Pomimo tego, że Tom Thibodeau sprowadził do Minnesoty Timberwolves kilku byłych podopiecznych z czasów Chicago Bulls, nie jest zainteresowany podpisaniem Joakima Noah.

Dwa dni po tym jak Timberwolves podpisali zwolnionego z Los Angeles Lakers Luola Denga, pojawiły się doniesienia, które zaprzeczyły, aby klub z północnej części USA był zainteresowany usługami Noah.

Środkowy w dalszym ciągu jest związany kontraktem z New York Knicks, za który ma otrzymać jeszcze blisko 38 mln dolarów. Umowa ma obowiązywać do 2020 roku, ale wiele wskazuje na to, że zostanie rozwiązana wcześniej. W sierpniu mówiono o tym, że Knicks zwolnią zawodnika z kontraktu jeśli nie zdołają go wymienić.

W sieci już pojawiły się żarty nazywające obecny skład Leśnych Wilków – TimberBulls. Do rotacji dołączył Deng, a w zespole byli już wcześniej Derrick Rose, Taj Gibson i Jimmy Butler. Stąd pojawiły się plotki o potencjalnym sprowadzeniu Noah.

O ile nazwiska Gibsona i Butlera nie wzbudzają podejrzeń – pierwszy to All-Star, a drugi bardzo solidny skrzydłowy. Nawet podpisanie Denga za 2.4 mln dolarów ma sens, bo o ile w poprzednim sezonie za dużo nie pograł, o tyle w sezonie 2016-17 wyglądał całkiem nieźle.

Z kolei Noah zagrał w 82 spotkaniach na przestrzeni ostatnich trzech lat. Przeszedł operację kolana w lutym 2017 roku, a w rozgrywkach 2017-18 mogliśmy go oglądać na parkiecie zaledwie siedem razy, zanim on i zarząd klubu doszli do porozumienia w sprawie odsunięcia go od składu.

Zresztą Timberwolves nie potrzebują kolejnego centra. W drużynie jest już Karl-Anthony Towns, a Gorhui Dieng – przy wszystkich jego wadach – wciąż jest lepszym zmiennikiem niż Noah. Nie wydaje się, aby Noah był wyborem zespołu walczącego o playoffs.

Warto nas obserwować:

NBA: Kemba Walker myśli o zmianie klubu, bo chce play-offów