Jeden z lepszych defensorów przełomu lat 80-tych i 90-tych w NBA. Na pewno w czołówce trash-talkerów. Czołowy strzelec zza łuku w czasach, gdy nie było to jeszcze modne. Pewny siebie, waleczny, niepokorny. Przez swój nieustępliwy charakter uprzykrzał życie przeciwnikom na parkiecie, ale również odmienił losy kariery, która mogła być lepsza, gdyby ‚Mad Max’ czasami potrafił ugryźć się w język.


Wywiad przeprowadził Przemek Opłocki, który odpowiada za projekt „OPOwieści z NBA”. Poniżej macie linki do jego mediów społecznościowych. Lajki czy subskrypcje z pewnością zachęcą go do dalszej pracy. Wywiad jest w wersji tekstowej.

Facebook

Twitter

Instagram

Youtube

Vernon Maxwell opowiada o tym, jak wyglądały jego początki w NBA, o  jego przygodzie w Houston Rockets, relacji z Hakeemem Olajuwonem, przyjściu do Rakiet Clyde’a Drexlera i dalszej tułaczce po NBA. Zapraszam do lektury.

ROZMOWA:

Przemek Opłocki: Zostałeś wybrany w drugiej rundzie draftu (nr 47) przez Denver Nuggets, a następnie sprzedany do San Antonio Spurs. Jak pamiętasz tamten dzień?

Vernon Maxwell: Robiłem wszystko, żeby dostać się do NBA i nie skupiałem się na niczym innym.

– Zakończyłeś pierwszy sezon ze średnią 11,7 punktów na mecz i niewiele zabrakło ci do All-Rookie Team.

PO: Jaką notę wystawiłbyś sobie za tamten rok spędzony w San Antonio?

VM: 3+.

PO: W następnym roku Spurs wytransferowali cię do Houston. Byłeś zadowolony z tego ruchu?

VM: Byłem zadowolony z tego, że jadę do Houston i cieszyłem się z tego.

PO: W Rockets stałeś się jedną z kluczowych postaci ówczesnej rotacji, a twoja kariera wzniosła się na kolejny poziom. Co się stało?

VM: Po przeprowadzce do Houston trafiłem na bardzo komfortowe warunki do dalszego rozwoju mojej kariery. Mogłem robić swoje. Znalazłem się we wspaniałym miejscu i zespół zadbał o to, żeby miał wszystko czego potrzebuję. Bardzo dużą rolę odegrał w tym trener Chaney.

PO: Co było niezwykłego w trenerze Dicku Chaney’u? Mieliście dobrą komunikację, czy też jego taktyka pasowała do twojego stylu gry?

VM: Tak, pozwolił mi robić swoje, skupić się na grze, i tak właśnie zrobiłem.

PO: Jaki był najlepszy mecz w karierze Vernona Maxwella? Ten przeciwko Cavs, w styczniu 1991, kiedy rzuciłeś 51 punktów, w tym 30 w czwartej kwarcie?

VM: To był dla mnie wielki wieczór, nigdy go nie zapomnę. Jeden z lepszych momentów, poza zdobyciem mistrzostw NBA.

PO: Ten mecz był potwierdzeniem, jak dobry był to sezon w twoim wykonaniu. Zdobywałeś 17 punktów na mecz. Byłeś częścią kwartetu „17+ punktów na mecz”, razem z takimi graczami jak Hakeem Olajuwon, Otis Thorpe czy Kenny Smith. Kwartet, który był podstawą przyszłego, mistrzowskiego zespołu. Czy już wtedy w tamtym zespole była chemia, czy było jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić?

VM: Trzymaliśmy się razem, poznawaliśmy, wiedzieliśmy co każdy lubi robić. W zespole była już harmonia. Znaliśmy się i zgrywaliśmy zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Znaliśmy swoje role i to miało znaczenie w tym, co robiliśmy i dlaczego odnosiliśmy sukcesy.

PO: Rzucałeś najwięcej trójek w latach 1991 – 1993. Tak narodził się pseudonim „Mad Max”. Wytłumacz mi, dlaczego nie pojawiłeś się w konkursie 3-Point Contest w ramach All-Star Weekend? Chociaż raz.

VM: (śmiech) Wiesz co, wydaje mi się, że NBA zrobiła to, gdyż nawet nie myśleli o tym, żeby „Mad Max” pojawił się w tym konkursie. To było dla mnie dziwne, ale nie chciałem o to walczyć. Prowadziłem w klasyfikacji trafionych rzutów za trzy przez dwa lub trzy sezony. Nie zadawałem pytań, ale domyślam się, że moja reputacja była powodem ich decyzji. Nie byłem pocieszony, ale dalej robiłem swoje.

PO: Jakim liderem był Hakeem ‚The Dream’ Olajuwon? Wspierał was jedynie na sali treningowej i w trakcie meczu, czy też uczestniczył w waszym życiu poza parkietem?

VM: Był świetnym liderem. Przewodził przykładem. Był zawsze przy mnie, gdy tego potrzebowałem. Świetny kolega z zespołu i człowiek. Uwielbiałem z nim grać.

PO: Sezon 1993-94. Co zmieniło się w zespole, że udało się wam sięgnąć po mistrzostwo NBA? Nowi gracze? Mentalność? Inne czynniki?

VM: Mogę powiedzieć, że motywowaliśmy się i wszyscy wiedzieli, co należy zrobić. Mieliśmy kilku nowych graczy, takich jak Robert Horry, Mario Elie, czy Carl Herrera. Poza tym byliśmy razem przez długi czas, znaliśmy się i tak właśnie zaczęliśmy tamten rok. Wiedzieliśmy, że to będzie wyjątkowy rok.

PO: W sezonie regularnym wygraliście 58 meczy i zajęliście pierwsze miejsce w Midwest Division. Pokonaliście Blazers w 4 meczach. W półfinałach konferencji spotkaliście się z Phoenix Suns, z Charlesem Barkley’em i Kevinem Johnsonem. Siedem meczów. Trudna seria, prawda?

VM: Przegraliśmy dwa pierwsze mecze w naszej hali. Roztrwoniliśmy 18-to prowadzenie w meczu numer jeden i 19-20 punktów w meczu numer dwa. Ktoś wspomniał, że mieliśmy zadyszkę. Potem był wielki mecz numer trzy. Wygraliśmy. Losy serii odmieniły się i wygraliśmy całą rywalizację. Bardzo trudną rywalizację.

PO: 4-1 z „mistrzami pick&roll”, Malonem i Stocktonem, a potem – finały. Marzenie się spełniło?

VM: Byliśmy bardzo podekscytowani. Nigdy nie myślałem, że będę grał w finałach NBA. Niesamowite uczucie. Czułem się spełniony.

PO: Jak ciężka była rywalizacja z New York Knicks?

VM: Oba zespoły miały podobny styl gry. Chcieliśmy ich pokonać, oni nas. Mieliśmy podobne składy. Derek Harper – Kenny Smith. Ja – John Starks. To był świetny pojedynek. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, wiedzieliśmy że skończy się w siedmiu meczach. Musieliśmy utrzymać obrany kurs i mieć nadzieję, że wrócimy do domu na mecz numer siedem. Przewaga parkietu bardzo nam pomogła.

PO: Najbardziej pamiętny moment finałów?

VM: Prawdopodobnie trójka w końcówce, która pozwoliła odskoczyć nam na osiem punktów. To był dla mnie wielki moment.

PO: Nowy sezon, nowe warunki. Jak czułeś się, kiedy Rockets pozyskali w wymianie Clyde’a Drexlera?

VM: Źle się z tym czułem. Osoba z pionu kierowniczego przyszła do mnie i rozmawialiśmy o tym. Byłem przygnębiony. Rozwiązałem to w niewłaściwy sposób. Powinienem zachować się bardziej profesjonalnie niż to, jak postąpiłem, ale nie można cofnąć czasu

PO: Spędziłeś 6 sezonów w Houston Rockets. 14,9 punktów i 4,3 asysty na mecz. Lepsze i gorsze momenty. Nowy przystanek – Philadelphia 76ers. Jak traktowałeś relację z Jerrym Stackhousem? Mentoring, czy rywalizacja?

VM: Byłem mentorem. Był i jest dla mnie jednym z najlepszych przyjaciół. Nie było między nami rywalizacji. Kochałem go, jak młodszego brata. Ma niesamowitą osobowość.

PO: Ponownie zostałeś graczem Spurs, potem występowałeś w innych sześciu zespołach. Jak wspominasz tamten czas?

VM: To jest rzeczywistość bycia zawodnikiem NBA, i tyle.

PO: W tym roku przypada 25 rocznica pierwszego mistrzostwa zdobytego przez Houston Rockets. Czas spotkania z kolegami z zespołu, rozmów o tamtym sezonie. Jak wygląda życie po NBA dla graczy ze składu Rockets z sezonu 1993-94?

VM: Trudno mi wypowiadać się za innych. Mam cudowne życie, nie mogę narzekać.

PO: Wychowałem się na NBA z lat 90-tych i nie ukrywam, że mam duży sentyment do basketu z tego okresu. Twarda, fizyczna gra. I oczywiście trash-talk. Wiem, że lubiłeś potyczki słowne z MJ’em i Garym Paytonem, więc pewnie znaleźliby się w twoim All-Time Trash-Talkers Team, prawda?

VM: Oni na pewno. Jedni z najlepszych graczy uprawiających trash-talk w historii ligi.

PO: Czyli mamy ciebie, MJ’a, Gary’ego… wciąż masz dwa wolne miejsca. Kogo wybierasz?

VM: John Stockton i Anthony Mason.

PO: Dziękuję za rozmowę.

Link do wywiadu: http://opowiesciznba.pl/wywiady/vernon-maxwell/




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here