26 stycznia już nigdy nie będzie dobrze kojarzyć się sympatykom koszykówki. Dokładnie trzy lata temu Kobe Bryant, jego córka i pozostali pasażerowie z pilotem zginęli w katastrofie lotniczej. Wciąż trudno w to uwierzyć, ale w dzień taki jak ten nie sposób nie wspomnieć kariery jednej z największych legend w historii tego sportu.

Nie minęły jeszcze cztery lata, odkąd Kobe Bryant zakończył profesjonalną karierę. Wszyscy doskonale pamiętamy jego 60 punktów w pożegnalnym spotkaniu z Utah Jazz, które dzięki jego fantastycznej grze w końcówce Los Angeles Lakers ostatecznie wygrali. Słowa „Mamba out”, którymi pożegnał zgromadzonych wówczas w Staples Center kibiców Jeziorowców, do dziś budzą dreszcze.

Wymienienie wszystkich sukcesów i rekordów „Czarnej Mamby” zajęłoby sporo czasu. Do najważniejszych należą przede wszystkim pięć tytułów mistrzowskich, dwa złote medale igrzysk olimpijskich, dwie statuetki MVP finałów, osiemnaście występów w Meczu Gwiazd i jeden tytuł Najbardziej Wartościowego Gracza NBA. Kilka dni temu minęła również rocznica wyjątkowego występu Bryanta, w którym zdobył 81 punktów, o czym pisaliśmy tutaj.

Gra u jego boku nie była najłatwiejsza, o czym przekonało się wielu koszykarzy. Wymagał od nich wiele, ale od siebie jeszcze więcej. Konflikt z Shaquillem O’Nealem przedstawiony został już na setki różnych sposobów, co nie zmienia jednak faktu, że razem jako duet niemal nie do zatrzymania wywalczyli trzy pierścienie z rzędu. Kobe Bryant występował na parkietach NBA przed 20 sezonów, jednak po dziesięciu zdecydował się na zmianę numeru z „8” na „24”. Nawet dzieląc jego przygodę na pół, otrzymujemy dwie kariery godne miejsca w Galerii Sław Koszykówki.

Informacja o śmierci Kobego Bryanta na wszystkich spadła niespodziewanie. Początkowo nikt nie chciał w to uwierzyć. Każdy miał nadzieję, że to tylko kolejny z głupich żartów internautów. Potwierdziło się jednak najgorsze. Helikopter zmierzający do Mamba Sports Academy, gdzie wystąpić miała drużyna Gianny, uderzył w zbocze wzniesienia w Calabasas. Uderzenie było tak potężne, iż nie było szans, by ktokolwiek wyszedł z tego cało.

Tamtego dnia sporo mówiło się o możliwości odwołania część ze spotkań. Wszystkie zostały ostatecznie rozegrane zgodnie z planem, ale zawodnicy nie zapomnieli o uhonorowaniu legendy.

Jedną z osób, dla której śmierć Bryanta była najbardziej bolesna, był z pewnością Shaq. Były środkowy m.in. Lakers czy Miami Heat w ostatnich latach stracił również siostrę i w udzielonym jakiś czas temu wywiadzie przyznał, że do dziś nie może pogodzić się z ich stratą, i że od długiego czasu nie potrafi nawet zasnąć w spokoju.

Była to jednak przede wszystkim tragedia rodzinna. Wraz z 41-letnim Bryantem zginęła również m.in. 13-letnia Gianna. Rodzina zdecydowała się na małą, prywatną ceremonię pogrzebową, ale 24 lutego w Staples Center zorganizowano „pożegnanie” Kobego, na którym wystąpili m.in. Vanessa Bryant (żona Kobego), LeBron James czy Michael Jordan.

– Kiedy Kobe zginął, zginęła również część mnie – mówił wówczas MJ, na którym Bryant wzorował się przez lata.

Liga także szukała sposobu, by uhonorować legendę Lakers. W trakcie swojej kariery Kobe wywalczył cztery tytuły MVP Meczu Gwiazd. Od 2020 roku nagroda ta nosi jego imię (NBA All-Star Game Kobe Bryant Most Valuable Player Award), a jej pierwszym zdobywcą był Kawhi Leonard. W tym samym roku Mecz Gwiazd został rozegrany na wyjątkowych zasadach. Drużyny wystąpiły w koszulkach z numerami „2” oraz „24”. Pierwszy z nich to numer, z jakim występowała córka Bryanta, Gianna. Drugi przez dziesięć sezonów należał do niego.

Miał jeszcze wiele do zrobienia. Inspirował, motywował, wskazywał drogę. Pod swoje skrzydła wziął m.in. Jaysona Tatuma, a o „Be Legendary”, które napisał na butach Devina Bookera, słyszała zapewne większość z nas. Trenował zespół swojej córki, Gianny. Nie był doskonały, ale robił wszystko, by jego następcy nie powtórzyli jego błędów, zarówno na, jak i poza parkietem.

Kobe wpłynął na życie setek tysięcy osób, zarażając część z nich pasją do koszykówki. Kochały go miliony, miliony też nienawidziły, ale niemal każdy potrafił docenić jego talent i poświęcenie, z jakim podchodził do basketu. Liczne murale czy plakaty z jego wizerunkiem, które cały czas pojawiają się na całym świecie, są tego niezbitym dowodem. Cytaty z jego wypowiedzi dalej napędzają nas do działania. To już trzy lata, odkąd nie ma go wśród nas.

Kobego Bryanta wspominali także Krzysztof Sendecki i Michał Pacuda w jednym z podkastów PROBASKET.

2:00:20 – Rocznica śmierci Kobego Bryanta. Krzysiek wspomina legendę Los Angeles Lakers.
2:05:35 – Michał wspomina Kobego Bryanta. Dwie „osobiste historie” z „udziałem” Kobego.