Rywalizacja pomiędzy Oklahoma City Thunders a Portland Trail Blazers zapowiadała się niezwykle elektryzująco. Wielu ekspertów uważało niżej rozstawioną ekipę OKC za faworyta rywalizacji – jak się okazało ekipa z PTB poradziła sobie dość łatwo. Jako główne przyczyny niepowodzenia należy wskazać problemy zdrowotne Paula George’a oraz destrukcyjną dla zespołu postawę Russella Westbrooka.

Ze zdrowiem nie wygra nikt – bark Paula George’a nieco ograniczył jego możliwości i wyhamował gracza w kluczowym momencie sezonu. Taka sytuacja oznaczała, że jeszcze więcej akcji rozwiązywał Russell Westbrook. I o ile należy go podziwiać za jego niesamowite dokonania, jakimi są trzy sezony regularne pod rząd ze średnią na poziomie triple-double, to po raz kolejny cyfry, jakie zapisuje w protokole nie przełożyły się na sukces zespołu. Z resztą jego średnie z fazy Playoffs także prezentują się imponująco – 23 punkty, prawie 11 asyst, niespełna 9 zbiórek – ręce same składają się do oklasków. Mimo tego zespół zakończył przygodę z decydującą fazą sezonu już po pięciu meczach. Dla kibiców to zdecydowanie za szybko.

By zrozumieć skalę problemu należy popatrzeć na statystyki skuteczności w stosunku do oddawanych rzutów – i tutaj zaczyna się problem. Energetyczny rozgrywający trafił w tej serii jedynie 36% rzutów z gry (40 ze 111 oddanych), oddając aż 22 rzuty w każdym spotkaniu. Skuteczność z dystansu również nie powala – 32% to niewiele, zwłaszcza gdy zawodnik oddaje niespełna 7 rzutów na mecz. Jedynie rzuty wolne wyglądają naprawdę przyzwoicie, gdyż Russell trafiał na skuteczności 88% ale problem jest inny – oddawał zaledwie 5 osobistych na mecz, co w przypadku gracza, który ma w rękach aż tyle posiadań i wielokrotnie atakuje obręcz należy uznać za ilość naprawdę niewielką. To wszystko skłania do nieco brutalnej refleksji – Westbrook nie jest dobrym materiałem na lidera, gdyż swoją grą nie uruchamia właściwie zespołu. Fakt, że nie jest klasycznym rozgrywającym jest niepodważalny, pomimo wysokiej średniej asyst. Jego decyzje rzutowe budzą sporo wątpliwości, a sam gracz wydaje się nie do końca panować nad emocjami i nie jest w stanie oddać piłki w ręce skuteczniejszych kolegów w decydujących momentach meczu. Na zakończenie podsumowania statystycznego wspomnieć należy jeszcze o średnio 4,6 stratach w każdym meczu – to trzeci najgorszy wynik w tegorocznych Playoffs.

Główny analityk jednego z zespołów Konferencji Wschodniej, który pragnął zachować anonimowość stwierdził, że patrząc na grę Westbrooka w stosunku do jego wieku należy stwierdzić, że jego prime time się skończył. To mocne stwierdzenie, gdyż rozgrywający OKC ma dopiero 30 lat i jest w najlepszym dla sportowca wieku, tym samym może osiągać obecnie szczyt możliwości fizycznych oraz potrafić wykorzystywać swoje doświadczenie. Tymczasem patrząc na grę Russella mamy wrażenie, że gracz stoi w miejscu w stosunku do organizacji, która idzie do przodu. Po odejściu Kevina Duranta ze zespołu zawodnik miał wolną rękę i przejął zespół w wielkim stylu, lecz nie ciążyła na nim wówczas żadna presja wyniku. Obecnie okoliczności się zmieniły – w Oklahomie pozostała w składzie inna gwiazda ligi – Paul George, swoją grę na wyższy poziom wyniósł Steven Adams, sezon życia rozegrał Jerami Grant, a z ławki pojawiał się wartościowy zmiennik w osobie Dennisa Schrodera. To wszystko powoduje, że personalnie OKC mają czym straszyć rywali, jednak by osiągnąć sukces, to także ich kluczowa postać w osobie Westbrooka powinna znać priorytety wychodzące poza obszar linijki statystycznej. Na ten moment stać ich było jedynie na 5 meczów w I rundzie – to daleko od czołówki NBA.