Witam w podsumowaniu weekendu na parkietach PLK. Drugi weekend meczów za nami. W poniedziałek czeka nas dokładka pomiędzy Asseco Gdynia, a Miastem Szkła Krosno. Byliśmy świadkami kilku bardzo dobrych ofensywnie pojedynków, ale emocji jak w zeszłym tygodniu nie uświadczyliśmy (za małym wyjątkiem). Nie będziemy przesadzać i tyle tytułem wstępu. Jedziemy z podsumowaniem rozegranych do poniedziałku meczów drugiej kolejki oraz jednym meczem….. 15 kolejki.


Rosa Radom – Polski Cukier Toruń 64:86

Byłem bardzo ciekaw tego meczu. W poprzednim podsumowaniu wspomniałem o moim wrażeniu, iż drużyna z Radomia jeszcze nie jest na najwyższych obrotach fizycznych. Ten mecz był idealną odpowiedzią na wątpliwości. Trzeci mecz w przeciągu 9 dni jest bardzo wymagający pod względem fizycznym dla zawodników. To wcale nie jest zarzut dla Rosy ponieważ z ich perspektywy początek sezonu powinien być ciężki fizycznie, aby w kolejnych miesiącach wyglądać zdecydowanie lepiej. Myślę, że z każdą kolejką i każdym tygodniem będzie coraz lepiej. Jednak problemy zdrowotne Daniela Szymkiewicza znacznie ograniczają możliwość rotowania składem przez trenera Kamińskiego. Powoduje to większe obciążenie dla Brazeltona, Bella i Sokołowskiego, którzy muszą udźwignąć ciężar gry na froncie polskim oraz europejskim.

Rosa w środę odbyła mecz 15 kolejki ze Stalą Ostrów Wielkopolski, który również był bardzo wymagający dla radomian. Wspomniana trójka obwodowych drużyny z Radomia rozegrała w środę duże minuty, gdyż o końcowy wynik obawy były do ostatnich chwil meczu. Ale o meczu z BM Slam piszę później.

W niedzielę w Radomiu od pierwszych minut torunianie okazali się zbyt mocni i po piorunującym rozpoczęciu meczu i prowadzeniu 5-23 jasnym stało się kto dziś będzie dominował. Rosa na własnym boisku do połowy rzuciła tylko 25 pkt., co dla bardzo dobrze usposobionej rzutowo drużyny było tragedią. Do tego defensywa również nie działał w efekcie czego po 20 minutach gry „Twarde Pierniki” z Torunia prowadziły 25-44. Patrząc na styl gry radomian oraz zaangażowanie Polskiego Cukru chyba nikt obecny na hali nie wierzył w odwrócenie losów meczu.

Skupiłem się na drużynie z Radomia, ale muszę oddać to co się należy Polskiemu Cukrowi Toruń. Po raz kolejny bardzo dobra skuteczność rzutowa – za dwa 59.5% i za trzy 9/20 (45%) oraz 11 przechwytów pozwoliła na łatwe zwycięstwo na niezwykle trudnym terenie. Forma drużyny „Twardych Pierników” jest imponująca, a świetne zawody rozegrał obwód torunian, który zdecydowanie wygrał rywalizację ze swoimi vis a vis (już po raz drugi w sezonie). Na pochwały zasłużył były zawodnik m.in. Anwilu- Bartosz Diduszko, którego forma z początku sezonu jest imponująca- 18 pkt. na skuteczności 70% z gry oraz 4 zbiórki i 3 asysty pozwoliły mu na osiągnięcie najlepszego wyniku eval w meczu- 21. W szeregach Polskiego Cukru dobre zawody rozegrał strzelec Kyle Weaver autor 16 oczek oraz standardowo Łukasz Wiśniewski zdobywca 12 punktów i 5 asyst. Zaznaczyć trzeba, iż autorem 5 przechwytów z 11 całej drużyny torunian był Obie Trotter, który słabszy mecz w ataku zrekompensował sobie świetną defensywą. Słabe zawody rzutowe Gary’ego Bella, który zakończył mecz ze skutecznością 4/13 oraz niewidoczny Michał Sokołowski nie pozwoliły rozwinąć skrzydeł gospodarzom. Najwyższe wskaźniki eval po stronie Rosy uzyskali: Darnell Jackson 15 (8 pkt i 7 zb) oraz Damian Jeszke- 14 (10 pkt+ 8 zb, ale tylko 25% z gry).

Reasumując bardzo ciekawie zapowiadające się spotkanie można skonstatować, iż potwierdziły się moje przedmeczowe przypuszczenia w stosunku do obu drużyn. Rosę z uwagi na natłok meczów (trzeba pamiętać o nadchodzącym meczu w europejskich pucharach) czeka ciężki okres, a drużyna z Torunia prezentuje bardzo solidny oraz ciekawy basket i po cichu może być czarnym koniem rozgrywek. Widać również, że trenerowi Kamińskiemu bardzo brakuje w rotacji Szymkiewicza. Nie tylko jego minut na boisku, ale niesamowitej energii, którą wnosił na boisko. Życzymy powodzenia w meczu Ligi Mistrzów. Może rozwiązaniem problemów ze zbyt dużymi minutami na obwodzie jest kilka minut w meczu świetnie spisującemu się w drużynie rezerw shooter’a Mateusza Szczypińskiego? Fizycznie może nie jest gotowy na wyzwania PLK, ale umiejętności rzutowych i ciągu do zdobywania punktów odmówić mu nie można. Jednak co ja tam wiem. Trener Kamiński nie raz pokazywał, że ma „dar” i oko do młodych talentów, więc z niecierpliwością czekamy.

Jeszcze raz chapeau bas dla trenera Winnickiego i jego podopiecznych za rewelacyjny mecz i wygraną na ciężkim radomskim terenie.

MVP spotkania: Bartosz Diduszko- widać, że świetnie się czuje w roli jaka mu przypadła w Toruniu i świetnie się też z niej wywiązuje.

BM Slam Stal Ostów Wielkopolski – Rosa Radom 76:71

W opisie zamieniłem kolejność meczów ponieważ ten ze Stalą został rozegrany w środę, jednak teoretycznie środowy pojedynek był meczem 15 kolejki PLK, dlatego też pierwszeństwo uzyskał mecz Rosy z Toruniem.

Do Radomie przyjechała drużyna BM Slam Ostrów Wielkopolski w składzie z filigranowym Aaronem Johnsonem, który w 1 kolejce zanotował, aż 13 asyst oraz z reprezentantem polski Szymonem Szewczykiem. Obaj zawodnicy rozpoczęli mecz na ławce rezerwowych, a pierwszy skład świetnie rozpoczął spotkanie od prowadzenia 0:8, w tym 2 „trójek” Portera Troupie. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 15-21. Wśród gospodarzy świetnie grał Brazelton autor 4 asyst, a po stronie Stali wspomniany Troupie. W drugiej kwarcie szalał Damian Jeszke, który pozwolił na odrobienie strat do przejezdnych i tylko 2 punktowy deficyt gospodarzy na zakończenie połowy. Jeszke w całym meczu zdobył 12 punktów i wszystkie w pierwszej połowie gry.

Trzecia część to gra punkt za punkt i włączenie się Garego Bella Jr. do zdobywania punktów. Ostatnią część gry drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego rozpoczęła z 4 punktami zapasu. Jednak pierwsze minuty gry w ostatniej kwarcie należały do Brazeltona oraz Michała Sokołowskiego, którzy wyprowadzili gospodarzy na prowadzenie 69:59 i nie pozwolili już na wyrwanie zwycięstwa ze swoich rąk. Pomimo dużych problemów z trafianiem do kosza w rzutach za 2 (37%) Rosa uratowała mecz fantastyczną skutecznością zza łuku- 55.6% przy 18 rzutach.

Za dwa pudłowali Brazelton (2/11) i Darnell Jackson (3/14) jednak oboje wspomogli drużynę w innych aspektach gry i tak Brazelton dołożył 7 asyst i 4/5 za trzy, a Jackson dominował tablicę zbierając 15 piłek, w tym aż 7 na atakowanej połowie co nie wystawia dobrej opinii podkoszowym Stali.

Po stronie BM Slam Ostrów Wielkopolski dobre zawody rozegrał Porter Troupe zdobywca 18 punktów. Na wyróżnienie zasługują również Szymon Szewczyk (11 pkt i 7 zb) oraz Christo Nikołow (13 pkt. i 4 zb.).

MVP meczu: Tyrone Brazelton- pomimo problemów ze skutecznością był współ liderem odjazdu Rosy w 3 kwarcie. Auto 19 pkt. (najwięcej w meczu, ale z 16 rzutów) i 7 asyst oraz 2 przechwytów.

BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski- Trefl Sopot 70:73

Jak już jesteśmy przy drużynie z Ostrowa Wielkopolskiego to przejdziemy do meczu z Treflem Sopot, który był ich trzecim meczem w przeciągu 7 dni.

W pierwszej kolejce podkoszowy Marvin Jefferson oddał dramatyczne 0/6 z linii wolnych. Wszyscy zadawaliśmy sobie pytanie jak będzie wyglądał ten element gry w dalszych meczach i czy taktyka Hack-a-Shaq (celowe faulowanie zawodników słabo rzucających wolne, pochodzi od Shaq O’Neal’a) będzie stosowana wobec Marvina. Ani w Radomiu, ani w niedzielę w Ostrowie Wielkopolskim Jefferson nie stawał na linii rzutów wolnych, a drużyny rywali nie chciały dać szansy Marvinowi na linii. W pierwszym meczu z Toruniem był on faulowany 4 krotnie, a w pozostałych dwóch meczach w sumie w 37 minut gry tylko raz. Niestety, aby sprawdzić formę Jeffersona na linii będziemy musieli poczekać do kolejnych kolejek. Wracając stricte do niedzielnego południa to dużo w pierwszej połowie było walki na samym parkiecie. Obie drużyny mocno „szły” na atakowaną deskę. Trefl w pierwszej połowie, Stal w drugiej.

Po raz kolejny mecz na ławce rozpoczął Aaron Johnson, ale tym razem Szymon Szewczyk był zawodnikiem pierwszej piątki i to on w drugiej kwarcie trafił 3 trójki, w tym dwie akcja po akcji, które pozwoliły dojść zawodnikom Stali do drużyny Trefla. Trefl miał dużo problemów z „popującym” (wychodzącym na rzut za trzy) po pick and rollach Szewczykiem. Po stronie Trefla dobrze grał Nikola Markovic (8 pkt w pierwszej połowie), który popisywał się nie tylko świetną grą przodem do kosza, ale i dwoma bardzo dobrymi akcjami tyłem do kosza, które wykończył rzutami lewym pólhakiem. Błyskawiczną lekcję gry tyłem do kosza otrzymał nowy nabytek Stali- Koreniuk. Na marginesie to świetnie wyszkolony technicznie jest Nikola i bardzo niewygodny do krycia przez podkoszowych rywali (choć raz Jefferson się zaczaił i „ściągnął” Nikolę z tablicy) ponieważ zagraża w każdej sferze gry w ataku. Rzut- jest. Minięcie przodem- jest. Gra tyłem do kosza- obecna.

Właśnie Markovic świetnie rozpoczął drugą połowę, kiedy popisał się celnym rzutem za trzy oraz wsadem. Niestety to by było na tyle punktów Markovica (13 pkt i 10 zb) w tym meczu. Akcje te pozwoliły na objęcie 9 punktowego prowadzenia przez przejezdnych, które utrzymywało się przez długi okres czasu, aż na zakończenie tej części gry, gdy rzuty Kamila Chanasa i Szymona Szewczyka pozwoliły na zmniejszenie przewagi do 4 pkt. Czwarta kwarta to gra punkt za punkt, z której zwycięsko wyszli zawodnicy Trefla. Rzutami wolnymi utrzymał prowadzenie Artur Mielczarek trafiając 5/6 z linii. Bardzo dobrą kwartę zagrał strzelec Trefla- Anthony Ireland, w której zdobył 7 punktów z 17 w całym meczu. Oprócz wspomnianych Irelanda i Markovica dobre zawody rozegrał również Filip Dylewicz autor 14 pkt. i 5 zbiórek. Po stronie Stali kapitalne zawody rozegrał Szymon Szewczyk, który trzymał Stal w grze zdobywając 19 pkt. i walcząc na desce- 12 zbiórek, w tym 6 na atakowanej.

W meczu tym chciałem przyjrzeć się piekielnie szybkiemu Aaronowi Johnsonowi i niestety nie wywarł on na mnie dobrego wrażenia. Częste pretensje do zawodników ze swojej drużyny nawet po swoich błędach były rażące. Do tego nie dysponuje on rzutem, a jego szybkość nie przekłada się na zdobywanie punktów ze strefy podkoszowej. Nie widać chemii pomiędzy Aaronem, a resztą drużyny. Miejmy nadzieję, że to tylko kwestia czasu.

MVP spotkania: Anthony Ireland. Bardzo dobre zawody rozegrał również Markovic . Jednak czwarta kwarta należy do liderów i nim w tym meczu był Ireland. 17 pkt., 5 zbiórek i skuteczność z gry 66,7%.

Anwil Włocławek- King Wilki Morskie Szczecin 91:82

Drużyna Anwilu Włocławek podrażniona przegraną w pierwszej kolejce bardzo chciała wygrać spotkanie na własnym parkiecie przeciwko ofensywnie usposobionej drużynie ze Szczecina. W wyniku charakterystyki obu drużyn zobaczyliśmy bardzo ciekawe spotkanie nastawione na atak. Odnotować warto, iż obie drużyny razem oddały aż 53 rzuty za trzy na skuteczności 35.8%. Fantastycznie otworzył mecz Jakub Garbacz, który trafił dwa rzuty za 3 punkty w przeciągu 30 sekund. W kolejnych minutach mecz wyrównał się, a pod koniec kwarty rewelacyjny fragment gry zanotował Josip Sobin, który zdobył 8 kolejnych punktów dla drużyny z Włocławka. Pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem Wilków ze Szczecina. Początek drugiej połowy to 4 celne rzuty za trzy drużyny gospodarzy i objęcie pięciopunktowego prowadzenia poprawionego celnymi wolnymi Kamila Łączyńskiego (pewnie kibice Anwilu oddaliby oba za jeden przed tygodniem). Widać było, iż Kamil podszedł niezwykle zmotywowany do pojedynku z drużyną ze Szczecina i chciał zamazać swoją wpadkę z końcówki meczu z Polpharmą. Tym razem był liderem swojej drużyny kończąc połowę z 10 punktami i 4 asystami oraz sekwencją akcji z końcówki 2 kwarty wyprowadził Anwil na 11 punktowe prowadzenie (46-35). Trzecia kwarta to dalsze utrzymanie przewagi przez gospodarzy i bardzo dobra gra Toneya McCraya, który w tej części gry rzucił 7 pkt. Czwarta kwarta to bezpieczne utrzymywanie przewagi przez zawodników Anwilu i po celnym rzucie Kamila Łączyńskiego na 1:20 min do końca meczu przewaga wynosi 14 pkt. Tym właśnie rzutem Kamil zamknął mecz.

W ekipie ze Szczecina bardzo dobre zawody rozegrali: Taylor Brown, który do 22 punktów (9/16 z gry) dołożył 7 zbiórek oraz Russell Robinson, który oprócz 19 pkt zanotował 5 asyst. Słabszy mecz rozegrał Paweł Kikowski, ale stuprocentową skuteczność odnotował Jakub Garbacz (8 pkt), a Norbert Kulon może się pochwalić aż 6 asystami (najwięcej w meczu razem z Łączyńskim) 7 punktami, ale też 4 stratami.

W drużynie gospodarzy po raz kolejny na wyróżnienie zasłużyli Toney McCray (15 pkt, 6/10 z gry) oraz Josip Sobin, który wyrasta na jednego z lepszych podkoszowych w lidze. W meczu z King Wilkami Morskimi zanotował 16 pkt oraz dołożył 9 zbiórek.

MVP spotkania: Zdecydowanie Kamil Łączyński, który w newralgicznych momentach meczu grał jak profesor. Pochwalić się może najwyższym wskaźnikiem eval w drużynie- 21, na który złożyło się 15 pkt, 6 as. i 2 przechwyty. Tym meczem odkupił swoje winy sprzed tygodnia.

AZS Koszalin- Energa Czarni Słupsk 80:83

Do Koszalina przyjechała drużyna Czarnych ze Słupska z podrażnionym zeszłotygodniową porażką Jerelem Blassingame’m. Rozpoczął on mecz dość nerwowo od straty i niecelnego rzutu jednak czym dalej w mecz tym zagrania Jerela były coraz wyższej jakości. Wyraźnie mający w pamięci poprzedni weekend rozgrywający Słupska rozegrał fantastyczne otwarcie meczu i po 8 minutach gry miał na swoim koncie 11 pkt., a jego drużyna po 1 kwarcie prowadziła 2 punktami. Rozpoczęcie drugiej części należało zdecydowanie do drużyny z Koszalina, która objęła 10 punktowe prowadzenie głównie dzięki dwóm trójką bardzo dobrze grającego Jakuba Zalewskiego oraz zagraniom Darrella Harrisa. Po kilku chwilach do głosu doszli zawodnicy Czarnych i za sprawą trójki graczy: Ginyard – Blassingame – Surmacz doprowadzili do prowadzenia słupszczan na koniec drugiej kwarty – 39-40.

Trzecia kwarta to dalsza bardzo dobra gra Blassingame’a i wyjście na nawet 9 punktowe prowadzenie przejezdnych. Jednak przestój drużyny Czarnych pozwolił na zmniejszenie straty gospodarzy do 4 punktów na koniec tej części gry. Świetny początek czwartej kwarty w wykonaniu pary Manigault- Nelson pozwolił na objęcie prowadzenia przez gospodarzy 69:66, a następnie 80:74 na 3:11 min do końca meczu. Były to ostatnie punkty w meczu zdobyte przez ASZ Koszalin. Potem rządzili już tylko zawodnicy Czarnych. 3 kolejne rzuty za trzy zakończyły ten mecz- po kolei Ginyard-Blassingame-Surmacz. Cała ta trójka, która zakończyła mecz celnymi rzutami zza łuku okazała się również najlepsza w szeregach Czarnych. Ginyard był zupełnie innym zawodnikiem niż przed tygodniem. Zdobył 12 punktów oraz rozdał też 5 asyst. Greg Surmacz uzyskał 17 punktów i 5 zbiórek. Po stronie AZS Koszalin na wspomnienie zasłużył Jakub Zalewski, który w 16 min uzyskał 11 pkt. w 5 rzutach. Liderami koszalinian był amerykański duet Nelson-Harris. Pierwszy z nich zdobył 17 punktów z 16 rzutów oraz 6 asyst, ale też 4 straty. Darrell Harris może pochwalić się współczynnikiem eval na poziomie 28 notując 18 pkt. z 12 rzutów oraz 12 zbiórek.

Tym razem drużyna Czarnych zagrała bardzo skutecznie w ataku osiągając wynik 49.2% z gry w tym 44.4% za trzy przy oddanych 27 rzutach. Już się nie mogę doczekać meczu w hali Gryfi z Anwilem Włocławek, ale on dopiero 06.11. Koszalin również rozegrał dobre zawody rzutowe jednak przestój w najważniejszym momencie, czwartej kwarty i bodajże 4 nietrafione rzuty spowodował, iż zwycięstwo z Koszalina wywozi drużyna gości, w której….

MVP spotkania został wybrany Jerel Blassingame. Nikt inny nie mógł się tu znaleźć niż zdobywca 27 punktów i 7 asyst.

MKS Dąbrowa Górnicza- TBV Start Lublin 92-72

W hali Centrum drużyna TBV Startu Lublin przyjechała bez Stefana Balmazovica, który rozegrał rewelacyjny pierwszy mecz oraz bez Jana Grzelińskiego, zmiennika Douga Wigginsa. Za to w barwach MKS-u nie zagrał fan mody Kendall Gray (sprawdźcie twitter drużyny) oraz przebywający na testach medycznych Charlie Westbrook. Pierwsze minuty meczu należały do szybko grającego Startu głównie dzięki Dougowi Wigginsowi, który nie miał najmniejszych problemów z presją podkoszowych Dąbrowy, którzy bardzo wysoko wychodzili do pick and rolli granych przez Start. Pierwsze cztery punkty to akcje dwójkowe Wiggins-Peterson, które wykończył ten drugi. Przy wyniku 6-11 dla Startu rozgrywający Wiggins rozdał już 4 asysty. Świetne panowanie nad piłką Wigginsa umożliwiały łamanie wysokiej obrony MKSu i generowały kolejne pozycje i punkty. W barwach Dąbrowy swoje pierwsze 4 rzuty z gry przestrzelił Piotr Pamuła, a po pierwszej kwarcie Start prowadził 5 punktami.

W drugiej kwarcie gospodarze zaczęli łapać rytm w ataku, a obrona wyglądała coraz lepiej, w szczególności, iż zaprzestano wysokiego wychodzenia do Wigginsa przez wysokich zawodników Dąbrowy. Pozwoliło to na doprowadzenie do remisu na koniec połowy. Dobre zawody rozgrywał Kerron Johnson zdobywca 11 pkt.

Druga połowa meczu rozpoczęła się od mocnego akcentu gospodarzy, który ustalił warunki dalszej gry. Trener Anzulovic zaordynował strefę w obronie, która zupełnie wybiła z rytmu drużynę Lublina, a napędziła grę Dąbrowy do wyniku fragmentu 18:4 w nieco ponad 5 minut gry. Ławka Lublina była bezradna i kolejni desygnowani zawodnicy nie potrafili przełamać czy to ataku czy obrony. W tym okresie gry nie do zatrzymania, a raczej do zatrzymania wyłącznie faulem był Kerron Johnson (6 pkt z samych rzutów wolnych), który przy wyniku 57:43 ustrzelał już 19 pkt. Bardzo dobrą kwartę rozgrywał Piotr Pamuła, który wyregulował sobie celownik, a do tego świetnie obsługiwał kolegów z drużyny notując 4 asysty na zakończenie 3 kwarty, która ustawiła mecz i rozbiła mentalnie gości. W barwach Startu dzielnie walczył Brandon Peterson, który na koniec kwarty miał już zdobytych 20 pkt. Czwarta kwarta to dalsza dobra gra duetu obwodowego Pamuła-Johnson oraz Jeremiaha Wilson, który włączył się w zdobywanie punktów.

Trener Zakelj próbował wielu możliwości, aby spowolnić Johnsona w ataku, w tym jako plaster miał grać Pelczar jednak i z jego defensywy Johnson nic sobie nie robił. Kilka decyzji trenera Anzulovica znacznie ułatwiło wygranie meczu zawodnikom z Dąbrowy (postawienie strefy czy zmiana sposobu krycia Wigginsa). Niestety w barwach lublinian nie zobaczyliśmy Balmazovica, który na pewno jest ważną postacią ataku Startu oraz pokazał w pierwszym meczu, iż potrafi walczyć na tablicach. Pozbawiony wsparcia Peterson, który zdobył aż 25 pkt i 12 desek nie mógł wygrać meczu w pojedynkę. Amerykański podkoszowy gości rzucał ze skutecznością 61.5% trafiając 8 na 13 rzutów z gry, a pozostała drużyna zanotował w tym elemencie tylko 30% trafiając 12 rzutów z 40! Pudłował Michał Jankowski, który pomimo uzyskania 13 pkt nie zaliczy tego meczu do udanych kończąc go ze skutecznością 3/13 z gry, w tym 1/8 za trzy. Również rozgrywający Wiggins pudłował notując 20% (2/10 i 10/10 z wolnych), ale może on się pochwalić 12 asystami oraz 6 zbiórkami. Duet Wiggins –Peterson to byli jedyni zawodnicy, którzy próbowali przeciwstawić się gospodarzom. Jednak z każdą minutą meczu było coraz mniej pomysłu na grę i więcej kozłowania piłki przez Wigginsa, co w tym przypadku nie dziwi widząc jaką skuteczność mają jego koledzy z drużyny. Słabe zawody rozegrał powracający do hali w Dąbrowie Górniczej –Jakub Dłoniak, który jak na strzelca oddał tylko 5 rzutów i zdobył 7 pkt. w 21 minut gry.

Po stronie MKS-u bardzo dobrze zagrał Piotr Pamuła, który po początkowym zastoju rzutowym uzbierał 13 pkt. i 6 asyst. Wchodzący z ławki Witalij Kowalenko miał 12 pkt (niestety 2/10 z gry) i 10 zbiórek. Jeremiah Wilson zebrał 5 piłek i dorzucił 14 punktów.

MVP spotkania: Unanimous decision używając nomenklatury sportów walki- Kerron Johnson, a jego linijka to 21 pkt. 3 as. 3 zb.

PGE Turów Zgorzelec- Polpharma Starogard Gdański 83:57

W Zgorzelcu zmierzyły się drużyny, które w pierwszej kolejce zanotowały zwycięstwa. Turów planowaną, a Polpharma sprawiła niespodziankę wygrywając na Kociewie z faworyzowanym Anwilem. W drugiej kolejce Polpharma mierzyła się z wyżej notowanym w rankingach przedsezonowych Turowem, który w pierwszym meczu pokazał się z bardzo ciekawej i przede wszystkim drużynowej gry.

Tym razem nie było inaczej i podopieczni Mathiasa Fischera zagrali jak drużyna. Same statystyki rzutowe wskazują na drużynową postawę Turowa. Najwięcej rzutów po 10 oddali Kirk Archibeque oraz Mateusz Kostrzewski , którzy zdobyli odpowiednio 14 i 10 punktów. Trener Fischer świetnie prowadzi rotację utrzymując odpowiednie minuty dla poszczególnych zawodników i pozwala oszczędzić siły na kolejne bardziej wymagające wyzwania. Najwięcej minut rozegrał wspomniany Kirk, który na parkiecie przebywał tylko 27:12, a drugim najdłużej przebywającym zawodnikiem Turowa był Denis Ikovlev z przeszło 23 minutami. Niektórzy mogą wskazać, iż to początek sezonu i nie ma sensu oszczędzać najlepszych zawodników jednak z obserwacji poprzednich sezonów można wnioskować, iż jest to słuszne podejście, a każde duże minuty odkładają się na energii na dalszą cześć sezonu.

Wracając do meczu to niestety w zeszłym tygodniu Polpharma wystrzelała się w meczu z Anwilem i w Zgorzelcu nie postawiła ciężkich warunków gospodarzom. Fatalna skuteczność z gry na poziomie 35% i 21 strat uniemożliwiły nawiązanie walki z klasową drużyną jaką jest Turów. Tylko Michael Hicks po stronie Polpharmy osiągnął dwucyfrowy wynik punktowy- 13 punktów z 11 rzutów. Drugi z liderów obwodu Polpharmy – Anthony Miles zanotował 6 pkt z 6 rzutów (1/6 z gry) i wskaźnik eval- 0 , a trzeba zaznaczyć, iż w poprzednim meczu zatrzymał się na 31. Również we wskaźniku eval tylko jeden zawodnik ze Starogardu Gdańskiego przekroczył granicę 10 i był to młody literwski środkowy Martynas Sajus , a jego wynik to 11.

Po raz kolejny mam problem z wyborem najlepszego gracza po stronie Turowa. Nie dlatego, że zagrali słaby mecz, ale dlatego że ich statystyki i pożytkowanie piłek w ataku jest bardzo rozłożone pomiędzy zawodników podkoszowych jak i obwodowych. Na pochwały zasługuje doświadczony amerykański rozgrywający Demond „Tweety” Carter autor 11 pkt. z 4 rzutów z gry(!!) oraz 6 asyst i 2 przechwytów. Dobre zawody rozegrał wspomniany Kirk Archibeque, który oprócz 14 pkt. zebrał 6 piłek z tablic oraz David Jackson zdobywca 13 punktów (6/9 z gry).

MVP spotkania: Jednak postawię na Tweety’ego Cartera i jego 11 pkt oraz 6 asyst

Stelmet BC Zielona Góra- Siarka Tarnobrzeg 94-67

Stelmet miał rozegrać dwa mecze w ramach 2. Kolejki PLK w systemie środa-sobota. Ten pierwszy to pojedynek we własnej hali z drużyną z Podkarpacia- Siarką Tarnobrzeg. Faworyt w takim pojedynku mógł być tylko jeden- Mistrz Polski, który chciał wygrać ten mecz jak najmniejszym nakładem sił mając w perspektywie najbliższego tygodnia wyjazd do Kutna oraz mecz w ramach Ligi Mistrzów.

Pierwsza połowa to bardzo dobra gra Stelmetu w ataku i 7 pkt. Julina Vaughn’a. W drugiej kwarcie zielonogórzanie systematycznie powiększał przewagę sięgającą w pewnym momencie 13 pkt. (11 do przerwy). Drużynie Siarki nie pomogła bardzo dobra gra Nelsona-Henry’ego, który w pierwszej połowie zdobył 11 pkt. Tyle samo punktów dla Siarki rzucił Alex Welsh. Po zmianie stron obraz meczu się nie zmienił i Stelmet z każdą minutą powiększał przewagę, która na koniec 3 kwarty wynosiła 16 punktów. Ostatnia część meczu to zupełne załamanie gry Siarki i bardzo dobra gra Karola Gruszeckiego oraz wspomnianego Vaughna.

W Siarce najlepszym zawodnikiem był brodaty jak norweski drwal Darien Nelson-Henry, który zdobył 15 pkt. z 7 rzutów zebrał 7 zbiórek i 2 bloki. Alex Welsh zdobył 15 pkt. i 7 zb., a Brandon Brown 17 pkt., ale z 20 rzutów i 7 asyst oraz 3 przechwyty.

Na szczęście dla trenera Gronka mógł on odpowiednio rozłożyć minuty w meczu tak, aby żaden z zawodników nie przekroczył progu 30 minut. Najwięcej na boisku przebywał Karol Gruszecki przeszło 28 minut , kolejny zawodnik nie przekroczył 25 min. Wtedy jeszcze trener zielonogórzan nie wiedział, że nie jest to konieczne ponieważ do Kutna jadą tylko na nocleg i trening rzutowy. Równe rozłożenie minut miało swoje uwidocznienie także w równych statystykach po stronie gospodarzy. Julian Vaughn i Nemanja Djurisic byli autorami najlepszego evaluation- 19. Vaughn rzucił 15 punktów i zebrał 11 piłek w tym 7 na atakowanie tablicy. Djurisić zaliczył kolejny bardzo dobry mecz z 10 punktami z 7 rzutów i 9 zbiórkami. Karol Gruszecki skończył mecz z 15 punktami z 8 rzutów, a Przemysław Zamojski trafił 4 rzutu na 6 za trzy i skończył mecz z 16 pkt. w 19 minut. Niestety w Zielonej Górze mogą się martwić o formę Thomasa Kelatiego, który spędził na boisku blisko 18 minut i nie zdobył punktu pudłując wszystkie pięć prób. Kelati był jedynym zawodnikiem Stelmetu ze stałej rotacji (nie liczę Dera) z ujemnym wskaźnikiem eval (-2).

MVP spotkania: Julian Vaughn- 15 pkt i 11 zbiórek pozwoliły na wybranie go jako najlepszego zawodnika meczu.

Polpharmex Kutno -Stelmet BC Zielona Góra walkower dla gospodarczy- brak wymaganej regulaminem 6 polskich zawodników w składzie.

Nie chcę się znęcać nad Stelmetem. Internet zrobił to już za mnie. Cała sytuacja jest rodem z Monty Pythona lub historią z piłkarskiej Legii. Analogia jest prosta. Mistrz, najlepsza drużyna w Polsce popełnia banalny błąd organizacyjny. Szkoda mi tylko kibiców z Kutna, którzy nie mogli zobaczyć mistrzów w starciu ze swoją drużyną. Jak popatrzymy w skład Stelmetu to widać jak na dłoni, iż rotacja Polaków składa się z 5 zawodników, a tym szóstym jest Kamil Zywert, który wielu szans na parkiecie nie otrzymywał. Trochę wąsko jak na najlepszy klub w Polsce.

Inną sprawę tutaj poruszę, ponieważ Stelmet posiada zaplecze w drugiej lidze w postaci drużyny z Nowej Soli. Zaplecze jest to tylko z nazwy, ponieważ nie ma możliwości, aby któryś z zawodników „Muszkieterów” wskoczył do pierwszej drużyny i walczył o minuty lub realnie je (chociaż kilka) dostawał. Nie mówię tu o tzw. gargabe time, gdzie wszystko jest rozstrzygnięte. Wiem, wiem , wszystko kwestią pieniędzy tylko z czasem łatwiej jest zapewnić sobie wzmocnienie na 10-15 minut w meczu mając zawodnika ogranego i sprawdzonego na poziomie 1 ligi niż dorzucać zawodników z drugiej ligi, którzy na tym poziomie nie zjadają ligi. Błąd błędem z oszczędności wyszły większe koszta. Całe szczęście, że walkower nie dotyczył meczu Ligi Mistrzów, ale brak ciągłości szkolenia w Stelmecie od zawsze mnie drażnił. Przecież Koszarek, Zamojski i Kelati wiecznie grać nie będą, a zawodników w drugiej drużynie, którzy na przestrzeni 2-3 lat mogliby wejść do pierwszej drużyny-brak. Ciekawi mnie, czy w ogóle Stelmet posiada rozeznanie wśród perspektywicznych zawodników w I lidze. Czy ktoś odnotował w Zielonej Górze dobry występ młodego Michała Jędrzejewskiego w barwach GTK-u? Nie wiem, ale wiem, ze taniej jest wychować sobie zawodnika, niż sprowadzić doświadczonego kadrowicza.

Paweł Doniec


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments