Lider Los Angeles Lakers zawsze stara się mieć plan, który pozwoli mu zakonserwować wystarczająco dużo energii na kluczowe fragmenty sezonu. Właśnie rozpoczęliśmy jego drugą część, a to oznacza, że czas będzie wywierał na obrońcach tytułu coraz większą presję. 

Los Angeles Lakers są rzecz jasna faworytem i biją się w czołówce zachodniej konferencji. Jednak ostatnie tygodnie, zwłaszcza przez brak w składzie Anthony’ego Davisa, były dla zespołu bardzo trudne. Serie porażek zwróciły mistrzom uwagę na to, że rotacja nie zapewnia LeBronowi Jamesowi wsparcia, jakie powinna. Kilka meczów opuścił Dennis Schrodera, z kolei gra Marca Gasola pozostawia sporo do życzenia. Dlatego Lakers mogą aktywnie szukać transferów. 

Nie da się jednak ukryć, że koniec końców najwięcej będzie zależał od postawy LeBrona i ten doskonale zdaje sobie z tego sprawę. – To ten moment, w którym muszę się przygotować i powoli wrzucać wyższe biegi. Wchodzimy na ostatnie okrążenie prowadzące do fazy posezonowej – mówił James w ostatniej rozmowie z dziennikarzami. – Patrzę przed siebie i wiem, że trzeba zacząć coraz bardziej naciskać – dodaje. 

Z bilansem 24-13 Lakers są 3. zespołem zachodniej konferencji. Tuż za nimi rywal zza miedzy. – W trakcie pierwszej połowy sezonu wchodzę na pierwszy, drugi trzeci bieg – mówi dalej James. – W drugiej kolejno na czwarty, piąty i szósty. W play-offach jadę już na siódmym. […] Tak właśnie to u mnie wyglądało w ostatnich latach. Im bliżej walki w play-offach, tym bardziej zaczynam naciskać – dodaje 36-letni lider Jeziorowców, którego pokłady energii są niezmierzone. 

Lakers nadal grają bez Davisa, który nabawił się urazu łydki i zespół chce mieć pewność, że gdy wróci do gry będzie w stu procentach zdrowy. W piątek skrzydłowego czekają badania, które podpowiedzą drużynie, jak długo potrwa jeszcze przerwa zawodnika. James natomiast się nie zatrzymuje i rozgrywa kolejny wydajny sezon. W 36 meczach notował na swoje konto średnio 25,8 punktu, 8 zbiórek i 7,8 asysty trafiając 50,9 FG% oraz 35,8 3PT%.