Do Los Angeles Lakers zawitały dwa głośne nazwiska. Szanse by pokazać się w purpurowo – złotych barwach dostali synowie prawdziwych legend NBA. Czy Shareef O’Neal i Scottie Pippen Jr mogą przebić się do składu Lakers?

Jak wiemy, tegoroczny draft raczej nie był dla fanów Jeziorowców zbyt ekscytującym wydarzeniem. Los Angeles Lakers mieli bowiem tylko jeden, drugorundowy wybór, który wykorzystali na wychowanka uczelni Michigan State Maxa Christiego.

Mimo to kibice drużyny z Los Angeles mają się czym emocjonować, bo wkrótce szanse na grę w Lakers otrzymają Shareef O’Neal i Scottie Pippen Jr, czyli synowie dwóch ikon najlepszej koszykarskiej ligi świata.

Jak poinformował Shams Charania z The Athletic, syn Shaquilla O’Neala, 22-letni Shareef zagra dla Lakers podczas Ligi Letniej. Dla O’Neala, który został pominięty w drafcie, to dobra okazja, by zaprezentować swój talent na nieco większej scenie. Trudno powiedzieć, czy Shareef zdobędzie uznanie w oczach skautów Lakers, jednak młody gracz jest wdzięczny za otrzymaną szansę.

Niewykluczone, że Shareef zaistnieje w NBA ,jednak do klasy, jaką prezentował jego ojciec, bardzo mu daleko. Przede wszystkim brak mu tej fizyczności i zdecydowanie nie jest podkoszowym dominatorem jak tata.

Sytuacja Scottiego Pippena Jr. jest nieco lepsza, bo zawodnik ten podpisał z Lakers kontrakt „two-way”. Teoretycznie zatem powinniśmy go oglądać w nadchodzącym sezonie NBA, choć większość czasu będzie najprawdopodobniej spędzał w G League.

W praktyce jednak młodemu Pippenowi trudno będzie wywalczyć miejsce w rotacji. Chociaż 21-latek dobrze sobie radził na uczelni Vanderbilt, gdzie notował 17,5 punktu na mecz, może się okazać, że gra w NBA będzie zbyt dużym wyzwaniem.

Pippen Jr. jest bowiem koszykarzem zupełnie innym niż ojciec. To rozgrywający, który ma 191 cm wzrostu. W lidze tak fizycznej jak NBA, gdzie gracze obwodowi są coraz więksi, może mieć wielu godnych konkurentów. Nie można mu jednak odmówić talentu i zaangażowania, więc wstrzymajmy się z ferowaniem wyroków.

Powody do dumy ma z pewnością jego słynny ojciec, który chwali syna za determinacje w dążeniu do celu.

Jest oczywiste, że obaj zawodnicy nie są wielkimi talentami, jak kiedyś ich ojcowie. Być może jednak w odpowiednich warunkach i przy odrobinie szczęścia, któryś z nich zrobi w NBA przyzwoitą karierę.