Głodni zwycięstw podopieczni trenera Emila Rajkovića odnieśli swoje trzecie zwycięstwo w tym sezonie. Zespół Stali Ostrów Wielkopolski pokonał na wyjeździe Polfarmex Kutno 80:72. Po meczu dla czytelników PROBASKET wypowiedział się skrzydłowy zwycięskiej drużyny – Szymon Szewczyk.

Emilia Pińkowska: – Czy spodziewaliście się takiego przebiegu spotkania Kutnie? Wyszliście na parkiet bardzo zmotywowani, jakbyście chcieli pokazać, że to miejsce które zajmujecie w tabeli nie odzwierciedla Waszych możliwości i potencjału.

Szymon Szewczyk: – Przyznajmy, że mamy już sześć porażek, więc w tym momencie to spotkanie i każde kolejne liczy się dla nas podwójnie. Wydaje mi się, że już dość spotkań przegraliśmy w końcowych fragmentach gry. Jest to bardzo ważne zwycięstwo i cieszy nas to. Popełniliśmy dziś wiele błędów, ale dwa punkty jadą do Ostrowa i to cieszy najbardziej.

W pierwszej kwarcie zagraliście praktycznie bezbłędnie, jednak druga odsłona pokazała, że kibice w Kutnie powinni spodziewać się meczu walki. W końcówce to Wy dzisiaj zachowaliście zimną krew.

– To jest Dardan Berisha i cała reszta. Nie mieli dziś w składzie swoich dwóch zawodników, ale postawili nam bardzo ciężkie warunki. U nas zawsze ta pierwsza kwarta, nawet pierwsza połowa wygląda nieźle. Potrafimy odskoczyć przeciwnikom nawet na dwadzieścia kilka punktów. I potem z reguły wkrada się pod koniec kwarty czy też meczu, trochę nonszalancji i brak koncentracji. Wtedy troszeczkę zwalniamy tempo, zaczynamy tak naprawdę chodzić po parkiecie. Wówczas przeciwnik to wykorzystuje i z dwudziestu czy piętnastu punktów przewagi nagle robi się znowu trzy, znowu cztery i zaczyna się nerwówka. Czasami mieliśmy szczęście i wygraliśmy takie spotkania, ale czasami mieliśmy też pecha, do czego sami doprowadzaliśmy. Właśnie w ten sposób wygrała u nas Polpharma, czy Trefl Sopot. Podobnie przebiegał także mecz wyjazdowy do Krosna. Naprawdę musimy wyciągać wnioski, bo to się robi troszeczkę męczące.

Dzisiejsza wygrana to również dobra prognoza przed kolejnym meczem z sąsiadem z tabeli (AZS Koszalin – przyp. red.)

Dlatego, tak jak mówię, każde kolejne spotkanie jest dla nas bardzo, bardzo ważne w tym momencie. Bo już nie możemy sobie pozwolić na żadne błędy, czy porażki. Zdajemy sobie sprawę, że jest trochę nerwowości i u nas w drużynie, i tak samo w klubie. Na pewno miejsce, które zajmujemy w tym momencie odzwierciedla nasza grę, bo wiadomo, że jak się przegrywa to jest się na dnie tabeli. Ale na pewno nie tak to sobie wszyscy wyobrażamy, jako sami zawodnicy, którzy trenują przez cały tydzień, jak i trenerzy czy zarząd i właściciel klubu. Powinniśmy być gdzieś o wiele, wiele wyżej. Te trzy porażki na własne życzenie wydaje mi się, że będą cały czas taką kulą u nogi. Ale mam nadzieję, że to już jest przeszłość. W tym momencie mamy kolejne mecze, musimy się na nich skupić i wygrywać.

W ostatnich tygodniach miało miejsce sporo roszad w składzie Stali, a do gry powrócił już Christo Nikołow. Już tydzień temu byliście bliscy pokonania świetnie radzącego sobie beniaminka z Krosna. Czujecie się bardziej zgrani?

– Christo leczył kontuzję, więc był obecny cały czas na treningach. W tym momencie nie przyjechał z nami Wlaty Koreniuk, doszedł Shawn King, Marc Carter. Na pewno drużyna potrzebuje trochę więcej czasu, ale tak naprawdę my go nie mamy. To nie jest luksus, który my w tym momencie posiadamy, czy możemy sobie kupić. Po prostu musimy to jak najszybciej zrobić, żeby to wszystko funkcjonowało tak, jak my sobie tego życzymy.

Czy jesteście zaskoczeni obecnością tak licznej i głośnej grupy kibiców z Ostrowa Wielkoposlkiego w kutnowskiej hali?

– Z tego co zauważyłem, to kibice zawsze jeżdżą za drużyną z Ostrowa i to jest miłe i fajne. Dzisiaj widziałem, że doszło do jakiejś zadymy. Nie wiem o co chodzi, ale mam nadzieję, że kibice też rozumieją, że nam jako drużynie, nie są potrzebne tego typu przepychanki czy inne zachowania – a ich gorący doping. Dziękuję im bardzo za wsparcie i mam nadzieję, że następnym razem też tak licznie spotkamy się na kolejnym wyjeździe.

 

Rozmawiała:
Emilia Pińkowska

fot. Marcin Nadolski





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj