W świecie wielkiego sportu i jeszcze większych pieniędzy rzadko zdarza się, by postać formatu Marka Cubana publicznie przyznawała się do błędu wartego miliardy dolarów. Jednak w ostatnim wystąpieniu w podcaście „Intersections”, były większościowy właściciel Dallas Mavericks przerwał milczenie, rzucając nowe światło na kulisy sprzedaży zespołu. Choć od transakcji minęły ponad dwa lata, jej skutki – zarówno sportowe, jak i emocjonalne – zdają się prześladować człowieka, który przez ponad dwie dekady był twarzą teksańskiej franczyzy.
Mark Cuban postawił sprawę jasno: sama chęć wycofania się z roli głównego właściciela nie była błędem. Jego żal budzi jednak fakt, w czyje ręce powierzył swoje dziedzictwo. Przypomnijmy, że większościowy pakiet udziałów trafił do rodziny Miriam Adelson oraz jej zięcia, Patricka Dumonta, dyrektora generalnego sieci kasyn Las Vegas Sands.
– Nie żałuję sprzedaży. Żałuję tego, komu sprzedałem – wyznał 67-latek w zapowiedzi nadchodzącego odcinka podcastu „Intersections”. – Popełniłem w tym procesie wiele błędów i na tym poprzestanę.
Te lakoniczne, ale wymowne słowa sugerują głębokie rozczarowanie kierunkiem, w jakim podążyła organizacja pod nowym przywództwem. Eksperci wskazują, że jednym z kluczowych błędów Cubana było zaniechanie otwartego procesu licytacji na rzecz bezpośrednich negocjacji z miliarderami z branży hazardowej. W świetle późniejszych transakcji w NBA, takich jak sprzedaż Boston Celtics za 6,1 miliarda dolarów czy rekordowe 10 miliardów za Los Angeles Lakers, wycena Dallas Mavericks na poziomie 3,5-3,9 miliarda dolarów wydaje się dziś być okazją dla kupującego, której słynny biznesmen mógł uniknąć, gdyby wystawił zespół na otwarty rynek.
Z drugiej strony decyzja o sprzedaży była podyktowana nie tylko chłodną kalkulacją biznesową, ale przede wszystkim troską o najbliższych i wyczerpaniem psychicznym, jakie niesie ze sobą zarządzanie klubem sportowym na najwyższym szczeblu. Cuban otwarcie przyznał, że chciał chronić swoje dzieci przed toksycznym środowiskiem, w jakim często funkcjonują właściciele drużyn.
– Słychać w tym ogromne emocje. A teraz wyobraź sobie, że przechodzisz przez takie huśtawki nastrojów w każdym meczu. To wykańczające. Moje dzieci były już w takim wieku, że mogłyby chcieć pracować w Mavericks — a ja nie chciałem, żeby w to wchodziły. Bo kiedy kibice nie są zadowoleni albo drużyna przegrywa, nagle jesteś dla nich najgorszym człowiekiem na świecie — i dokładnie tak cię traktują – stwierdził. Chcąc oszczędzić swoim potomkom dorastania w cieniu tak ekstremalnej presji, uznał, że nadszedł czas na krok w tył.
Największym ciosem dla fanów z Dallas, a zarazem punktem zapalnym dla publicznych wyznań Cubana, stała się decyzja nowej dyrekcji o wymianie supergwiazdy, Luki Doncicia. W lutym 2025 roku Dumont zatwierdził transfer, który wstrząsnął ligą – 25-letni wówczas Słoweniec trafił do Lakers w zamian za 32-letniego Anthony’ego Davisa, Maxa Christie i tylko jeden wybór w pierwszej rundzie draftu.
Ta, zdaniem wielu, najbardziej kontrowersyjna wymiana w historii NBA, okazała się katastrofalna w skutkach. Podczas gdy Doncić w barwach popularnych Jeziorowców śrubuje kolejne rekordy, Mavs stoczyli się na dno ligowej tabeli, notując bilans 24-50, co jest szóstym najgorszym wynikiem w lidze. Nawet fakt, że w zeszłorocznym drafcie udało się pozyskać utalentowanego Coopera Flagga, nie zatarł wrażenia chaosu, jaki zapanował w organizacji po odejściu Cubana z roli decyzyjnej.
Co prawda 67-latek zachował około 27% udziałów w zespole, jego realny wpływ na losy klubu drastycznie zmalał. Początkowo zapowiadano, że utrzyma kontrolę nad operacjami koszykarskimi, jednak brak odpowiednich zapisów w kontrakcie sprawił, że stał się on jedynie mniejszościowym wspólnikiem bez prawa głosu w kluczowych kwestiach, takich jak zwolnienie trenera czy transfery zawodników. Co więcej, umowa sprzedaży przewiduje możliwość dalszego odkupu udziałów przez rodzinę Adelson, co w ciągu najbliższych lat może zredukować udziały Cubana do zaledwie 7%.
Nie da się ukryć, że dzisiejsi Dallas Mavericks – nawet jeśli pogłoski o przenosinach do Las Vegas można włożyć między bajki – to organizacja w fazie głębokiej transformacji, zmierzająca w stronę integracji sportu z wielkim biznesem nieruchomościowym i hazardowym, co były właściciel uznał za obszar poza jego kompetencjami. Jednak patrząc na puste miejsca w hali i frustrację kibiców, trudno nie odnieść wrażenia, że gdzieś po drodze zniknęło to, co budowało tożsamość tej drużyny. Dzisiejszy żal Marka Cubana jest jedynie potwierdzeniem tego, jak trudno jest oddać dzieło swojego życia w ręce, które kierują się zupełnie inną logiką niż czysta pasja do koszykówki. I to jest błąd, którego już nie da się cofnąć.










