Draymond Green to wielokrotny All-Star i jeden z najlepszych defensywnych zawodników ligi. Obok Stepha Curry’ego i Klaya Thompsona kluczowa postać mistrzowskiej drużyny Warriors. Bez jego bezkompromisowego charakteru i silnej osobowości sukcesy Warriors z pewnością nie byłyby możliwe. Green to bez dwóch zdań największy wojownik w drużynie Wojowników.


W drafie 2012 roku Golden State Warriors wybrali go z 35 numerem. Nikt chyba wówczas nie zakładał, że wychowanek Michigan State stanie się w kolejnych latach kluczową postacią rotacji Warriors. Green w rozmowie z Cari Champion z ESPN przyznał, że od samego początku swojego pobytu w ekipie z Oakland chciał odmienić oblicze zespołu. Warriors przez lata regularnie przegrywali. Drużynie wyraźnie brakowało pewności siebie i dość buńczuczny Green właśnie to postanowił zmienić.

Po przybyciu powiedziałem sobie: pie**** to, jestem tu, żeby wywalczyć sobie miejsce w drużynie i po to, żeby pomóc drużynie wygrywać, bo wcześniej byli piep******* przegranymi” – wspomina swoje początki w Warriors Green. „Nigdy wcześniej nie przegrywałem, więc przyszedłem do tego klubu, by wywalczyć sobie tak dużo minut, jak to tylko możliwe. Chciałem wejść do gry i pomóc zmienić mentalność drużyny, która od lat nie potrafiła przerwać pasma porażek”.

Mark Jackson bardzo szybko dostrzegł w nim lidera. Trener Warriors zdał sobie sprawę, że nie może tonować gorącego charakteru młodego wychowanka uczelni Michigan State i postanowił mu zaufać. W rozmowie z Cari Champion Green z uznaniem opowiada o Jacksonie i swoich początkach w Warriors.

Od samego początku miałem obok trenera Jacksona, który mówił mi, żebym był tym samym Draymondem, którego oglądał w telewizji. Chciał, żebym był zwierzakiem, psem i liderem drużyny. Mówił mi, że mam nie zwracać uwagi na to, kto jest przede mną na boisku, żebym nie zwracał uwagi na to, czy przeciwnik jest gwiazdą i czy ma wysoki status w lidze… chciał, żebym wychodząc na boisko, był zawsze tym samym zawodnikiem co zawsze” – opowiada Green.

Jestem dozgonnie wdzięczny Markowi Jacksonowi za jego zaufanie. To była naprawdę wyjątkowa rzecz usłyszeć od swojego trenera takie słowa, będąc debiutantem wybranym dopiero w drugiej rundzie. Niewielu debiutantów otrzymuję takie zaufanie, wchodząc do ligi. Miałem wielkie szczęście, że trafiłem na trenera Jacksona i że on swoimi słowami tak wpłynął na moją karierę” – z uznaniem wspomina Dray.

W trakcie swoich pierwszych dwóch lat Green pełnił głównie rolę zmiennika. Swój pełny potencjał uwolnił dopiero pod okiem Steve’a Kerra. To właśnie Kerr umieścił go w wyjściowej piątce w miejsce Andre Iguadali. Kolejne lata Greena w Warriors to już pasmo sukcesu. Trzy mistrzostwa i pięć finałów z rzędu.

Po kilku latach sukcesów przyszedł czas niespodziewanych kontuzji i zmian kadrowych. Warriors zakończyli sezon 2019/20 z najgorszym bilansem w lidze. W przyszłym sezonie Dubs zamierzają jednak powrócić do ścisłej czołówki ligi. Do gry po kontuzjach wracają Curry i Thompson, a klub dzięki wysokiemu pickowi w drafcie zyskał nowe opcje na przebudowę składu.

Powrót na sam szczyt będzie jednak trudny. Przez kilka mistrzowskich lat to Houston Rockets byli głównym rywalem Warriors, jednak dzisiaj na ich drodze stają mistrzowscy Lakers, błyskotliwi Nuggets oraz dowodzeni przez Leonarda Clippers. Przed wypoczętymi i wyleczonymi Warriors niezwykle trudne zadanie.


Subscribe
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Tomek81
Tomek81
18 października 2020 08:29

Draymond Green czyli typowy zadaniowiec, mial dobre 4 sezony gdy GSW walczyli o miska. Zawodnik, walczak, ktory 2 ostatnie sezony przespal. Potrafi miec mecz gdzie rzuci ponad 20 pkt. ale tez potrafi nic nie rzucic. Przy kontuzji KT, SC liczylem, ze chlopak pociagnie troche druzyne. A on gral strasznie. Tak bez checi ani w ataku ani obronie 🙁 Typowy lowca… czyli jak ma szanse na xos w tym przypadku na miska to sie stara.