tak dobrego tygodnia w lidze NBA, jak tego w grudniu Gortat jeszcze nie miał. Marcin zdobywał w tym czasie średnio 21,3 punktu (piąty wynik w konferencji wschodniej), 11,7 zbiórki oraz 1,67 bloku w każdym ze spotkań. Zdecydowanie najlepiej spisał się na tle Demarcusa Cousinsa, kiedy to zanotował 27 punktów, 16 zbiórek i aż 4 bloki. W tymże tygodniu grał na imponującej, 59% skuteczności.

Marcin rozegrał bardzo dobry miesiąc w NBA. „Polska Gazela” notowała w grudniu średnio 17 punktów i 10,4 zbiórki na mecz. Gortat w 9 z 13 spotkań zanotował double-double. Nasz rodzynek widać potrzebował czasu, by złapać dobrą formę i śmiało można przyznać, że z taką grą może śmiało myśleć o powołaniu do składu na Mecz Gwiazd, który zostanie rozegrany w lutym w Toronto.

Polakowi już dwukrotnie zdarzyło się być wśród nominowanych – na przełomie lutego i marca 2014 roku, gdy przegrał z kolegą z ekipy Wizards Johnem Wallem, a także w marcu 2012 roku, gdy musiał uznać wyższość Monty Ellisa z Golden State Warriors.

Na Twitterze opisał jaka była jego reakcja, kiedy dowiedział się o tym wyróżnieniu. „Obudziłem się, sprawdziłem telefon i miałem około 20 wiadomości. Myślałem, że mnie sprzedali”.

To był dobry rok

Marcin Gortat ma za sobą naprawdę bardzo dobry rok, czego miłym zwieńczeniem byłaby jego gra w Meczu Gwiazd, który zostanie rozegrany w lutym w Toronto. Pierwsze wyniki głosowania nie dają Polakowi wielkich szans na grę w tymże spotkaniu, jednak polscy kibice niejednokrotnie pokazali jak wielką mają siłę.

 

Głosować można codziennie. Za pomocą Twittera, Facebooka, Instagrama, czy też SMS’a (w przypadku osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych). Ważne głosy muszą zawierać imię i nazwisko zawodnika oraz hashtag #NBAVote. Prócz tego każdy wpis na portalu społecznościowym musi być publiczny. Na Instagramie trzeba opublikować zdjęcie zawodnika oraz dołączyć wspomniany hashtag. Swój głos można oddać także na stronie www.NBA.com/asb.


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments