Pierwszy weekend, ale nie kolejka PLK za nami. Z uwagi na nieparzystą liczbę drużyn w lidze debiutująca drużyna z Krosna rozegra we wtorek drugi swój mecz w pierwszej kolejce , a wcześniej przed nami jeszcze poniedziałkowe starcie „królów” ze Szczecina ze Startem Lublin. Na wstępie warto odnieść się do bardzo istotnej, z perspektywy kibica PLK, zmiany godzin meczów telewizyjnych. Przyznam się, że byłem sceptycznie nastawiony do zaczerpniętego z hiszpańskiej ligi ACB pomysłu rozgrywania meczów w godzinach „porannych” tj. 12:40. Po pierwszych dwóch transmisjach muszę posypać głowę popiołem i przyznać, iż pomysł był trafiony. Śniadanko, kawka, dobry mecz PLK (niedziela, Polpharma- Anwil), why not? Ale o tematach takich albo innych jeszcze będzie czas porozmyślać, a teraz jedziemy z podsumowaniem.


Miasto Szkła Krosno- ROSA Radom 73:97

Sezon został zainaugurowany w Krośnie, a rywal dla debiutanta od razu z najwyższej półki- radomska ROSA. Świeżo upieczony zdobywca Superpucharu z kadrowiczem Michałem Sokołowskim , MVP superpucharu- Tyronem Brazeltonem, świetnym strzelcem Garym Bellem jr. w składzie. Jakbym miał nadać nagłówek opisujący ten mecz to byłoby to „Pierwsze śliwki robaczywki”. Odniosłem wrażenie, że dla obu stron ten mecz jest takim zapoznaniem się z sezonem, przetarciem jak w walce bokserskiej dwie lub trzy początkowe rundy. Pomimo wygranej ze Stelmetem zespół z Radomia wygląda jakby dopiero wchodził na te najwyższe obroty motoryczne oraz taktyczne. Najlepszą wersję Rosy zobaczymy w późniejszej części sezonu, coś jak turniejowe podejście Hiszpanów. Podobnie sytuacja wygląda z drużyną Miasta Szkła, tylko tutaj musi dojść do dostosowania się do gry w PLK gdzie odbywa się to na wyższym czytaj szybszym, intensywniejszym poziomie oraz podejmowaniu natychmiastowych decyzji w obronie jak i w ataku.

W ostatnich latach wielokrotnie miałem okazję obejrzeć krośnian na boiskach pierwszoligowych i była to drużyna bardzo dobrze zdyscyplinowana i ułożona, dlatego też byłem zdziwiony sytuacjami, w których brakło komunikacji, podjęcia szybkiej decyzji w efekcie czego Rosa otrzymywała łatwe punkty czy zbiórki. Jestem przekonany, iż jest to kwestią czasu, adaptacji do nowych warunków. Bardzo interesującym zawodnikiem będzie reprezentant Szwecji o polskich korzeniach- Chris Czerapowicz. 10 punktów na 41% skuteczności i 4 zbiórki to nie są powalające statystyki, ale jego możliwości są dużo większe. W końcu jego alma mater (Davidson) ukończył nie kto inny jak najlepszy strzelec na świecie- Stephen Curry.

Wśród krośnian bardzo dobre zawody rozegrał Royce Woolridge notujący linijkę 20 pkt/4 zb/8 as i współczynnik eval na poziomie 23. Warto odnotować dobry występ powracającego do ekstraklasy Jakuba Dłuskiego, który uzbierał 12 punktów oraz 8 zbiórek. Po stronie Rosy bardzo dobrze zagrał Darnell Jackson. Ewenementem było, iż podstawowy podkoszowy radomian trafił dwie trójki oraz był najlepszym asystentem zespołu zaliczając ich, aż 6. Standardowo bardzo dobre zawody rozegrał supercombo duet amerykańskich obwodowych Rosy- Tyrone Brazelton oraz Gary Bell Jr, którzy razem uzbierali 34 pkt (odpowiednio 15 i 19).

Jak już zdążył nas przyzwyczaić Michał Sokołowski rozegrał kolejny mecz na swoim bardzo wysokim poziomie notując 16 pkt, 4 zb i 5 asyst. Podobne statystyki w wykonania „Sokoła” są już stałymi cyferkami. Pomału, po cichu Sokół staje się naszym polskim może jeszcze nie Lebronem James’em, ale nie waham się użyć określenia Paulem George’em. Widać, iż w każdej przerwie pomiędzy sezonami dokłada kolejne elementy do swojej gry.

Wracając stricte do gry, Rosa od samego początku kontrolowała przebieg meczu wchodząc w mecz od sekwencji 5:19. Zryw Krosna doprowadził nawet do objęcia przez nich prowadzenia 31:30. Wtedy mecz w swoje ręce przejął kwartet liderów Rosy i odjechał na 14 punktów(32-45). Od tego momentu Rosa nie pozwoliła na więcej emocji w meczu i kontrolowała mecz do jego zakończenia. W tym miejscu chciałem pochwalić Macieja Bojanowskiego, który wnosi bardzo dużo energii po obu stronach parkietu. Ten młody gracz nie obawia się przed zagraniem 1 na 1 przeciwko bardziej doświadczonym zawodnikom, a do tego posiada zdolność do efektownego kończenia akcji. W jednej z nich świetnie bronił Chrisa Czerapowicza, a następnie wziął go na „plakat” kończąc kontra-atak efektownym wsadem. Polecam sprawdzić!

[ot-video][/ot-video]

MVP: Darnell Jackson. Rzadko się zdarza, aby najlepszym asystującym drużyny był center. 20 pts. i 6 as. robi wrażenie.

Trefl Sopot- Stelmet Zielona Góra 69:84

Drugi mecz sezonu odbył się w Sopocie, gdzie miejscowy Trefl podejmował mistrza Polski- Stelmet Zielona Góra. Odnotować trzeba, iż w składzie sopocian mecz rozpoczął 19 letni Michał Kolenda, a na ławce pozostali doświadczeni Piotr Śmigielski oraz Artur Mielczarek. Pierwsza połowa to trochę niespodziewanie bardzo wyrównana gra, gdzie obu drużynom udało się uzyskać maksymalnie pięciopunktową przewagę. Świetne dwie pierwszej kwarty rozegrał Anthony Ireland, który zdobył 14 punktów w tym okresie gry. Wsparcia udzielili mu Artur Mielczarek oraz Nikola Marković, którzy zdobyli po 8 punktów. Pozwoliło to zawodnikom Trefla na uzyskanie minimalnej przewagi przed drugą połową.

W szatni trener Gronek musiał wstrząsnąć swoją drużyną, gdyż 3 kwarta była znacznie lepsza w wykonaniu jego podopiecznych. Świetną końcówkę ćwiartki rozegrał duet podkoszowych Stelmetu- Djurisić/Hrycaniuk. Jak zakończyła się trzecia kwarta tak rozpoczęła czwarta. Pierwsze 4 punkty dla mistrzów zdobył Hrycaniuk, a kolejne 5 –Nemanja Djurisić i po 3 minutach ostatniej kwarty zielonogórzanie objęli 16 punktowe prowadzenie, które w szczytowym momencie zwiększyło się do 22 punktów. Za sprawą Irelanda i Markovića strata na zakończenie pojedynku zmniejszyła się do 15 punktów.

Najlepszymi zawodnikami w szeregach Stelmetu okazało się wyżej wspomniane duo podkoszowych. Djurisić w niecałe 23 minuty uzyskał wskaźnik eval 21 rzucając 17 punktów i 9 zbiórek, a „Bestia z Myśliborza”, jak uwielbia określać Adama Hrycaniuka komentator Adam Romański, uzyskał w czasie 19 minut gry 14 pkt i 5 zbiórek. Do ciekawostek należy zaliczyć, aż 49 punktów zawodników rezerwowych Stelmetu przy 35 punktach starterów. Statystyka pokazuje jak szerokim i mocnym składem na warunki PLK dysponuje trener Gronek.

U gospodarzy na wyróżnienie zasługuje Anthony Ireland (18 pkt, a tylko 1/6 za trzy tego świetnego snajpera za łuku), który bardzo dobre zawody zagrał głównie w pierwszej połowie. W drugiej zmienił go Nikola Marković, który wykręcił bardzo dobrą linijkę- 20 pkt,7 zbiórek i aż 6 przechwytów jednak nie grzeszył skutecznością z gry trafiając 5 rzutów z 15, a na linii „pochwalić” się może skutecznością 61,5%. Słabszy pierwszy mecz w barwach drużyny z Sopotu rozegrał Kuba Karolak, który zdobył jedynie 2 pkt., przy skuteczności 12,5% (w tym 0/6 za 3). Drużyna z Sopotu miała problem z wykończeniem akcji notując tylko 35,9% (50,7% Stelmet) z gry i 59,3% z linii. Jeśli w kolejnych meczach włączą się sopockie strzelby (Karolak, Ireland,Markovic) to Trefl może być bardzo niebezpieczny w tym sezonie. W szczególności problemem dla defensyw rywali może być stretch-4/5 – Marković. Dodając do tego dobrze rzucającego za trzy- Filipa Dylewicza to Trefl może desygnować do gry piątkę, w której każdy grozi rzutem za trzy.

MVP: Nemanja Djurisić. Dobrą decyzją było pozostawienie tego zawodnika na kolejny sezon w Stelmecie. Po świetnych wakacjach w reprezentacji i dostosowaniu się do warunków gry w Europie (skończył uniwersytet w Stanach) będzie sporym wzmocnieniem nie tylko w lidze.

Siarka Tarnobrzeg- PGE Turów Zgorzelec 51:87

Na Podkarpacie przyjechała wzmocniona drużyna Turowa m.in. powracającym Davidem Jacksonem, czy snajperem Michałem Michalakiem oraz uniwersalnym zawodnikiem Denisem Ikovlevem, którego kibice mogą pamiętać z gry w barwach Śląska Wrocław. Siarka dokonała kilku ciekawych polskich wzmocnień stawiając na doświadczenie i kontraktując Krzysztofa Jakóbczyka, Tomasza Wojdyłę czy Marcina Malczyka. Jednak wzmocnienia zagraniczne nie wyglądają obiecująco (póki co).

Pomimo dysproporcji w potencjale składu obu drużyn pierwsza połowa zakończyła się tylko dwupunktowym prowadzeniem gości 36:38, a nawet Siarka potrafiła wyjść na 6 punktowe prowadzenie jeszcze w pierwszych 20 minutach. Po przerwie początkowy fragment gry trzeciej kwarty nie wskazywał na „blowout” w wykonaniu Turowa. Jednak przestój tarnobrzeżan w ostatnich 4 minutach kwarty, w których zdobyli tylko 2 pkt spowodował 18 punktową przewagę Turowa na zakończenie tej części meczu. Jak się później okazało czwarta kwarta była najgorszą w wykonaniu Siarki. Na potwierdzenie tego faktu wskazać trzeba wynik tej części gry – 6:24.W ostatnie 10 minut gry podopieczni trenera Fischera weszli z przytupem trafiając 5 pierwszych rzutów z pola na co Siarka nie odpowiedziała żadnymi punktami i przewaga urosła do 30 punktów. Kolejne minuty gry to było już tylko dogrywanie meczu do końca i powiększanie przewagi przez Turów.

Po stronie zgorzelczan dobre zawody rozegrał David Jackson (14 punktów), Kirk Archibeque (14 pkt i 9 zb) oraz para polskich swingmanów Kostrzewski/Michalak (12 i 11 pkt). W szeregach tarnobrzeżan nie jestem w stanie wymienić żadnego zawodnika, który w znaczny sposób odznaczałby się w tym meczu. Najlepszy ich strzelec Brandon Brown do uzyskania 13 punktów potrzebował, aż 15 rzutów. Krzysztof Jakubczyk ustrzelał 10 punktów w 12 rzutach. Z ciekawostek trzeba zaznaczyć, iż Turów w całym spotkaniu uzyskał rewelacyjną skuteczność z gry 62,9%.

Na drugim biegunie należy umieścić „osiągnięcie” Siarki, która w drugiej połowie uzbierała jedynie 15 punktów (w samej pierwszej kwarcie rzucili 20). Na marginesie dodam, iż bardzo podoba mi pomysł trenera Turowa- Mathiasa Fischera, zaciągnięty rodem z NBA o graniu z 1 klasycznym podkoszowym i 4 zawodnikami o charakterystyce obwodowej. Denis Ikovlev oraz Mateusz Kostrzewski świetnie nadają się do roli graczy rozciągających grę, a mając bardzo silnego Kirka Archibequ’a nie powinni bać się o walkę na deskach. Sam Kirk może skorzystać na nowym systemie gry mając większą swobodę w manewrach w strefie podkoszowej. Mniej zawodników bliżej kosza= większe trudności z podwojeniami, proste.

MVP: ciężko było kogoś wybrać ponieważ Turów zagrał bardzo drużynowo i nikt nie wybił się na zdecydowanego lidera. Postawiłem na Davida Jacksona. Może trochę na zachętę, ale oprócz 14 punktów dołożył on, aż 3 przechwyty.

MKS Dąbrowa Górnicza- Asseco Gdynia 91-68

Byłem bardzo podekscytowany okresem przygotowawczym MKS-u, ponieważ po poprzednim sezonie miałem raczej mieszane uczucia w stosunku do Drażena Anzulovića. Jednak nie można jednoznacznie ocenić trenera po sezonie, w którym dysponował składem zbudowanym przez swojego poprzednika. Prawdziwą ocenę trenerowi MKS-u będziemy mogli wystawić po rozpoczętym sezonie, a apetyty w Dąbrowie Górniczej znacznie wzrosły po tym jak drużyna prezentowała się w przygotowaniach, gdzie nie przegrała meczu.

W wakacje w Dąbrowie szybko zabrano się za kontraktowanie zawodników i od dłuższego czasu trzon drużyny był gotowy (jedyny problem z Alexem Hamilltonem) i widać to teraz na boisku. Przede wszystkim świetnie się ogląda ich pracę w defensywie i obronę pick and rolli w bocznych pasmach boiska. To z jaką intensywnością wychodzą podkoszowi do obwodowych i jak sprawnie i instynktownie rotuje drużyna z Dąbrowy jest godne uwagi. Fantastycznie się to ogląda i dawno nie widziałem na polskich parkietach takiej intensywności defensywnej.

Z drugiej strony w sobotę Asseco nie postawiło ciężkich warunków w Hali Centrum. Po 8 minutach gry na tablicy widniał wynik 25:5. To oraz sposób gry drużyny z Gdyni nie wskazywał, iż mecz uraczy nas wielkimi emocjami. 20 punktów przewagi do połowy i 30 po trzeciej kwarcie jasno pokazywały kto dzielił i rządził. Świetne zawody rozegrał nowy podkoszowy MKS-u Jeremiah Wilson, który co chwilę popisywał się miękkim i świetnie ułożonym nadgarstkiem prezentując pełen arsenał rzutowy, a przede wszystkim z linii rzutów wolnych wykorzystał 13 z 14 prób. Oddać też należy, że Asseco nie miało pomysłu na obronę Wilsona, albo nie posiadało odpowiednich środków. Wysokim gdynian brakowało mobilności do wychodzącego za nim na obwód, a niżsi zawodnicy przegrywali fizycznie.

W drugiej połowie debiutujący w roli trenera Przemysław Frasunkiewicz grał dłuższe fragmenty piątką niższych zawodników, w której na pozycji centra biegał Filip Put. Pomysłem było podwajanie podkoszowych grających tyłem do kosza, co kilka razy się powiodło (7 strat Wilsona w meczu, w tym 2 lub 3 spowodowane wariantem defensywnym Asseco). Manewr z wyjściem ultra niskim ustawieniem pozwolił w pewnej części odblokować atak Asseco jednak dalej mieli oni duże trudności z pokonywaniem obrony pick and roll, a jest to podstawowy element ataku w systemie gdynian.

Po stronie Asseco słabe zawody zagrał powracający do gry po dłuższej przerwie były reprezentant Polski – Krzysztof Szubarga. Widać po nim, iż musi upłynąć jeszcze trochę wody w rzece, aby zrzucić z siebie rdzę i złapał odpowiedni rytm gry. Po stronie drużyny przyjezdnej na wyróżnienie zasłużył Wojciech Czerlonko autor 10 punktów i 3 przechwytów w niecałą kwartę gry oraz Przemysław Żołnierewicz zdobywca 15 punktów, który w niskich lineupach przyjmował fizyczną walkę ze wspomnianym Wilsonem.

Po stronie dąbrowskiego MKS-u, oprócz świetnego Wilsona, który uzbierał 27 pkt. na pochwały zasługuje nowy generał parkietu –Kerron Johnson zdobywca 16 oka oraz 4 asyst i 3 przechwytów. Co godne uwagi po stronie strat w jego statystykach widnieje okrągłe zero! Wielu kibiców przed meczem wspominało z utęsknieniem Rashauna Broadus’a jednak Kerron jest świetnym zawodnikiem grającym w systemie i potrafiącym dowodzić grą, a do tego poświęcającym się w obronie i świetnie czytającym grę rywali po obu stronach parkietu. Miło sie go oglądało i już nie mogę się doczekać jego pojedynku z Tyronem Brazeltonem, ale to dopiero 19 listopada.

MVP: Pomimo, aż 7 strat wyróżnienie otrzymuje Jeremaiah Wilson, ale długo się gryzłem wyborem Kerrona Johnsona.

Energa Czarni Słupsk- Polfarmex Kutno 78:79

Powrót do ligi polskiej Dardana Berishy elektryzował część środowiska koszykarskiego. Naprzeciwko ekipy z Kutna stanął Jerel Blassingame ze swoją hordą strzelców oraz kibicami w Hali Gryfia. Po stronie Czarnych również mieliśmy „come back” do PLK,a nawet dwa. Ponownie zawitał w Polsce Marcus Ginyard. Jak donosi Twitter koncentrował się on do meczu podziwiając dzieła Witkacego. Powrót do drużyny ze Słupska zaliczył także Stanley Burrell, którego kibice muszą bardzo dobrze wspominać jako świetnego scorera.

Mecz był bardzo wyrównany, ale gracze, od których najwięcej się oczekiwało zawiedli w sferze rzutowej. Superstrzelec z Kosowa- Dardan Berisha uzyskał 21 punktów. Niestety potrzebował do tego, aż 23 rzutów i pomimo, iż był najlepszym strzelcem po stronie Polfarmexu to jego wskaźnik eval zatrzymał się na liczbie 11 co było dopiero czwartym wynikiem kutnian (na równi z Grzegorzem Grochowskim, który zdobył 6 pkt, a ponadto po 5 zbiórek i asyst).

W ekipie Czarnych Słupsk strzelby również miały rozregulowany celownik. Wspomniany Ginyard zanotował 12 punktów z 13 rzutów, a Burrell- 5 oczek z 8 prób. Dokładając do tego również słabą skuteczność Jarela Blassingame’a, który swoje 19 punktów uzyskał z 18 rzutów, ale rehabilitował się prowadząc atak słupszczan i dodając 8 asyst. Ozdobą meczu były dwa niesamowite bloki Justina Jacksona, który już zdążył nas przyzwyczaić do podobnych akcji w poprzednim sezonie. Wszystko co emocjonujące działo się w końcówce spotkania, a kibice oglądali szalone ostatnie kilka minut meczu.

Na 6 minut do końca spotkania wynik na tablicy oznajmiał prowadzenie Czarnych 69-64 po czym dwoma akcjami w przeciągu minuty wynik wyrównał Dardan Berisha na co rzutem za trzy odpowiedział Mantas Cesnauskis. W kolejnej akcji takim samym rzutem popisał się Devante Wallace po asyście Grzegorza Grochowskiego. Wynik 72:72. Następnie na trzy punktowe prowadzenie wyprowadza Czarnych niesamowitym rzutem przez ręce obrońcy i z odskoku Blassingame. Stratę zmniejsza Mateusz Bartosz po kolejnym podaniu Grochowskiego. Akcją 2+1 popisuje się Ginyard i na 2 minuty do końca spotkania gospodarze prowadzą 78-74. Za dwa trafia Berisha i zmniejsza stratę do zasięgu jednego rzutu. Czarni nie trafiają i swoją szansę ma Polfarmex. Na 16 sekund do końca z rogu boiska trafia Mateusz Bartosz po podaniu oczywiście nikogo innego jak „Groszka”. Trener Stelmahers prosi o czas, a po przerwie Blassingame jest faulowany i na 12 sekund do końca staje przed szansą wyprowadzenia Czarnych na 1 punktowe prowadzenie. Niestety dla kibiców zgromadzonych w hali spudłował oba rzutu. Jerel jeszcze raz miał możliwość wygrania meczu dla Słupska, jednak nie powtórzył celnego rzutu za 3 sprzed niespełna trzech minut.

Na pocieszenie Jerela dodam, iż nie tylko on w tej kolejce nie trafił dwóch osobowych mogących dać wygraną, ale o tym później. Po stronie gospodarzy na uwagę zasłużył nowy center David Kravish notując double-double- 13 pkt. oraz zbiórek. Wśród zwycięzców pochwalić należy autora zwycięskiego rzutu Mateusza Bartosza, a jego linijka to 11 pkt. (5/8 z gry) oraz 9 zbiórek. Michael Fraser dzielnie walczył z Kravishem pod deskami zdobywając 9 punktów, ale wydzierając aż 12 desek.

MVP: wybrałem Devante Wallace’a autora statystyk 16 pkt. (6/11 z gry)/ 5 zb./2 as/ 2 bl.

Polpharma Starogard Gdański- Anwil Włocławek 83:82

Przyznam się, iż mocno nastawiałem się na ten pojedynek. W meczu o Superpuchar eksperci telewizyjni wytypowali kilka nazwisk mogących okazać się potencjalnymi gwiazdami ligi. Wśród nich znalazło się dwóch zawodników Anwilu- Tyler Haws oraz Josip Sobin. Oboje rozpoczęli mecz w wyjściowym składzie Rotwailerów. Szczególną uwagę zwracałem na Hawsa, który pobił rekord punktów szkoły, który wcześniej należał do 10 numeru draftu, byłego już zawodnika NBA- Jimmera Fredette’a. Na ostatnim sezonie uczelnianym notował 22 pkt na mecz przy skuteczności 48%. Haws nie zachwycił w swoim debiucie w PLK. Zanotował 6 pkt. i 3 asysty, ale odnoszę wrażenie, że kwestią czasu jest jak znajdzie swoje miejsce w systemie lub trener Milicic wprowadzi „sety” pozwalające mu na oddawanie rzutów. Drugi ze wspomnianych zawodników- Josip Sobin już dziś jest mocnym wzmocnieniem Anwilu. Świetne manewry podkoszowe. Nie uraczy nas szybkością, ale twardością gry i techniką w grze tyłem do kosza jak najbardziej. Jednak to nie ta dwójka decydowała o losach meczu.

Po pierwszej remisowej kwarcie, w drugiej Polpharma włączyła „tryb szaleństwa” i akcjami Milesa oraz niesamowicie energicznego Hicksa odskoczyła na zakończenie połowy na 8 oczek. Trzecią kwartę Polpharma rozpoczęła trójką Urosa Mirkovica, którego to były 12 punkty w meczu (14 w całym meczu) i prowadzenie Polpharmy urosło do 11 punktów. Przewaga oscylowała wokół 10 punktów do czasu włączenia wyższego biegu przez Michała Chylińskiego, który trafił dwa rzuty za 3 punkty oraz dwa osobiste i razem z Toney McCray’em, który popisywał się niezwykle efektownymi akcjami rodem z amerykańskich parkietów, zmniejszyli prowadzenie Polpharmy do 1 punktu (53:52). W tym momencie drugi oddech złapali zawodnicy Starogardu Gdańskiego, którzy m.in. dzięki trafieniom Schenka i Milesa utrzymali prowadzenie na koniec 3 kwarty (63-57).

Obie drużyny grały falami i nie inaczej było w decydującej części meczu. Po nieco ponad 5 minutach czwartej kwarty Anwil wyszedł na prowadzenie 68:75. Jednak kolejny zryw Polpharmy i dwa celne rzuty za trzy (po jednym Hicks i Miles) rzuciły mecz do emocjonującej końcówki. Jednak McCray nie chciał martwić się do ostatnich sekund o wynik meczu i dwoma akcjami, w tym kolejną efektowną dobitką doprowadził do 5 punktowego prowadzenia na 1:47 do końca spotkania. Tym razem Polpharma rękoma Marcina Fliegera doprowadziła do stykowego wyniku (5 pkt w odstępie 30 sekund). Teraz dochodzimy do końcówki, która zawiozła kibiców drużyny Anwilu z nieba do piekła. Na 36 sekund do zakończenia meczu fantastyczną asystą typu „no look pass” (bez patrzenia) popisał się Kamil Łączyński obsługując Pawła Leończyka, który w ostatniej sekundzie akcji wyprowadził Anwil na prowadzenie 79-82.

W kolejnej akcji Anthony Miles zdobywa swój 25 punkt w meczu i zmniejsza prowadzenie przyjezdnych do 1 punktu. Po przeprowadzeniu przez Anwil piłki na połowę gospodarzy trener Budzinauskas wydaje polecenie przerwania akcji faulem. Na linii rzutów wolnych staje Kamil Łączyński, który w 4 kwarcie koncertowo prowadził grę włocławian. I w tej ważnej chwili Kamilowi zabrakło zimnej krwi i chłodnej głowy, ponieważ nie trafił dwóch rzutów wolnych. Piłka w rękach Polpharmy. Wyprowadza ją Miles, który podaje do ustawionego za linią 6,75 m. Urosa Mirkovica. Ten mija na lewą ręką i floaterem daje Polpharmie prowadzenie. Są to 14 punkty Urosa w meczu, wcześniejsze zdobył w 15 sekundzie drugiej połowy!

[ot-video][/ot-video]

Na trybunach szał, a Igor Milicic rozrysowuje zagrywkę na ostatnią akcję meczu. Po czasie piłka ląduje nomen omen w rękach Kamila Łączyńskiego, który może odkupić swoje „winy”. Oddaje rzut za trzy jednak nie znajduje on drogi do kosza gospodarzy. Szaleństwo na trybunach i konkurs tańca na parkiecie trwa. Po meczu licznym w efektowne akcje i szaloną końcówkę Polpharma wygrywa 1 punktem i sprawia niespodziankę na rozpoczęcie sezonu.

W zespole ze Starogardu Gdańskiego na pochwały zasłużyła dwójka snajperów – Miles i Hicks, którzy razem rzucili 40 punktów oraz Uros „Cold blooded” Mirković. Po stronie drużyny z Włocławka bardzo dobre zawody zagrali Toney McCray zdobywca 16 pkt. oraz Michał Chyliński autor 15 pkt. i 3 przechwytów. Wymienić również trzeba Pawła Leończyka, który na skuteczności 8/9 zdobył 17 pkt.

MVP: Pomimo oddania zwycięskiego rzutu przez Mirkovica tytuł oddaje w ręce Anthonego Milesa, który do 25 punktów dołożył 4 zbiórki i 5 asyst.

Polski Cukier Toruń- BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 81-74

Ostatni mecz weekendu został rozegrany w Toruniu pomiędzy miejscowym Polskim Cukrem, a BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Zespół z Torunia zachował polski trzon drużyny z Tomkiem Śniegiem, Łukaszem Wiśniewskim i Krzysztofem Sulimą, a w miejsce Michała Michalaka przyszedł Bartosz Diduszko. W drużynie z Ostrowa Wielkopolskiego zadebiutowali Szymon Szewczyk oraz Kamil Chanas, a Łukasz Majewski powrócił po kilku latach przerwy.

Polski zaciąg w Stalówce prezentował się bardzo dobrze. W pierwszej kwarcie na boisku rządził Łukasz Wiśniewski, który w tej części gry zdobył 9 punktów i zakończył kwartę wynikiem 26:22. W drugiej ćwiartce atak Polskiego Cukru zatrzymał się co skrzętnie wykorzystali zawodnicy przyjezdni, w czym wydajnie pomógł Marvin Jefferson, który wszystkie swoje punkty w meczu zdobył właśnie w drugiej kwarcie (6 punktów). Na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 39-40.

Po wznowieniu gry mecz toczył się punkt za punkt do wyniku 48-48 i w tym momencie 12 punktów dla Polskiego Cukru w 2 minuty zdobywa polskie trio obwodowych Śnieg- Wiśniewski- Diduszko. Kwarta kończy się 11 punktowym prowadzeniem gospodarzy i w ostatniej ćwiartce kontrolują mecz nie pozwalając Stali na zmniejszenie przewagi poniżej 6 punktów. W składzie gospodarzy prym wiodła wspomniana wyżej trójka. Tomasz Śnieg może się pochwalić najwyższym współczynnikiem evaluation, który wynosi 22 osiągając go z 15 pkt. i 6 as. Były reprezentant Polski Łukasz Wiśniewski zdobył 20 punktów i 4 asysty, a Bartosz Diduszko w debiucie w barwach drużyny z Torunia ustrzelał 15 oczek.

Wśród Stali najlepiej punktującymi byli Polscy zawodnicy: Łukasz Majewski 16 pkt., Szymon Szewczyk 15 pkt., Kamil Chanas 12 pkt, jednak najlepszym zawodnikiem zdecydowanie należy uznać autora 13 asyst Aarona Johnsona, który do tego dołożył jeszcze 4 przechwyty. Do niechlubnych statystyk trzeba zaliczyć 0/6 z linii rzutów wolnych nowego centra Stali- Marvina Jeffersona. Zespół z Torunia zanotował 100% skuteczność z linii, a zespół z Ostrowa Wielkopolskiego trafił tylko 47.1% osobistych, co de facto jest wynikiem niższym niż ich skuteczność z gry, którą uzyskali na bardzo dobrym poziomie- 50%. Twarde Pierniki uzyskały z gry 51,7%. Statystyki wskazują, iż rzuty osobiste mogły być decydującym o wyniku meczu czynnikiem. Pytanie brzmi czy Jefferson będzie w stanie regularnie trafiać z linii w granicach 50%? Odpowiedź pewnie poznamy już w najbliższy weekend, gdzie BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski podejmie na swoim boisku w meczu telewizyjnym Trefl Sopot.

MVP: Tomasz Śnieg- 15 punktów, 6 asyst i nawet celny rzut za trzy oraz punkty i asysty w ważnych momentach meczu wywindowały go do tej nagrody. Tomek ostatni raz za trzy trafił w sezonie 2013/14. Szmat czasu.

Na pocieszenie dla Jerela Blassingame’a i Kamila Łączyńskiego, którzy mogli wygrać mecze swoim drużynom rzutami wolnymi napiszę, iż wczoraj w meczu potentatów w lidze ACB pomiędzy Baskonią, a Barceloną bardzo dobry i doświadczony zawodnik Adam Hanga nie trafił decydującego rzutu osobistego, który mógł dać wygraną Baskonii, a tak w dogrywce Barcelona pewnie ich pokonała.

Tekst: PAWEŁ DONIEC

PLK: Jacek Winnicki: Kluczowa była trzecia kwarta


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments