Jeśli ktoś kiedyś powie, że matematyka się w życiu nie przydaje, to jest w ogromnym błędzie. Przykład? Dzięki niej można bardzo łatwo zliczyć wszystkie celne rzuty, które oddał Chavaughn Lewis w pojedynku TBV Startu Lublin z Legią Warszawa i zauważyć, że zdobył rekordowe 39 punktów. Głównie dzięki temu czerwono-czarni wygrali u siebie 95:85.

TBV Start Lublin – Legia Warszawa 95:85 (statystyki)

„Legioniści” byli pod dużą presją, bo walczyli o pierwszą wygraną w sezonie. I faktycznie, inicjatywa była początkowo po stronie gości. Swoimi umiejętnościami strzeleckimi popisywał się środkowy Mateusz Jarmakowicz. Lublin szybko się jednak otrząsnął i za sprawą głównie Urosa Mirkovicia wyszedł na prowadzenie 10:7. Wtedy do akcji wkroczył trener Piotr Bakun i przywołał do siebie zawodników. Skutek był taki, że gracze ze stolicy przedarli się wreszcie do kosza i przerwali serię akcji bez punktów. Czerwono-czarni odskoczyli im, ale „Wojskowi” pokazali charakter w końcówce, wykorzystali kilka potknięć rywali i odrobili część strat ­– 19:25.

Nieco ponad minuty potrzebowała Legia, żeby doprowadzić do remisu po 25. Proste błędy gospodarzy wykorzystywali kolejno Mateusz Jarmakowicz, Michał Aleksandrowicz i Grzegorz Kukiełka. Tym razem w rolę „tego niezadowolonego” wcielił się trener David Dedek. Szkoleniowiec miał spory ból głowy – jego zespół grał coraz gorzej, a on wykorzystał już obie przerwy na żądanie. Goście zabezpieczyli własną „deskę” i nękali rywali kontrami, które napędzał Grzegorz Kukiełka. Lublinianie mieli też problemy z przekazywaniem sobie krycia w obronie w ataku pozycyjnym. Dzięki temu warszawianie złapali chwilowo wiatr w żagle. Po raz kolejny w tym spotkaniu doszło jednak do zmiany układu sił. Start ciągnął za sobą Chavaughn Lewis, a jego zespół wyszedł na prowadzenie 50:41.

Przez niemal całą pierwszą połowę zaskakująco niewidoczny był kapitan Legii Tomasz Andrzejewski. Po zmianie stron dał o sobie znać lubelskim kibicom. Mocno pracował pod koszem i dawał gospodarzom cenne punkty. Jednak to miejscowi byli na fali. Po raz pierwszy w tym pojedynku mieli wyraźne prowadzenie, które musieli jednak dobrze pilnować. Beniaminek PLK nie zamierzał się tak łatwo poddać. Trzecia kwarta była pod tym względem zdecydowanie najbardziej wyrównana. „Legioniści” ciągle mieli wygraną w zasięgu rąk. Było to tym bardziej widoczne, że przed decydującą odsłoną tracili do czerwono-czarnych zaledwie 6 punktów – 68:74.

Ostatnia kwarta to połączenie zamieszania z nerwówką. Na początku oglądaliśmy klasyczną wymianę ciosów. Potem temperatura wzrastała i „pas” jako pierwsi powiedzieli warszawianie. Najpierw jedno przewinienie techniczne dostała ławka za dyskutowanie z sędziami, a potem arbitrzy „nagrodzili” Łukasza Wilczka za, ich zdaniem, niepotrzebne oklaski. Teraz czas na zamieszanie – oba rzuty wolne za „dachy” zamienił na punkty James Washington. Zostały jednak anulowane, bo według komisarza zawodów były wykonane niezgodnie z procedurą. Była to zresztą dobra decyzja, bo najpierw rzuty powinien egzekwować Chavaughn Lewis za zwykły faul „Legionistów” w obronie. Ostatecznie jednak lublinianie mieli wystarczającą przewagę, żeby dowieźć wygraną spokojnie do końca.

Autor: Krzysztof Kurasiewicz








1 KOMENTARZ

  1. Kompletnie nie zrozumiała decyzja sędziów na niespełna 2 minuty przed końcem spotkania. Chyba odrobinę zadanie ich przerosło. Dawali techniczne ławce a Wilczek po otrzymaniu technicznego podszedł to stołu sędziowskiego i dalej tworzył swoje pierdalamento za co powinien być ukarany kolejnym przewinieniem i zakończyć grę. (L)ooserzy przegrali szkoda że nie z godnością.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj