Golden State Warriors byli wymieniani wśród faworytów do pozyskania LeBrona Jamesa. Ostatecznie jednak skrzydłowy podpisał kontrakt z Philadelphia 76ers. Lider Wojowników, Stephen Curry, stara się nie zaprzątać sobie głowy tym, co mogłoby być.
Zaraz po tym, jak LeBron James oświadczył, że nie wróci do Los Angeles Lakers na kolejny sezon, w kolejce po podpis legendarnego gracza ustawiło się kilka klubów. Wśród nich byli Cleveland Cavaliers, Miami Heat, Minnesota Timberwolves i Golden State Warriors. Ostatecznie skrzydłowy zdecydował się związać dwuletnim minimalnym kontraktem z Philadelphia 76ers.
Podczas gdy w Pensylwanii strzelił korki od szampanów, pozostałe kluby, które starały się o Jamesa, musiały obejść się smakiem. Stephen Curry, lider Warriors, stara się nie rozpamiętywać tego, co mogłoby być, gdyby LBJ zdecydował się na przenosiny do San Francisco. — Właśnie dlatego nie wyobrażam sobie niczego, dopóki się nie wydarzy. Jest tu wiele zmiennych czynników — stwierdził w rozmowie z serwisem The Athletic.
Najważniejszym czynnikiem, który James brał pod uwagę przy wyborze nowego klubu, była możliwość walki o mistrzostwo. Curry zdaje sobie sprawę, że przed Warriors wiele wyzwań przed następnym sezonem. — Najtrudniejsze dla nas, którzy staraliśmy się utrzymać wszystko w ryzach, jest świadomość, że gdy Jimmy [Butler] doznał kontuzji, a później Moses [Moody], cała sytuacja uległa radykalnej zmianie. Jak poradzić sobie z ich nieobecnością i nadal utrzymać określony poziom? I jak to się przełoży na kolejny rok. To ta sama sytuacja. Dlatego jestem w tej kwestii realistą — ocenił rozgrywający.
Najważniejsi gracze Warriors są już dawno po swoich najlepszych latach kariery. Trudno oczekiwać, że bez znaczących ruchów będą w stanie rywalizować o mistrzostwo. Z tej perspektywy trudno dziwić się decyzji LBJ-a, nawet jeśli w perspektywie miał możliwość gry z dobrymi znajomymi. Kilka lat wcześniej wybór mógł być zupełnie inny.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!










