NBA zakończyło trwające od wielu miesięcy dochodzenie w sprawie właściciela Phoenix Suns Roberta Sarvera. Liga uznała go za winnego rasizmowi i mizoginii wewnątrz organizacji, przez co nałożyła na niego zawieszenie oraz obarczyła bolesną dla portfela grzywną.

Prawie rok minął od publikacji przez ESPN głośnego materiału na temat Roberta Sarvera. Kilkanaście godzin po pojawieniu się artykułu w sieci NBA wszczęła własne śledztwo, które miało za zadanie wyjaśnić zarzuty stawiane mężczyźnie przez jego współpracowników. Po jego rozpoczęciu większościowy właściciel Suns i Mercury wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że jest „zszokowany fałszywymi doniesieniami” oraz zapowiedział współpracę z ligowymi organami, aby jak najszybciej rozwiązać tę sprawę.

W tej kwestii skończyło się jedynie na słowach, a liga bez współpracy Sarvera doprowadziła dochodzenie do końca i wydała na biznesmana „wyrok”. 60-latek został na rok zawieszony przez NBA i WNBA, a dodatkowo jest zobligowany do zapłaty 10 mln dolarów grzywny. W ramach zawieszenia nie może on przebywać w pobliżu żadnego obiektu NBA lub WNBA, w tym biur, czy miejsc treningowych. Nie wolno mu również brać udział w żadnych wydarzenia dotyczących swoich klubów oraz reprezentować Suns i Mercury w sposób zarówno publiczny, jak i prywatny.

Sarverowi udowodnione zostały zarzuty między innymi o rasizm i mizoginizm, w co wchodzą przypadki nierównego traktowania pracownic oraz uwłaczające komentarze związane z płcią czy wyglądem.

Niemal niemożliwe jest udowodnienie mojej winy. Dlatego też z pełnym zadowoleniem przyjmujemy dochodzenie ligi. Moim jedynym życzeniem jest, abyśmy mogli dotrzeć do sedna sprawy już teraz i obalić te wszystkie kłamstwa, które są opowiadane o mnie i Suns. Rozumiem jednak, że śledztwo zajmie trochę czasu. Jestem przekonany, że zostanę oczyszczony z zarzutów, kiedy wszystko zostanie powiedziane i zrobione – mówił w listopadzie ubiegłego roku Robert Sarver. Właściciel jest związany z Suns od ponad 17 lat.