Minął pierwszy miesiąc rozgrywek PLK. Sprawdźmy zatem kto w październiku poradził sobie najlepiej, a kto zawiódł swoich kibiców i pokładane przez nich nadzieje.

Tylko jeden zespół z kompletem wygranych

Większość kibiców śledząca na co dzień rozgrywki Polskiej Ligi Koszykówki zapytana przed sezonem o to, kto może zakończyć pierwszy miesiąc gry z kompletem zwycięstw z pewnością wskazałaby Stelmet, Rosę, Energę Czarnych, Anwil, część z nich być może Polski Cukier. Ale bardzo niewielu przyszłoby do głowy, by wskazać torunian jako jedyną ekipę, która nie przegra spotkania w październiku. Kibice z Zielonej Góry powiedzą, że ich drużyna nie przegrała meczu, a przynajmniej nie w tradycyjny sposób, ale ostatecznie liczy się fakt, że nie mogą pochwalić się zerem z tyłu. Takim osiągnięciem może pochwalić się drużyna prowadzona przez Jacka Winnickiego, która przeszła przez październikowe mecze jak taran. Najpierw wygrana na inaugurację we własnej hali ze Stalą, następnie wyjazd do Radomia i pogrom wicemistrza kraju, kolejna udana wyprawa do Dąbrowy Górniczej i w końcu kolejny pogrom przed własną publicznością w meczu z Treflem Sopot. „Twarde Pierniki” znakomicie wyszły na zakontraktowaniu Bartosza Diduszko, który na parkiecie robi dosłownie wszystko. Polak zdobywa punkty, zbiera, asystuje, blokuje i w dodatku wykonuje morderczą pracę w defensywie, której nie odzwierciedlają żadne statystyki. Drużyna z Torunia wykonała 100% normy i nie pozostaje nic innego, jak życzyć im takiej samej formy w listopadzie.

Kto największym zaskoczeniem ?

Zespołem, który bardzo pozytywnie nas zaskoczył jest MKS Dąbrowa Górnicza. Może nie jest to wielka niespodzianka, gdyż MKS był wymieniany przed sezonem w gronie drużyn, które mogą powalczyć w tym sezonie o górną część tabeli, ale co innego teoretyzować, a co innego na własne oczy przekonać się o dobrej grze dąbrowian. Podopieczni trenera Anzulovicia w październiku zanotowali bilans 3-2 i można by powiedzieć, że sporą zasługą takiego stanu rzeczy jest łatwy terminarz. MKS rozpoczynał sezon od wygranych z Asseco i Startem Lublin i w tych meczach rzeczywiście był faworytem. Kolejny mecz i kolejna wygrana to już jednak nie jest zasługa łatwego terminarza, tylko umiejętności i wiary we własne możliwości, ponieważ dąbrowianie wysoko pokonali Anwil Włocławek. Po znakomitym początku przyszły dwie porażki z Polskim Cukrem i PGE Turowem, ale to nie przeszkodziło, by MKS znalazł się w pierwszej czwórce ligowej tabeli.

Kto zawiódł najbardziej ?

Nikt nie będzie zdziwiony, jeśli powiemy, że najbardziej rozczarował w październiku BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski. Solidny skład zbudowany przez Zorana Sretenovicia, oparty na doświadczonych Polakach – Szymon Szewczyk, Kamil Chanas i Łukasz Majewski, miał od samego początku walczyć o miejsce w najlepszej ósemce, które pod koniec sezonu miałoby dać miejsce w fazie play-off. Oczywiście pierwsze pięć spotkań nie przekreśla w żaden sposób szans Stali na ostateczny sukces, ale aż cztery porażki w tych pięciu meczach sprawiają, że warto się zastanowić na co stać ostrowian w tym sezonie. Odpowiedzieć na to pytanie niestety się nie da, gdyż w drużynie już doszło do zmian, trenera Sretenovicia zastąpił Emil Rajković, a mówi się, że to nie koniec modyfikacji w składzie w Ostrowie Wielkopolskim.

Beniaminek bez respektu

Kolejnym miłym zaskoczeniem jest postawa beniaminka Polskiej Ligi Koszykówki, czyli drużyny Miasta Szkła Krosno. Ekipa Michała Barana rozpoczęła sezon bilansem 3-2 i plasuje się w ligowej tabeli na miejscu szóstym. Pierwszy mecz nie zapowiadał takiego stanu rzeczy, ponieważ porażka z Rosą Radom różnicą aż 24 punktów mogła sprawić, że morale w Krośnie drastycznie spadnie. Tak się jednak nie stało i Miasto Szkła wygrało kolejne trzy spotkania ligowe z AZS-em Koszalin, Asseco Gdynia i TBV Startem Lublin. W ostatnim meczu, gdzie przeciwnikiem był włocławski Anwil nie udało się co prawda wygrać, ale krośnianie nie mają się czego wstydzić, bo walczyli do samego końca. Z taką grą, ambicją i wolą walki Miasto Szkła może sprawić w tym sezonie jeszcze niejedną niespodziankę.

Faworyci bardzo przeciętni

Rosa Radom, Energa Czarni Słupsk i Anwil Włocławek, czyli trójka, która przez większość sympatyków zostałaby wskazana w najlepszej czwórce ligi. Niestety do najlepszej czwórki tym zespołom trochę brakuje. Najbliżej ma Rosa, która z bilansem 3-2 plasuje się na piątej pozycji. Radomianie na początku sezonu zostali rozgromieni we własnej hali przez Polski Cukier Toruń i jeszcze bardziej nieoczekiwanie przegrali w Sopocie z Treflem, a taki start sezonu wicemistrzowi Polski po prostu nie przystoi. Trener Kamiński postanowił wzmocnić rotację w swoim zespole i zdecydował się zakontraktować Jarosława Zyskowskiego Jr. Czy to pomoże w powrocie na właściwe tory ? W meczu z Siarką nie wyglądało to obiecująco. Z podobnymi problemami borykają się Energa Czarni i Anwil, obie ekipy zanotowały bilans 2-2. Słupszczanie także zdecydowali się już na pierwsze zmiany. Stanleya Burrella zastąpi Chavaughn Lewis. We Włocławku na razie bez zmian, ale gra nie wygląda najlepiej. W ostatniej kolejce Anwil miał poważne problemy z pokonaniem Miasta Szkła Krosno. Bez formy są Tyler Haws i Michał Chyliński, którzy łącznie w dwóch ostatnich meczach zagrali na skuteczności 10/42 z gry. W przypadku drużyny Igora Milicicia właśnie to wydaje się kluczem. Gdy Haws i Chyliński wrócą do optymalnej formy strzeleckiej, drużyna powinna w końcu zacząć grać swoją koszykówkę i odnosić kolejne zwycięstwa.








ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj