Zapraszamy do przeczytania obszernego podsumowania ostatniej kolejki Polskiej Ligi Koszykówki.


King Szczecin- PGE Turów Zgorzelec 107-105 (po dogrywce)- mecz telewizyjny

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zanosiło się na strzelaninę w Szczecinie. Obie drużyny posiadają w swoich szeregach zawodników o bardzo dużym potencjale ofensywnym. Szkoda, iż po stronie gości nie wystąpił Kirk Archibeque, czyli w moim mniemaniu top 3 centrów lidze.

Pominę usypiający komentarz Pana Chodkiewicza, który szybki atak szczecinian zakończony efektownym wsadem Jakuba Garbacza porównał do sposobu ataku…. tutaj na myśl może przyjść wiele skojarzeń, od najnowszego Golden State Warriors do showtime’u Lakersów. Pan Chodkiewicz wybrał jednak trochę inne rozwiązanie i dzięki temu mogliśmy się dowiedzieć, że Szczecin i Jakub Garbacz zagrali jak….. Polonia Leszno  w tym momencie zaplułem telewizor kawą. Mam wrażenie, że słuchanie Pana Grzegorza Chodkiewicza jest jak wysłuchiwanie opowieści wojennych Andy Andersona z kreskówki „Świat według Ludwiczka”, choć pewnie wolałbym Andy’ego. Przejdźmy do meczu.

Jak sam wynik wskazuje mecz był niezwykle wyrównany i rzadko, któraś drużyna wyrywała się na kilkupunktowe prowadzenie. Warto odnotować, iż w meczu mieliśmy 15 remisów i 18 zmian prowadzenia. Bardzo dobre zawody w pierwszych 20 minutach rozgrywał rzucający drużyny ze Szczecina- Paweł Kikowski, który uzbierał, aż 16 pkt., ale 10 z nich było z linii rzutów wolnych. „Kiko” w całym meczu może się pochwalić 100% skutecznością z linii i 8 wymuszonymi faulami, które zamienił na 13 rzutów wolnych. Problemy z wejściem w mecz miał David Jackson, który oprócz problemów z faulami pierwszą połowę zakończył z 2 pkt. i 4 stratami. 20 minut gry zakończyło się, jakby mogło być inaczej, wynikiem remisowym po 45.

Kilka chwil po rozpoczęciu drugiej połowy Michał Nowakowski przeładował broń. Wpadł w trans, i co jeszcze lepsze, z tej samej klepki na parkiecie trafił 4 kolejne rzuty za trzy, które pozwoliły dobić drużynie gospodarzy do swojego najwyższego prowadzenia w meczu- 7 pkt (61-54). Trójka z kontry czy pick and pop (zasłona i odejście na rzut za trzy)? Nie ma problemu. 15 pkt. po trzeciej kwarcie, z czego 12 w ciągu dwóch minut! Wow!

Po kilku zamraczających ciosach wyprowadzonych przez Nowakowskiego, Turów odzyskał panowanie nad meczem i doprowadził do dwupunktowego prowadzenia na koniec trzeciej części gry. Czwartą ćwiartkę dalej niemrawo rozpoczął David Jackson, który stracił po raz 6 piłkę w meczu, jednak kolejne minuty należały do niego i w tej części zdobył 14 oczek.

Przewińmy do najważniejszych momentów czwartej kwarty, bo tam było najciekawiej. Po punktach Russella Robinsona drużyna King Szczecin objęła prowadzenie 90:89. Trener Fischer poprosił o czas, a na zegarze zostało 20 sekund do końca meczu. Wszyscy spodziewali się, iż Turów wykorzysta posiadanie do ostatnich sekund nie pozwalając na rozegranie akcji drużynie ze Szczecina, wszystko albo nic. Trener Fischer miał inny pomysł i zaskoczył Szczecinian szybkim zagraniem, po którym David Jackson zdobył punkty. Teraz jednopunktowe prowadzenie objęli goście, a trener Marek Łukomski wziął przerwę na żądanie. Tym razem Szczecin mógł i grał do ostatnich sekund meczu. Próbował Robinson, a następnie doszło do kontrowersyjnej sytuacji, w której zostało odgwizdane przewinienie Bartoszowi Bochno na Taylorze Brown’ie. Brown stanął na linii rzutów wolnych z szansą wygrania meczu. Pierwsza próba- pudło i jeszcze większe napięcie, gdyż teraz stanął przed widmem przegrania meczu. Druga próba pewna i mamy remis oraz dogrywkę. W niej duet Robinson-Brown uzbierał 11 pkt. i pomimo dwóch trójek Michała Michalaka drużyna ze Szczecina dowiozła prowadzenie do końca wygrywając 107-105.

Po stronie gości dobrze grał Denis Ikovlev (17 pkt. 4 as., 2 przechwyty w całym meczu), którego zabrakło w najważniejszych fragmentach gry, z uwagi na przekroczenie limitu przewinień. W drugiej prym wiódł David Jackson autor 23 pkt., 9 zb. i 5 as., ale również 7 strat (eval 23).

Wśród gospodarzy na wyróżnienie zasługuje wspomniany wyżej Brown zdobywca 22 pkt. i 9 zb. oraz Paweł Kikowski zdobywca 27 pkt. (eval 30).

MVP spotkania: Może dość kontrowersyjnie (bo nie Kikowski), ale zawodnikiem meczu wybrałem Russella Robinson’a, który oprócz 17 punktów dołożył 4 zbiórki i aż 9 asyst oraz 5 przechwytów. Uniwersalność i bardzo dobra dogrywka zadecydowały o wyborze Russella. 9 asyst i 5 przechwytów to najlepsze osiągnięcia kolejki.

[ot-video][/ot-video]

MKS Dąbrowa Górnicza- Anwil Włocławek 70:56- mecz telewizyjny

Do hali Centrum zawitał zawsze groźny Anwil Włocławek, który w przedsezonowych typach wymieniany był wśród kandydatów do medalu. Drużynę z Dąbrowy określano jako czarnego konia rozgrywek. To już nam zwiastowało bardzo ciekawe zawody, a jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze mecze to byłem przekonany, że zobaczymy bardzo dobry pojedynek liczny w ciekawe rozwiązania taktyczne oraz dużą ilość walki fizycznej.

Nie zawiodłem się. Trochę taktycznych szachów mogliśmy zauważyć w wykonaniu obu trenerów. Pierwsza kwarta to niemoc rzutowa obu ekip. Anwil w początkowych fragmentach nastawił się na rzuty z dystansu i spudłował 5 pierwszych rzutów zza łuku. Po pierwszej kwarcie prowadzenie 19:17 obieli gospodarze. Początkowe minuty drugiej kwarty lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy dzięki energii Przemysława Szymańskiego i jego 7 pkt. prowadzili 30-19. W środkowym okresie kwarty gra się wyrównała, jednak dąbrowianie nie chcieli schodzić z niewielką przewagą na przerwę i włączyli wyższy bieg odjeżdżając na 11 pkt. Ozdobą tej części gry było efektowne zagranie alley-oop Piotrka Pamuły do Jeremiaha Wilsona. W ogóle chciałem poświęcić chwilę Pamule, który w tym sezonie zadziwia mnie swoją bardzo dobrą grą. Nie jest tylko spot-up shooterem, który biega po zasłonach i rzuca z odrzuceń. Dziś jest zawodnikiem grających w pick and rollu, mijającym pierwszą linię obrony, potrafiącym skończyć bliżej obręczy, a co mnie najbardziej zadziwia to jak potrafi podać piłkę (średnio 6 asyst w meczu w tym sezonie). Wielki plus dla tego gracza także za to jak świetnie rozumie filozofię gry trenera Anzulovica.

Wracając stricte do przebiegu meczu, trzecie kwarta to od początku mocne uderzenie gospodarzy i w ciągu 4 minut podwyższenie prowadzenia do 18 oczek, które utrzymało się do zakończenia kwarty. Kolejne 10 minut bardzo dobrej gry w defensywie gospodarzy, którzy w drugiej i trzeciej części pozwolili na zdobycie przez Anwil w sumie 18 pkt. W czwartej kwarcie nastąpił zryw drużyny przyjezdnych głównie za sprawą Tylera Hawsa oraz Kacpra Młynarskiego. Na 4 minuty do końca meczu celną trójką Kacper Młynarski zmniejszył przewagę MKS-u do 8 punktów. W tej chwili trener Milicic stawia wszystko na jedną kartę i obniża skład posyłając na parkiet Kamila Łączyńskiego w miejsce wysokiego skrzydłowego Młynarskiego. Widząc to trener Anzulovic podwyższa skład wpuszczając Wilsona i kolejna akcja dąbrowian kończy się ofensywną zbiórką i potężnym wsadem centra Parzeńskiego. Po dłuższej chwili dąbrowianie odzyskali ofensywne flow i Piotr Pamuła celną trójką na nieco ponad 1 min. do końca meczu zabrał jakiekolwiek nadzieje Anwilu na wygranie meczu. Już na spokojnie MKS doprowadził mecz do końca wgrywając 70-56.

W barwach Anwilu żaden z zawodników nie błysnął, ale dobre minuty miał amerykański strzelec Tyler Haws (mam nadzieję, że się budzi) zdobywca 15 pkt. (najwięcej u gości) oraz Kamil Łączyński, który pomimo tylko 3 pkt. miał też 7 asyst i 3 przechwyty.

W szeregach dąbrowskiego MKS-u na pochwały zasłużył Przemysław Szymański, który ma niesamowite pokłady energii i popisał się efektownym wsadem- zdobył 11 pkt. w niecałe 16 minut. Dobry mecz rozegrał Witalij Kowalenko autor 12 pkt. i 5 zbiórek.

MVP spotkania: zdecydowanie najlepszym zawodnikiem meczu był Piotr Pamuła, który do 14 punktów dołożył 5 asyst i był takim małym generałem parkietu.

[ot-video][/ot-video]

Polfarmex Kutno- AZS Koszalin 57:81

Mecz bez większej historii. Na potwierdzenie tego faktu wskażę, iż gospodarze ani razu nie wyszli na prowadzenie, a najwyższa przewaga AZS-u sięgała aż 28 punktów.

Kutnianie zupełnie nie mogli wstrzelać się w swoje kosze. Oddali aż 20 prób za trzy trafiając tylko 2. Jeszcze większym „osiągnięciem” gospodarzy jest trafienie tylko 12 rzutów z gry w całym meczu! Notując skuteczność 27.3% z gry nie da się wygrać meczu na żadnym poziomie rozgrywek. Również w defensywie gospodarze nie spisywali się przyzwoicie pozwalając na 50 punktów spod kosza zawodnikom z Koszalina. Po bardzo dobrym meczu w Słupsku zespół z Polfarmexu nie był w stanie postawić żadnych warunków po obu stronach parkietu.

Strzelec kutnian- Dardan Berisha po raz drugi miał problemy ze skutecznością i ustrzelał 12 pkt. (najwięcej w drużynie), ale potrzebował do tego 12 rzutów. Drugim punktującym gospodarzy był Michael Fraser zdobywca 10 pkt i 5 zb. Na tragiczny poziom gry zespołu Kutna wskazuje ogólny wskaźnik eval dla całej drużyny na poziomie 40. Najwyższy uzyskał Sebastian Kowalczyk – 9 eval.

Koszalin zagrał solidnie osiągając 55.3% z gry. Dobre zawody zaliczył Daniel Wall, który w 17 i pół minuty jakie spędził na parkiecie zdobył 15 punktów. Rezerwowy Remon Nelson zanotował 12 punktów i 5 asyst. Piotr Stelmach ustrzelał 14 punktów trafiając 4 na 5 prób za trzy.

MVP spotkania: zdecydowanie Darrell Harris, który rządził i dzielił w strefie podkoszowej. 14 punktów i 10 desek pozwoliło na uzyskanie wskaźnika eval na poziomie 18.

[ot-video][/ot-video]

Trefl Sopot- Rosa Radom 85-82

W Sopocie zanosiło się na bardzo dobre spotkanie. Eksperci i kibice byli bardzo ciekawi jak poradzi sobie Rosa z obciążeniem meczowym w Lidze Mistrzów, gdzie rozegrała aż 3 dogrywki.

Pomimo zmęczenia to radomska Rosa ruszyła bardzo mocno prowadząc po pierwszej kwarcie 17-24, a ponownie świetne zawody rozgrywał niezmordowany Brazelton, który w pierwsze 10 minut zdobył 11 pkt. i 3 asysty. Po stronie gospodarzy słabe zawody rozgrywał vis a vis rozgrywającego radomian- Anthony Ireland, który zdobył tylko 2 pkt.

Druga kwarta to seria niecelnych rzutów Jacksona i Bella po stronie Rosy oraz coraz lepsza gra Irelanda, który wyraźnie budził się po słabej pierwszej części. Kolejne minuty to gra punkt za punkt, a dzięki rzutom osobistym Irelanda i szybkiemu atakowi wykończonemu przez Markovica do szatni drużyna gospodarzy schodziła z przewagą 4 pkt (42:38).

Bardzo dobre zawody w drugiej kwarcie zagrał lider Trefla- Anthony Ireland, który do połowy miał 11 pkt., a Artur Mielczarek miał 8 pkt. Po stronie drużyny z Radomia bardzo słabo grał strzelec Gary Bell, który schodził na przerwę mając tylko 2 pkt.

Pomimo zniwelowania straty i wyjście na prowadzenie przez gospodarzy trener Kamiński dalej wierzył, że 15 minut przerwy pozwoli odpocząć i zebrać szyki jego zawodnikom, a wydatnie mają w tym pomóc liderzy – Bell czy Sokołowski. Po rozpoczęciu drugiej połowy wyraźnie lepiej zaczął funkcjonować Gary Bell, który dzięki współpracy z Sokołowskim (7 pkt w trzeciej kwarcie) wyprowadził Rosę na 4 punktowe prowadzenie na koniec 3 kwarty. Duet Bell-Sokołowski w tej części gry rzucił 17 z 27 punktów drużyny.

Czwarta ćwiartka rozpoczęła się od dwóch celnych rzutów za trzy Rosy (Jeszke i Bell) co zszokowało gospodarzy, gdyż na tablicy pojawił się wynik 61-71. Rosa dalej świetnie płynęła w ataku i po kolejnej trójce tym razem Macieja Bojanowskiego uzyskali 14 pkt. przewagi (64-78) na 6 minut do końca meczu. Przerwę na żądanie wziął sztab trenerski gospodarzy licząc na przebudzenie sopockich strzelców i cudowne odwrócenie losów meczu.

Wzięty czas poskutkował. 6 pkt. z rzędu Ireland’a oraz asystą do rzucającego za trzy Markovica co pozwoliło na zmniejszenie straty do 5 pkt. Dwa niecelne rzuty wolne Sokołowskiego i kolejne 3 punkty Karolaka wlały w serca sopocian wiarę, iż wygrana jest blisko. W kolejnej akcji Michał Sokołowski pomylił się i Trefl stanął przed szansą objęcia prowadzenia na minutę przed końcem meczu. Emocje sięgały zenitu, a w takich momentach najlepiej czują się weterani. Stery do meczu przejął niewidoczny do tej pory Filip Dylewicz , który rzutem za trzy punkty wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie (83:81). Kolejne akcje to osobiste z obu stron i przy 3 punktowym prowadzeniu gospodarzy o przerwę na żądanie poprosił trener Kamiński. Po timeoucie akcja została rozrysowana na Damiana Jeszkę, który miał szansę doprowadzić do dogrywki jednak piłka nie znalazła drogi do kosza i z wygranej mogli cieszyć się gospodarze.

W barwach Rosy ponownie najlepiej zagrał Tyrone Brazelton, ale zwłaszcza w drugiej połowie było widać po nim oznaki zmęczenia. Jednak nie jest on niezniszczalny. Do 20 punktów dołożył po 5 asyst i zbiórek. Michał Sokołowski nie mógł odnaleźć rzutu i 13 punktów uzyskał z 14 rzutów. Gary Bell po słabej pierwszej połowie skończył mecz z 15 pkt. z 11 rzutów i 3 asysty oraz zbiórki.

Wśród wygranych bardzo dobry mecz zagrał Jakub Karolak, który odnalazł swój rzut za trzy i trafił 4/5 zza łuku kończąc z 15 pkt. i wskaźnikiem eval 14 (oba wyniki to drugie osiągnięcia drużyny).

MVP spotkania: Anthony Ireland’a. 28 punktów, 7 zbiórek (w tym 5 w ataku!!!) oraz 3 asysty i 11 wymuszonych fauli przełożyło się na wskaźnik eval 33.

[ot-video][/ot-video]

Siarka Tarnobrzeg- BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 60:69

Na Podkarpaciu spotkały się dwie drużyny, które w bieżącym sezonie jeszcze nie zaznały smaku zwycięstwa. Drużyna z Ostrowa Wielkopolskiego już z nowym trenerem Emilem Rajkovikiem, który zajął miejsce zwolnionego trenera Sretenovica. Jednak jesteśmy w nowej rzeczywistości, a trener Rajkovik też już zdążył być zwolniony w tym sezonie z drużyny MZT Skopje.

Z animuszem na drużynę gości ruszyli zawodnicy Siarki prowadząc po pierwszej kwarcie 20-15. Jednak z każdą kolejną minutą gry drużynie gospodarzy coraz ciężej było zdobywać punkty. Na koniec połowy zachowali minimalne prowadzenie, ale obraz drugich 10 minut nie był dla nich optymistyczny. W drugiej kwarcie wszystkie 13 punktów gospodarzy było autorstwa duetu podkoszowych Nelson-Henry oraz Wojdyła

Drugie dwadzieścia minuty rozpoczęło się od dobrych akcji Brown’a, który obsłużył kolegów dwoma kolejnymi asystami, a mecz toczył się przy wyrównanym wyniku. W poprzednim podsumowaniu wspominałem o osobistych Marvina Jeffersona i miałem nadzieję, że dziś poznamy odpowiedź na jego umiejętności w tym zakresie. Na minutę do końca 3 kwarty Siarka postanowiła go „wypróbować”. Jednak ku zdziwieniu oba wolne wylądowały w koszu. Po około 20 sekundach i już 6 stracie Brown’a, Marvin otrzymał kolejną szansę na linii rzutów wolnych. Tym razem oba były niecelne (2/4 z wolnych). Czekam do kolejnego odcinka: „Marvin na linii”.

Trzecia kwarta zakończyła się kolejną asystą, już 7, Browna i ponownie do Tomasza Wojdyły, którego były to 15 punkty w meczu.

Początkowe minuty czwartej kwarty to dobra gra pary polskich obwodowych Stali- Ochońko i Chanas, którzy razem zdobyli 8 punktów z rzędu, a po kolejnych punktach Troupe’ego zawodnicy gości prowadzili 7 punktami. Ten fragment gry przeważył na wyniku meczu i pozwolił gościom na bezpieczne utrzymanie wygranej w swoich rękach.

Wśród gospodarzy najlepsze zawody rozegrał Tomasz Wojdyła, który zdobył 16 punktów i 6 zbiórek. Gdyby nie 6 strat to o przyzwoitym meczu mógłby powiedzieć Brandon Brown ponieważ rozdał 8 asyst i uzbierał 12 pkt. (z 13 rzutów).

W drużynie BM Slam Stal należy wymienić Tomasza Ochońkę (13 pkt z 7 rzutów), z którym gra ostrowian wygląda dużo lepiej niż z Aaronem Johnsonem na boisku. Do wyróżniających się zawodników zaliczymy: Christo Nikołowa (12 pkt. i 5 zb.), Portera Troupe (14 pkt.) i Łukasza Majewskiego, którego eval wyniósł 11, ale osiągnął go nie zdobywając żadnego punktu w meczu tylko notując 9 zbiorek i 4 przechwyty.

MVP spotkania: Szymon Szewczyk, który jako jedyny zawodnik pojedynku uzyskał tzw. double-double (dwucyfrowy wynik w dwóch kategoriach)- 10 punktów oraz 11 zbiórek.

Polpharma Starogard Gdański – Stelmet BC Zielona Góra 64:73

Kibice gospodarzy musieli być mocno zdziwieni widząc jaką piątką graczy wyszedł trener Budzinauskas na spotkanie z Mistrzem Polski. W składzie wyjściowym był m.in. Szymon Długosz, a brakowało Miles’a oraz ulubieńca publiki -Hicks’a.

Ambitna gra starogardzian pozwoliła na wygranie pierwszej kwarty 4 punktami (16-12). Mistrzów Polski od kompromitacji ratował Przemysław Zamojski, który zdobył 8 pkt. w pierwszej odsłonie meczu.

Druga kwarta to szalona seria Stelmetu, który od stanu 23:21 zdobył 12 punktów z rzędu i objął 10 punktowe prowadzenie. Na koniec połowy przebudzili się gospodarze, którzy za sprawą Marcina Fliegera zmniejszyli stratę do 4 pkt.

Flieger był w dalszym ciągu w gazie i drugą połowę rozpoczął od 4 pkt. i asysty. Świetnie rozgrywał Paliukenas, który w tym momencie meczu miał już 7 asyst. Bardzo dobra kwarta wymienionej dwójki pozwoliła na ponowne wyjście na prowadzenie Polpharmy (50:48) na koniec trzeciej części gry.

Czwarta kwarta to dalsza gra falami obu drużyn. Raz serią popisywali się gospodarze, raz goście i na niecałe 3 minuty do końca meczu mieliśmy wynik 62:63. Wtedy do głosu doszła doświadczona reprezentacyjna para Koszarek- Zamojski wsparta Nemanją Djurisicem i wyprowadziła gości na 9 pkt. zwycięstwo.

Mecz ten układał się sinusoidalnie. 1 i 3 kwarta wygrane przez gospodarzy, a 2 i 4 padły łupem gości. Wynik spotkania nie wzbudził tak wielkich emocji (w końcu na Kociewie gościli Stelmet) jak epizod na boisku dotychczasowego lidera Michaela Hicksa. Na pomeczowej konferencji trener Budzinauskas wyraźnie wskazał, iż oczekuje od lidera wzmożonej pracy na boisku oraz na treningach i można było wyczytać między słowami, iż los Hicksa w Starogardzie Gdańskim wisi na włosku.

W ekipie gospodarzy bardzo dobre zawody zaliczył Paliukenas, który oprócz 8 pkt. rozdał 7 asyst i 4 przechwyty. Najlepszym strzelcem meczu był Marcin Flieger, który zdobył 18 pkt. z 12 rzutów.

W Stelmecie po raz kolejny dobry mecz rozegrał Djurisic, który do 13 pkt. dołożył 6 zbiórek. James Florence zanotował 11 pkt. i 5 as.

MVP spotkania: Przemysław Zamojski, który zdobył 15 pkt., ale trafiał w ważnych momentach.

Miasto Szkła Krosno- TBV Start Lublin 87-74

Drużyna z Miasta Szkła podejmowała zespół Startu z myślą o przedłużeniu serii zwycięstw do trzech. W Lublinie są w zgoła odmiennych nastrojach, gdyż pierwsze dwie kolejki to porażki z wyżej notowanymi rywalami i w weekend liczyli na odnotowanie pierwszego zwycięstwa. Mieli im w tym pomóc powracający do składu Grzeliński i Balmazović.

Pierwsza kwarta zakończyła się celnym rzutem za trzy Chrisa Czerapowicza, który był wyróżniającym zawodnikiem gospodarzy i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 22-20. Na wyróżnienie w drużynie z Krosna zasłużył też Woolridge, który po 10 minutach miał na koniec 4 asysty (5 w całym meczu).

Druga kwarta to dużo lepsza gra przyjezdnych, którzy objęli 7 punktowe prowadzenie na koniec drugiej kwarty (38-45). Świetnie w tej części gry radził sobie strzelec lublinian- Jakub Dłoniak, który był autorem 10 oczek.

Po przerwie do Czerapowicza dołączył duet Madoxx – Woolridge i zmniejszyli prowadzenie Startu na koniec trzeciej kwarty do 1 punktu.

Czwarta kwarta to fantastyczna gra Miasta Szkła Krosno i dramat Startu Lublin. Destrukcję gości rozpoczął Dariusz Oczkowicz (dwie celne trójki) i Chris Czerapowicz a skończył Royce Woolridge, który w samej czwartej kwarcie zdobył 13 punktów (20 w całym meczu).

Ostatnia część gry zakończyła się wynikiem 26-12 i rewelacyjną postawą Woolridge’a, który wyrasta na lidera drużyny z Krosna. Średnio w sezonie 17.8 pkt. i 6.3 as. jest świetnym wynikiem i można śmiało stwierdzić, iż jest to jeden z lepszych transferów w PLK w tym sezonie.

Reasumując mecz trzeba wskazać na bardzo dobre usposobienie rzutowe obu drużyn. Gospodarze za dwa trafiali ze skuteczności 63.9%, a za trzy znalazło drogę do kosza 40% rzutów. W elemencie „trójek” jeszcze lepszą skutecznością pochwalić się mogą goście- 50% i 51.4% za dwa. W drużynie Startu nie było problemem wygenerowanie pozycji czy trafianie, a walka na tablicach gdzie osamotniony był Peterson (9 zb.). Lublinianie pozwolili na 9 ofensywnych zbiórek Krosna (stanowiło to 31% zbiórek na tablicy Lublina) co się przełożyło na 12 pkt. z ponowienia (przy 3 zb. i 2 pkt. z ponowienia Startu). Trener Zakelj musi mocno poprawić ten element gry ponieważ zespół z Lublina będzie mierzył się z drużynami z dużo lepszą obsadą strefy podkoszowej, a sam Peterson nie będzie w stanie zdominować bronionej tablicy.

W barwach Startu dobre zawody rozegrał Jakub Dłoniak zdobywca 12 pkt. Peterson zdobył 12 pkt. i dołożył 9 zb.
Wśród podopiecznych trenera Baranka dobrze wypadł Kareem Madoxx- 14 pkt., 7 zb. Czerapowcz trafił 19 pkt.

MVP spotkania: po raz pierwszy wybieram duet zawodników: Woolridge i Dłuski. Amerykanin zdobył najwięcej punktów w meczu- 20 i rozdał 5 asyst. Jakub zaliczył 10 pkt., zebrał 9 piłek (3 na ofensywnej tablicy) i przechwycił, aż 5 piłek (rekord kolejki wraz z Russellem Robinsonem).

Energa Czarni Słupsk- Asseco Gdynia 71-81

W poszukiwaniu zwycięstwa do Słupska przyjechała drużyna Asseco, która chciał wykorzystać słabszą formę gospodarzy, którzy oba mecze pierwszych dwóch kolejkach zakończyli po nerwowych końcówkach.

Niespodziewanie dla kibiców gospodarzy ich drużyna przespała początek meczu co skrzętnie wykorzystali zawodnicy z Gdyni. Pierwsza kwarta zakończyła się wręcz knockdownem gospodarzy, którzy przegrywali różnicą 17 pkt. (9-26). 16 punktów dla gości „wykombinowało trio” Żołnierewicz- Put- Frąckiewicz. Druga kwarta to dalsza bardzo dobra gra Przemysława Żołnierewicza (12 pkt. do połowy), do którego dołączył Filip Matczak (10 pkt.) kończąc połowę dwoma celnymi rzutami z gry. Gospodarzy na powierzchni utrzymywał oczywiście Jerel Blassingame (11 pkt. do połowy). Druga remisowa kwarta (25:25) wcale nie napawała optymizmem graczy trenera Stelmahersa. Na własnym boisku stracili 51 pkt. w 20 minut gry. Wynik rodem z najlepszej ligi świata, a Żołnierewicz i Matczak nie mieli problemu ze znalezieniem drogi do kosza gospodarzy.

W trzeciej kwarcie Ginyard z Cesnauskisem próbowali pomóc Blassingame’owi w odrabianiu strat i powrotu do meczu. Jednak Przemysław Żołnierewicz był na posterunku i dorzucił kolejne 6 pkt. utrzymując bezpieczną przewagę.

W czwartej kwarcie nie uświadczyliśmy wielu emocji, a przez całą kwartę wynik oscylował wokół 10 pkt. przewagi i taką też różnicą się zakończył. Dobre zawody zaliczył Filip Matczak autor 13 pkt. ( z 12 rzutów) i 8 zbiórek. W ważnych momentach trafiał doświadczony Krzysztof Szubarga (12 pkt., 4/8 za trzy), który z każdym kolejnym meczem wygląda coraz lepiej.

W ekipie Czarnych wyróżniali się Ginyard (15 pkt. potrzebował 14 rzutów, 6 zb.), Blassingame (17 pkt. z 16 rzutów, 4 zb. i 6 as.). Kolejne słabe zawody rozegrał Stanley Burrell (2/9 z gry), który może opuścić zespół ze Słupska.

MVP spotkania: Przemysław Żołnierewicz. Jego atletyzm (siła, dynamizm, utrzymanie ciała w powietrzu) i coraz wyższa świadomość oraz inteligencja gry sprawiają, że świetnie się go ogląda. Gra zdecydowanie dla niego zwolniła. 20 pkt. i 7 zb. oraz 7 wymuszonych przewinień. Zdecydowanie najlepszy gracz meczu.

[ot-video][/ot-video]

MKS Dąbrowa Górnicza- Polski Cukier Toruń 59-65

W meczu kończącym kolejkę zmierzyły się drużyny niepokonane do tej pory w lidze. MKS po ciężkim pojedynku z Anwilem podejmował zawodników Polskiego Cukru Toruń.

Mecz rozpoczął się od bardzo dobrego okresu Kerrona Johnsona i jego 8 punktach, po którym zespół gospodarzy objął prowadzenie 14-7. Świetną zmianę dał Tomasz Śnieg, który zdobył 4 pkt. przedzielone celnym rzutem Bartosza Diduszki. Koniec kwarty to trzypunktowa przewaga dąbrowian (19-16).

Trener Winnicki bardzo dobrze przygotował się do meczu i odpowiadał swojemu rywalowi różnymi ustawieniami piątek zależnie od sytuacji boiskowej i reakcji trenera Anzulovica. Od pierwszych minut było widać, iż oba sztaby trenerskie postawiły na bronioną część parkietu, a walka na ustawienia trwała. Mało w tym meczu było czystych pozycji wypracowanych zagrywkami, za to dużo rotacji, obrony close-outów i ustawień mogących często zmieniać krycie przy zasłonach. Druga kwarta to bardzo dobra gra Przemysława Szymańskiego autora 9 punktów. Połowa kończy się wynikiem 33-30.

Trzecia kwarta to jeszcze lepsza gra gości w obronie, która powoduje ogromne problemy w organizacji gry gospodarzom. Nawet ustawienia z Johnsonem i Piechowiczem nie poprawiały tego aspektu i każdy zdobyty punkt to ciężka praca. Po trzech częściach gry goście prowadzą 45-48.

Ostatnią część gry zespół MKS-u rozpoczął od dalszych problemów z płynnym atakiem, a do tego doszły problemy rzutowe i przez 3 min. 23 sek. spudłowali 5 rzutów z gry. Niemoc przełamał wjazdem pod kosz Kerron Johnson. W tym czasie kolejne świetne wejście notuje Tomasz Śnieg i zdobywa 4 pkt. z rzędu popisując się efektownymi floaterami (rzut z jednej ręki wysokim łukiem). W tym momencie przewaga „Twardych Pierników” urosła do 7 punktów. Rytm złapała ekipa trenera Winnickiego, która po dwójkowych akcjach Wiśniewski-Sulima oraz trójce i kontrze Trottera objęła 12 punktowe prowadzenie, które było najwyższym w meczu. Dąbrowski MKS próbował ratować mecz wychodząc bardzo agresywnie na całym boisku, ale doświadczeni zawodnicy z Torunia nie pozwolili na nerwową końcówkę i wyrwanie zwycięstwa ze swoich rąk.

W szeregach gospodarzy dobrze zaprezentował się Przemysław Szymański, który w 18 min. rzucił 12 punktów z 7 rzutów. Rozgrywający Johnson dodał 14 pkt. i 7 zb., ale też 4 straty.

Wśród torunian na pochwały zasłużyli: Bartosz Diduszko – 11 pkt., Tomasz Śnieg 9 pkt. w 17 minut oraz dobra defensywa.

MVP spotkania: Obie Trotter. W pierwszej połowie zbyt długo kozłował. W drugiej uwolnił swój rzut i szybciej uruchamiał kolegów- 15 pkt. Co-MVP należy przyznać też defensywie ekipy trenera Winnickiego, niesamowita intensywność i odpowiedzialność za każdy ruch. Poezja.

Paweł Doniec


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments