Sixers przegrywali z Cavs już 29 punktami, a mimo to wygrali 114:106. Tyrese Maxey zdobył 32 punkty, Joel Embiid dołożył 24, a LeBron James zakończył spotkanie z 17 punktami i 10 zbiórkami. O odwróceniu meczu zdecydowało jednak również to, co zmieniło się w obronie. Sixers utrudnili rywalom dostarczanie piłki pod kosz, a Maxey zaczął wywierać presję, która pozwalała jego drużynie zdobywać łatwiejsze punkty.
Spotkanie Sixers – Cavs było transmitowane w TVP Sport. Jego powtórkę można obejrzeć w aplikacji TVP Sport oraz na tej podstronie w portalu TVP.
Po pierwszej połowie trudno było uwierzyć, że Sixers będą w stanie wrócić do gry. Donovan Mitchell miał już 22 punkty, a Sixers trafili tylko cztery z 15 rzutów za trzy. Atak gospodarzy często kończył się stratą lub właśnie rzutem z dystansu, który był efektem twardej obrony Cavs.
Po zmianie stron Maxey uruchamiał kontrataki i przedzierał się przez obronę rywali. Embiid za to częściej grał bliżej kosza. Utrudniał dogrania do Jarretta Allena i Evana Mobleya, którzy zdobyli przed przerwą łącznie 29 punktów, oddając 18 rzutów z gry. Po przerwie mieli razem tylko trzy punkty i pięć oddanych rzutów. Atak Cavaliers stracił ważną część swojej wcześniejszej przewagi.
Maxey dołożył do tego agresywniejszą obronę na całym boisku. Zamiast pozwalać rywalom spokojnie rozpoczynać akcje, utrudniał im organizację gry i zmuszał do szybszych decyzji. Dla zespołu próbującego odrabiać straty miało to podwójną wartość, bo zatrzymanie przeciwnika mogło od razu uruchomić kontratak.
W trzeciej kwarcie Sixers wymusili osiem strat Cavs. James i Maxey wykorzystywali te sytuacje do przyspieszania gry. LeBron pomagał również porządkować defensywę – w pewnych momentach grał w obronie jako center i wskazywał partnerom jak mają się ustawiać. W ataku zaś nie forsował rzutów, oddawaj je kiedy było trzeba, albo nadarzała się ku temu okazja, ale przede wszystkim pozwalał partnerom na skuteczne akcje.
Właśnie taki podział odpowiedzialności może być dla tej drużyny bezcenny, kiedy nie ma jednego lidera, który bierze na siebie ciężar gry, ale za zdobywanie punktów mogą odpowiadać także inni zawodnicy.
Cavaliers mieli szansę zatrzymać powrót gospodarzy. Zakończyli trzecią kwartę sześcioma punktami z rzędu i prowadzili 90:82. Samo zbliżenie się Sixers nie rozstrzygało jeszcze spotkania. W ostatniej części Embiid zdobył siedem kolejnych punktów i dał Sixers prowadzenie 96:95. Następnie sześć punktów z rzędu dołożył Jaylen Brown, zwiększając przewagę do 102:95. Sixers wygrali więc końcówkę dzięki kilku różnym zawodnikom, a nie jednemu nadzwyczajnemu występowi.
Brown zakończył mecz z 21 punktami, a VJ Edgecombe zdobył ich 11. Wszyscy gracze pierwszej piątki gospodarzy osiągnęli dwucyfrowy dorobek. Po zwycięstwie nad New York Knicks Sixers mają już drugą wygraną, ale odniesioną w zupełnie innych okolicznościach.
Jeśli Sixers mają zajść daleko w play-offach, to ich celem musi być dążenie do takiej właśnie gry, kiedy to Maxey napędza kontrataki i dynamicznie wjeżdża pod kosz oraz rzuca z dystansu, ale Brown, Embiid, LeBron oraz Edgecombe też biorą na siebie odpowiedzialność i nie boją się oddawać rzutów, ale żaden z nich nie robi tego na siłę. W tym może tkwić największa przewaga Sixers – w decydujących momentach rywale nie będą wiedzieli kto będzie numerem jeden, a kto numerem dwa, bo każdy z gracz pierwszej piątki może okazać się tym, który zdobędzie najważniejsze punkty w meczu.










