Związki NBA i nowoczesnych technologii są dynamiczne i perspektywiczne. Liga wprowadza do obiegu coraz to nowe rozwiązania, ułatwiające prowadzenie statystyk, trenowanie, oglądanie meczów. Czy kolejnym krokiem w rozwoju jest wirtualna rzeczywistość?


Przed startem sezonu pojawiła się informacja, że Andre Drummond pracował podczas przerwy w rozgrywkach nad rzutami osobistymi. Niby nic dziwnego, zważywszy na jego skuteczność, jednak najciekawszy w tej informacji był sposób treningu – z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. Dre został nagrany podczas wykonywania osobistych, a następnie miał możliwość dokładnej analizy tego aspektu, mając do dyspozycji zarówno widok z trzeciej osoby, dający możliwość spojrzenia z wielu kątów, jak i zobaczenie procesu rzutowego z pozycji własnych oczu. Zawodnik podszedł do całego przedsięwzięcia z ciekawością i otwartością, nie narzucając sobie niczego. Po niespełna 30 meczach możemy zwrócić uwagę na wyniki – średnia FT% wzrosła z 35 do 45 względem poprzednich rozgrywek, stając się jednocześnie najwyższą w karierze gracza Detroit Pistons. Wynik może zatem nieoszałamiający, jednak obrazujący pewien progres.

Na początku grudnia mogliśmy usłyszeć o kolejnych planach zaprzęgających technologię VR [virtual reality] do treningu rzutów za 1 punkt. To rozwiązanie przyszło do głowy Los Angeles Clippers, by poprawić skuteczność DeAndre Jordana. Jego procent trafień rzutów osobistych na przestrzeni kariery waha się niesamowicie – od 38% do chociażby 55% w obecnym sezonie. Nie są to jednak osiągi satysfakcjonujące na poziomie NBA. Clippers szukają więc sposobu na efektywny trening, próbując znaleźć go w zaawansowanych technologiach.

Próbkę widoku z perspektywy zawodnika mieliśmy ostatnio na snapchatowym koncie Richarda Jeffersona. Wykonał kilka rzutów i wsadów, które uwiecznił za pomocą Snapchat Spectacles – okularów z wbudowaną kamerą, pozwalającą na nagrywanie filmików z perspektywy oczu nagrywającego i zamieszczanie ich w popularnej aplikacji. Oczywiście nie ma to startu do VR, gdzie wrażenie immersji jest o wiele większe, niż z oglądania takiego filmiku na YouTubie. Ukazuje jednak nową, ciekawą perspektywę, z jakiej dotąd nie mieliśmy okazji obserwować ruchów gracza NBA.

Czy zatem widok pierwszoosobowy to przyszłość najlepszej ligi koszykarskiej? Obecnie technologia VR jest już wykorzystywana w transmisjach meczów. NBA wraz z NextVR pozwalają obejrzeć jeden mecz w tygodniu z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. Obserwujemy wtedy akcję z perspektywy miejsca przy parkiecie, doświadczając czegoś absolutnie innowacyjnego. Sam nie miałem styczności z tą formą oglądania, jak i z użytkowaniem tej technologii w ogóle, jednak mam nadzieję w końcu tego spróbować. Pozytywne wrażenia ludzi mających z tym styczność dodatkowo wzmagają chęć wypróbowania VR na własnej skórze.

Czy jednak ta zdobycz techniki może być jeszcze bardziej eksplorowana przez NBA? Przykład Drummonda pokazuje, że być może jest to pewien sposób na poprawienie swojej gry. Center Pistons podkreślał, iż jest to rozwiązanie wpływające najbardziej na mentalność. Obserwacja i analiza swoich rzutów pozwala wyselekcjonować dobre i złe nawyki, a potem przełożyć to na rzeczywistą grę. Umysł uczy się bowiem, jak poprawnie kierować ciałem. Spoglądanie na to własnymi oczami na pewno pomaga ten proces przyspieszyć. Wiele zależy tu od podejścia samego zainteresowanego – jeśli nie zechce faktycznie przyjrzeć się swoim rzutom, przeanalizować ich rzetelnie, to najwierniejsze symulacje nie pomogą. Jak daleko zatem VR może być pomocna w treningu gracza NBA i jakie aspekty gry, prócz rzutów osobistych, może usprawniać?

Na koniec jeszcze jedna myśl do rozważenia – czy mecze z perspektywy zawodnika to możliwa do zrealizowania wizja? Miniaturyzacja technologii, pozwalająca tworzyć wspomniane choćby Snapchat Spectacles, mogłaby pozwolić na transmitowanie spotkania oczami gracza, noszącego np. okulary ochronne z zamontowanymi kamerami. To nie byłby pewnie najlepszy sposób oglądania 48 minut gry, ale jako możliwy do zobaczenia niuans – kusi. Liga nie boi się i wykorzystuje już zaawansowane technologie, czy to do analiz, czy dla rozrywki, opierając się na systemach innowacyjnych, definiujących technologiczny rozwój. Ciągłe dążenie do uatrakcyjniania rozgrywek może zapewnić nam wkrótce wrażenia, które zupełnie zmienią oglądanie meczów w domowym zaciszu.

Zachęcam do wyrażania opinii na temat możliwości wykorzystania technologii VR i perspektywy pierwszoosobowej w aspekcie treningowym i rozrywkowym. Jak to widzicie?





2 KOMENTARZE

  1. Ważna kwestia w tym temacie jest jakość nagrań; umówmy się, snap jest głównie po to żeby oglądać co tam ciekawego się dzieje wśród naszych najebanych znajomych, a nie po to żeby oglądać mecz koszykówki.

  2. VR to na pewno przyszłość, bez dwóch zdań. Jednak jeszcze minie dużo czasu za nim ta technologia trafi pod domowe strzechy zwykłego Kowalskiego. Ale domniemam, że za jakieś 10 lat będziemy biegać z googlami VR po jakiejś bieżni grając w NBA 2K27 i czuć jakbyśmy naprawdę grali w najlepszej lidze świata czy też siedzieć obok 60 letniego Jay-Z w pierwszym rzędzie na meczu NBA prosto z domowej kanapy. Póki co w technologi VR jesteśmy na etapie Noki 3210 a musimy dojść do Apple iPhone 7 Plus czy tam Samsung Galaxy S7. Długa droga przed nami……..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here