W trakcie długiej przerwy od gry, Zion Williamson miał czas, by doprowadzić swoje ciało do pełnej sprawności. W sezon 2020/21 młody lider chce wejść na zupełnie nowy poziom i potwierdził, że zmierza w dobrym kierunku podczas swojego pierwszego meczu pre-season.

Od startu atakował agresywnie obręcz i był gotów na wszystko, czym rzuciła w niego obrona rywala. Jedynym sposobem na zatrzymanie Ziona Williamsona była konieczność przekroczenia przepisów. Zion na linii rzutów wolnych stawał jedenaście raz i tylko raz spudłował, co jasno sugeruje  rywalom, że wcale nie warto go faulować. Skończył mecz z 26 punktami trafiając 8/13 z gry. Poza tym grał 33 minuty i nie miał na sobie żadnych ograniczeń. 

To ma być krok w przód w porównaniu z jego debiutanckim sezonie. Williamson w sezon wkroczy będąc w stu procentach zdrowy i zespół nie ma zamiaru go jakkolwiek ograniczać, chyba że… no właśnie. Sztab medyczny mimo wszystko cały czas będzie trzymał pieczę nad tym, by Zion nie przekraczał granic zdrowego rozsądku i sam dbał o swoje ciało. Jego kolana noszą bowiem ogromny ciężar z górnych części jego ciała i potrzebują stałej kontroli. 

Williamson w rozmowie po zwycięstwie z Miami Heat przyznał, że w trakcie off-season bardzo dużo pracował nad swoimi rzutami z linii wolnych. W poprzednim sezonie zatrzymał się na 64% z tego typu rzutów, więc czuł potrzebę usprawnienia tego elementu, by zniechęcić rywali do agresywnych fauli. Stan Van Gundy bardzo pochlebnie wypowiadał się na temat gry Ziona oraz Brandona Ingrama, który dołożył od siebie 22 punkty trafiając 7/13 z gry.