Kontuzja Maxime’a Raynauda wzbudziła poważne obawy w Sacramento Kings. Dramatycznie wyglądające zdarzenie podczas przedsezonowego meczu z Golden State Warriors i konieczność przetransportowania 23-letniego Francuza z parkietu na wózku inwalidzkim budziły obawy o najgorsze. Wyniki rezonansu magnetycznego przyniosły jednak znacznie lepsze wiadomości, niż można było początkowo zakładać.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Do zdarzenia doszło pod koniec pierwszej połowy sobotniego meczu przedsezonowego w Chase Center w San Francisco. Mierzący 216 centymetrów wzrostu Maxime Raynaud stawiał zasłonę debiutantowi, Dariusowi Acuffowi Jr., gdy zderzył się z próbującym go ominąć Stephenem Currym. Francuz natychmiast upadł na parkiet, chwytając się za prawe kolano i wyraźnie cierpiąc z bólu.
Trener Sacramento Kings, Doug Christie, natychmiast poprosił o przerwę, a przy leżącym na parkiecie zawodniku szybko pojawili się koledzy z drużyny i sztab medyczny. Raynaud nie był w stanie obciążyć kontuzjowanej nogi, dlatego musiał opuścić boisko na wózku inwalidzkim. Później widziano go opuszczającego halę o kulach, z opatrunkiem na kolanie.
Co gorsza, kontuzja przytrafiła się w momencie, gdy 23-latek rozgrywał znakomite zawody. W niespełna dziewięć minut na parkiecie zdobył 10 punktów, trafiając wszystkie trzy rzuty z gry, w tym jedną próbę zza łuku. Dołożył do tego pięć zbiórek, asystę i blok.
Zresztą w ogóle wybrany z 42. numerem draftu w 2025 roku środkowy ma za sobą całkiem udany sezon, po którym znalazł się w drugiej piątce najlepszych debiutantów NBA. W 74 występach notował średnio 12,5 punktu i 7,5 zbiórki, dzięki czemu stał się ważnym elementem rotacji Kings.
Pierwszym zawodnikiem, który podbiegł do leżącego na parkiecie Raynauda, był Ben Simmons. Australijczyk sam przez lata zmagał się z problemami zdrowotnymi, dlatego mógł dobrze rozumieć, z czym mierzy się jego młodszy kolega. Po meczu podkreślał, że w takich chwilach wynik spotkania schodzi na dalszy plan.
– Sam przez to przechodziłem. Wiem, jakie to uczucie. Niezależnie od dyscypliny i tego, co się wydarzy, po prostu chcesz okazać wsparcie kolegom z drużyny. Trzeba być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Mecz to tylko mecz. Przegraliśmy? I co z tego? Dużo bardziej martwię się o kolegę i o to, jak się czuje – powiedział.
Skala niepokoju w Sacramento była zrozumiała. Po tym, jak Raynaud musiał opuścić parkiet na wózku, pojawiły się obawy, że poważny uraz kolana może wykluczyć go z gry na dłuższy czas, a nawet przekreślić jego występy w całym sezonie. W szatni zawodnika odwiedzili właściciel klubu, Vivek Ranadive, oraz generalny menedżer, Scott Perry.
Wyniki rezonansu magnetycznego (MRI) przyniosły jednak ulgę. Jak poinformował dziennikarz Marc Stein, u Raynauda zdiagnozowano podwichnięcie rzepki w prawym kolanie. Co najważniejsze, badania nie wykazały poważnych uszkodzeń więzadeł.
Uraz prawdopodobnie wykluczy młodego środkowego z pierwszych spotkań sezonu zasadniczego, a jego dostępność na zaplanowaną na 21 października inaugurację przeciwko Los Angeles Clippers pozostaje kwestią do wyjaśnienia. Kings zapowiedzieli, że ponownie ocenią stan zawodnika za około dwa tygodnie. Biorąc jednak pod uwagę przebieg zdarzenia, diagnoza jest dla klubu zdecydowanie lepszą wiadomością, niż można było początkowo zakładać
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










